28 lipca 2020

Na kawce z wyborcą PiS. Jak poseł Sterczewski zwolenników Dudy przekonywał do zmiany zdania

Wraz z moją ekipą wybraliśmy jedenaście miejscowości, w których Andrzej Duda miał najlepszy wynik w powiecie poznańskim. Odwiedzaliśmy wsie i miasteczka po drodze, odbyłem kilkaset rozmów. Dla ludzi liczy się konkret - OKO.press rozmawia z posłem Franciszkiem Sterczewskim (KO)

Franciszek Sterczewski przed drugą turą wyborów prezydenckich jeździł po Wielkopolsce i miejscach, gdzie Andrzej Duda zdobył w pierwszej turze ponad 40 proc. głosów. Rozmawiał, słuchał, przekonywał.

Pytamy go, jak zdobyć poparcie młodych:

  • Jeżeli komuś zależy na poważnym wsparciu młodych, na udziale młodych w polityce, to nie może się tylko z nimi pokazywać. Młodzi potrzebują partnerskiego potraktowania. Nie chodzi o to, żeby się spotkać z młodymi i do nich mówić. Trzeba dać im mikrofon. Młodzi po prostu chcą być wysłuchani.

O rozmowy w Polsce powiatowej:

  • Jeśli chodzi o sądownictwo, zgodziliśmy się, że sądy wymagają reformy, że działają za wolno, że zdarzały się patologie. Użyłem takiego porównania: gdy w szpitalu, dwóch na dziesięciu lekarzy popełnia błędy czy nawet bierze łapówki, nie wymieniamy wszystkich lekarzy na znajomych ministra, tylko dobieramy ich wg. kryterium wiedzy i doświadczenia, a nie nadania politycznego. I tak temat po temacie dzięki analogii, te argumenty trafiały

O błędy Platformy Obywatelskiej:

  • Liczy się to, czy ktoś, gdzieś wystąpi, pokaże się. Niestety czasem to się dzieje kosztem formacji. Jeżeli zgadzamy się, że największym obciążeniem Rafała Trzaskowskiego jako kandydata był fakt, że wywodzi się z partii, to trzeba było robić wszystko, żeby uwypuklić to, że jest obywatelski, niezależny. Dziwię się, że na wiecach i na wieczorze wyborczym po pierwszej turze Trzaskowski był otoczony twarzami, które kojarzą się z największą partią opozycyjną.

Sterczewski: Nie traktujmy młodych jak dzieci, to obywatelki i obywatele

Agata Szczęśniak, OKO.press: Wszyscy chcą teraz uderzać do młodych. Rafał Trzaskowski będzie młodych przyprowadzał do Platformy, Szymon Hołownia chce zmobilizować tych, którzy jeszcze nie głosowali. Lewica, która w miarę dobrze sobie radzi w młodym elektoracie, chce go poszerzać. Konfederacja - wiadomo. PiS stracił poparcie w najmłodszej grupie, ale będzie chciał ją odwojować. Rzeczywiście jest coś takiego jak konflikt pokoleniowy i młodzi jako odrębna grupa?

Franciszek Sterczewski, poseł Koalicji Obywatelskiej: Głosy na Hołownię, Biedronia, Bosaka i nawet na Trzaskowskiego to są głosy za zmianą. Andrzej Duda miał najgorszy wynik wśród młodych ludzi. Młodzi oczekują zmiany, mają poczucie, że odbijają się od szklanego sufitu, pracują na śmieciówkach, nie stać ich na kredyt, nie mają mieszkania i poczucia bezpieczeństwa. Czasem nie mają, jak dojechać do miejscowości, w której pracują czy się uczą.

Młodzi mają masę problemów, których niestety większość polityków nie rozumie.

A jednocześnie jeżdżą po świecie, byli na Erasmusach, widzą, że polityka nie musi być betonowa jak widać często na naszym podwórku, lecz może mieć bardzo różne oblicza. Skoro Niemcy dbają o decentralizację, średnie i mniejsze miasta są świetnie zarządzane, to może w Polsce też mogłoby tak być? Skoro Francja przyznaje zapomogi pandemiczne w duchu zrównoważonego rozwoju i walki z ociepleniem klimatycznym, to dlaczego my tak nie możemy?

Ale jeżeli komuś zależy na poważnym wsparciu młodych, na udziale młodych w polityce, to nie może się tylko z nimi pokazywać. Młodzi potrzebują partnerskiego potraktowania.

To znaczy?

Nie chodzi o to, żeby się spotkać z młodymi i do nich mówić. Trzeba dać im mikrofon. Młodzi po prostu chcą być wysłuchani.

Bardzo wymowne było to, co się działo ze Strajkiem Klimatycznym podczas tej kampanii. Jeszcze kiedy kandydatką KO była Małgorzata Kidawa-Błońska, aktywiści z MSK przyszli na jej konwencję, zabrali głos i nie podali ręki kandydatce. Wiele osób się oburzało: „Co to za niegrzeczna młodzież! Nie podają ręki! Bulwersująca sytuacja”.

I rozmowa jest o tym, czy ci młodzi byli grzeczni i posłuszni, a nie o tym, co mieli do powiedzenia. A mówili, że jeśli nie odejdziemy od paliw kopalnych i zaczniemy dążyć do neutralności klimatycznej, to umrzemy.

Gdy ważą się losy naszego życia na tej planecie, savoir-vivre na prawdę nie jest najważniejszy.

Potem ta sama młodzież się pojawiła na wiecach Andrzeja Dudy, gdzie spotkali się z potwornym poniżeniem, z agresją fizyczną i psychiczną. Prezydent na to nie reagował, mimo że to się działo na jego oczach. Niebywałe!

Młodzi będą się buntować przeciwko polityce, będą głosować przeciwko systemowi, przeciwko dorosłym, którzy urządzają im świat, tak długo jak dorośli będą traktować ich z góry. To nie są dzieci, tylko młodzi obywatele i obywatelki. Jeżeli zaczniemy z nimi rozmawiać, to oni zaczną głosować za czymś, a nie przeciwko czemuś, za kimś, kto ich traktuje poważnie.

Poważnie traktuje ich Konfederacja.

Nie odważyłbym się postawić takiej tezy. Wysoki wynik Krzysztofa Bosaka w najmłodszej grupie wyborców może wynikać z tego, że on wygląda, jak młody człowiek i mówi w sposób, który może trafiać do młodzieży. Nie traktowałbym tej grupy jako żelaznego elektoratu Konfederacji. Wcześniej był Palikot, .Nowoczesna, Kukiz, ktoś, kto zbiera ten bunt pokoleniowy.

Jak pokazują różne dane, elektorat Konfederacji spada wraz z wiekiem, jak ktoś jest starszy i doświadcza życia na rynku pracy. Wtedy okazuje się, że urlop lub ubezpieczenie zdrowotne, to nie są takie głupie pomysły. Niewidzialna ręka rynku nie spowoduje, że szkoły, szpitale, czy transport publiczny będą działały lepiej, a my nie będziemy szczęśliwi. Wówczas ci ludzie zmieniają zdanie.

Tematy leżą na drodze powiatowej

Przed drugą turą jeździłeś po Wielkopolsce i miejscach, gdzie Andrzej Duda zdobył w pierwszej ponad 40 proc. Chciałeś ich przekonać, żeby jednak zagłosowali na Rafała Trzaskowskiego?

Przede wszystkim chciałem zobaczyć, jak te miejscowości wyglądają i poznać ich mieszańców. Chciałem spotkać nieprzekonanych. Ludzi, którzy się wahają, lub nie głosują. Szukałem tych 10 milionów osób, które w małych miejscowościach i na wsiach nie poszły głosować. Wraz z moją ekipą wybraliśmy jedenaście miejscowości, w których Andrzej Duda miał najlepszy wynik w powiecie poznańskim. Odwiedzaliśmy też wsie i miasteczka po drodze. Odbyłem kilkaset rozmów.

Dlaczego zatem ludzie w takich miejscach nie głosują?

Nie wierzą w moc sprawczą swojego głosu.

Tak mówią politologowie. A co to znaczy, kiedy to mówi mieszkaniec wsi pod Poznaniem?

Nie wiedzą, co może dać udział w życiu obywatelskim. Nie czują się częścią państwa. Spotkaliśmy takiego pana, w jednej z miejscowości popegeerowskich. Zapytaliśmy go, czy chce głosować, odpowiedział, że w ogóle polityką się nie interesuje i pewnie nie pójdzie. A jak zaczęliśmy go dopytywać dlaczego, to powiedział, że nie podoba mu się obecna władza, ale PO też ma swoje za uszami, więc on nie widzi różnicy.

Co mu się nie podobało w Polsce Dudy i Kaczyńskiego?

To, co się dzieje w telewizji publicznej.

Ogląda TVP?

Jego żona tak, a on tylko część rozrywkową. A jeżeli czasem przełączy na „Wiadomości”, to ogląda w sposób krytyczny. Spotkałem wiele takich osób, które zaprzeczają tezie, że ludzie w mniejszych miejscowościach są nieświadomi, biernie łykają treści medialne.

Problemem nie są ci ludzie, lecz to, że po prostu nie dociera do nich żaden inny przekaz, bo nie mają kablówki czy satelity, bo nie stać ich na gazetę. Przez brak możliwości porównania kandydatów trudno uznać, że jeden będzie lepszy od drugiego.

Po dłuższej rozmowie okazało się, że ma dużo do powiedzenia o polityce, że jest świadomym obserwatorem. Był tak zwanym symetrystą, nie widział większej różnicy między siłami politycznymi. Zacząłem mu więc pokazywać konkretne różnice: że w Polsce Dudy i w Polsce Trzaskowskiego inaczej będą działały sądy, szpitale, samorządy, media.

Coś go przekonało?

Samorząd. Dla tych osób władza centralna - Sejm, prezydent - jest często obca i odległa. Łatwiej im się utożsamić z samorządem. Dlatego często udawało się takie osoby przekonać właśnie tym, że PiS osłabia samorząd, a Trzaskowski jako samorządowiec mógłby je wspierać, bronić i rozwijać.

Osoby, z którymi rozmawiałem, bywały krytyczne wobec swojego samorządu, ale widziały, że on oddziałuje np. na lokalny krajobraz. Widują wójta czy burmistrza.

Chodziłem po Zaniemyślu i byłem na wyspie Edwarda. Ludzie byli trochę odprężeni więc chętnie wchodzili w rozmowy, siedząc na ławce, czy pijąc kawkę. Miałem bardzo długą rozmowę z panem, który prowadzi sklep spożywczy pod Wrześnią. Powiedział, że kiedyś głosował na PO, rozczarował się, teraz głosuje na PiS, bo jego zdaniem PiS lepiej rozumie przedsiębiorców. Ten pan był bardzo sceptyczny wobec Unii Europejskiej.

PiS lepiej rozumie przedsiębiorców?

On tak twierdził. Mówił, że PiS broni interesu polskiego przedsiębiorcy, a Platforma interesów zagranicznych dużych korporacji. Argumentowałem, że przecież dzięki Unii skorzystało wielu rolników i firm, ale zgadzam się że beneficjentami ostatnich lat były raczej duże miasta i duże firmy, a Unia wymaga reform i powinniśmy inwestować nie tylko w infrastrukturę, ale przede wszystkim w ludzi.

Albo jeśli chodzi o sądownictwo, zgodziliśmy się, że sądy wymagają reformy, że działają za wolno, że zdarzały się patologie. Użyłem takiego porównania: gdy w szpitalu, dwóch na dziesięciu lekarzy popełnia błędy czy nawet bierze łapówki, nie wymieniamy wszystkich lekarzy na znajomych ministra, dobieramy wg. kryterium ich wiedzy i doświadczenia, a nie nadania politycznego. I tak temat po temacie dzięki analogii te argumenty do niego trafiały.

Ale najważniejszy był ten argument samorządowy, że możemy się kłócić, możemy się nie zgadzać co do polityki ogólnopolskiej, ale interesów lokalnych, przedsiębiorców, rolników, rodzin, najlepiej pilnują i rozumieją samorządowcy. Centralizacja, to co robi PiS, czyli odbieranie uprawnień i ograniczanie możliwości, przekazywanie większej odpowiedzialności, ale zmniejszanie budżetów samorządów, to mu się jawnie nie podobało. To była bardzo długa rozmowa.

Skończyła się tym, że zagłosował później na Trzaskowskiego?

Nie chciałem być nachalny i nie oczekiwałem deklaracji, ale czułem, że się waha i się poważnie się zastanowi. Wywołanie takiej wątpliwości refleksji jest pierwszym krokiem do zmiany postawy. Na końcu wstał z krzesła, uścisnął mi rękę i bardzo mi podziękował. Dałem mu kontakt do swojego biura i powiedziałem, że niezależnie, jak zagłosuje jestem do jego dyspozycji. Poczuł się doceniony i potraktowany po partnersku.

Wydaje mi się, że docenił to, że nie oceniam go źle za to, że kiedyś głosował na PO, potem na PiS. Nie ukrywam, z pewnością łatwiej się rozmawiało dzięki temu, że nie należę do żadnej partii.

Przyjdzie Trzaskowski i zabierze 500 plus” albo „Będzie bieda jak za Platformy” - słyszałeś takie argumenty?

Ja nie, ale moja mama słyszała. Panie w kolejce w komisji wyborczej zapytały ją, na kogo głosuje, a ona odpowiedziała, że na Trzaskowskiego: „Jak to, pani głosuje, skoro on odbierze pani emeryturę?”.

A słyszałeś, że jest niemieckim kandydatem?

To się akurat pojawiło. Słyszałem to w rozmowach z kilkoma rolnikami. Ale nie demonizowałbym tej propagandy TVP. Świadomość demokracji, znajomość kandydatur jest naprawdę niska. Kilka razy ktoś powiedział: „O, macie tu Trzaskowskiego, a macie też Dudę?” Nie rozumieli, że jesteśmy ze sztabu jednego kandydata, uważali, że po prostu jesteśmy ze świata polityki.

Najbardziej spolaryzowane wybory w historii, kandydaci jak ogień i woda...

Dla tych, którzy nie biorą udziału w wyborach, wybór między Trzaskowskim a Dudą był jak wybór między Coca-Colą a Pepsi. Kompletnie nic nie oznaczał.

Dla nich liczy się konkret. Rozmawialiśmy z jednym panem, siedział sobie na krawężniku przed garażem, coś tam majstrował. Koleżanka świeżo po studiach lekarskich zauważyła, że bolą go plecy. On powiedział, że bierze jakieś leki. Poprosiła, żeby jej te leki pokazał. Przyniósł z domu i powiedział, jak przyjmuje. Ona powiedziała, że robi to źle i ustawiła mu poprawne dawkowanie, powiedziała, jak ma o siebie dbać, jakie robić ćwiczenia.

I on natychmiast z takiego obojętnego i zdystansowanego, zamienił się we wrażliwego człowieka, który boi się o swoje życie, był bardzo wdzięczny za tę rozmowę. A potem zaczęliśmy rozmawiać o ochronie zdrowia. To była zupełnie inna rozmowa, nie gadaliśmy „PiS to, PO tamto”, tylko o tym, dlaczego w takich miejscowościach brakuje opieki medycznej.

Moja podróż przez Wielkopolskę pokazała, że wiele tematów leży na drodze powiatowej.

Po pierwsze, taka najprostsza medycyna jak kwestia dostępności do dentysty.

Po drugie, wsparcie tego, co ludzie i tak już robią w swoim najbliższym otoczeniu. W miejscowościach popegeerowskich, w dawnych budynkach gospodarczych dzieją się bardzo ciekawe rzeczy. Ludzie mają tam warsztaty, czasem szklarnię, zakładają ogródki warzywne, czasem nieśmiało pojawiają się zbiorniki retencyjne.

Przydałby się program rewitalizacji takich przestrzeni. Żeby mieszkaniec małej miejscowości, który już nie jest rolnikiem, a pracuje jako mechanik, monter czy stolarz np. w firmie meblarskiej w Swarzędzu, mógł rozwijać to swoje podwórko. Niechby mu państwo dofinansowało ten zbiornik retencyjny. Program Oczko Wodne Plus to krok w dobrą stronę, ale to kropla w morzu potrzeb!

Po trzecie - no właśnie - woda! Temat, nomen omen, rzeka i nowa oś podziału. Przez intensywną działalność kopalni odkrywkowych w południowej i wschodniej Wielkopolsce, pojezierze Gnieźnieńskie wysycha. Są rolnicy, których stać na to, żeby budować studnie głębinowe, ale są i tacy, których na to nie stać. Te studnie działają podobnie jak kopalnie - jeszcze pogarszają sytuację, a są dofinansowywane przez rząd. Bardziej zaradni rolnicy dostają pomoc, a cała reszta obserwuje, jak ich grunty coraz bardziej schną, nawadnianie kosztuje coraz więcej, a wraz z tym ceny żywności w sklepach. Potrzebny jest program retencji z prawdziwego zdarzenia.

Takie wątki na styku ekologii i ekonomii są bardzo ważne dla tych ludzi.

Ktoś taki jak Rafał Trzaskowski, czy jak ty - wielkomiejski aktywista z rowerem - przyjdzie do tych rolników, zacznie im opowiadać o małej retencji i będzie dla nich przekonujący, wiarygodny?

Trudno mi ocenić jak jestem postrzegany. Ale wiem, że ze mną rozmawiali i że naprawdę są otwarci na każdego, kto chce rozmawiać. Wielokrotnie byłem pierwszym politykiem jakiego widzieli na oczy. Oni czekają nie na mesjasza, ale na kogoś, kto potraktuje ich poważnie, a czekają naprawdę z chlebem i solą.

Zaniedbaliśmy małe miasta

Sprawdziłam niektóre z miejscowości, w których byłeś. Kostrzyn, frekwencja wzrosła o prawie 15 pkt proc. w stosunku do 2015, Duda miał wtedy 38,5, a teraz 44,5 prawie, Komorowski miał 61,5, teraz Trzaskowski: 55,5.

To miejscowość, w której podobnie jak w wielu małych miastach, rozwój się zatrzymał. Andrzej Duda wciąż może mieszkańcom kojarzyć się ze zmianą. W Polsce brakuje pomysłu na rozwój takich miejsc. Często padają ofiarą „betonazy”, czyli zabetonowywania rynków, co kończy się jeszcze większą ilością smogu, podniesieniem temperatury latem. Należy im się wielka uwaga. Niewiele trzeba, żeby tam się dało żyć, żeby wesprzeć lokalną przedsiębiorczość, tworząc przestrzeń publiczną, wygenerować tam fajne małomiasteczkowe życie.

Na przykładzie Wielkopolski widać, że PiS zdobywa poparcie właśnie w takich miejscowościach.

Te miejscowości są zapomniane przez prawdziwy rozwój. Niestety, przez ostatnich 30 lat rozwój państwa skupił się na dużych aglomeracjach, dlatego właśnie ten rozwój był niezrównoważony i dlatego tak bardzo potrzebujemy prawdziwej decentralizacji. Ubolewam, że ten temat pojawia się tylko gdy PiS chce ugrać coś na tym politycznie, np. dzieląc Mazowsze, czy Zachodniopomorskie.

Musimy znaleźć równowagę między czerpaniem dobrych wzorów ze stolicy i ciśnięciem wszystkich decydentów, by zaczęli na poważnie wspierać inne miasta. Nie samą Warszawą Polska żyje. To zadanie na lata.

My, czyli kto?

My, czyli opozycja, parlamentarna, samorządowa, czy tam uliczna, eksperci i ekspertki, czyli tak zwane społeczeństwo. Ba, nawet w PiS są osoby, które rozumieją, na czym zrównoważony rozwój polega. Aby sprostać wszystkim wyzwaniom, które przed nami stoją, potrzeba współpracy i partnerstw ponad podziałami.

Za fundusze unijne zbudowaliśmy sobie wielkie muzea, wielkie inwestycje, biurowce powstały w dużych miastach, a te małe miejscowości niesłusznie zostały pozostawione same sobie. Ludzie, którzy tam zostali, bo nie mieli możliwości wyjazdu, głosują tak, jak głosują też z frustracji, że nie ma kogoś, kto by wsparł lokalny rynek pracy, czy zawalczył o tę deszczówkę. Nie ma siły, która zawalczyłaby o udostępnienie im transportu zbiorowego.

W małych miejscowościach mieszka masa ludzi. W interesie państwa jest pomóc im poprzez wspieranie transportu, lokalnego biznesu, rolnictwa.

Kiedy ogłosiłeś, że będziesz jeździł po tych miejscowościach, czytałam komentarze: lepiej niech tam nie jeździ, bo jak wyborcy PiS go zobaczą, to się jeszcze bardziej zmobilizują.

Często byłem pierwszym politykiem, którego te osoby widziały na żywo. Nie jest tak, że PiS dojechał wszędzie. Celem opozycji, każdego, kto chciałby wygrać wybory, jest rozmowa z nieprzekonanymi. A z nieprzekonanymi można rozmawiać poprzez tematy, które mają wpływ na ich życie.

Ile takich rozmów można dziennie przeprowadzić? Pięć? Dziesięć? Nie przeceniasz ich znaczenia?

Jasne, można powiedzieć, że tu była jedna rozmowa, a tam druga. Ale przeprowadziliśmy ich masę. Uważam, że takie rozmowy są niedoceniane. Cały czas myślimy o tym, co się dzieje w mediach ogólnopolskich, w dużych gazetach i telewizjach. Prawdziwą zmianę postaw można przeprowadzić tylko prawdziwą rozmową, dłuższym, pogłębionym dialogiem.

Uważam, że jeżeli opozycja poważnie myśli o wygraniu kolejnych wyborów, to musi robić poważne badania, poważne rozmowy z osobami, które głosowały na PiS. Nie tylko w małych miejscowościach, ale też w wielkich miastach.

Krótkowzroczność i egoizm

Trzaskowski i jego sztab popełnili błędy w kampanii?

Zabrakło wyjazdu do wschodniej Polski. Te wiece naprawdę Trzaskowskiemu wychodziły, on potrafi elektryzować ludzi, ale zabrakło czasu, a może odwagi, żeby pojechać choćby w kilka miejsc na wschodzie. Trzaskowski mógł pojechać na przykład tam, gdzie PiS albo Andrzej Duda miał najlepszy wynik. To były gest odwagi.

Zabrakło też ukłonu do kontrkandydatów i podziękowania wspierającym ich środowiskom, ludziom oraz mężom i żonom zaufania za ich zaangażowanie w wybory. To nie musiały być długie spotkania, jedno zdjęcie, filmik z rozmową już zrobiłyby wrażenie.

Zabrakło postulatu, który moglibyśmy zapamiętać z tej kampanii. Może czegoś, co by zmobilizowało małe i średnie miejscowości? Sztab miał pomysł na pierwszą turę, żeby kandydat był przezroczysty. W drugiej turze powinien się mocniej określić. Powiedzieć, że będzie liderem np. w sprawach ochrony środowiska, że będzie liderem wszystkich miast, a nie tylko tych dużych.

Poza tym uważam, że Trzaskowski powinien był pojechać do Końskich i wywrócić stolik. Trzeba było pokazać, że chce być prezydentem wszystkich Polaków, nawet tych, co głosują na PiS.

Stolik ustawiony przez Jacka Kurskiego dość trudno wywrócić. Zwłaszcza jakby tam pojawiła się kobieta nagle przywieziona z Warszawy z reprywatyzowanej kamienicy.

Oczywiście. Trzeba być przygotowanym i powiedzieć: „Czekamy na prawdziwą ustawę reprywatyzacyjną i będę walczył, żeby wszyscy w Warszawie i w Polsce mieli godne warunki mieszkaniowe. Jestem z panią”. Trzeba by wyrazić empatię wobec każdego, nawet pokrzywdzonego przez rządy PO-PSL.

Są tacy co uważają, że to było za duże ryzyko, bo jeszcze media prorządowe by w kółko puszczały jakiś niesympatyczny obrazek, a TVP robiło to tak czy inaczej.

Po pierwsze Trzaskowski nie miał nic do stracenia, a po drugie miał okazję, by dotrzeć do widzów telewizji, która nie dawała mu tyle czasu antenowego co Dudzie i robiła z niego demona. Miał niepowtarzalną szansę przekonać ich, że ma śmiałość by grać na boisku przeciwnika, oraz przekonać do siebie otwartością i uśmiechem.

Prezydent musi być ponad przyziemną propagandą i odporny na każdy hejt.

W tamtym momencie wynik wyborów mógł się zmienić. Cóż, stało się inaczej. To jest najważniejsza lekcja dla opozycji: mieć odwagę wyjść poza swoją bańkę.

A może trzeba tak, jak PiS, nie wychodzić, tylko pogłębiać tę bańkę...

Jasne, w tym momencie elektorat wiejski jest w dużym stopniu pro PiS, ale tak jest dopiero od pięciu lat. Elektorat wielkomiejski ma tą specyfikę, że jest złożony, mamy elektorat lewicowy, centrowy, mamy różnych niezdecydowanych, siłą miast jest różnorodność i z niej trzeba czerpać wartość.

Nie zmienimy rzeczywistości z dnia na dzień. Teraz musimy się skupić na pracy u podstaw, pracy organicznej, zespołowej i na totalnym przedefiniowaniu dotychczasowego sposobu myślenia, działania. A dopiero potem zamieniania siły obywatelskiej w siłę polityczną.

Nie należysz do PO, ale obserwujesz z bliska największą partię opozycji jako poseł Koalicji Obywatelskiej. Co jest dzisiaj problemem Platformy Obywatelskiej?

Krótkowzroczność i egoizm.

Egoizm?

Że liczy się to, czy ktoś, gdzieś wystąpi, pokaże się. Niestety czasem to się dzieje kosztem formacji. Jeżeli zgadzamy się, że największym obciążeniem Rafała Trzaskowskiego jako kandydata było to, że wywodzi się z partii, to trzeba było robić wszystko, żeby uwypuklić to, że jest obywatelski, niezależny. Dziwię się, że na wiecach i na wieczorze wyborczym po pierwszej turze Trzaskowski był otoczony twarzami, które kojarzą się z największą partią opozycyjną.

Gdy Andrzej Duda czekał na wyniki pierwszej tury otaczali bardzo różnie ludzie. Jedno dziecko miało maskę Spidermana, sympatyczny, śmieszny gest. A w Platformie ważniejsze było, żeby pokazać się z kandydatem, mieć swoje pięć minut.

Zabrakło refleksji, że w ten sposób szkodzi się kandydatowi, jego wynikowi oraz demokratycznej opozycji.

Teraz dzięki Trzaskowskiemu Platforma będzie jeszcze bardziej kojarzyć się ze stolicą i coraz trudniej będzie uciec z tego wielkomiejskiego schematu. Tym bardziej my jako opozycja powinniśmy chodzić tam, gdzie nas zabrakło przez ostatnie lata, pukać do drzwi i rozmawiać. W oparciu o te spotkania tworzyć program i wdrażać go, przynajmniej poprzez marszałków zachodnich województw i prezydentów dużych miast. Potrzeba polityki wsparcia dla przedmieść i programu dla małych miejscowości. Wozy strażackie, które zmobilizowały wieś, pokazały jak czasem jedna rzecz może oznaczać wiele dla tysięcy gmin.

Tyle razy słyszałam nawoływania: opozycja musi wyjść w Polskę, do małych miasteczek. Czemu teraz miałoby się udać?

Dotychczas się nie udawało, ponieważ to wyjście nie było naprawdę lub działo się w niewystarczającym stopniu. Pomysł wciąż jest dobry, ale najwyraźniej nie został jeszcze zrealizowany. Dlatego na swojej ścieżce szukam łączności z Polkami i Polakami innymi ode mnie, z innych miast, z innym plecakiem doświadczeń.

Po pierwsze, z ciekawości poznawczej, bo to faktycznie życiowa lekcja wiedzy o społeczeństwie, a po drugie, tak rozumiem swoją pracę, by sprawdzać jak jest i szukać właściwych definicji. To dla mnie szansa do rozwoju, co daje mi też satysfakcję. W każdej dziedzinie działać można tylko wiedząc, na czym się stoi, a zatem sprawdzam, jak ta nasza wspólnota działa i co zrobić, żeby była mniej podzielona, a bardziej wspólna.

Mamy różnych, którzy chcą rozmawiać z tymi nieprzekonanymi. Chce rozmawiać Rafał Trzaskowski, budując swój ruch, Szymon Hołownia, Lewica też. Ruch, który zapowiada Rafał Trzaskowski, ma szanse?

Trudno jest mi to komentować, bo w jednym zdaniu pojawia się zaproszenie do wstępowania do partii politycznych, a w drugim ogłoszenie powstania ruchu. A mówią to wiceprzewodniczący i przewodniczący największej partii opozycyjnej. Nie traktuję tego poważnie, póki nie zobaczę konkretów. Nie w tym rzecz. Nie jest ważne, co Trzaskowski teraz ogłosi, czy będzie reformował partię, czy założy nowy ruch.

Świat zmienia się coraz szybciej. Jeśli kolejne wybory będą za trzy lata, to będziemy w zupełnie innej Polsce i Europie. Jedno jest dla mnie absolutnie jasne. Potrzebujemy zmiany warty na polskiej scenie politycznej. Jarosław Kaczyński i Donald Tusk zasłużyli sobie na bardzo długą emeryturę. A naprawą tego państwa muszą zająć się ludzie z nowego pokolenia.

A cokolwiek się będzie działo, z czymkolwiek będziemy się mierzyć, musimy ze sobą rozmawiać i działać z odwagą i empatią.

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne