Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Prezes UODO uzasadnia karę tym, że dane osobowe sędziów pracownicy resortu Ziobry przekazywali osobom nieupoważnionym i nielegalnie udostępniali w sieci. Minister Sprawiedliwości nie dopełnił obowiązku, jakim jest takie zorganizowanie pracy, by zminimalizować ryzyko dla danych obywateli.
Urząd Ochrony Danych Osobowych poinformował dziś, że „prezes UODO Mirosław Wróblewski nałożył administracyjną karę pieniężną w wysokości 100 tys. zł na Ministra Sprawiedliwości po przeprowadzeniu postępowania w sprawie znanej z doniesień medialnych jako tzw. afera hejterska z 2019 r.”.
Kara administracyjna nałożona jest na organ – Ministra Sprawiedliwości – a nie osobę pełniącą wówczas tę funkcję. A był to wówczas Zbigniew Ziobro. Obecny minister Waldemar Żurek jest osobą poszkodowaną w aferze hejterskiej.
UODO tak tłumaczy działania, za które nałożona została kara: wysocy funkcjonariusze urzędu wykorzystali fakt, że mieli dostęp do akt osobowych sędziów, i przekazywali je poza Ministerstwo, w ramach kampanii hejterskiej. Nie mieli do tego prawa.
A Minister Sprawiedliwości nie zorganizował pracy w resorcie tak, by do takich ekscesów nie dochodziło. Obowiązek wprowadzenia zabezpieczeń organizacyjnych i technicznych dla danych osobowych spoczywa na każdym, kto ma takie dane w dyspozycji i nimi zarządza. Kara jest za niedopełnienie tego obowiązku. Jej celem jest minimalizowanie ryzyka, że dane osobowe będą wyciekać.
„Nielegalne działania podejmowane przez funkcjonariuszy publicznych polegały m.in. na korzystaniu z upoważnienia dostępu do informacji z niejawnych akt osobowych sędziów, które następnie przetwarzali w celach osobistych i politycznych. Dane osobowe sędziów przekazywane były osobom nieupoważnionym (innym funkcjonariuszom publicznym, dziennikarzom). Wrażliwe informacje nielegalnie udostępniano również w internecie – na Twiterze, obecnie X) – służyło temu konto, które zostało założone za pośrednictwem adresu IP pochodzącemu z puli przypisanej Ministerstwu Sprawiedliwości” – podaje UODO w komunikacie.
Nie podaje w nim wprost, że liderem tego procederu był sędzia-wiceminister Łukasz Piebiak, wybrany obecnie do Krajowej Rady Sądownictwa z rekomendacji PiS. Jednak UODO cytuje w komunikacie teksty Onetu z 2019 r., w którym rola Piebiaka została opisana.
Kara Prezesa UODO została nałożona dopiero teraz, bo dopiero w grudniu 2024 r. UODO dostał z prokuratury informacje o tym, co ustaliła ona w śledztwie. To dzięki temu wiadomo, jak wyglądał proceder z nielegalnym obrotem danymi pod okiem ówczesnego ministra sprawiedliwości.
Tak zwana afera hejterska wybuchła w 2019 roku.
Polegała na dyskredytowaniu w prawicowych mediach i w internecie niezależnych sędziów, którzy krytykowali przeprowadzane przez Zbigniewa Ziobrę zmiany w sądach. Używano do tego m.in. danych o sędziach znajdujących się w ich teczkach personalnych w ministerstwie sprawiedliwości (tzw. zielone teczki) oraz informacji z prowadzonych przeciwko nim postępowań dyscyplinarnym.
Hejt rozprowadzała Emilia Szmydt (pseudonim Mała Emi), która potem jako sygnalistka ujawniła aferę. Mała Emi to była już żona, byłego już sędziego Tomasza Szmydta, który w 2024 roku wyjechał do Białorusi. Po ujawnieniu procederu hejtowania sędziów stanowisko stracił wiceminister Piebiak. Był głównym kadrowym Ziobry w sądach.
O aferze obszernie w OKO.press pisał Mariusz Jałoszewski.
Przeczytaj także:
Za łamanie przepisów gwarantujących obywatelom ochronę prywatności UODO ukarał wcześniej Ministra Zdrowia. Kara także wynosiła 100 tys. zł (bardziej nie da się w tym trybie ukarać instytucji publicznej). Tak jak w przypadku Ministra Sprawiedliwości kara także dotyczyła tego, że w resorcie ministra Niedzielskiego w czasach PiS nie było organizacyjnych i technicznych blokad uniemożliwiających nielegalne wykorzystywanie danych osobowych. W efekcie minister Niedzielski wyciągnął z systemów dane lekarza, by go zaatakować w sporze politycznym.
Przeczytaj także:
Wydając decyzje o tamtej parze Prezes UODO przypomniał, że choć płacić za błąd musi ministerstwo, to zawsze w postępowaniu cywilnym może domagać się zwrotu od osoby, która odpowiada za naruszenie bezpieczeństwa danych.
Kara podlega zaskarżeniu do sądu administracyjnego. Ministerstwo Zdrowia to zrobiło. Pytanie, czy zrobi to Ministerstwo Sprawiedliwości.
Przeczytaj także: