Prawa autorskie: AFPAFP
28 października 2022

"Musimy być odpowiedzialni, od tego zależy nasze życie”. Jak Ukraińcy radzą sobie bez prądu

“Nie ma sensu planować dnia. Umyłam włosy, alarm. Czekać aż wyschną czy biec do schronu? Zimno tam siedzieć 4 godziny - pisze koleżanka z Kijowa. - Nie możemy chować się po 4-5 godzin kilka razy dziennie. Nie zostaje czasu na życie”

Na zdjęciu: Pieszy przechodzi obok samochodów na Chreszczatyku, centralnej ulicy Kijowa, 24 października 2022 roku podczas zaciemnienia części dzielnic stolicy Ukrainy po dwóch tygodniach rosyjskich ataków rakietowych na infrastrukturę krytyczną. Fot. Sergei Supinsky, AFP

“Kuskusu i kaszy gryczanej nie trzeba gotować. Kuskus wystarczy zalać wrzątkiem, a kaszę gryczaną można po prostu zalać zimnym płynem (woda, sok, rosół)” — takie rady publikuje na Facebooku znany ukraiński kucharz Jewhen Kłopotenko. Na słodko można przy świecach przygotować andruty — tort z wafli przełożony kajmakiem.

Od 10 października Rosjanie przeprowadzili ponad 300 ataków na ukraińską infrastrukturę energetyczną, niszcząc około 30 proc. ukraińskich elektrowni. Energetycy starają się jak najszybciej przywrócić zasilanie, często ryzykując życie.

“Dobrowolne zmniejszenie zużycia energii elektrycznej o co najmniej 20 proc. pomoże ustabilizować ukraiński system energetyczny po masowych rosyjskich ostrzałach” - poinformował minister energetyki Ukrainy Herman Hałuszczenko.

Problem dotyczy całego kraju: armia rosyjska zniszczyła elementy sieci energetycznej w różnych częściach Ukrainy, dlatego wszyscy muszą oszczędzać prąd.

Od 20 października w całej Ukrainie są przerwy w dostawach prądu. Ostatni raz było tak 30 lat temu, w latach 90. Ukrenergo apeluje do Ukraińców o ograniczenie użycia energii w godzinach szczytu, od 08:00 do 11:00 i od 17:00 do 23:00.

W tym czasie proszą o nieużywanie energochłonnych urządzeń: grzejników, pralek, kotłów, zmywarek itp..., niewłączanie wszystkich urządzeń elektrycznych jednocześnie oraz zmniejszenie ich mocy itd. A także o wyłączanie oświetlenia ulicznego.

“Dzięki temu system energetyczny nie będzie na pełnych obrotach, elektrownie mogą oszczędzać węgiel, który będzie potrzebny w zimowym okresie grzewczym, a w razie awarii odłączenia będą minimalne” — tłumaczy w “Ekonomicznej Prawdzie” Iwan Bondarczuk, doradca LCF Law Group, specjalista w dziedzinie energetyki.

Przeżyliśmy Czarnobyl, przeżyjemy i to

Władze podają rekomendacje, jak najlepiej przygotować się na przerwy w dostawie prądu. Skutecznie zamieniają też te rekomendacje w trend w mediach społecznościowych.

Ludzie opisują tam, jak sobie radzą bez światła. Ładnymi zdjęciami zachęcają innych, by “romantycznie” spędzić wieczór.

Celebryci, blogerzy, politycy, aktorzy ー wszyscy są solidarni, siedzą bez światła.

Janina Sokołowa, ukraińska dziennikarka, na Facebooku pisze:

“W czasie putinowskiej »denazyfikacji« jeszcze bardziej się ukrainizowaliśmy, zapalaliśmy świece i czytaliśmy biografie ukraińskich pisarzy, romantyczną korespondencję na emigracji i śmialiśmy się głośno dzięki humorowi, jaki zarówno nasi przodkowie, jak i my sami wykazujemy w najtrudniejszych momentach naszej historii. A potem było jeszcze trudniej, bo przyszła zima. A potem wygraliśmy…”.

Pod postem pojawiają się komentarze:

  • “Przeżyliśmy Czarnobyl, SERESER [czyli ZSRR], siedzieliśmy bez światła przy świecach, siedzieliśmy bez pensji, mieliśmy kupony/miliony, przeżyliśmy »jezioro łabędzie« - i przeżyjemy upadek raszki” ["raszka" to potoczne określenie Rosji - przyp. red].
  • “Po tej zimie będzie baby boom”.
  • “Teraz więcej czasu można spędzić z rodziną”.
View post on Facebook

Codzienność nie jest jednak łatwa

Dr Tetiana Oharkowa, ukraińska literaturoznawczyni, opisuje, jak w Kijowie wygląda życie jej rodziny bez prądu:

“Dziś rano przez 6 godzin nie mieliśmy prądu.

I wszystko byłoby dobrze, ale nie było światła w przedszkolach, do których zabraliśmy dzieci po raz pierwszy po dwutygodniowej przerwie. A rano były 2 alarmy, dzieci siedziały w ciemnych piwnicach.

I wszystko byłoby dobrze, ale kuchenki w przedszkolach są elektryczne, więc nikt nie zdążył ugotować obiadu, a w porze obiadowej dzieci jadły ciasteczka w piwnicach.

I wszystko byłoby w porządku, ale w pewnym momencie podczas alarmu zniknął zasięg, prądu nie było już przez kilka godzin. I kiedy zabrałam najmniejszą Jasię i poszłam do drugiego przedszkola po Jarynkę, gdzieś nisko nad głową przeleciał myśliwiec. Nie widziałam go, tylko słyszałam, ale był tak blisko, że prawie upadłam na ziemię z przerażenia. Dowiedzieć się, co to było, nie da się ー internet nie działa, zasięgu też nie ma. Co się w ogóle dzieje? Kto nam powie?

Kiedy w końcu dotarłyśmy do przedszkola, w którym w ciemnej piwnicy znalazłam drugie dziecko (jednocześnie dowiedziałam się, że kuchenki w tym przedszkolu też są elektryczne i sytuacja z obiadem jest taka sama), nauczycielka miała do mnie tylko jedno pytanie:

dlaczego córka nie przyniosła dziś na zajęcia plasteliny i ołówków? Przecież był komunikat w messengerze Viber! Czytajcie uważnie wiadomości nauczycieli!

Wydaje mi się, że jesteśmy niezwyciężeni”.

“Dla Nikopola brak prądu niesie ogromne zagrożenie”

Przed inwazją Iryna Wołoszyna z mężem i synkiem mieszkali w Nikopolu ー mieście w obwodzie dniepropietrowskim, położonym w południowej części obwodu na prawym brzegu Kachowskiego Zbiornika Wodnego. Latem, kiedy zaczęły się coraz silniejsze ataki na miasto, rodzina przeniosła się do rodziców na wieś w rejonie nikopolskim. Do miasta jeżdżą do pracy.

Iryna jest dziennikarką gazety “Wyzyt Wenal Nikopolskyj kraj”, która po inwazji przestała ukazywać się w wydaniu papierowym. “Kto miałby ją kupować?” — pyta Iryna. Teraz jedynie publikują newsy na stronie internetowej i to nie za często.

“Jedziesz po materiał i nie wiesz, kiedy może uderzyć” ー tłumaczy Iryna.

Po 10 października w domu Iryny kilka razy nie było prądu. “Wrogowie zaczęli przeprowadzać ataki rakietowe na strukturę energetyczną, co spowodowało szkody w naszym obwodzie. Oczywiście, jest duże obciążenie na części sieci, która pozostała czynna. Usiłujemy stabilizować sytuację” — mówi Iryna.

Władze lokalne proszą mieszkańców o zminimalizowanie wykorzystania energii elektrycznej, zwłaszcza w godzinach szczytu. “Teraz nie zostawiamy włączonego telewizora czy światła, jak wychodzimy z pokoju. 100 razy myślę, kiedy mam zrobić pranie. Żarówki to już dawno wszyscy mają energooszczędne — mówi Iryna. Musimy być odpowiedzialni, bo od tego zależy nasze życie”.

Każdy region ma plan antykryzysowy

Obwód dniepropetrowski został podzielony na trzy okręgi, w każdym z nich po kolei jest wyłączany prąd na 4 godziny w dzień i 4 godziny nocą. Oprócz tego mieszkańcy proszeni są o oszczędzanie energii od 6 do 11 oraz od 17 do 23.

Dla mieszkańców Nikopola brak prądu jest szczególnie niebezpieczny. Miasto jest ostrzeliwane z Zaporoskiej Elektrowni Atomowej w Enerhodarze, którą zajęły wojska rosyjskie.

“Dowiadujemy się o zagrożeniu przez internet, jest taka aplikacja. Jeśli długo nie będzie prądu, to jak ludzie naładują telefony? — mówi Iryna. — Żeby zabrzmiał alarm, również jest potrzebny prąd. Jak go wyłączą, ratownicy będą jeździć po miejscowości, informując cywili. Jednak nie jest to skuteczne, nie wszyscy zdążą się ukryć”.

Iryna z rodziną nie myśleli o wyjeździe z Nikopola. “Póki można mieszkać w domu, nie wyjedziemy. Nigdy w nic nie wierzyliśmy tak bardzo, jak w nasze zwycięstwo” — wyznaje Iryna.

Po naszej rozmowie w rejonie nikopolskim wyłączyli prąd na 9 godzin. Iryna napisze mi o tym następnego dnia.

“Nie możesz planować ślubu za cztery miesiące, bo nie wiesz, co się wydarzy i czy da się cokolwiek zorganizować”

Już kilka dni Ołena Mygashko chodzi szukać prądu po kawiarniach. W mieszkaniu na Szulawce [dzielnica Kijowa — przyp. red.], które wynajmuje z chłopakiem, w dzień nie ma prądu przez 4 godziny. Ołena jest redaktorką naczelną charkowskiego media “Gwara media”, nie może po prostu wyłączeń przeczekać — musi pracować.

W Kijowie, jak i w innych miastach stworzyli harmonogram przerw dostaw prądu. Jednak energia elektryczna nie zawsze jest wyłączana zgodnie z rozpiską.

“Stosowanie harmonogramów wyłączeń jest związane z konkretną sytuacją, która w danym momencie wytworzyła się w systemie elektroenergetycznym — mówi szef państwowego koncernu energetycznego Ukrenergo Wołodymyr Kudrycki. — Jeśli Ukrenergo mówi, że na pewnym obszarze trzeba zmniejszyć zużycie o 30 MW czy 40 MW, to zadaniem regionalnej spółki dystrybucji energii jest jak najszybsze wykonanie tego polecenia. Czasem więc po prostu wybierają węzły energetyczne o największym zużyciu. Dlatego zdarza się, że odłączanie odbiorców nie jest dostatecznie równomierne”.

W ciągu kilku dni mieszkańcy obwodu kijowskiego zmniejszyli zużycie prądu o 7 procent. To jednak nie wystarcza.

“Masz pracę, uczysz się czy studiujesz, prowadzisz biznes. Nie wiadomo, kiedy wyłączą ci prąd. Na czas bez prądu zamykają sklepy, kawiarnie. Muszę jechać do innej dzielnicy. Mam stary laptop i telefon, nie wytrzymają długo bez gniazdka. Tak w ciągu dnia przemieszczam się po mieście” — mówi Ołena.

Do domu wraca po ciemku, idąc Chreszczatykiem, świeci pod nogi telefonem. Na ulicach jedynym źródłem światła są reflektory samochodowe.

“Ludzie są przyzwyczajeni do wygody. Robienie prania, jednoczesna praca przy komputerze, ładowanie telefonu i gotowanie jedzenia — to wszystko były dla nas rzeczy oczywiste. To, że w sklepach jest wszystko i możesz kupić to, co chcesz, jest tak naprawdę przywilejem. Doceniamy to, kiedy to tracimy" — mówi Ołena. — "W obwodzie charkowskim Ukraińcy żyją bez rzeczy, do których się przyzwyczaili. Ale przez ich brak niekoniecznie nasze życie stanie się gorsze”.

Rzeczy, które robiliśmy przed wojną, nie są na czasie

Po 24 lutego Ołena tylko raz wyjechała na kilka dni na szkolenia do Wiednia. Nie rozważała nawet wyjazdu na dłużej, nie chce zostawiać chłopaka. Wiele par rozeszło się przez wymuszoną ucieczkę. We Lwowie, dokąd najpierw uciekali Ukraińcy, również jest teraz niebezpiecznie.

“Jeśli przerwy w dostawie energii elektrycznej są niezbędne, żeby nasza armia dalej wyzwalała okupowane terytoria, będę siedzieć każdego dnia po 4 godziny czy więcej bez prądu. Mój komfort ani to, czy będę mogła pracować, nie jest ważne. Podobnie sądzi większość Ukraińców" — mówi Ołena.

"Denerwuje cię, że jest ci zimno, że ktoś może sobie puścić rakietę na twój dom czy dom twojej babci. Ta złość przeradza się w siłę. Nam chce się jeszcze bardziej zwalczyć to zło”.

Ołena nie może udekorować pokoju lampkami i radośnie zawołać przyjaciół na parapetówkę, znajomi przez godzinę policyjną nie mogą późno wracać, nie mogą pić alkoholu wieczorem czy potem razem wyjść podziwiać nocne miasta. Wielu jej rówieśników i rówieśniczek spoza Ukrainy nawet nie rozważa takich kwestii.

“Życie podczas wojny odbiera możliwość planowania, spełniania marzeń. Jesteśmy podporządkowani realności, która wymusza na nas akceptację różnych wydarzeń. Ciągle prześladuje nas odczucie, że w każdej chwili może stać się coś okropnego” - tłumaczy Ołena. Uważa, że zwykłe rzeczy, które lubiła przed wojną, są teraz nie na czasie.

Udostępnij:

Krystyna Garbicz

Jest dziennikarką, reporterką, „ambasadorką” Ukrainy w Polsce. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne