Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
J.D. Vance oświadczył, że jest mu przykro z powodu przegranej Viktora Orbána. Amerykańska administracja popierała premiera Orbána, ponieważ jest on jednym z nielicznych przywódców w Europie gotowych przeciwstawić się „brukselskiej biurokracji”.
Wiceprezydent J.D. Vance udzielił wywiadu telewizji Fox News, w którym przyznał, że jest mu przykro z powodu porażki partii Fidesz w wyborach parlamentarnych na Węgrzech, ale zapewnił, że Stany Zjednoczone będą współpracować z nowym rządem tego kraju, podkreślając wagę partnerstwa między oboma krajami.
Vance był pytany m.in. o to, czy warto było jechać do Budapesztu i wspierać Orbána przed wyborami, biorąc pod uwagę jego porażkę oraz fakt, że jest on jednym z nielicznych w Europie, którzy popierają przywódcę Rosji Władimira Putina. W odpowiedzi wiceprezydent USA stwierdził, że uważa węgierskiego premiera za „dobrego człowieka”, którego polityczne dziedzictwo w kraju ma charakter „transformacyjny”.
„Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę, że istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, iż Viktor przegra te wybory. Zrobiliśmy to jednak, ponieważ jest on jednym z nielicznych europejskich przywódców, którzy, jak zauważyliśmy, są gotowi przeciwstawić się brukselskiej biurokracji, która była bardzo, bardzo szkodliwa dla Stanów Zjednoczonych. Tak więc, na przykład, gdy widzicie, jak europejski urzędnik atakuje amerykańską firmę, czasami jedynym głosem »przeciw«, jedynym głosem w obronie tych amerykańskich interesów był Viktor Orbán” – oświadczył Vance.
Dodał, że podróż do Budapesztu i wsparcie Orbána była „słuszną decyzją”. „Pojechaliśmy, bo to było słuszne – wesprzeć człowieka, który wspierał nas od bardzo dawna. Nie dotyczyło to więc Rosji i, w gruncie rzeczy, nie dotyczyło Europy. Dotyczyło to Stanów Zjednoczonych i faktu, że był on dobrym partnerem zarówno dla mnie, jak i dla samego prezydenta, a także dla Stanów Zjednoczonych” – powiedział amerykański wiceprezydent.
7 kwietnia wiceprezydent USA J.D. Vance odwiedził Budapeszt, aby wesprzeć kampanię wyborczą węgierskiego premiera Viktora Orbána. „Porównywalne wsparcie będący czarną owcą Europy węgierski premier otrzymywał dotąd jedynie od dyktatora Rosji Władimira Putina” – pisał w OKO.press Witold Głowacki. „Vance publicznie wychwalał szefa węgierskiego rządu za destrukcyjną rolę, jaką odgrywa on od lat w Unii Europejskiej, oskarżał Ukrainę o ingerowanie w węgierskie wybory, a także domagał się od Europy, by wzorem Węgier powróciła do kupowania gazu i ropy od objętej sankcjami Rosji. Co więcej – Vance oskarżył Europę, że to ona doprowadziła do wybuchu wojny w Ukrainie, próbując dążyć do niezależności energetycznej i odchodząc od gospodarki opartej na energetycznych surowcach kopalnych”.
Natomiast w wyborach nie wygrał faworyt amerykańskiej administracji. W nocy z niedzieli na poniedziałek, 13 kwietnia, Orbán publicznie przyznał się do porażki w wyborach i pogratulował partii Tisza” jako nowej partii rządzącej na Węgrzech.
Przeczytaj także:
Dziennikarki OKO.press relacjonowały wybory w Węgrzech na bieżąco z Budapesztu:
Przeczytaj także:
Prezydent USA Donald Trump zapowiada w mediach społecznościowych, że statki zbliżające się do „BLOKADY„ zostaną „WYELIMINOWANE” [pisownia oryginalna].
Stany Zjednoczone rozpoczęły w poniedziałek morską blokadę Iranu po fiasku rozmów pokojowych w Islamabadzie, co stanowi kolejny etap eskalacji trwającej od sześciu tygodni wojny w regionie Zatoki Perskiej.
W niedzielę prezydent USA Donald Trump zapowiadał, że blokada ma objąć cały ruch morski w rejonie cieśniny Ormuz. W późniejszych komunikatach amerykańska armia precyzowała, że chodzi o statki zmierzające do oraz z irańskich portów.
Jeszcze w weekend Donald Trump zapowiadał, że w blokadzie uczestniczyć będą także inne kraje. Jednak kluczowi sojusznicy USA w NATO odmówili udziału w operacji. Jak podaje Reuters, Wielka Brytania i Francja nie chcą zostać wciągnięte w konflikt, proponując zamiast tego międzynarodową misję o charakterze defensywnym, która miałaby zabezpieczać żeglugę po zakończeniu walk.
„Uwaga: Jeśli którykolwiek z tych statków zbliży się do naszej BLOKADY, zostanie natychmiast WYELIMINOWANY, przy zastosowaniu tego samego systemu eliminacji, którego używamy przeciwko handlarzom narkotyków na łodziach na morzu. Jest to szybkie i brutalne” – napisał w poniedziałek prezydent USA na portalu TruthSocial [pisownia oryginalna].
Reuters cytuje irańskie media, które przekazują oświadczenia Ministerstwa Obrony Iranu ostrzegające, że „jakakolwiek interwencja militarna mocarstw zagranicznych w bezpieczeństwo Cieśniny Ormuz doprowadzi do eskalacji, a w konsekwencji do „dalszej klęski Stanów Zjednoczonych i całego świata”. Rzecznik ministerstwa powiedział, że Iran „bez wahania odpowie” każdemu agresorowi – w cieśninie lub gdzie indziej.
W trwającej od lutego wojnie Izraela i USA z Iranem kluczowym elementem są działania nad cieśniną Ormuz, przez którą przepływa około 20 proc. światowych dostaw ropy i gazu. Iran od początku konfliktu stara się wykorzystać swoje położenie geograficzne jako narzędzie nacisku. Władze kraju od tygodni skutecznie blokują cieśninę i zapowiadają, że przepuszczane przez nią będą tylko irańskie statki oraz statki, które uiszczą stosowne opłaty. Wcześniej żegluga przez cieśninę była darmowa.
Jak wskazują media, ponowne otwarcie cieśniny było jednym z głównych punktów spornych weekendowych negocjacji między USA a Iranem. Teheran zasugerował, że chciałby zachować kontrolę nad szlakiem wodnym po zakończeniu wojny i przedstawił plan pobierania opłaty w wysokości do 2 milionów dolarów za każdy statek przepływający przez ten szlak. Trump i inni światowi przywódcy odrzucili taki plan, uznając go za atak na „wolność żeglugi”.
Przeczytaj także:
„Jego celem jest zniszczenie relacji polsko-amerykańskich” – napisał w mediach społecznościowych ambasador USA w Polsce Tom Rose. Chodzi o Włodzimierza Czarzastego.
Ambasador USA w Polsce skrytykował marszałka Sejmu. To reakcja Toma Rose'a na słowa Czarzastego, który w rozmowie z „Financial Times” nazwał prezydenta USA Donalda Trumpa „liderem chaosu”. Powiedział też, że zachowania prezydenta USA są „irracjonalne”. Słowa te szybko obiegły media i wywołały szeroką dyskusję zarówno w Polsce, jak i za granicą.
Czarzasty skrytykował też administrację Trumpa za ingerencję w politykę europejską, powołując się na wizytę wiceprezydenta USA J.D. Vance'a w Budapeszcie, w której poparł on starania premiera Viktora Orbána o reelekcję.
We wpisie Rose'a możemy przeczytać, że Włodzimierz Czarzasty „stanowi zagrożenie” i że celem „jego podżegającej retoryki, dyskredytującej @POTUS, może być jedynie zaszkodzenie stosunkom amerykańsko-polskim i osłabienie własnego kraju”. Ambasador jednocześnie oznaczył oficjalne konto prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Słowa ambasadora skrytykowała sekretarz stanu Katarzyna Kotula.
"Panie Ambasadorze, jeśli nazywanie zagranicznego przywódcy «zagrożeniem» za krytykę to dziś standard dyplomacji, to może wyjaśni Pan jedną rzecz: dlaczego prezydent USA wrzuca do sieci grafikę, na której przedstawia się jako Jezus uzdrawiający Jeffrey'a Epsteina na łożu śmierci, a jednocześnie obraża papieża?
Relacje polsko-amerykańskie przetrwają tę administrację. Są oparte na instytucjach i społeczeństwach, a nie na ego jednego człowieka. Na Pańskim miejscu mniej martwiłbym się o polską demokrację, a bardziej o sygnały płynące z Gabinetu Owalnego" – napisała.
Już na początku lutego 2026 roku ambasador USA ogłosił natychmiastowe zerwanie kontaktów z Włodzimierzem Czarzastym. Decyzja ta była reakcją na wypowiedzi marszałka, które amerykański dyplomata określił jako „oburzające” i wymierzone w prezydenta USA Donalda Trumpa.
Czarzasty zapowiadał wtedy m.in. że nie poprze żadnego wniosku o Nobla dla prezydenta USA. Argumentował, że Trump nie zasługuje na pokojowego Nobla, bo destabilizuje sytuację w organizacjach międzynarodowych, reprezentuje politykę siły i prowadzi politykę transakcyjną.
Rose z kolei podkreślał, że nie pozwoli, by ktokolwiek okazywał brak szacunku wobec prezydenta USA, którego określił jako osobę zasłużoną dla Polski i narodu polskiego.
Jak pisał dla OKO.press Radosław Korzycki, Tom Rose znany jest z tego, że nie kryje swoich poglądów i chętnie manifestuje je na portalu X (dawniej Twitter), nierzadko przyjmując mało dyplomatyczny, a nawet prowokacyjny ton.
Sam określa się lekko ironicznie jako „niejawny agent spisku judeochrześcijańskiego MAGA”, co dla jego zwolenników jest wyrazem dumy, a dla krytyków kolejnym dowodem na jego ideologiczną jednoznaczność. Kiedy Elon Musk opublikował niezręczny wpis, deklarując miłość do Donalda Trumpa „w granicach, jakie może odczuwać heteroseksualny mężczyzna”, Rose skomentował entuzjastycznie: „Wszyscy go kochamy!!! Uwielbiamy i czcimy”.
Przeczytaj także:
„Nie ma co się urządzać na Węgrzech i kupować mebli w Ikei. Długo tu nie pobędziecie” – powiedział Peter Magyar, lider zwycięskiej partii Tisza na pierwszej konferencji prasowej po wygranych wyborach parlamentarnych.
Peter Magyar, lider partii Tisza, która w niedzielę 12 kwietnia wygrała wybory parlamentarne na Węgrzech, pozbawiając władzy Viktora Orbána, powiedział, że Węgry pod jego rządami nie będą „międzynarodowym centrum azylowym dla kryminalistów”.
„Jeśli mam coś powiedzieć do panów Ziobro i Romanowskiego: nie ma sensu kupować mebli w Ikei, długo tu nie pobędziecie” – powiedział Magyar, podkreślając, że przychylą się do polskich wniosków o ekstradycję.
Dodał, że jego zdaniem Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski powinni dobrowolnie wrócić do kraju. „Jeśli nie macie nic do ukrycia wróćcie i oczyśćcie swoje nazwiska” – apelował Magyar.
Lider Tiszy podkreślił, że Polska to dla Węgier jeden z najbliższych krajów UE, a Warszawę i Budapeszt łączą historyczne relacje. „Mieliśmy wspólnych królów, walczyliśmy na wspólnych frontach (...). Przyjaźń z Polską jest dla nas bardzo ważna, a Viktor Orbán zniszczył te relacje. Moim celem będzie odnowienie tej przyjaźni” – powiedział Peter Magyar.
Podkreślił, że to dlatego z pierwszą wizytą zagraniczną uda się do Warszawy. Chce odwiedzić Warszawę, ale też Gdańsk, a może i kilka mniejszych miejscowości.
Premier Donald Tusk zadzwonił do Petera Magyara z gratulacjami w niedzielę 12 kwietnia wieczorem, po tym, jak okazało się, że Tisza wygrała wybory parlamentarne, a odchodzący premier Viktor Orbán uznał swoją porażkę.
„Donald Tusk wyraził radość, że Węgry nie będą już marionetką Rosji w UE i że wracają do Europy” – powiedział Magyar.
Lider Tiszy poinformował na konferencji prasowej, że gratulacji nie złożył mu jeszcze polski prezydent Karol Nawrocki, który oficjalnie wsparł kampanię przegranego tych wyborów Viktora Orbána. Przyznał jednak, że „jest w stanie jakoś z tym żyć”.
„To suwerenny wybór narodu węgierskiego. Nie prezydent jest od tego, żeby to komentować” – tak do zwycięstwa Tiszy odniósł się ostatecznie Nawrocki w rozmowie z Polsat News w poniedziałek 13 kwietnia.
Tusk powiedział za to podczas rozmowy z dziennikarzami w Korei, gdzie przebywa obecnie z wizytą: „Cieszę się, że ta część Europy pokazuje, iż nie jesteśmy skazani na rządy skorumpowane i autorytarne”.
Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej, pierwszej po wygranych wyborach, którą OKO.press śledzi na miejscu w Budapeszcie, Peter Magyar podkreślił m.in. że Węgry pod jego rządami będą „konstruktywnym partnerem na forum UE”, a jego priorytetem będzie wzmocnienie UE, bo – jak zauważył – „Unia ma obecnie dużo problemów”.
„Wojna na kontynencie, osłabiona konkurencyjność (...) Europa potrzebuje konstruktywnej współpracy, by się wzmocnić i odzyskać swoje miejsce w globalnym wyścigu gospodarczym” – powiedział lider Tiszy.
Podkreślił, że najważniejszym celem jego rządu będzie przeprowadzenie procesu redemokratyzacji Węgier, przywrócenia zasad praworządności i wyeliminowanie korupcji, która na Węgrzech Orbána osiągnęła skalę „przemysłową”.
W odpowiedzi na pytanie dziennikarzy z Ukrainy podkreślił, że nie zgadza się z kłamliwą retorykę Viktora Orbána na temat Ukrainy. „To Rosja prowadzi agresywną wojnę z Ukrainą, Ukraina jest ofiarą tej wojny, tu nie powinni być żadnych wątpliwości”.
Powiedział też, że nie powinno się oczekiwać od Ukrainy, że zrzeknie się jakiegokolwiek kawałka terytorium na rzecz pokoju.
Przeczytaj także:
„To suwerenny wybór narodu węgierskiego. Nie prezydent jest od tego, żeby to komentować„ – tak do zwycięstwa Tiszy odniósł się wspierający w kampanii Viktora Orbana prezydent Karol Nawrocki. „Cieszę się, że ta część Europy pokazuje, iż nie jesteśmy skazani na rządy skorumpowane i autorytarne” – mówi premier Tusk.
Donald Tusk przebywający obecnie w Korei w rozmowie z dziennikarzami odniósł się szerzej do zwycięstwa opozycyjnej Tiszy w niedzielnych wyborach na Węgrzech.
„W tej chwili mam w głowie i w sercu przede wszystkim Węgry – oraz radość, bo dla nas to było bardzo ważne z wielu względów. Począwszy od relacji polsko-węgierskich, przez sytuację w Europie, aż po nasze pieniądze, które Viktor Orbán blokował zarówno dla Polski, jak i dla Ukrainy.
Przed chwilą rozmawiałem z Péter Magyarem, składając mu gratulacje. Zamieniliśmy też kilka słów o jego wizycie w Warszawie. Jak wiecie, już dawno wskazał Warszawę jako cel swojej pierwszej wizyty – z dość oczywistych względów. Myślę, że nasze relacje będą absolutnie wyjątkowe.
To, co ma, moim zdaniem, szczególne znaczenie, to fakt, że cały świat jest podekscytowany wynikiem tych wyborów. Pokazuje on bowiem, że nie istnieje żaden nieuchronny trend. Wielu obawiało się, że mamy do czynienia z nieuniknionym kierunkiem, w którym autorytarne, skrępowane reżimy zyskują przewagę – że to jest ich czas. Otóż nie, tak nie jest.
Najpierw Warszawa, potem Bukareszt, Kiszyniów, a teraz Budapeszt. Cieszę się, że ta część Europy pokazuje, iż nie jesteśmy skazani na rządy skorumpowane i autorytarne, bo rządy Viktor Orbán niestety, po wielu latach, takimi się stały. A to, co widzimy dziś, jest naprawdę imponujące i stanowi światło dla wszystkich tych, którzy nie wierzą we własne siły.
Przecież przeciwko Péter Magyarowi i jego partii Tisza sprzysięgły się wszystkie możliwe siły – włącznie z naszym prezydentem Karol Nawrocki i prezesem Jarosław Kaczyński. Nie wspominając już o jeszcze potężniejszych graczach. A jednak wygrali. To oznacza, że każdy, kto wątpi w siebie, dostał dziś znakomitą lekcję: zawsze trzeba wierzyć w zwycięstwo i pamiętać, że wszystko jest możliwe.
Także i mnie spadł kamień z serca, bo bałem się do samego końca” – powiedział premier.
Do zwycięstwa Tiszy odniósł się także prezydent Karol Nawrocki, który oficjalnie poparł w tych wyborach Viktora Orbana.
„To jest oczywiście wybór narodu węgierskiego. Wybrali swojego premiera, któremu gratuluję zwycięstwa w wyborach. 1000-letnia przyjaźń polsko-węgierska musi trwać, to jest ponad wybory parlamentarne. Więc oczywiście gratuluję tego zwycięstwa. To suwerenny wybór narodu węgierskiego. Nie prezydent jest od tego, żeby to komentować. Będę współpracował z każdym przywódcą, każdym premierem, każdym prezydentem, którego wybiorą wolne narody dla dobra RP” – powiedział prezydent w rozmowie z Polsat News.
Do faktu wsparcia przez polityków PiS i szerzej – prawicy – dla przegranego Fideszu nawiązał podczas porannej rozmowy w Polsat News marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty:
„Zastanawiałem się, czy tego zwrotu użyć czy nie, ale pan prezydent w naszym imieniu, bo jest prezydentem Polski, po prostu zrobił z siebie idiotę (...) Niech pan zobaczy, co się na Węgrzech stało. Wszyscy wiedzieli, jak Węgrzy pod przewodnictwem Orbana sypali piach w tryby całej UE, jak nienawidzi Polski, jak kochali Putina (...) Jak można starając się być poważnym politykiem, mówię o prezydencie Nawrockim, jechać na dwa tygodnie przed wyborami i uwaga, bo się liczy skuteczność w tej sprawie, przegrać tak sromotnie? Jak można poprzeć człowieka, o którym generalnie Węgrzy myślą to, co myślą? To kompromitacja i nie obrażam pana Nawrockiego, tylko opisuję stan jego postępowania”.
Prezydent Karol Nawrocki odbył 23 marca wizytę na Węgrzech, która miała na celu wsparcie rządów Fideszu. Nawrocki spotkał się z Viktorem Orbánem, ale prezydent Polski i premier Węgier nie wystąpili razem na konferencji prasowej. Nawrocki nie uczestniczył też w zaplanowanym tego dnia wiecu wyborczym, na którym premiera Węgier wsparli inni liderzy europejskiej skrajnej prawicy – jak Marine Le Pen i Matteo Salvini. Nie pojawił się również obok Orbána na wieczornym wiecu Fideszu w Kecksemet. Nieoficjalnie mówiło się jednak, że przedstawiciele węgierskiego rządu bardzo usilnie o to ostatnie zabiegali. Skończyło się jedynie na okolicznościowej fotce z okazji Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej zamieszczonej przez Orbána na Facebooku i opatrzonej frazą „Polak Węgier – dwaj bratanki”.
Wizyta miała miejsce wkrótce po ujawnieniu przez dziennikarzy „Washington Post”, że minister spraw zagranicznych Węgier i jeden z najbliższych współpracowników Orbána Peter Szijjarto niemal na żywo relacjonuje telefonicznie swojemu odpowiednikowi z Rosji Siergiejowi Ławrowowi przebieg spotkań i negocjacji toczących się w Brukseli między liderami państw Unii Europejskiej, także tych dotyczących najbardziej wrażliwych tematów.
Przeczytaj także: