0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: aut. Iga Kucharskaaut. Iga Kucharska

To pierwszy odcinek nowego podcastu OKO.press – „To trzeba na spokojnie”. Będę w nim opowiadał o obsesjach współczesności – big techach, sztucznej inteligencji, trendach w mediach i kulturze. Postaram się rozjaśnić trudne tematy i pomóc w ich zrozumieniu.

To trzeba na spokojnie. Świat zwariował, my jeszcze nie. Zapraszam, Marcel Wandas.

AI robi niemal wszystko – również muzykę. Wygenerowane utwory mogą pochodzić od pasjonatów nowych technologii, ale i sprytnych użytkowników platform streamingowych, którzy liczą na zarobek na odtworzeniach. Branża muzyczna zastanawia się nad tym, czy się sprzeciwiać, czy może przyłączyć do start-upów umożliwiających powstawanie kompozycji dzięki sztucznej inteligencji – na przykład Suno. Muzyka z maszynki – to temat pierwszego odcinka podcastu „To trzeba na spokojnie”.

Pasja do Suno – pasja do tworzenia?

Pan Paweł chciał usłyszeć piosenki na tematy, które go interesują – koledzy muzycy nie chcieli komponować, więc wziął sprawy we własne ręce. Póki to my kontrolujemy technologię, a nie odwrotnie, jest OK – twierdzi pan Paweł.

Pan Kuba wspomina o jakości dźwięku. “Kiedyś słuchałem Darii Zawiałow i se myślałem, ale zajebiste. Dziś nie słucham, bo dla mnie to słabo brzmi. Za pięć dych na miesiąc masz lepszego producenta i realizatora niż za tysiące dolarów. Ja uczyłem się produkcji muzyki 20 lat i nie potrafię tak miksować jak Suno” – twierdzi pan Kuba.

72-letnia pani Grażyna dzieli się swoimi doświadczeniami: „Napisałam piosenkę o Łatwogangu, który przejechał rowerem przez całą Polskę, by zebrać pieniążki dla chorego dziecka.... Moim zdaniem muzyka jest najlepszym lekarstwem na troski, smutki i łzy.. Piosenki powstałe za pomocą AI są dużo lepsze niż te na Eurowizji.... nie ma artystów, nie ma przebierańców” [pisownia oryginalna].

100 milionów promptujących

Tak o aplikacji Suno mówią jej polscy użytkownicy, członkowie liczącej 10 tysięcy członków grupy na Facebooku. Publikują tam „wypromptowane” przez siebie utwory. Bo w sztucznej inteligencji się „promptuje” – czyli opisuje pomysł, który potem realizowany jest przez AI. Wybieramy gatunek, charakter utworu, możemy wpisać tekst piosenki – i narzędzie po chwili prezentuje gotowy utwór. Mogą to być muzyczne życzenia dla bliskiej osoby, można dodać warstwę muzyczną do swojego wiersza, można też ułożyć protest song na blokadę drogi lub inną demonstrację.

AI akompaniuje również muzykom, którzy mają problemy z zebraniem zespołu, a chcą zrealizować swoje muzyczne wizje. Śpiewa też piosenki dla przedszkolaków.

Suno pobrano już ponad sto milionów razy. Są też konkurencyjne narzędzia – na przykład Udio czy generator firmy Eleven Labs. Ich użytkownicy to przede wszystkim hobbyści, choć nie brakuje dowodów, że na muzyce z maszynki można też zarobić. Użytkownicy mogą przecież wrzucać gotowe utwory na platformy streamingowe, które przecież płacą za odtworzenia. Według szacunków nawet około 40 proc. całej muzyki udostępnianej codziennie na Spotify, Tidala czy Deezera pochodzi z narzędzi generatywnych w rodzaju Suno. Ostatnia z platform sprawdziła, czy jej użytkownicy potrafią rozpoznać wytwór sztucznej inteligencji. 97 proc. osób uczestniczących w badaniu poległa.

Przeczytaj także:

– AI opiera się na tym, co już było, co znamy – zresztą można powiedzieć, że w dużej mierze tak od lat funkcjonuje muzyka pop. Najbardziej lubimy to, co już było. Zresztą sam trafiłem kiedyś na chóralną wersję utworu zespołu Radiohead. Bardzo mi się spodobała. Sprawdziłem od razu, czy są inne nagrania takiego wykonawcy na platformach streamingowych i w innych miejscach w sieci. Wyszło na to, że nikogo takiego nie ma – był to wytwór sztucznej inteligencji – mówi mi dziennikarz muzyczny Jakub Knera.

Prawo w zderzeniu z Suno

Na znanych patentach opierała się też muzyka The Velvet Sundown – „zespołu” wytworzonego przez AI, który jako pierwszy tego typu wytwór osiągnął poziom ponad miliona odsłuchań na Spotify. Nie od razu wiadomo było, że za muzykę odpowiada model językowy, a nie kilku młodzieńców z gitarami.

Po stronie wytworów AI stają też prawdziwi artyści z krwi i kości. Timbaland – jeden z najbardziej rozchwytywanych producentów pierwszej dekady XXI wieku – proponuje, by artystę zastąpiła sztuczna inteligencja. Bo artyści są kapryśni, nie chcą się dostosowywać do wizji producenta i, co najgorsze, trzeba im płacić.

Brak duszy, brak charakteru – to częste zarzuty wobec utworów powstałych z użyciem sztucznej inteligencji. To wszystko kategorie względne – przekonują mnie fani Suno. Bezwzględne powinno być za to prawo, które mogłoby blokować powstawanie dużej części muzyki z AI. Bo pamiętajmy, że wielkie modele językowe i sieci neuronowe muszą na czymś się uczyć – w praktyce kopiując fragmenty cudzej twórczości, również tych artystów, którzy nie wyrazili na to zgody. W Polsce z tą praktyką próbowała walczyć inicjatywa Artist First, której członkowie, związani z biznesem muzycznym, przekonywali, że nie potrzeba nam nowego prawa. Wystarczy egzekwowanie tego, które już mamy.

Sztuczna inteligencja uczyła się na Sanah

W praktyce AI to jednak międzynarodowa szara strefa, z czego korzystają firmy odpowiedzialne za działalność aplikacji do produkcji utworów muzycznych. Wykazali to dziennikarze The Atlantic, którzy dotarli do zbiorów danych, z których korzysta między innymi Suno. Każdy może wyszukać, jakie utwory służyły do wytrenowania modeli tworzących muzykę. Wystarczy w przygotowaną przez The Atlantic wyszukiwarkę wpisać nazwisko czy przydomek twórcy lub nazwę zespołu. Nic dziwnego, że znajdują się tam Billie Eilish, Lady Gaga, BTS czy Bad Bunny.

Zaskoczeniem może być jednak to, że ponad 200 utworów, zapewne bez swojej wiedzy, do baz, na których trenowana jest AI, oddał Kazik Staszewski. Wyszukiwarka pokazuje 123 piosenki Sanah, 79 razy do sukcesów piosenek z AI dołożyła się Kasia Cerekwicka. Idźmy dalej – dosyć niszowy, metalowy zespół Gruzja widać w bazach dwunastokrotnie. Najprawdopodobniej trudno będzie wyłuskać z tworzonych przez aplikacje utworów konkretne przypadki plagiatu. Modele plotą muzykę z różnych patentów, w przypadku jednego utworu mogą korzystać z setek piosenek. Suno nie zaprzecza, że trenuje swój model na istniejących już utworach i twierdzi, że to dopuszczalna praktyka w ramach dozwolonego użytku.

Walczyć czy się przyłączyć?

Wytwórnia Warner Music najpierw przyłączyła się do pozwu, który Suno oraz Udio – firmy odpowiedzialnej za bliźniaczą aplikację – wytoczyli giganci biznesu muzycznego. Prawnicy startupu stwierdzili, że pozywający musieliby wykazać naruszenie prawa do jednego z utworów będących przedmiotem sporu. A to oznacza – i tu cytuję – że „powodowie musieliby wykazać, że wynik ten nie tylko brzmiał podobnie, a nawet identycznie jak oryginał, ale że faktycznie zawierał próbkę z oryginału, na zasadzie kolażu. Jednak narzędzie firmy Suno zdecydowanie nie działa w ten sposób. Generuje ono wyłącznie nowe dźwięki, a nie tworzy je za pomocą łączenia próbek”.

Warner stwierdził, że nie ma sensu wojować i poinformował o ugodzie z Suno oraz partnerstwie z twórcami aplikacji, którzy na mocy umowy mogą trenować swoje modele na podstawie muzyki z katalogu wytwórni.

„Artyści i autorzy tekstów będą mieli pełną kontrolę nad tym, czy i w jaki sposób ich nazwiska, wizerunki, podobizny, głosy oraz utwory będą wykorzystywane w nowej muzyce generowanej przez sztuczną inteligencję” – zapewniał Warner. Podobną decyzję, ale w stosunku do platformy Udio, podjęła wytwórnia Universal.

Obsceniczne hity

Krytycy wpuszczania AI na platformy streamingowe zwracają uwagę, że wygenerowane utwory blokują w zestawieniach najpopularniejszych utworów i playlistach miejsca, które kiedyś przynależały prawdziwym artystom. Rekordy popularności biją zdecydowanie „slopowe” utwory Kutas Records.

W tym przypadku zaczęło się od tworzonych dla żartu rapera Kuqe 2115, skończyło na poważnym biznesie i milionach wyświetleń żartobliwych, ale często obscenicznych i homofobicznych utworów. Przykłady? Dariusz Jebadło w piosence Podziemny Drąg, Cwelgar w utworze „Gejowski Łowca Potworów”. Wiele tytułów opierających się na podobnym schemacie: jest „Nordycki Gej” i jest „Góralski Gej”; jest „Gejowski Blues”, są "Gejowskie Szanty” itd.

Mimo to trzeba uczciwie przyznać, że Kutas Records czy Velvet Sundown to wyjątki. Rynek muzyki AI wygląda na dość zatomizowany. Kiedy pytam na grupie jej fanów o ulubionych artystów wygenerowanych przez AI lub prompterów, zwykle nie doczekuję się odpowiedzi. Dla wielu – niezależnie od głosów krytyki – Suno jest narzędziem rozwijania pasji i zabawą.

Młodzi nie chcą Suno. Nie chcą nawet komputerów

Nie znaczy to jednak, że „AI slop” nie będzie w przyszłości problemem. Zapewne niektórzy będą głosować klikami i unikać kontaktu z tego typu wytworami. Jest grupa odbiorców, która nie akceptuje wykorzystania AI, również przez prawdziwych artystów od lat działających na rynku. Pokazały to krytyczne uwagi wobec Timbalanda i gniew fanów na Dawida Podsiadłę, który użył AI do stworzenia jednego z klipów.

– Dziś okazuje się, że ludzie nie chcą komputerów do robienia muzyki – mówi Piotr Figiel, DJ, muzyk i producent. – Kiedy młodzi twórcy pytają mnie, jak zacząć grać, nie pytają często o programy komputerowe, a o fizyczne instrumenty. Zrobił się boom na „hardware'owe” sprzęty.

Nie każdy więc chce wskoczyć do wagonika ze sztucznie wygenerowaną muzyką. Czy to wystarczy, by zatrzymać tę falę? Według Parlamentu Europejskiego nie. Deputowani proponują wypracowanie „trwałego” rozwiązania „chroniącego prawa autorskie przed wykorzystywaniem ich przez sztuczną inteligencję i zagwarantowanie tantiem dla artystów”, którzy, chcąc lub nie chcąc, dostarczają pożywki dla modeli sztucznej inteligencji.

Na razie na gruncie europejskiego prawa autorzy mogą jedynie zastrzec, że nie życzą sobie trenowania AI na swojej twórczości, choć – jak pokazują wyniki wyszukiwarki przygotowanej przez The Atlantic – i tak jest już po zabawie, a ci, którzy mieli trafić do baz wykorzystywanych przez AI, już raczej tam trafili.

Pewnie przyda się coś zrobić, bo wszystko wskazuje na to, że muzyka z AI zostanie z nami na dłużej. Pierwszą platformą, która zajęła się tym tematem na poważnie, jest Tidal, który nie wykasował co prawda wytworów sztucznej inteligencji ze swojej biblioteki, jednak nie będzie płacił za ich odtworzenia.

Na zdjęciu Marcel Wandas
Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.

Komentarze