Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Od środy 11 lutego Rosjanie nie mają możliwości korzystania z WhatsAppa oraz serwisu YouTube. Decyzja weszła w życie nagle, z dnia na dzień. Chodzi o to, „by zmusić ludzie do korzystania z państwowej aplikacji do inwigilacji” – napisało w oświadczenu kierownictwo popularnego komunikatora.
Domeny „whatsapp.com” oraz „youtube.com” zostały usunięte z rosyjskiego Krajowego Systemu Nazw Domenowych. Aplikacja nie może więc połączyć się z serwerem, co uniemożliwia korzystanie z usługi.
W praktyce oznacza to, że od 11 lutego Rosjanie nie mogą korzystać w komunikatora ani portalu z treściami online. Jak podaje NEXTA, Kreml ukrócił też dostęp do Instagrama i Facebooka, które także, jak WhatsApp, należą do Mety Marka Zuckerberga. Kreml w marcu 2022 roku uznał ją za organizację ekstremistyczną, delegalizując dostęp do jej aplikacji.
„Dzisiaj rosyjski rząd podjął próbę całkowitego zablokowania WhatsApp, aby zmusić ludzi do korzystania z państwowej aplikacji do monitoringu. Próba odizolowania ponad 100 milionów użytkowników od prywatnej i bezpiecznej komunikacji to krok wstecz i może jedynie doprowadzić do zmniejszenia bezpieczeństwa mieszkańców Rosji. Nadal robimy wszystko, co w naszej mocy, aby zapewnić użytkownikom łączność” – czytamy w komunikacie, który WhatsApp opublikował na portalu X.
Blokada nastąpiła z dnia na dzień, bez żadnych zapowiedzi i ostrzeżeń. Do sprawy odniósł się Dmitrij Pieskow, rzecznik Kremla. W wywiadzie dla państwowej agencji TASS przekazał, że Rosja może wznowić działania aplikacji. Pod warunkiem, że te podporządkują się obowiązującemu w kraju prawu i rozpoczną współpacę z Kremlem.
WhatsApp był najpopularniejszym komunikatorem w Rosji. Roskomnadzor, czyli Federalna Służba Nadzoru Komunikacji, Informatyki i Mediów rozpoczął stopniowe blokowanie komunikatora oraz Telegrama w sierpniu ubiegłego roku. Rosjanie przestali mieć możliwość wykonywania połączeń głosowych i rozmów wideo.
Oficjalny powód: odmowa przekazywania informacji organom ścigania w sprawach dotyczących oszustw i terroryzmu. Rosjanie mają własną aplikację, MAX – która w praktyce funkcjonuje jako narzędzie do inwigilacji obywateli. Działania utrudniające i uniemożliwiające korzystania z amerykańskich aplikacji mogą być próbą zmuszenia Rosjan do korzystania z ichniejszego państwowego komunikatora, pozbawionego szyfrowania end-to-end i preinstalowanego na smartfonach sprzedawanych w Rosji.
Przeczytaj także:
Budowa drogi dla rowerów na odcinku Supraśl – Krynki miała wiązać się z wycinką pond 400 drzew. Podlaska Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska poinformowała dziś (11 lutego), że do wycinki jednak nie dojdzie. Inwestor zmieni projekt.
Budowa drogi dla rowerów łączącej Supraśl i Krynki w ciągu drogi wojewódzkiej 676 na odcinku Kopna Góra – Krynki to jedna z priorytetowych inwestycji Sejmiku Województwa Podlaskiego. DW 676 biegnie w pobliżu pól, które upodobały sobie podlaskie żubry. Z tego względu cieszy się popularnością wśród fotografów przyrody.
W pierwotnych założeniach budowa drogi dla rowerów miała się wiązać z wycinką ponad 400 drzew, w tym wielu lip i klonów. W związku z inwestycją Podlaski Zarząd Dróg Wojewódzkich zwrócił się do RDOŚ w Białymstoku o wydanie zezwolenia na zniszczenie siedlisk chronionych gatunków znajdujących się na drzewach wytypowanych do wycinki. Tu jednak zaczęły się problemy – przynajmniej z punktu widzenia drogowców.
— Odbyła się wizja terenowa, podczas której pracownicy RDOŚ, PZDW i Parku Krajobrazowego Puszczy Knyszyńskiej obejrzeli drzewa wytypowane do wycięcia oraz rozważali możliwości poprowadzenia ścieżki obok drzew — mówi wicedyrektor podlaskiej RDOŚ i regionalny konserwator przyrody Adam Bohdan.
Wizja terenowa przyniosła nietypowy – jak na skalę krajową – efekt w postaci przeprojektowania przebiegu drogi dla rowerów w sposób omijający drzewa początkowo wskazane do wycinki.
Media pełne są doniesień o wycinkach towarzyszącym przebudowom dróg, czasem połączonych z budową dróg dla rowerów. W minionym roku opisaliśmy w OKO.press sprawę unikatowej pomorskiej alei ponad stuletnich grusz. Drzewa zaplanowano do wycinki bez oglądania się na ich wartość przyrodniczą, ale także historyczną i kulturową. Na szczęście aleję udało się uratować przed dewastacją – została wpisana do rejestru zabytków.
— Przykład drogi Supraśl – Krynki pokazuje, że przy konstruktywnym podejściu oraz dobrej woli projektantów i inwestora da się realizować inwestycje zachowując tkankę przyrodniczą naszego województwa. To jeden z niewielu przykładów uzyskania kompromisu na tak szeroką skalę — mówi dyrektor podlaskiej RDOŚ Adam Juchnik.
— Mam nadzieje, że będzie to precedens służący jako wzór przy innych inwestycjach. Na tym nie poprzestajemy, nieustannie zachęcamy samorządy i projektantów do projektowania inwestycji w sposób jak najmniej kolizyjny z drzewami. Jesteśmy gotowi do współpracy w tym zakresie — dodaje Juchnik.
Wytypowane do wycinki drzewa są siedliskami setek egzemplarzy chronionych porostów, a także licznych gatunków ptaków. Do tego znaczna ich część to lipy, które mają wyjątkowe znaczenie dla pszczelarzy.
— Aktualnie rodzime gatunki drzew borykają się z wieloma problemami – zamieranie ze względu na: susze, stosowanie soli na drogach, ekspansję organizmów szkodliwych, w tym jemioły, ale również masowe i nieuzasadnione wycinki. Mówimy więc o niekorzystnym wpływie skumulowanym. Dlatego każde rodzime, przydrożne drzewo w dobrej kondycji ma ogromne znaczenie dla zachowania krajobrazu, bioróżnorodności i adaptacji do zmian klimatu — mówi Adam Bohdan.
Podlaska RDOŚ chwali się, że w pierwszym etapie budowy drogi rowerowej udało się pozostawić najokazalsze dęby oraz zawęzić wycinkę w obrębie chronionych siedlisk. Urzędnicy podkreślają, że to nie jedyny taki przypadek w województwie podlaskim.
“Przez ostatnie półtora roku działania RDOŚ w Białymstoku poskutkowały zachowaniem ok. 5 000 drzew przydrożnych. Dyrekcja nie uzgodniła masowych wycinek planowanych m.in. przez starostę sokólskiego – ok 2 500 drzew – oraz wstrzymała wycinkę kilku tysięcy drzew zaplanowaną przez samorządowców w ramach procedury scalania gruntów” – czytamy w informacji RDOŚ.
Sprawę wycinek w powiecie sokólskim opisaliśmy w OKO.press w 2024 roku.
Przeczytaj także:
Niestety, zachowanie drzew przydrożnych to wciąż raczej odstępstwo od normy.
Przeczytaj także:
Posłowie Parlamentu Europejskiego zatwierdzili w środę pakiet trzech aktów prawnych. Umożliwią one udostępnienie Ukrainie pożyczki w wysokości 90 mld euro na najbliższe dwa lata.
Zatwierdzona w środę 11 lutego przez PE tzw. pożyczka na wsparcie Ukrainy pomoże zaspokoić pilne potrzeby finansowe tego kraju w związku z rosyjską agresją, która trwa już piąty rok. W sumie pożyczka wyniesie aż 90 mld euro, a jedna trzecia tej kwoty zostanie przeznaczona na wsparcie budżetowe, realizowane za pośrednictwem Instrumentu na rzecz Ukrainy.
„60 mld euro zostanie przeznaczone na wzmocnienie zdolności obronnych Ukrainy oraz wsparcie zakupu sprzętu wojskowego, zapewniając terminowy dostęp do kluczowych produktów obronnych pochodzących zasadniczo od przemysłu obronnego Ukrainy, UE oraz Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG)/Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA). Jeśli określony sprzęt obronny nie będzie natychmiast dostępny w tych krajach do pilnego przekazania Ukrainie, zastosowany zostanie zestaw ukierunkowanych odstępstw umożliwiających jego pozyskanie z innych państw” – informuje oficjalna strona PE.
Przypomnijmy, że to efekt grudniowych ustaleń liderów UE. Nie dogadali się oni wówczas w sprawie wykorzystania zamrożonych w UE rosyjskich aktywów na rzecz pomocy Ukrainie. Ale ustalili, że europejska pomoc będzie, we wcześniej zakładanej wysokości: 90 mld euro na dwa lata, która będzie finansowana ze wspólnego, europejskiego długu.
Wniosek w tej sprawie został zatwierdzony 458 głosami za, przy 140 przeciw oraz 44 wstrzymujących się. Teraz strategia musi zostać zatwierdzona przez Radę. Wówczas Komisja UE będzie mogła wypłacić pierwszą transzę w drugim kwartale tego roku.
Europejscy przywódcy w grudniu, podczas nocnych rozmów w Brukseli, zdecydowali o udzieleniu Ukrainie kolejnego, potężnego wsparcia finansowego. Środki mają zostać przekazane w trybie pilnym, a całość zostanie sfinansowana ze wspólnego długu, gwarantowanego przez budżet Unii Europejskiej.
Jak pisała Paulina Pacuła w OKO.press negocjacje trwały 16 godzin, a obrady były przerywane jedynie na krótkie posiłki.
Węgry oraz Słowacja nie chciały podpisać się pod dokumentem, który w mocnych słowach oskarża Rosję o agresję w Ukrainie, stawia twarde warunki pokoju i wzywa Rosję do poszanowania integralności terytorialnej Ukrainy.
„Mamy umowę. Decyzja o wsparciu Ukrainy kwotą 90 mld euro na lata 2026-2027 podjęta. Zobowiązaliśmy się i dowieźliśmy” – ogłosił w grudniu Antonio Costa, szef Rady Europejskiej.
„Ukraina ma zapewnione 90 mld euro potrzebnego finansowania. Obrady trwały do trzeciej nad ranem. Były pełne emocji i sporów, ale opuszczałem budynek Rady Europejskiej z satysfakcją jako ten, który był rzecznikiem wykorzystania zamrożonych aktywów rosyjskich na rzecz pomocy Ukrainie” – mówił następnego dnia premier Donald Tusk podczas konferencji prasowej w Brukseli.
Przeczytaj także:
Kilka dni po pierwszym spotkaniu w Omanie nie znamy daty kolejnych negocjacji. Obie strony nie zmieniają stanowisk, ale wciąż sugerują, że wolą dyplomację
„Zdolności rakietowe Islamskiej Republiki Iranu nie podlegają negocjacjom” – powiedział dziś doradca Najwyższego Przywódcy Ali Szamchani podczas marszu upamiętniającego 47. rocznicę założenia Republiki Islamskiej. Powtórzył dobrze znane stanowisko – to samo mówili m.in. minister spraw zagranicznych Abbas Arakczi w sobotę 7 lutego i inny ważny doradca przywódcy Chameneiego, Ali Laridżani 10 lutego.
W wywiadzie 10 lutego prezydent USA Donald Trump powiedział, że umowa z Iranem powinna ostatecznie oznaczać, że Iran pozbędzie się programu atomowego oraz swoich rakiet balistycznych. Jednocześnie w wywiadzie dla Axios Trump ponowił groźby wobec Iranu:
„Albo osiągniemy porozumienie, albo zrobimy coś bardzo mocnego, jak ostatnio” – powiedział amerykański prezydent, nawiązując do amerykańskiego uderzenia w irańskie instalacje związane z programem atomowym z czerwcu 2025 roku. Trump dodał też, że rozważa wysłanie w okolice Iranu kolejnej amerykańskiej armady. Od końca stycznia w rejonie Morza Arabskiego operuje grupa uderzeniowa USS Abraham Lincoln. To samoloty bojowe, kilka statków poza lotniskowcem, wyrzutnie rakiet Tomahawk.
Trump spotyka się dziś z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu. Serwis Axios pisał na początku lutego, że to Izraelczycy naciskają na Amerykanów w sprawie ataku na Iran.
Rządzący Iranem zorganizowali dziś marsze i wiece z okazji rocznicy obalenia ostatniego monarchy Mohammeda Rezy Pahlawiego i ustanowienia Republiki Islamskiej. Oficjalne media publikują szacunki według których w demonstracjach z tej okazji w całym kraju miało brac udział między 23 a 26 milionów osób, a w samym Teheranie – 4 mln osób. Wiarygodność tych liczb jest bliska zeru. Al Dżazira pisze o „setkach tysięcy” uczestników. Liczba uczestników pogrzebu pierwszego przywódcy Republiki Islamskiej Ruhollaha Chomeiniego w 1989 roku szacowana jest na kilka milionów osób – w znacznie lepszym dla islamskich władz Iranu momencie.
Gdyby uznać liczby podawane dziś przez irańskie władze, na ulice kraju musiałaby dziś wyjść przynajmniej co czwarta osoba mieszkająca w Iranie.
Obecny wzrost napięć między Iranem a USA rozpoczął się od protestów w Iranie z końca grudnia 2025 roku i pierwszej połowy stycznia 2026. Donald Trump obiecywał pomoc protestującym, ale USA nie interweniowały. Miesiąc temu, głównie między 8 a 10 stycznia, irański reżim brutalnie spacyfikował antyrządowe protesty. Nie znamy i długo nie poznamy dokładnej liczby ofiar, ale niezależne próby jej szacowania i liczne dowody wizualne oraz relacje z Iranu pozwalają sądzić, że mieliśmy do czynienia z tysiącami ofiar.
Władze Republiki Islamskiej odcięły obywatelom dostęp do internetu na chwilę przed pacyfikacją protestów. Po ich stłumieniu, irańskie władze próbują pokazać, że mają pełną kontrolę nad sytuacją i poparcie Irańczyków. Stąd próba pokazania, że dzisiejsze demonstracje w dzień urodzin państwa były masowe.
Amerykanie podjęli rozmowy z Irańczykami w piątek 6 lutego w Omanie. Te nie przyniosły jednak wiele, poza zapewnieniem, że konieczne są dalsze spotkania. Na razie jednak nie widać, by stanowisko którejś ze stron się zmieniało. Jeśli Trump faktycznie uważa, że porozumienie musi zawierać rezygnację Iranu z produkcji i posiadania rakiet balistycznych, to nie ma na to najmniejszych szans. Dla Iranu rakiety te są podstawą strategii bezpieczeństwa, a rezygnacja z programu rakietowego byłaby polityczną kapitulacją ze strony władz Iranu.
Albo więc Trump stosuje tutaj zabieg negocjacyjny, albo uderzenie jest tylko kwestią czasu.
Komunikacja ze strony Trumpa jest jednak w charakterystyczny dla niego sposób niespójna, a przez to trudna do interpretacji. Nie można wykluczyć, że Trump ostatecznie zadowoli się ramowym porozumieniem ograniczającym irański program atomowy i ogłosi sukces. Faktyczne i szczegółowe porozumienie nuklearne nie jest możliwe do osiągnięcia w czasie, w jakim zwykle negocjuje Trump. Obie strony zgodziły się na ponowne spotkanie, ale jego data wciąż nie jest znana. Na razie ryzyko wojny wciąż jest wysokie, choć nie wiemy, co Amerykanie chcieliby dokładnie osiągnąć uderzeniem w Iran.
Przeczytaj także:
Adam Andruszkiewicz, zastępca szefa Kancelarii Prezydenta RP usłyszał zarzut fałszowania podpisów poparcia na listach wyborczych. Polityk nie przyznaje się do winy.
Zarzuty dla Andruszkiewicza to efekt śledztwa Prokuratury Regionalnej w Lublinie dotyczącej podrabiania podpisów na listach poparcia dla kandydatów na radnych zgłaszanych przez Komitet Wyborczy Wyborców Ruch Narodowy. Sprawa dotyczy wyborów samorządowych do Sejmiku Województwa Podlaskiego, które odbyły się 12 lat temu.
Prokuratu zarzuta politykowi, że w czasach, gdy by liderem Młodzieży Wszechpolskiej i odpowiadał za lokalne struktury partii, kierował podrobieniem przez inne osoby dokumentów „w postaci list osób udzielających poparcia kandydatom zgłaszanym przez Komitet Wyborczy Ruch Narodowy w okręgu wyborczym nr 3 w wyborach do Sejmiku Województwa Podlaskiego”.
Zarzuty dotyczą podrobienia 1761 podpisów.
Polityk nie przyznał się do winy, a na platformie X pisał, że to „kłamliwe tezy”. W 2019 roku wystosował oświadczenie w tej sprawie.
„Nigdy nie fałszowałem ani nie kazałem fałszować podpisów, a rzekome oskarżenie mnie przez jednego z podejrzanych (!) jest nieprawdziwe, co w razie konieczności udowodnię przed sądem” – stwierdził wówczas. I podał TVN24 do sądu za reportaż. Jednak sąd oddalił pozew w tej sprawie.
„Jego wyjaśnienia znajdują potwierdzenie w pozostałym materiale dowodowym – zeznaniach świadków i opiniach z zakresu badania pisma ręcznego” – informuje prokuratura w komunikacie prasowym.
Śledztwo w tej sprawie toczy się od kilku lat. Początkowo odpowiadała za nie Prokuratura Rejonowa Białystok – Południe, w maju 2016 r. trafiło do Prokuratury Okręgowej w tym mieście. W 2019 roku zostało przeniesione do Prokuratury Regionalnej w Lublinie, a ówczesny prokurator Regionalny w Lublinie wyznaczył do prowadzenia śledztwa Prokuraturę Okręgową w stolicy woj. lubelskiego.
Tyle, że – jak pisała w OKO.press Anna Mierzyńska, okazało się, że zaginął jeden z tomów akt sprawy, zawierający zeznania dwunastu świadków.
„W toku śledztwa przesłuchano w charakterze świadków 1 596 osób oraz wywołano 59 opinii biegłych z zakresu badania pisma ręcznego” – informuje prokuratura.
W tym czasie Andruszkiewicz został trzykrotnie wybrany do Sejmu oraz pełnił funkcję wiceministra cyfryzacji i sekretarza stanu w KPRM. Odpowiadał też za kampanię Karola Nawrockiego w internecie w czasie ostatnich wyborów prezydenckich. Obecnie jest zastępcą szefa Kancelarii Prezydenta RP.
Przeczytaj także: