Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Rama, odejdź!” – wykrzykują w Tiranie protestujący, którzy od maja domagają się przerwania łańcucha korupcji w albańskim rządzie i dymisji premiera. Wielomiesięczne pokojowe protesty przybrały na sile i w sobotę zmieniły stolicę kraju w arenę krwawych zamieszek. Płonęły budynki, gumowe kule trafiały protestujących i dziennikarzy.
W Tiranie podpalono budynki Sądu Najwyższego i Sądu Apelacyjnego. W sobotę ulice największego miasta Albanii stanęły w ogniu.
„Spłonęły samochody zaparkowane przy głównym bulwarze, który pokrył się kostkami wyrwanego bruku. Przy jednej z moich ulubionych ulic Myslym Shyri, gdzie kiedyś chodziłam na naleśniki, płonęły kontenery ze śmieciami, rozstawione co kilkadziesiąt metrów wielkie kule ognia na jezdni. Gra komputerowa. Obraz wielkiego zniszczenia” – pisze Małgorzata Rejmer, reportażystka opisująca przemiany polityczno-społeczno-kulturowe w Albanii.
Na zdjęciu: policja tłumi demonstrację w Tiranie. Fot. Armend Nimani / AFP
Albańczycy od miesięcy domagają się dymisji premiera Ediego Ramy. W ubiegłym tygodniu pokojowe demonstracje zaczęły przeradzać się w coraz to ostrzejsze starcia między protestującymi a policją. Na ulice, wzorem Francji, wyszli uczniowie szkół średnich. Jak podaje agencja AFP, w Tiranie przez całą sobotę słychać było odgłosy wybuchających koktajli Mołotowa. W sobotnie popołudnie protestujący zgromadzili się pod biurem premiera Ediego Ramy przy głównym bulwarze miasta. Protesty trwały do późnych godzin nocnych.
Demonstranci obrzucali policję kamieniami i podpalali kontenery na śmieci. Funkcjonariusze w odpowiedzi użyli przeciwko nim gazu łzawiącego i armatek wodnych, co jeszcze bardziej rozzłościło zgromadzonych. Na ulicach jeszcze długo można było znaleźć gumowe kule. Reuters pisze, że policjanci trafili dwóch jej dziennikarzy oraz kilku demonstrantów. Z kolei agencja Associated Press poinformowała, że protestujący rzucali w stronę policji kamieniami, koktajlami Mołotowa, racami i fajerwerkami. Starcia rozprzestrzeniły się na całe centrum miasta.
W wyniku pięciodniowych starć (demonstracje rozpoczęły się we wtorek) aresztowano już 1067 osób, a przeciwko 388 wszczęto postępowania karne. W zamieszkach rannych zostało wielu policjantów oraz protestujących.
„Pokojowe protesty przyniosły ludziom nadzieję, ale nie zatrzymały Ediego Ramy na krok. (...) Albańczycy niszczą fasady rządów Ediego Ramy także po to, by skonfrontować polityków Unii Europejskiej z prawdą o Albanii. Co i rusz obwieszczany jest kolejny sukces: zamykanie klasterów negocjacyjnych, następne wieżowce w centrum, kolejne inwestycje na wybrzeżu, nowe deptaki i hotele, i wszystko dla turystów. Europejscy politycy chwalą Albanię, jak świetnie sobie radzi” – diagnozuje Małgorzata Rejmer.
Protesty w Albanii rozpoczęły się w maju od sprzeciwu wobec planów inwestycyjnych w Vjosa-Narta i na wyspie Sazan, na południowo-zachodnim wybrzeżu kraju. Vjosa-Narta jest siedliskiem ponad 2300 gatunków, w tym ponad 70 uznawanych za zagrożone – podaje BirdLife International. Wśród nich znajduje się krytycznie zagrożona foka mniszka śródziemnomorska, której na świecie pozostało zaledwie kilkaset osobników, a także żółwie morskie. Laguna jest również siedliskiem licznych gatunków ptaków, w tym flamingów. Ich charakterystyczny wygląd stał się inspiracją dla nazwy protestów – Flamingowej Rewolucji.
„Początkowy sprzeciw wobec inwestycji szybko przerodził się w szerszy protest przeciwko korupcji i polityce rządu. Dla demonstrantów kwestia wybrzeża stała się symbolem szerszego problemu: przekonania, że decyzje dotyczące przestrzeni publicznej i przyszłości kraju zapadają bez ich udziału” – pisała na łamach OKO.press Jowita Olczyk. Albańczycy wychodzili na ulicę każdego dnia. Ale Edi Rama ani myśli podawać się do dymisji.
„Rządy zmienia się w demokratycznych wyborach. Wybory mieliśmy w ubiegłym roku, nie rewolucję” – podkreślił Rama w odpowiedzi na pytania Reutersa. Dodał, że jest gotów rozmawiać o rosnących kosztach edukacji, ale atakowanie instytucji i niszczenie mienia publicznego nie ma nic wspólnego z uzasadnionymi postulatami studentów.
„Od czterech miesięcy Albańczycy krzyczą: Rama, odejdź. Ale premier, który przez lata zbratał się ze światem przestępczym, ma w tej chwili zbyt wiele do stracenia, żeby tak po prostu oddać władzę. A więc w Albanii dalej płoną fasady jego reżimu, i jak mówią znajomi – będą płonąć, dopóki Ramie nie odejdzie” – pisze na Facebooku Małgorzata Rejmer.
Przeczytaj także: