"Leciała wysoko, więc myślałem, że będzie bezpieczna. Nagle usłyszałem strzał, ptak złamał się w locie i runął w dół" - mówi ornitolog. 16 września podczas polowania na Stawach Spytkowickich (woj. małopolskie) myśliwi zastrzelili ptaka objętego ścisłą ochroną gatunkową - cyrankę. To drugi ujawniony przypadek zastrzelenia cyranki w tym sezonie łowieckim.

„Kilka minut po tym, jak myśliwi zaczęli strzelać, zobaczyłem przez lornetkę cyrankę. Nadlatywała nad groblę, na której stali myśliwi. Leciała wysoko, więc myślałem, że będzie bezpieczna.

Nagle usłyszałem strzał, ptak złamał się w locie i runął w dół.

Kolega obok mnie zdążył aparatem z teleobiektywem zrobić kilka zdjęć, gdy cyranka spadała” – mówi OKO.press ornitolog Paweł Malczyk, członek Komisji Faunistycznej Sekcji Ornitologicznej Polskiego Towarzystwa Zoologicznego zajmującej się identyfikacją gatunków ptaków.

„Koledzy, którzy stali bliżej grobli, z której strzelali myśliwi, usłyszeli, że jeden z polujących krzyknął: ‚To chyba była cyranka'” – dodaje.

Do zdarzenia doszło 16 września 2018 r. w kompleksie stawów spytkowickich (woj. małopolskie, powiat Wadowice, gmina Zator). To obszar Natura 2000 „Dolina Dolnej Skawy” – cenna przyrodniczo ostoja ptaków. To miejsce licznie odwiedzane przez obserwatorów tych zwierząt.

Ptaka myśliwi zestrzelili nad Stawem Orłowiec. To część kompleksu stawów rybnych, którego zarządcą jest Instytutu Rybactwa Śródlądowego – Rybacki Zakład Doświadczalny w Zatorze.

Polowanie miało komercyjny charakter – myśliwi za udział musieli zapłacić. Jego organizatorem był Ośrodek Hodowli Zwierzyny Zator.

Cyranka jest objęta ścisłą ochroną gatunkową. To drugi przypadek zabicia przez myśliwych ptaka chronionego w tym sezonie łowieckim. A przynajmniej drugi, który został ujawniony

„Do zabicia ściśle chronionej cyranki doszło już kilka minut po rozpoczęciu polowania. Stało się to pomimo obecności społecznych obserwatorów. A więc w sytuacji, kiedy myśliwy powinien być szczególnie uważny i pewny strzału” – komentuje dla OKO.press Tomasz Zdrojewski z koalicji Niech Żyją!, która walczy o wprowadzenie moratorium na polowania na ptaki.

„To pokazuje, że mylenie gatunków ptaków i zabijanie tych chronionych to codzienność, a ich prawidłowe rozpoznawanie to w przypadku większości myśliwych czysta fikcja” – dodaje.



„Łowczy zmartwił się, że wiemy”

Paweł Malczyk i inni ornitolodzy przyglądali się polowaniu z odległości. Mieli pozwolenie od zarządcy stawów na wejście na wszystkie groble. Poza tą, na której trwało polowanie (między stawami Orłowiec a Smolicki Stary). Mimo to myśliwi zamknęli przejście na odcinku blisko 100 metrów od obydwu końców grobli, by obserwatorzy nie mogli podejść bliżej.

Po tym, jak myśliwi zestrzelili cyrankę, ornitolodzy wezwali na policję. Funkcjonariusze byli na miejscu ok. 20 minut później. „Gdy przyjechała policja, wyszedł do nas jeden z łowczych (prowadzący polowanie) i zapytał, o co chodzi” – opowiada Malczyk.

„Gdy powiedzieliśmy, że to z powodu cyranki, którą zastrzelili, zbladł. Przypuszczam, że wiedział, że jeden z myśliwych zabił ściśle chronionego ptaka. I zmartwił się, że wiemy i my”.

Policjanci poprosili Malczyka, bym poszukał zabitej cyranki. „Nie znalazłem jej – prawdopodobnie została wyrzucona gdzieś w trzcinowiska, albo wepchnięta głęboko do myśliwskiego plecaka” – mówi.

„Znalazłem za to unoszące się na wodzie inne martwe ptaki – cyraneczkę i łyskę. Na nie wolno polować, ale myśliwi nie podnieśli ich z wody, chociaż ptaki były widoczne z grobli. Mają obowiązek je zabrać” – dodaje.

Martwa łyska (L) i cyraneczka (P), których myśliwi nie podnieśli z wody. Ptaki na brzeg wyciągnął ornitolog Paweł Malczyk. Fot. Wojciech Janecki
Martwa łyska (L) i cyraneczka (P), których myśliwi nie podnieśli z wody. Ptaki na brzeg wyciągnął ornitolog Paweł Malczyk. Fot. Wojciech Janecki

Myśliwi zrobili się agresywni

Po interwencji policji myśliwi stali się agresywni wobec ornitologów.

„Jeden z nich złapał za aparat fotograficzny mojego kolegi, zaczął nim szarpać i straszył, że go wyrzuci do wody” – opowiada Malczyk.

Następnie myśliwi przenieśli się na pobliski staw, by tam również polować. Tym razem zablokowali ornitologom dojazd w taki sposób, by nie mogliście już obserwować polowania i robić zdjęć.

Malczyk pojechał na posterunek policji w Zatorze, by złożyć zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez myśliwych polegającego na zabiciu ptaka gatunku objętego ścisłą chronioną. Tam policjanci zabezpieczyli kartę SD z aparatu, na której są zdjęcia zabitej cyranki – dlatego ornitolodzy ich nie upublicznili.



Społeczny monitoring polowań

Paweł Malczyk wraz z grupą innych ornitologów  społeczny monitoring prowadzą na stawach w okolicach Zatora i Spytkowic niemal od początku sezonu polowań na ptaki. Nie blokują ich – po prostu przyglądają się, jakie gatunki ptaków padają ofiarą myśliwych. Jak przebiegają tego rodzaju akcje, pokazuje film przygotowany przez jednego z ornitologów – Dariusza Świtałę:

Aktywność ornitologów nie podoba się jednak Zarządowi Okręgowemu Polskiego Związku Łowieckiego (ZO PZŁ) w Krakowie. Ornitologów nazywa „pseudo-eko aktywistami” (pisownia oryginalna) i oskarża o blokowanie polowań. Monitoring, który prowadzili podczas polowania 1 września na oficjalnej stronie krakowskiego PZŁ został przyrównany do… niemieckiej agresji na Polskę w 1939 r. I straszy wyciągnięciem konsekwencji prawnych oraz finansowych.

„Trwająca od kilku tygodni akcja społecznego monitoringu polowań, prowadzona przez grupę ornitologów zasługuje na uwagę i słowa uznania. Ci ludzie działają z poczucia społecznego obowiązku, odpowiedzialności i troski o cenne przyrodniczo miejsce i dzikie ptaki” – broni ornitologów Tomasz Zdrojewski z Niech Żyją!

Aktywista podkreśla, że ma nadzieję, iż ta akcja stanie się dla innych inspiracją i dobrym przykładem do naśladowania.

„Społeczna kontrola polowań jest niesłychanie potrzebna. Trudno biernie akceptować fakt, że PZŁ od wielu lat zawłaszcza na weekendowe, komercyjne polowania cenną ptasią ostoję i dokonuje tam regularnej rzezi ptaków, w tym gatunków chronionych” – mówi Zdrojewski.



Krwawe żniwo

W 2015 roku dwaj ornitolodzy – Cezary Mitrus i Adam Zbyryt – w artykule naukowym „Wpływ polowań na ptaki i sposoby ograniczania ich negatywnego oddziaływania” wyliczyli, w jaki sposób polowania zagrażają ptakom. Jedno z ryzyk to mylenie przez myśliwych gatunków łownych z niełownymi.

„W Polsce nawet ponad 30 proc. zbijanych w czasie polowań ptaków stanowią gatunki ściśle chronione, w tym wiele znajdujących się w załączniku I dyrektywy ptasiej” – piszą ornitolodzy.

W Polsce do najczęściej zabijanych gatunków ptaków objętych ochroną należą:

  • śmieszki,
  • mewy białogłowe,
  • łabędzie nieme,
  • cyranki,
  • perkozy dwuczube.

„Poza tym ofiarą myśliwych padają tak rzadkie kaczki jak podgorzałka (Aythya nyroca) czy hełmiatka (Netta rufina)” – piszą Mitrus i Zbyryt.

Przyczyna tych pomyłek – poza brakiem wiedzy ornitologicznej – jest oczywista. Trudno dokonać stuprocentowo pewnej identyfikacji gatunku, kiedy ma się 2-3 sekundy na oddanie strzału. Zwłaszcza przy słabym oświetleniu, a polowania na ptaki odbywają się niekiedy tuż po zmroku albo krótko przed świtem. W takiej sytuacji nawet doświadczony w obserwacjach terenowych ornitolog miałby problem.

W Polsce walkę o wprowadzenie moratorium – a docelowo: zakaz polowań na ptaki – prowadzi koalicja Niech Żyją! Apel w tej sprawie można podpisać tu.


Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym