0:00
Prawa autorskie: fot. Mariusz Sepiołofot. Mariusz Sepioło
Śledztwo

List do Kaczyńskiego i makieta na parkingu. Jak nie powstało Muzeum Bitwy Warszawskiej

Architekt Czesław Bielecki osobiście przekonywał do pomysłu na Muzeum Bitwy Warszawskiej najważniejsze osoby w państwie. Chwilę później jego firma wygrała kilkumilionowy przetarg. Placówkę buduje spółka podlegająca ministrowi obrony Mariuszowi Błaszczakowi

Wydrukuj

Artykuł został po raz pierwszy opublikowany w magazynie śledczym Fundacji Reporterów FRONTSTORY.PL

W Ossowie pod lasem stoi betonowy klocek. W centrum masywny sześcian, po obu stronach wielkie ściany, niczym rozpostarte skrzydła. Budynek stoi na usypanym wzgórzu, przed nim powstanie kiedyś aleja, ogród upamiętniający poległych i amfiteatr dla widzów rekonstrukcji bitwy warszawskiej.

Pod budynkiem kilka koparek usypuje gruntowe wzniesienie. Wokół nieużytki, rowy, krzaki, rozjeżdżone drogi i las. Jest grudzień 2022 roku. Pusto.

Widoczny w oddali szkielet budynku Muzeum Bitwy Warszawskiej 1920 roku, na pierwszym planie nagie drzewa
fot. Mariusz Sepioło

Wielkie otwarcie miało nastąpić już dwa lata temu, na setną rocznicę Cudu nad Wisłą. Nie nastąpiło – budowa się przeciągała, powstawały nowe projekty. Najświeższy, za 3,4 mln zł, przygotowała firma Czesława Bieleckiego, architekta związanego z PiS, w przeszłości kandydata partii na prezydenta Warszawy.

Ustaliliśmy, że Bielecki w sprawie przepchnięcia swojego projektu spotykał się z najważniejszymi ludźmi w kraju. Na spotkaniach w centrali PiS na Nowogrodzkiej rozmawiał o swoim pomyśle z Jarosławem Kaczyńskim i Mateuszem Morawieckim. Mamy dowody, że

Bielecki przekonał prezesa PiS i premiera co najmniej kilka miesięcy przed ogłoszeniem przetargu. I to jego firma wygrała przetarg.

Muzeum to jeden z rządowych „Misiów”: do tej pory wszystkie inwestycje przy budowie mogły pochłonąć ponad 90 mln zł.

Układ PiS: jest, ale bezwładny

Lato, 2019 rok. Na parking pod siedzibą PiS na Nowogrodzkiej podjeżdża samochód, wysiada Czesław Bielecki. Zanim ruszy do wejścia, którym goście Kaczyńskiego wchodzą do biura, z auta wyciąga pokaźną makietę.

Makieta: pośrodku pola duży nasyp, a na szczycie potężny gmach w kształcie sześcianu z odchodzącymi z boków skośnymi ścianami – niczym rozłożone do lotu skrzydła.

Jest czerwiec 2019 roku. Dla budowy muzeum to moment niesprzyjający. Politycy, którzy na setną rocznicę bitwy obiecują otwarcie (m.in. Mariusz Błaszczak i Michał Dworczyk), już wiedzą, że nie mówią prawdy. Nie zdążą. Za rok w Ossowie w miejscu muzeum wciąż będzie można podziwiać kilka hektarów pola.

Czesław Bielecki od dwóch lat żyje ze świadomością, że to jego projekt powstanie w Ossowie. Ale męczy go polityczna przepychanka: media informują, że albo muzeum nie powstanie, albo powstanie gdzie indziej. W PiS plotkują: Bielecki uważa, że jego przeciwnikiem w rozgrywce o muzeum jest Adam Buława, dyrektor Muzeum Wojska Polskiego (Bielecki jest z nim w konflikcie). Muzeum Wojska Polskiego jest w tej historii ważne, bo muzeum w Ossowie będzie jego filią.

Bielecki rozpoczyna cykl spotkań z najważniejszymi ludźmi w państwie.

Podczas spotkania na parkingu przy Nowogrodzkiej Morawiecki wprost zwraca się do Bieleckiego: – Panie Czesławie, działamy! Będziemy realizować pana projekt!

Uczestnikiem rozmowy jest Bartłomiej Rajchert, prezes Grupy Doradztwa Strategicznego, której biuro mieści się drzwi w drzwi z biurem prezesa PiS. Rajchert pracował kiedyś w centrali PiS, potem współpracował z burmistrz Wołomina, projektował strategię komunikacji w sprawie muzeum. W maju 2019 Bielecki poprosił go o wsparcie komunikacyjne w związku z „bezwładnością układu” i „oporem materii”. Rajchert twierdzi, że pomógł w kontakcie z politykami i mediami, pośredniczył też w rozmowach z samorządem. Dziś już nie współpracują, bo – jak twierdzi Rajchert – Bielecki „osiagnął swoje".

Piszę do ciebie, drogi Jarku

Jest rok 2018. Na polu w Ossowie ciągle pusto. Inwestor, czyli Muzeum Wojska Polskiego, wciąż nie wie, kiedy ruszy budowa. W kolejną rocznicę Cudu na Wisłą Mariusz Błaszczak fotografuje się na tle koparek. Zapowiada, że już niedługo wyśle do firm zaproszenia do składania ofert na „pierwszy etap budowy”. Nie zdradza, że chodzi jedynie o budowę dwóch, 70-metrowych masztów na flagi.

Wiosną 2019 roku Bielecki traci cierpliwość. Postanawia działać. W maju, chwilę po zwycięstwie PiS w wyborach do europarlamentu, pisze list do Jarosława Kaczyńskiego. Dotarliśmy do tego listu. Bielecki gratuluje prezesowi sukcesu i podkreśla, że to czas, by „ludziom, którzy wreszcie się ruszyli do urn, dać satysfakcję i poczucie wielkości Państwa”, pokazać, że „stać nas na zrobienie czegoś na miarę 100.lecia Bitwy Warszawskiej” (pisownia oryginalna).

W liście narzeka, że w wyniku intryg dyrektora Muzeum Wojska Polskiego Adama Buławy i „jego protektora Jana Żaryna (wówczas zasiadającego w radzie Muzeum II Wojny Światowej – red.) wielki projekt ma się skończyć prowizorką”. A tymczasem, jak pisze, premier Morawiecki w korespondencji zapewniał go, że pieniądze na tak ważny cel się znajdą.

Do prezesa PiS Bielecki zwraca się w liście „Drogi Jarku”.

Pisze też do premiera. Dotarliśmy także do tego listu. Bielecki zapewnia w nim, że zmniejszył koszty inwestycji do ok. 100 mln zł. Ma nadzieję, że Morawiecki razem z prezydentem Dudą obejmą nad projektem protektorat. Oraz że jest problem: Błaszczak pieniędzy nie ma i tylko premier może je zapewnić.

Oba listy wysyła w maju. W czerwcu 2019 roku z makietą pod pachą podjeżdża do prezesa PiS na Nowogrodzką. – Poszedłem do Jarosława Kaczyńskiego i powiedziałem, że projekt trzeba zmniejszyć – przyznaje Bielecki. – Zorientowałem się, że Muzeum Wojska Polskiego chce, żeby to było jak największe. Tak wielkie, że aż nie do zrobienia.

Jak reagował Kaczyński? – Proszę pytać Kaczyńskiego, nie mnie – architekt jest czujny. – Przekonałem go, a oni wspólnie z premierem Morawieckim przekonali ministra Błaszczaka, że trzeba wreszcie coś zrobić na 100-lecie. Jedno mogę powiedzieć z pewnością i podpisać własną krwią: w sektorze publicznym absolutnie nie przebija się żadna integralna myśl. Nie ma myślenia do przodu.

Nie każdy zna Kaczyńskiego

Bielecki nawet dziś powtarza zarzuty wobec Adama Buławy. Twierdzi, że dyrektorowi Muzeum Wojska nie zależało na doprowadzeniu przedsięwzięcia do końca. A projektowi budowy brakuje kogoś, kto dbałby o wizję całości: – W całej historii jesteśmy jako zespół projektantów ofiarami biurokracji, bezdusznego stosowania przepisów i uciekania od decyzji i odpowiedzialności przez inwestora i nadzorujące go MON. Nie mam poczucia, że coś tu było nie tak. A jeśli cokolwiek było czy jest ułożone, to nie pode mnie.

W czerwcu 2019 roku Bielecki udziela wywiadu WP.pl, w którym tłumaczy, że konkurs idei na projekt muzeum wygrał, bo inni się nie stawili na polu boju. Narzeka, że Muzeum Wojska Polskiego sabotuje projekt. (Adam Buława, historyk na UKSW i radny PiS na Żoliborzu, długo zastanawia się nad rozmową z nami. W końcu z niej zrezygnuje).

W sierpniu 2019 Bielecki po raz kolejny spotyka się z Jarosławem Kaczyńskim, Mateuszem Morawieckim i Mariuszem Błaszczakiem (z tym ostatnim spotyka się także w lipcu). To wtedy ostatecznie przekonuje ich do swojej wizji: bitwę warszawską trzeba upamiętnić z rozmachem. Spotkanie kończy się ustaleniem: wyłonienie generalnego wykonawcy odbędzie się w formule in-house, czyli takiej, która zwalnia państwową instytucję z konieczności urządzania przetargu. Ministerstwo może zlecić zbudowanie muzeum komukolwiek.

Po spotkaniach z czołówką PiS sprawy zaczynają toczyć się szybko.

We wrześniu 2019 roku Adam Buława traci stanowisko. Wcześniej koordynację budowy muzeum w Ossowie – jako inwestor zastępczy – przejmuje podlegający MON i ministrowi Błaszczakowi Stołeczny Zarząd Infrastruktury. W grudniu zostaje rozpisany nowy przetarg – na „aktualizację projektu muzeum w Ossowie”. Wartość: 3,7 mln zł. Wpływają cztery oferty: w tym warta prawie 3,4 mln zł oferta firmy Bieleckiego i najtańsza – warta niespełna 2 mln zł architekta Marcina Bartosia. Wygrywa Bielecki. W propozycji Bartosia urząd doszukuje się błędu formalnego – brak oryginału potwierdzającego przelew wadium.

– Nie znam tego pana [architekta Bartosia – red.], wiem tylko, że dali cenę rażąco niską – mówi nam Bielecki. – Bartoś, w przeciwieństwie do Czesława Bieleckiego, nie spotykał się z Jarosławem Kaczyńskim. – Ale to spotkanie nie miało nic wspólnego z przetargiem! Ja byłem tym przetargiem kompletnie zaskoczony! – twierdzi Bielecki. – Dowiedziałem się o nim z internetu. W środku rozmów - nazwijmy to, uzgodnieniowych - w ministerstwie, przeczytałem, że jest przetarg. Zapytałem anonimowo: macie prawa autorskie [do projektu muzeum – przyp.red.]? Nie mieli. A zorganizowali przetarg. Nie miałem wyjścia, musiałem wystartować. Znowu się unosi: – Proszę pana, ja byłem ostatnim człowiekiem, który byłby w tej sytuacji uprzywilejowany. Ja przyszedłem do Kaczyńskiego zaniepokojony jednym: że nic nie powstanie na stulecie. I tyle.

Placówka w Ossowie miała być jednym z najważniejszych projektów PiS-owskiej polityki historycznej. Na początku firmował go minister obrony Antoni Macierewicz. Potem start budowy z pompą ogłosił następca Macierewicza Mariusz Błaszczak. Od tej chwili sprawa budowy muzeum stała się sprawą osobistą – Błaszczak pochodzi z okolicy, Ossowo to jego teren.

Sprawa budowy muzeum od początku była polityczna.

Pod koniec lat 90. Kazimierz Andrzej Zych, działacz opozycji w PRL, radny AWS w Wołominie, powołuje Komitet Budowy Pomnika Księdza Ignacego Skorupki (duchownego, który zginął w walce z bolszewikami). To pierwszy krok do upamiętnienia bitwy w Ossowie.

Od początku lat 90. Zych jest politycznie związany m.in. z Antonim Macierewiczem. Od 2010 roku wydaje bezpłatną gazetę Patria, zamieszcza w niej reklamy wyborcze Bartłomieja Misiewicza, niesławnego współpracownika Macierewicza (jest oskarżony o korupcję).

Gdy Misiewicz z Macierewiczem znikają z MON, za budowę muzeum bierze się nowy minister Mariusz Błaszczak. Rola Zycha zaczyna maleć. Lokalna PO próbuje wyprzedzić PiS; ogłasza, że muzeum powstanie, a nad projektem pracuje już znany architekt Mirosław Nizio.

Ale w Wołominie sytuacja się zmienia: władzę obejmują ludzie związani z Jackiem Sasinem. Burmistrzem zostaje Ryszard Madziar, przyjaciel ministra. Cztery lata po ogłoszeniu projektu architekta Nizio władze miasta stawiają na tańszą koncepcję firmy Arkon Atelier z Gdańska. W 2013 zostaje powołana odpowiadająca za kierowanie całym przedsięwzięciem specjalna placówka, Samorządowa Instytucja Kultury „Park Kulturowy – Ossów – Wrota Bitwy Warszawskiej 1920 roku”.

Na jej czele staje młody pracownik urzędu miasta Maksym Gołoś (dziś robi karierę w spółkach Skarbu Państwa). Koncepcja Nizio jest według niego zbyt droga (miała kosztować 100 mln zł), nowa ma kosztować tylko 10-13 mln zł.

Sam Nizio w liście otwartym do władz Wołomina napisze, że jego pomysł miał się zamknąć w 20 mln, a o zmianie projektanta muzeum dowiedział się z mediów.

Przełom następuje w sierpniu 2015: Wołominem rządzi Elżbieta Radwan, formalnie niezwiązana z żadną partią, wybrana z własnego komitetu. Organizuje briefing prasowy i przed kamerami podpisuje tekst apelu pod tytułem: „Czas na Muzeum Bitwy Warszawskiej 1920 roku!”. W sprawie budowy wysyła ponad tysiąc listów do posłów, senatorów, ministrów i osób publicznych.

Pomysł na kampanię podsuwa jej Bartłomiej Rajchert, wówczas pełnomocnik ds. rozwoju i promocji Wołomina (potwierdza to Elżbieta Radwan). – Temat Muzeum Bitwy Warszawskiej i godnego upamiętnienia 100. rocznicy zwycięstwa stał się dla burmistrz Wołomina priorytetem. Walczyła o ten projekt z uporem, konsekwentnie i rozważnie, szukała wsparcia i przekonywała aż do skutku. Początki wcale nie były obiecujące – mówi dziś Rajchert. – Na przełomie 2015 i 2016 roku mało kto wierzył w pozytywne decyzje na szczeblu rządowym co do lokalizacji w Ossowie. Nowa burmistrz w grudniu 2014 wyeliminowała w wyborach de facto całą wołomińską ekipę Jacka Sasina. I oni nie chcą popierać lokalizacji, którą wcześniej sami promowali.

W listopadzie 2016 poseł PO Jan Grabiec pisze interpelację do ministra kultury, w której zachęca do wsparcia projektu i pyta, czy ministerstwo da pieniądze na muzeum. Obie strony barykady są zgodne jak nigdy: muzeum powinno powstać.

Ja mam pasję, wy macie konkurs

To nie pierwszy raz, gdy Bieleckiemu w sprawie budowy muzeum w Ossowie sprzyja los. Przetarg wygrany w 2019 roku – na uaktualnienie koncepcji muzeum – oznacza tak naprawdę uaktualnienie projektu autorstwa jego pracowni, który zwyciężył w dziwnym konkursie już w 2017 roku.

O co chodziło? W sierpniu 2017 Michał Wojtczuk ze stołecznej „Gazety Wyborczej” opisuje konkurs na projekt muzeum, w którym wygrywa firma Czesława Bieleckiego Dom i Miasto DiM’84. Konkurs jest ekspresowy i wygląda na zrobiony tak, żeby wygrał jeden, konkretny oferent. Taki, który ma gotową koncepcję.

4 sierpnia kilku wybranych architektów dostaje zaproszenia do udziału w konkursie. 7 sierpnia dostają regulamin. Termin składania koncepcji – 14 sierpnia, rozstrzygnięcie – dzień później. Dariusz Hyc, wiceprezes warszawskiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich (SARP), w rozmowie z „GW” podkreśla, że 10 dni to zdecydowanie za krótko: „Jak ogłaszaliśmy konkurs na miejską toaletę, daliśmy projektantom trzy miesiące. Może chodzi o szkic na kartce A4?”.

Ciekawostka: oprócz firmy Bieleckiego nikt się nie zgłasza do konkursu.

Dzień po ogłoszeniu wyników głos zabiera prezes SARP Mariusz Ścisło. Mówi, że konkursu nie konsultowano ze stowarzyszeniem. Podkreśla, że jeśli konkurs jest prywatny, to jego organizatorzy mogą robić, co chcą. Ale w przypadku konkursu publicznego obowiązują inne warunki – ustawy o zamówieniach publicznych. Od ogłoszenia konkursu oferenci muszą mieć 4-6 tygodni na złożenie prac. Skrócenie terminu do 10 dni prezes SARP uważa za karygodne.

Bielecki broni się: za przygotowanie koncepcji zabrał się z pasji, a sam konkurs dotyczył idei, „pomysłu twórczego”.

Przedstawiciel MON Sebastian Warlikowski ujawnia „Wyborczej”, że ministerstwo wypłaciło Bieleckiemu (sam architekt określa to jako „nagrodę”) 129 tys. zł za „program funkcjonalno-użytkowy muzeum w Ossowie” z koncepcją dla Ossowa.

Tłumaczy, że wartość konkursu (przypomnijmy: na przygotowanie koncepcji było 10 dni) nie przekraczała wartości 30 tys. euro, więc nie podpadał pod ustawę o zamówieniach publicznych. Terminy mogły być skrócone.

Jak projektować to na gruncie wojska

Czesław Bielecki (rocznik 1948) to architekt z kartą w antykomunistycznym podziemiu i w polityce III RP. Brał udział w protestach studenckich w Marcu ’68, w latach 70. uczestniczył w konspiracyjnej grupie Polska Walcząca, która dołączyła do Polskiego Porozumienia Niepodległościowego. Należał do Solidarności, współpracował z paryską Kulturą i Tygodnikiem Mazowsze. W latach 90. doradzał prezydentowi Lechowi Wałęsie, a potem rządowi Jana Olszewskiego. Współtworzył centroprawicową partię Ruch Stu. W 2010 roku jako kandydat bezpartyjny z poparciem PiS wystartował na prezydenta Warszawy (przegrał z Hanną Gronkiewicz-Waltz).

Ma na koncie wiele równie znanych, co kontrowersyjnych projektów, w tym budynku TVP na Woronicza (nazywa ją „rotundą z motywem Wieży Babel”, warszawska ulica mówi o niej nieco wulgarniej). Przez lata walczył o realizację swojego SocLand – Muzeum Pamięci Komunizmu w podziemiach Pałacu Kultury i Nauki.

Kiedy po raz pierwszy dowiedział się o budowie muzeum? Dokładnej daty nie pamięta. W kwietniu lub maju 2017 roku w MON usłyszał, że w stulecie bitwy warszawskiej resort planuje zrobić „upamiętnienie na chwałę oręża polskiego w Ossowie”. – Poproszono mnie, abym pojechał na miejsce i przedstawił swój pogląd na to, co można zrobić w tej lokalizacji – mówi. – Więc oczywiście zrobiłem research. Zobaczyłem to miejsce, wieś Ossów, której nic, dosłownie nic nie wyróżnia. Obejrzałem w Internecie dotychczasowe dwa projekty. I powiedziałem sobie: nie, cokolwiek ambitnego się tu zrobi, to zniknie w banalnym i chaotycznym otoczeniu. Będzie tylko prowokować ekscentrycznością formy. Trzeba wznieść się ponad to otoczenie i pokazać majestat pola bitwy w mazowieckim krajobrazie. I zrobiłem małą, roboczą makietę.

Makieta – wykonana w skali 1:5000 – stoi teraz w jego biurze. Powstała 20 maja 2017 roku, więc prawie trzy miesiące przed ogłoszeniem konkursu na wykonanie koncepcji.

Makieta Muzeum Bitwy Warszawskiej 1920 roku w biurze Czesława Bieleckiego, na tle półki z książkami
fot. Mariusz Sepioło

Architekt podkreśla, że zrobił makietę, bo pomysłu nie można zastrzec w prawie autorskim, a utwór – na przykład makietę – już tak. – Podkreślam: jeśli ktoś by wziął udział w tym konkursie i narysował takie samo wzgórze, jak ja, to ja bym uważał, że ten ktoś mnie okradł. Że naruszył moje prawa autorskie. Mój projekt pokazuje znaczenie tego miejsca na swój oryginalny sposób.

Czy o konkursie dowiedział się z wyprzedzeniem? Co działo się między nim a MON zanim konkurs oficjalnie ogłoszono? – Odwiedziłem Ossów, zrobiłem makietę i powiedziałem: to jest mój punkt widzenia. A co robią decydenci, to jest sprawa decydentów.

W przypadku projektu muzeum kluczowa okazuje się lokalizacja. Podczas wizji lokalnej Bielecki orientuje się, że działka, na której ma powstać muzeum jego pomysłu, jest terenem zamkniętym, należy do wojska i nie musi podlegać biurokratycznej procedurze.

To właśnie kwestia własności gruntów, jak twierdzi Bielecki, miała wpłynąć na wybór jego pomysłu.

Mleczna droga radnego PiS

Równie blisko najważniejszych polityków PiS co Bielecki jest też główny wykonawca projektu, czyli kierowana przez ludzi Błaszczaka państwowa spółka AMW Sinevia. Bielecki chwali ją za wizję i determinację.

W sierpniu 2020 r. MON ogłasza: budowa muzeum w Ossowie właśnie rusza. Placówka ma kosztować łącznie 190 mln zł. Znaleziono też generalnego wykonawcę. AMW Sinevia podlega bezpośrednio resortowi obrony. Stawia m.in. mieszkania dla żołnierzy, strzelnice, laboratoria, hale magazynowe i hangary. W jej zarządzie zasiadają ludzie związani z władzą. W czerwcu 2022 prezesem AMW Sinevia zostaje Andrzej Kalinowski, legionowski radny PiS i człowiek ministra Błaszczaka. Dopiero od niedawna robi w państwowych instytucjach błyskotliwą karierę – wcześniej zajmował się sprzedażą mleka, nabiału i tłuszczów.

W lutym 2018 Kalinowski wygrywa konkurs na dyrektora Wojskowej Specjalistycznej Przychodni Lekarskiej w Legionowie (urządza go MON, którym rządzi Mariusz Błaszczak). Szybko rezygnuje, ale kilka miesięcy potem zostaje wicedyrektorem Centralnego Ośrodka Sportu (COS). W 2020 roku Kalinowski robi dyplom MBA na prywatnej uczelni Collegium Humanum, opisywanej przez „Newsweeka” kuźni prawicowych kadr. W czerwcu 2022 zostaje prezesem państwowej spółki AMW Sinevia.

Andrzej Kalinowski nie odpowiedział na nasze pytania o budowę muzeum – tak samo jak MON i Stołeczny Zarząd Infrastruktury.

Architekt, dyszel i stuła

– Bielecki to człowiek ambitny i inteligentny, a jednocześnie przedsiębiorczy. Wie, jak zadbać o swój interes. Kiedy na czymś mu zależy, zrobi wszystko, żeby doprowadzić sprawy do końca. Na swoją korzyść – mówi Bartłomiej Rajchert, który pośredniczył w kontaktach burmistrz Wołomina z mediami, politykami i architektem Bieleckim. – Muzeum to dla niego projekt życia.

Czesław Bielecki - łysy mężczyzna w okularach i szarej marynarce - trzyma w ręce podręczną makietę Muzeum Bitwy Warszawskiej
fot. Mariusz Sepioło
Ile firma Bieleckiego zarobiła dotąd na muzeum? Tego się nie dowiemy.

– Chyba nie rozumiecie, na czym polega praca projektantów: my inwestujemy pracę, a dostajemy za to honoraria. To trwa miesiące i lata. Od roku 2017 nad projektem Ossowa pracuje zespół około dziesięciu firm i dwudziestu kilku osób. Ponad rok temu wykonaliśmy projekt zamienny, za który nam wciąż nie dopłacono ponad 100 tys. zł – architekt unika konkretów.

I dodaje: – Dopiero po dwóch latach budowy zapłacono nam za nadzory autorskie! Dostarczam rysunki robocze, wpisuję uwagi i decyzje do dziennika budowy, wystawiam faktury, a inwestor, czyli kolejny dyrektor MWP, je odrzuca.

Bielecki się irytuje: – Wie pan, co jest źródłem nieszczęścia? Jeśli honorarium wynosiło parę milionów złotych, łącznie za wszystkie fazy projektowania, 3,6 mln zł brutto, to urzędnik – podobnie jak pan – wyobraża sobie, że te miliony bierze Czesław Bielecki i paru jego pracowników. Trudno się takim pytaniem nie denerwować.

Podkreśla, że architektom płaci się w Polsce nie za dzieło twórcze – „kompozycję architektoniczno-krajobrazową o czytelnym wyrazie ideowym”, a jak wyrobnikom za typowy nasyp i drogę z budynkiem na składowanie artefaktów muzealnych. – A jako architekci, konstruktorzy, projektujemy i realizujemy ważny budynek użyteczności publicznej.

Pod koniec grudnia 2022 roku inwestor muzeum ogłasza nowy konkurs dla architektów: tym razem na projekt ekspozycji dla zwiedzających. W dokumentacji podkreśla, że na wystawie powinny się znaleźć artefakty kojarzone z wydarzeniami sprzed 100 lat - dyszel wozu konnego czy stuła poległego w bitwie księdza Skorupki.

Czesław Bielecki zapewnia, że jego pracownia w tym akurat konkursie nie wystartuje.

Udostępnij:

Mariusz Sepioło

dziennikarz FRONTSTORY.PL. Publikował reportaże i wywiady m.in. w „Tygodniku Powszechnym” i „Polityce”. Autor kilku książek reporterskich: „Klerycy”, „Himalaistki”, „Ludzie i gady”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne