Okrzyki radości, doniosłe śpiewy, roztrąbione klaksony, płonące pochodnie, powiewające wysoko węgierskie i europejskie flagi – Budapeszt świętuje zwycięstwo opozycji w wyborach parlamentarnych. Po 16 latach Viktor Orbán musi pożegnać się z władzą. Tisza zdobywa najpewniej większość konstytucyjną. Ludzie tańczą na ulicach
Dziś znowu, podobnie jak podczas tysięcy spotkań kampanijnych w całych Węgrzech, Péter Magyar majestatycznym krokiem przeszedł przez tłum swoich zwolenników z flagą Węgier na ramieniu. Tym razem jednak w świetle płonących pochodni i wśród wrzasku tłumu, by dotrzeć do sceny i wygłosić zwycięskie, powyborcze przemówienie.
Gdy wreszcie pojawił się w drzwiach hotelu tuż na brzegu Dunaju przy skwerze Batthyány tér, zgromadzony tam od kilku godzin tłum wyborców oszalał. Z głośników popłynął nastrojowy, stonowany utwór Franka Sinatry o wymownym tytule „My way”. Sinatra śpiewa w nim „działałem po swojemu”, „zrobiłem to po swojemu”.
Zapłonęły tekturowe pochodnie, ludzie ściskali się z radości. Magyar, wyraźnie poruszony, dziękował wyborcom, odbierał gratulacje, ściskał dłonie. „To koniec, to koniec, to koniec!” – skandowali zebrani w radości, że to koniec reżimu Viktora Orbána.
„To historyczny moment! Obaliliśmy dyktatora!" – mówi OKO.press 30-letnia fryzjerka Petra. „Jak się czuję? Nigdy się tak nie czułem!” – krzyczy szeroko uśmiechnięty chłopak. „Przecież coś takiego jeszcze nigdy w Europie się nie wydarzyło?
Słyszałaś, żeby ktoś zrobił coś takiego jak my?!”
Po drugiej stronie rzeki pod gigantycznym budynkiem węgierskiego parlamentu trwał regularny rave.
„Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Zrobiliśmy to! Tisza i Węgry wygrały te wybory! I to nie małą, a sporą przewagą! Razem pozbyliśmy się reżimu Orbána! Wspólnie wyzwoliliśmy Węgry, odzyskaliśmy naszą ojczyznę! Dziękuję wam! Bez was nie moglibyśmy tego zrobić. Nasze zwycięstwo może nie jest widoczne z księżyca, ale widać je w każdym węgierskim oknie” – mówił Péter Magyar ze sceny, nawiązując do sobotniej wypowiedzi Viktora Orbána, który zapowiedział, że zwycięstwo Fideszu w niedzielnych wyborach będzie tak potężne, że aż „widoczne z księżyca”.
Tymczasem stało się coś zupełnie przeciwnego.
To, co jeszcze cztery lata temu okazało się niemożliwe, tym razem – pomimo wyraźnie faworyzującej rządzący Fidesz ordynacji wyborczej – stało się faktem. Przy niemal 99 proc. zliczonych głosów, opozycyjna Tisza ma ponad połowę – 53,06 proc. głosów, co daje jej nawet 138 mandatów w 199-osobowym parlamencie. Fidesz – 38,43 proc., co może przełożyć się na 55 mandatów. Partia Orbána traci niemal dwie trzecie mandatów – w obecnym parlamencie ma ich 135. Wyniki nie są ostateczne, liczba mandatów może się jeszcze zmienić, m.in. dlatego, że w ciągu kilku dni doliczane będę jeszcze głosy z zagranicy.
Niezwykle optymistyczne dla opozycji przedwyborcze sondaże pracowni Medián, która na kilka dni przed wyborami przewidywała, że Tisza zdobędzie większość konstytucyjną, a partia Viktora Orbána straci grubo ponad połowę mandatów, mogą okazać się bardzo trafione.
„Nigdy wcześniej w historii demokratycznych Węgier tak wiele osób nie poszło do głosowania” – mówił Péter Magyar, nawiązując do niemal 80-procentowej frekwencji.
„Nigdy wcześniej żadna partia nie otrzymała tak mocnego mandatu jak Tisza! Wiele wskazuje na to, że będziemy mieć mocną większość dwóch trzecich miejsc w nowym parlamencie. To pozwoli, by transformacja przebiegała w najbardziej efektywny, pokojowy i łagodny sposób jak to możliwe. Z wdzięcznością w sercach dziękujemy ponad 3,3 milionom wyborców, którzy nam zaufali” – mówił Magyar.
„Dziś zadziała się historia” – mówił lider Tiszy.
Péter Magyar zapowiedział głęboką reformę systemu politycznego i instytucjonalnego – odbudowę mechanizmów kontroli i równowagi, przywrócenie niezależności sądów i organów państwowych. Wezwał do ustąpienia kluczowych osób związanych z dotychczasowym reżimem, których odwołanie wymaga dwóch trzecich głosów w parlamencie, w tym Prokuratora Generalnego, przewodniczącego Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego.
Zapowiedział też rozliczenia, zarówno nadużyć władzy, jak i ogromnej korupcji, której przez lata dopuszczało się środowisko Orbána. W tym powołanie specjalnego urzędu do odzyskiwania majątku publicznego i gruntowną reformę wymiaru sprawiedliwości.
„Nie będziemy już krajem bez konsekwencji. Ci, którzy okradali państwo, poniosą odpowiedzialność” – zapowiadał lider Tiszy.
Podkreślał, że wynik wyborów jest czymś więcej niż triumfem jednej partii. „To nie zwycięstwo jednej partii nad drugą. To zwycięstwo Węgrów nad tymi, którzy ich zdradzili. Zwycięstwo wolności nad uciskiem, prawdy nad kłamstwem” – mówił.
Nakreślił wizję państwa „w którym każdy ma prawo do godnej opieki zdrowotnej, wysokiej jakości edukacji, spokojnego dzieciństwa i godnej starości”. Podkreślał konieczność naprawy systemów usług publicznych zniszczonych przez poprzednie rządy: ochrony zdrowia, edukacji, transportu czy polityki społecznej.
„Zatrzymaliśmy niszczenie, teraz musimy odbudować nasz kraj” – mówił.
Silnie wybrzmiał również wątek powrotu do Europy i odbudowy relacji międzynarodowych.
„Nasz kraj zdecydował, że chce znów być państwem europejskim. Państwem, które nie jest niczyim wasalem. Państwem, w którym liczy się praca i uczciwość, a nie znajomości” – mówił.
Zapowiedział szybkie działania na rzecz odblokowania funduszy unijnych i naprawy relacji z partnerami. „Miejsce Węgier było, jest i zawsze będzie w Europie” – mówił, zapowiadając pierwsze wizyty zagraniczne w Warszawie, Wiedniu i Brukseli. Podkreślił też chęć odbudowy współpracy regionalnej, w tym formatu V4.
Opowiedział się też przeciwko polaryzacji społecznej. „Nie możemy dzielić Węgrów. Rząd ma obowiązek reprezentować każdego obywatela” – podkreślał. W symbolicznym geście zwrócił się także do wyborców Fideszu, obiecując, że będzie „premierem wszystkich Węgrów”, niezależnie od ich poglądów.
Wezwał Węgrów mieszkających za granicą do powrotu: „Wszyscy jesteście potrzebni”. Mówił o „ogromnym, niemal nadludzkim zadaniu”, jakie stoi przed nowym rządem, i o konieczności „uzdrowienia ran oraz uprzątnięcia ruin” po poprzednich latach. Apelował o jedność i cierpliwość: „Świętujmy dziś, ale od jutra zaczynamy wspólną pracę”.
„Zalewa Tisza!” – okrzyk z wieców niósł się nad brzegami Dunaju, łącząc się z piskami radości i klaksonami samochodów. Tysiące ludzi tańczących na bulwarach odśpiewały „We are the champions” (Jesteśmy mistrzami), przebój brytyjskiego Queen.
Barczysty mężczyzna zaczepił europejską flagę na węgierskiej i poprowadził imprezowego „węża”. Na tańce z błękitną flagą ze złotymi gwiazdkami natykamy się zresztą raz po raz.
Ludzie wchodzą na latarnie, przystanki, oblepiają każdy skrawek wolnej przestrzeni. Śmieją się, obejmują. Po mieście krążą setki, a może i tysiące samochodów z zatkniętymi węgierskimi flagami. Wydaje się, że każdy, kto tu mieszka, chce choć na chwilę wziąć udział w zwycięskiej imprezie na bulwarach.
Po północy część ludzi rusza w stronę mostów i bocznych ulic. Ale to nie koniec świętowania, w różnych częściach miasta tworzą się mniejsze imprezy. Widzimy ludzi, którzy skupiają się wokół paru chłopaków z gitarami, kawałek dalej ktoś wyjął przenośny głośnik. Niektórym wystarczą własne struny głosowe albo plastikowy kubełek, by wystukać rytm. Na Moście Łańcuchowym śpiewają „Bella Ciao!” – antyfaszystowski włoski hymn.
W tłumie świętujących zagadujemy 29-letniego prawnika, Bobo, który na co dzień mieszka za granicą. Mówi, że po raz pierwszy poczuł, że jego głos naprawdę coś zmienia. To dla niego nie tylko zmiana rządu, ale moment przełomowy, który daje nadzieję na powrót do kraju.
„Czuję się wyzwolony. Po raz pierwszy uwierzyłem, że opozycja naprawdę chce coś zmienić, a nie tylko udawać” – mówi.
Jak dodaje, teraz zaczyna się najtrudniejszy etap.
„To dopiero początek. Będzie bardzo ciężko, bo ludzie Orbána wciąż kontrolują kraj. Ale wierzę, że to wszystko pójdzie w dobrą stronę i Węgry się zmienią” – podkreśla. Dodaje, że chciałby wrócić do kraju. Zmiana władzy mu to umożliwi.
Bence, 24-letni pracownik firmy budowlanej z Budapesztu, mówi o nadziei na powrót Węgier na europejską ścieżkę i wyraźnym odcięciu się od polityki Orbána. Dla niego to pierwsze prawdziwe zwycięstwo polityczne, którego doświadcza jako wyborca.
„Czekaliśmy na to bardzo długo. W końcu mamy poczucie, że decyzja należy do nas i że zbliżymy się z powrotem do Unii Europejskiej” – mówi. Podkreśla też zmęczenie propagandą i oczekiwanie realnej zmiany.
„Nie chcemy już propagandy, nie chcemy Rosji ani korupcji. Chcemy wolności i kraju, w którym każdy jest mile widziany” – dodaje.
29-letni Tamás, pracownik sektora pozarządowego, podkreśla: „Całe dorosłe życie żyłem w jednym systemie. To bardzo ekscytujący moment” – przyznaje.
„Chcemy wrócić bliżej Europy i mieć rząd, który lepiej poradzi sobie z gospodarką. Narzędzia do zmian będą – pytanie, co z nimi zrobią” – dodaje. Najważniejsze, jak mówi, będzie teraz to, czy nowa władza faktycznie odwróci kurs kraju.
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Komentarze