Wody Polskie w sierpniu 2025 r. złożyły wniosek na zniszczenie ogromnej liczby tam bobrowych oraz usuwanie nor w województwie pomorskim oraz o zgodę na płoszenie akustyczne tych zwierząt. To może skutkować eksterminacją bobrów w całym województwie. RDOŚ jeszcze nie wydał decyzji
Aż 160 lokalizacji, w których niszczone mają być tamy bobrowe, wskazały Wody Polskie we wniosku do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gdańsku o zgodę na niszczenie tam – we wniosku nie jest podane, ilu tam dotyczy wniosek, tylko podane są konkretne cieki.
Wniosek dotyczy także usuwania i zabudowywania nor bobrów. Uzupełnieniem tych działań ma być płoszenie akustyczne bobrów – cokolwiek by to miało oznaczać w praktyce. Jako że nie można zasypywać nor, w których znajdują się bobry, to płoszenie pozwoli na wypędzenie zwierząt, a wtedy można powiedzieć, że bobrów w norze nie było i norę zasypać.
Jak Wody Polskie wskazały we wniosku, nie jest możliwe ustalenie liczby osobników, których mają dotyczyć działania, czyli wnioskodawca nie wie, ile zwierząt ucierpi na skutek realizacji jego wniosku.
Bobry są zwierzętami pożytecznymi, zwłaszcza teraz, gdy problemy z wodą stają się codziennością. Pomagają retencjonować wodę, spowalniają jej spływ i podnoszą jej poziom. Zwierzęta te objęte są częściową ochroną gatunkową i można je zabijać oraz niszczyć tamy, nory czy żeremia tylko wtedy, gdy otrzyma się zezwolenie RDOŚ.
Teoretycznie o to zezwolenie nie jest łatwo. RDOŚ może zezwolić na te wszystkie czynności w przypadku braku rozwiązań alternatywnych, jeżeli nie są szkodliwe dla zachowania we właściwym stanie ochrony dziko występujących populacji i gdy zachodzi któraś z przesłanek wskazanych w przepisach, np. gdy wynikają z konieczności ograniczenia poważnych szkód dla upraw rolnych, inwentarza żywego, lasów, rybostanu, wody lub innych rodzajów mienia lub gdy leżą w interesie zdrowia lub bezpieczeństwa powszechnego.
Z wnioskami występują przeważnie gminy, Wody Polskie, podmioty infrastruktury drogowej oraz kolejowej, a także właściciele stawów hodowlanych i gruntów rolnych.
Jak tłumaczy Jolanta Zadrożna ze Stowarzyszenia „Nasz Bóbr”, wnioski powinny dotyczyć konkretnych tam, a nie całych cieków. Bobry po zniszczeniu tamy wracają na miejsce, budują nową tamę, która znowu jest niszczona. Wniosek obejmuje zgodę na akustyczne płoszenie bobrów, czyli wypędzanie ich z nor po to, żeby nory można było zasypać. Takie działania na całej długości cieków to eksterminacja bobrów.
Tymczasem Wody Polskie na Pomorzu zawnioskowały o niszczenie tam i nor bobrów na długich odcinkach cieków wodnych.
Wnioskodawca nie dostrzega problemu.
„Wody Polskie nie prowadzą akcji skierowanej przeciw bobrom. Wszelkie działania są nakierowane na utrzymanie płynności cieków wodnych, utrzymanie ich w należytym porządku, tak aby m.in. nie dochodziło do spiętrzeń wody, a w konsekwencji, możliwych podtopień. Priorytetem w działaniach Wód Polskich jest bezpieczeństwo życia i mienia mieszkańców i wszelkie działania są podejmowane pod tym kątem”, tłumaczy Filip Szatanik, rzecznik prasowy Wód Polskich.
Ostatnie wnioski to nie wszystkie działania dotyczące pomorskich bobrów. Jak podaje Szatanik, obecnie obowiązuje zarządzenie RDOŚ w Gdańsku z 24 marca 2023 r. w sprawie zezwolenia na czynności podlegające zakazom w stosunku do bobra europejskiego na terenie wałów przeciwpowodziowych na obszarze Żuław Wiślanych w latach 2023-2027. Obejmuje ono odstrzał, a w tym jest płoszenie i niepokojenie. Właśnie wygasła decyzja wydana przez RDOŚ na trzy lata (2022-2025) dotycząca likwidacji nor i płoszenia na terenie województwa pomorskiego, a Wody Polskie czekają na nowe zarządzenie RDOŚ w tej sprawie. Obowiązują też do listopada 2026 r. decyzje RDOŚ wydane dla Zarządów Zlewni w Tczewie i Gdańsku w 2023 r., zezwalające na likwidację tam.
„Decyzje RDOŚ jasno precyzują podmioty, które mają prowadzić czynności, miejsca, gdzie je można prowadzić – wykaz konkretnych wałów i cieków- oraz daty prowadzenia prac”, podaje Filip Szatanik.
Zatem jest w nich mowa nie o konkretnych tamach, ale ciekach, na których tam może być wiele i które mogą być odbudowywane przez bobry i ponownie niszczone przez człowieka.
„Dla człowieka, który dysponuje tylko młotkiem, wszystko, co spotyka, zaczyna wyglądać jak gwóźdź” – to popularny cytat przypisywany Abrahamowi Maslowowi, oznaczający tzw. syndrom młotka. W skrócie oznacza to, że polega się na znanych narzędziach albo procedurach, a wszelkie problemy dopasowuje się do tego samego, siłowego rozwiązania. I tak jest w przypadku planu Wód Polskich z Gdańska na niszczenie konstrukcji bobrowych oraz stosowanie „metod akustycznych” płoszenia bobrów – cokolwiek kryje się pod tym określeniem – na tak wielką skalę jak we wniosku", ocenia dr Andrzej Czech, biolog środowiskowy, leśnik i przedsiębiorca ukierunkowany na rozwiązania naśladujące naturalne procesy.
Andrzej Czech nie zostawia suchej nitki na uzasadnieniu wniosku Wód Polskich.
„Wody Polskie dowodzą, że nie istnieją rozwiązania alternatywne, co jest bzdurą. Bo dla nich każda konstrukcja, zwalone drzewo czy nora to gwóźdź, który należy wbić. I takich gwoździ są tysiące, gdyby policzyć konstrukcje bobrowe przewidziane do likwidacji. Ale fizyczna likwidacja nor i tam to nie tylko „niewinne” rozwalenie i zasypanie. Warto to przetłumaczyć na ludzki. Każde gwałtowne obniżenie poziomu wody w rozlewisku bobrowym to pozbycie się cennej wody i zagłada ryb i płazów, dla których rozlewisko jest domem. To potężne zamulenie wody wynikające z uwolnienia się osadów zatrzymanych przez właśnie rozwalaną tamę i śmierć zwierząt oddychających skrzelami. To pośrednia zagłada bobrów, bo wejścia do nor będą dostępne dla drapieżników. Niewinnie brzmiące „zasypanie z zagęszczeniem wykopów” to zasypanie bobrów żywcem, bo nikt nie ma złudzeń, że jakikolwiek wykonawca Wód Polskich płacony „od metra” jest w stanie sprawdzić bez specjalistycznego sprzętu np. termowizyjnego czy nora jest zamieszkała”, tłumaczy biolog.
Skutki tych działań poniosą nie tylko zwierzęta, ale też ludzie, ze względu na rolę, jaka pełnią bobry.
Andrzej Czech wyjaśnia, że nawet coś, co niewinnie brzmi jako „rozplantowanie budulca z tam na poboczach i skarpach” jest niezgodne z prawem. Zgodnie ze stanowiskiem Państwowej Rady Gospodarki Wodnej w sprawie projektów Planów utrzymania wód w regionach wodnych, na obszarach działania Państwowego Gospodarstwa Wodnego (PGW) Wody Polskie Regionalnych Zarządów Gospodarki Wodnej oraz sporządzonych dla tych dokumentów Prognoz oddziaływania na środowisko „niedopuszczalne jest pozostawianie odpadów (np. namułów lub wykoszonych lub usuniętych inną metodą z koryta rzeki roślin i ich fragmentów) na brzegu rzeki lub dysponowanie nimi niezgodnie z przepisami Ustawy o odpadach (tj. np. poprzez deponowanie ich inaczej niż przekazanie podmiotom posiadającym odpowiednie zezwolenia, koncesje lub wpis do rejestru lub poprzez przekazani ich podmiotom nieuprawnionym do przyjęcia odpadów).” Planowane zadania są również niezgodne z wytycznymi Państwowej Rady Ochrony Przyrody w sprawie projektów Planów Utrzymania Wód.
RDOŚ w Gdańsku tłumaczy, że postępowanie administracyjne w sprawie wniosku Wód Polskich o zniszczenie tam w 160 lokalizacjach nie zostało dotychczas zakończone z uwagi na złożony charakter tego wniosku. Każda ze wskazanych lokalizacji wymaga odrębnej, szczegółowej analizy pod kątem zasadności planowanych działań oraz oceny ich wpływu na lokalną populację gatunku chronionego. Ze względu na obszerny zakres materiału dowodowego, proces ten jest czasochłonny.
Termin wydania rozstrzygnięcia uzależniony jest od zgromadzenia kompletnego materiału dowodowego, co jest warunkiem niezbędnym do podjęcia rzetelnej i zgodnej z prawem decyzji. Z uwagi na trwające czynności wyjaśniające, na obecnym etapie tutejszy organ nie może wskazać wiążącej daty zakończenia postępowania", tłumaczy RDOŚ i dodaje, że zezwolenia na odstępstwa od zakazów w stosunku do gatunków chronionych wydawane są w drodze wyjątku, wyłącznie w przypadkach braku rozwiązań alternatywnych i przy zaistnieniu przesłanek ustawowych, takich jak konieczność zapewnienia bezpieczeństwa powszechnego.
Zdaniem Andrzeja Czecha zanim zostanie wydana decyzja i przeanalizowane dokumenty to RDOŚ już bierze w obronę Wody.
„Problem jednak polega na tym, że z zasady RDOŚ-ie nie weryfikują wniosków na gruncie. Nie wysyłają ludzi w teren. Wydają blankietowe zezwolenia. Bo dla nich wniosek Wód Polskich to również kolejny gwóźdź. A RDOŚ-iowi wydaje się, że ma do dyspozycji jedynie młotek w postaci klepnięcia wniosku. Tak się dzieje w innych RDOS-iach, np. podkarpackim, gdzie zezwolenie zostało wydane na wszystkie konstrukcje. Dzięki temu w 2024 roku „legalnie” rozwalono 3054 tam bobrowych ze wszystkimi konsekwencjami wskazanymi powyżej. Nie mówiąc o tych rozwalonych nielegalnie, bo RDOŚ nie jest w stanie tego sprawdzić. Każda tama to kilka do kilkudziesięciu tysięcy metrów sześciennych wody. Sami sobie zakładamy pętlę na szyję i pociągamy za dźwignię. Pociągnięcie za dźwignię zabija inne żyjące ekosystemy. I to w majestacie prawa przybijanego młotkiem”, podsumowuje Andrzej Czech.
W 2025 r. Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska wydały łącznie 448 zgód na niszczenie tam bobrów. Jedna zgoda nie równa się jedna tama, zwykle wnioski opiewają na więcej tam, gdyż dotyczą np. jakiegoś cieku. Według szacunków Andrzej Czecha rocznie legalnie niszczy się w Polsce około 20 tys. tam bobrów. Mniej zgód wydawanych jest na umyśle zabicie bobrów, niszczenie żeremi oraz zasypywanie nor. Rozbiórki wydają się łagodniejszym środkiem rozwiązywania konfliktów niż zabijanie zwierząt, ale to są tylko pozory. Podczas rozbierania tam ginie sporo bobrów, a także innych zwierząt.
-W odniesieniu do niszczenia tam działania mogą być prowadzone wyłącznie w sytuacji, gdy spiętrzenie wody powoduje realne zagrożenie dla życia, zdrowia lub mienia, takie jak zalewanie upraw rolnych, nieruchomości z zabudową mieszkaniową, infrastruktury drogowej bądź zakłócenia funkcjonowania kanalizacji opadowej. Oznacza to, że działania mogą być podejmowane w sytuacji występowania realnego zagrożenia – podaje Agata Antonowicz, rzeczniczka prasowa RDOŚ w Warszawie i dodaje, że udzielane zgody mają na celu ograniczanie sytuacji konfliktowych na styku działalności człowieka i środowiska przyrodniczego, przy jednoczesnym zachowaniu właściwego stanu ochrony gatunku.
- Tam, gdzie jest to możliwe i uzasadnione, podejmowane są starania zmierzające do realizacji rozwiązań alternatywnych minimalizujących skutki działalności bobrów, w tym np. montaż rur przelewowych w tamach, przemieszczanie z miejsc regularnego przebywania w inne miejsca, grodzenie sadów – mówi rzeczniczka warszawskiego RDOŚ.
Antonowicz jednak wskazuje też, że brak naturalnych wrogów, mających mierzalny wpływ na wielkość populacji, sprzyja dalszemu wzrostowi liczebności gatunku. Zaznacza też, że choć działalność bobrów pełni istotną rolę ekologiczną, w tym retencyjną – szczególnie cenną w okresach suszy – prowadzi również do strat gospodarczych oraz uszkodzeń infrastruktury melioracyjnej, skutkujących podtopieniami i szkodami w mieniu prywatnym.
Warszawski RDOŚ wydał w ubiegłym roku w okresie od stycznia do sierpnia (Genealna Dyrekcja Ochrony Środowiska ma dane tylko do tego czasu) aż 74 zgody na niszczenie tam bobrowych, w liczbie zgód wyprzedza go tylko RDOŚ olsztyński. Warszawa dzierży natomiast plamę pierwszeństwa, jeśli chodzi o wydanie zgody na umyślne zabijanie bobrów. Wydała aż 48 zgód. Za nią plasuje się RDOŚ z Lublina z 31 zgodami, ale w woj. lubelskim zgoda na odstrzał bobrów wiąże się z rozrywką i reklamą firmy organizującej szkolenia survivalowe. „Darz Bóbr, Niestety dopiero pierwszy w tym sezonie” – to opis zdjęcia trzymanego przez roześmianego nemroda za łapy zabitego bobra na profilu Patrtyzanci Lubelszczyzny. Promocja survivalu polegającego na odstrzeliwaniu zwierząt znajdujących się pod częściową ochroną, do których można strzelać tylko w drodze wyjątku, za zgodą RDOŚ, budzi wątpliwości, czy w tym przypadku rzeczywiście celem było usunięcie udokumentowanych zagrożeń dla bezpieczeństwa powszechnego, zdrowia i mienia.
- RDOŚ w Lublinie potępia wykorzystywanie martwych zwierząt do promocji szkoleń survivalowych lub innej działalności komercyjnej. Martwe zwierzęta nie powinny być prezentowane w sposób, który może sugerować ich niehumanitarne traktowanie – komentuje Cezary Wierzchoń, rzecznik prasowy RDOŚ w Lublinie.
Ekologia
Prawa zwierząt
Ministerstwo Klimatu i Środowiska
bóbr
Bobry
regionalna dyrekcja ochrony środowiska
tamy bobrowe
Wody Polskie
Absolwentka prawa, z zawodu dziennikarka, przez wiele lat związana z „Rzeczpospolitą”. Trzykrotna laureatka konkursu dziennikarskiego Polskiej Izby Ubezpieczeń i laureatka Nagrody Dziennikarstwa Ekonomicznego Press Club Polska w 2023 r. Obecnie freelancerka, pisywała m.in. do „Gazety Wyborczej”, miesięcznika „National Geographic Traveler”, „Parkietu”, Obserwatora Finansowego i Prawo.pl. Po latach mieszkania w Warszawie osiadła z gromadką kotów na Podlasiu.
Absolwentka prawa, z zawodu dziennikarka, przez wiele lat związana z „Rzeczpospolitą”. Trzykrotna laureatka konkursu dziennikarskiego Polskiej Izby Ubezpieczeń i laureatka Nagrody Dziennikarstwa Ekonomicznego Press Club Polska w 2023 r. Obecnie freelancerka, pisywała m.in. do „Gazety Wyborczej”, miesięcznika „National Geographic Traveler”, „Parkietu”, Obserwatora Finansowego i Prawo.pl. Po latach mieszkania w Warszawie osiadła z gromadką kotów na Podlasiu.
Komentarze