0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

09:18 04-01-2026

Prawa autorskie: Foto Maxim Shemetov / POOL / AFPFoto Maxim Shemetov ...

45 dronów zestrzelonych nad Moskwą. Po Caracas Kreml nie ma jeszcze nowej wojennej opowieści

Mer Moskwy Sobianin powiadomił o zestrzeleniu 45 dronów w drodze na Moskwę. To kolejny w tych dniach atak dronowy Ukrainy na stolicę najeźdźcy, Rosyjskie władze zapewniają o skuteczności pracy obrony przeciwlotniczej. Zwiększyła się liczba doniesień o „sukcesach rosyjskiej armii na froncie w” Ukrainie. Moskwa szuka nowej narracji o wojnie,

Co się zdarzyło?

O zestrzeliwaniu kolejnych dronów mer Moskwy informował w rosyjskim komunikatorze MAX mer Moskwy Sobianin. Miało ich być 12. AKTUALIZACJA Jednak potem, w ciągu dnia, rosyjska obrona przeciwlotnicza miała zestrzelić ich dwa razy więcej – 33. I tym razem Rosjanie przyznali się do strat spowodowanych przez „spadające odłamki”. „Na miejscu upadku odłamków pracują już specjaliści służb ratunkowych” – ogłosił Sobianin. Lotniska w Moskwie są sparaliżowane, odwołano 200 lotów

Choć ataki na Moskwę nie są już niczym nowym w czasie pełnoskalowego najazdu Rosji na Ukrainę, te prowadzone były już po tym, jak rosyjskie władze oficjalnie przyznały, że nie są w stanie zestrzeliwać wszystkich ukraińskich dronów nad Rosją. Poprzedniej nocy udało się ich zestrzelić nad całym państwem Putina 126; danych za ostatnią dobę jeszcze nie ma. W nocy rosyjska armia miała zestrzelić nad Rosją 90 dronów.

O dronach niezestrzelonych władze nie informują. Zaczynają jednak częściej informować o skutkach ataków: 4 stycznia koło przygranicznego Biełgorodu zginął człowiek a dwa domy prywatne zostały uszkodzone odłamkami dronów na Kubani. Z komunikatów tych nie wynika jednak, co było celem ataku i czy cel ten został trafiony.

Równocześnie więcej jest komunikatów o sukcesach rosyjskiej armii na froncie. Władze podkreślają, że tylko te zwycięstwa mogą doprowadzić do „pokoju w Ukrainie”. „Kluczowym warunkiem pokoju jest sukces armii rosyjskiej. To tworzy odpowiednią atmosferę moralną w Siłach Zbrojnych Ukrainy i w całym społeczeństwie ukraińskim” – powiedział np. Konstantinow, przewodniczący parlamentu na okupowanym Krymie.

Jaki jest kontekst?

Kontekstem jest oczywiście błyskawiczna operacja USA w Wenezueli. Władze Rosji próbują przekonać poddanych Putina, że jego armia jest równie skuteczna co armia amerykańska. Jednocześnie w propagandzie pojawia się żal, że Ukrainy nie spotkał los Wenezueli, a Trump, choć przedstawiał się jako ktoś, kto rozumie potrzeby Putina, nie rozprawił się z prezydentem Zełenskim tak jak to zrobił z prezydentem Maduro.

„Trump powinien był działać równie proaktywnie, jak w przypadku Wenezueli, ale w zupełnie innym miejscu. Wytresowane »ukraińskie zwierzęta« uzależnione od kokainy w Kijowie kompletnie wymknęły się spod kontroli” – objaśnił agencję RIA Nowosti były prezydent i premier Rosji Miedwiediew.

W rosyjskim przekazie pojawiły się komentarze, że być może zaangażowanie Trumpa w Wenezueli odwróci uwagę USA od spraw Ukrainy. Putin będzie się więc mógł z nią rozprawić.

Od kilku dni władze zapowiadały „krwawy odwet” na Ukrainie. Najpierw za rzekomy atak na rezydencję Putina nad jeziorem Wałdaj (dosyć szybko wyszło na jaw, że była to fałszywa, pospiesznie sklecona opowieść) a potem – za atak na „cywilne przyjęcie noworoczne w Chorłach”. Zginąć tam miało 29 osób. Chorły leżą jednak w strefie przyfrontowej, między ostrzeliwanymi już przez Ukrainę instalacjami wojskowymi broniącymi Krymu. Jeśli do ataku doszło, to był on wymierzony raczej w rosyjskich wojskowych i nie byłaby to pierwsza taka akcja. Jednak teraz Moskwa grozi odwetem. „Dość tych ceremonii” – zapowiedział Miedwiediew.

Przeczytaj także:

Jednocześnie Moskwa przyznaje, że sprawy z Ukrainą się komplikują. Zachowanie USA w Wenezueli zmobilizuje Europejczyków do wsparcia Ukrainy – w rosyjskiej nowomowie nazywa się to „militaryzacją” i „wyścigiem zbrojeń”:

„Siłą porywając prezydenta Maduro pod ewidentnie fałszywym pretekstem, Stany Zjednoczone wysłały światu jasny sygnał, że będą aktywnie używać bezpośredniej siły militarnej do osiągnięcia swoich celów politycznych. Ten sygnał został usłyszany w Europie. Po raz pierwszy w 75-letniej historii NATO kraje europejskie czują się teraz nie uczestnikami, lecz potencjalnymi celami tej polityki, pamiętając o roszczeniach Stanów Zjednoczonych wobec Grenlandii” – powiedział agencji TASS anonimowy rosyjski „dyplomata z misji w Brukseli”. – „Stany Zjednoczone nie tylko przestają być »dostawcą bezpieczeństwa« dla Europy, ale mogą stać się potencjalnym zagrożeniem. To pogłębia poczucie próżni bezpieczeństwa w Europie i tylko przyspieszy remilitaryzację krajów UE”.

Pytany o reakcję Putina na operację w Wenezueli Donald Trump powiedział 3 stycznia, że nie rozmawiał z Putinem o tym. A poza tym „nie jest fanem Putina”. Biorąc nawet pod uwagę duży rozstrzał komentarzy amerykańskiego prezydenta, to duża zmiana. Do nie dawna Trump uważał się za osobę bliską Putinowi. Zmianę mogło wywołać oszustwo z rzekomym atakiem na rezydencję Putina (Putin powiedział o tym Trumpowi przez telefon, a Trump się bardzo przejął. By potem dowiedzieć się od swoich służb, że Putin kłamał).

Przeczytaj także:

Poza problemami wojskowymi w Ukrainie, geostrategicznymi oraz tym, co się stanie, jeśli Trump rzyci na rynki ropę naftową z Wenezueli, Moskwa musi się jeszcze do tego zmierzyć z problemem narracji. Do tej pory propaganda Kremla za agresora uważała Europę. Trump był nadzieją na „pokój” w Ukrainie. Teraz Trump nie tylko pokazał Putinowi, jak się robi „operacje specjalne”, ale uzasadnił obronne działania Europejczyków. Czego na razie propaganda Kremla objaśnić nie potrafi.

3 stycznia prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział ukraińskim dziennikarzom, że spodziewa się obecności wojskowej Wielkiej Brytanii i Francji w Ukrainie natychmiast po zawieszeniu broni.