Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Dziś nie odpowiem, czy system powinien być premierowski czy prezydencki, ale zaczynamy pracę nad konstytucją nowej generacji roku 2030” – oznajmił na Placu Zamkowym Karol Nawrocki.
Przygotowanie nowej Konstytucji RP: to teraz główny cel prezydentury Karola Nawrockiego oraz motor napędowy Prawa i Sprawiedliwości przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi.
W święto Konstytucji 3 Maja prezydent ogłosił powołanie Rady Nowej Konstytucji. Na Zamku Królewskim wręczył pierwsze powołania, a potem, podczas uroczystości na Placu Zamkowym w Warszawie, mówił o potrzebie powstania w Polsce „konstytucji nowej generacji”. Ta miałaby zostać uchwalona w Polsce jeszcze przed końcem kadencji Karola Nawrockiego.
„Wolni od hańbiących obcej przemocy zakazów. To impuls, to fundament” – rozpoczął swoje przemówienie prezydent. Odwołując się do okoliczności rozbiorów Polski, a potem powstania Konstytucji 3 maja, podniósł, że ustawę zasadniczą w kraju trzeba zmienić.
„Żyjemy w momencie, w którym konflikt polityczny poszedł za daleko. Niszczy wspólnotę, niszczy rodziny. Przekracza wszelkie możliwe granice. Poszedł za daleko, bo niszczy ustrój i fundamenty państwa polskiego” – mówił Nawrocki.
„Instytucje państwowe, które mają być trwałe, mają być silne, są zaangażowane do walki politycznej i partyjnej. [...] Trzeba powiedzieć temu stop, bo się na to nie zgadzamy!” – tak Karol Nawrocki ogłosił rozpoczęcie prac nad projektem „konstytucji nowej generacji roku 2030”.
„Musimy raz na zawsze zdecydować się, czy chcemy, aby narodem rządzili ci, którzy są wybierani w demokratycznych wyborach, wolą suwerena narodu; chcemy im oddać władzę i odpowiedzialność. Czy chcemy, by władza zarządzała wami, drogi narodzie, za sprawą układów partyjnych, politycznych i architektury politycznej, odrywając władzę od narodu” – twierdził Nawrocki.
„Demokracja to są rządy większości z uszanowaniem mniejszości, a nie ordynarna blokada przez mniejszość praw większości” – mówił na Placu Zamkowym prezydent. „Nie może być dalej tak, że władza rozkłada się na dwa ośrodki. Dziś nie odpowiem, czy system powinien być premierowski czy prezydencki, ale zaczynamy pracę nad konstytucją nowej generacji roku 2030” – ogłosił.
Wcześniej na Zamku Królewskim prezydent powołał pierwszych członków Rady Nowej Konstytucji, z którą zamierza pracować nad treścią nowej ustawy zasadniczej. Jak przypomina Polska Agencja Prasowa, zamiary Karola Nawrockiego do zmiany konstytucji i wypracowania zupełnie nowego projektu, były ogłaszane przez prezydenta już w pierwszym orędziu, tuż po zaprzysiężeniu.
3 maja na Zamku Królewskim nominacje do RNK odebrali:
Jak czytamy na stronie Kancelarii Prezydenta, w skład Rady powołani zostali również: Piotr Andrzejewski (związany z PiS wiceprzewodniczący Trybunału Stanu), prof. Zdzisław Krasnodębski (były europoseł PiS) i Jacek Majchrowski, prawnik, wieloletni prezydent Krakowa, a wcześniej członek Trybunału Stanu.
Rafał Leśkiewicz, rzecznik prezydenta przekazał, że Rada Nowej Konstytucji ma składać się z polityków, ekspertów i strony społecznej. W radzie mają znaleźć się również m.in. przedstawiciele klubów i kół poselskich (po dwie osoby z każdego klubu i po jednej z każdego koła). „Oczywiście na początku będzie burza mózgów, wypracowanie wspólnego projektu, który zostanie potem formalnie procedowany zgodnie z zasadami przez polski parlament” – przekonywał Leśkiewicz.
Nawrocki chce nowej konstytucji jeszcze za swoich rządów; emocje te studzi jednak premier Donald Tusk, który pomysł prezydenta nazwał „polityczną grą”.
„Pan prezydent dobrze wie, że ani dziś, ani jutro, ani pojutrze większości konstytucyjnej na rzecz jego pomysłu nie będzie [...] Tak naprawdę chodzi raczej o polityczną grę. Moim zdaniem będzie to tylko kolejne zamieszanie” – ocenił premier w rozmowie z dziennikarzami tuż przed wylotem do Armenii.
„Możemy rozpocząć dyskusję, czy Polska potrzebuje systemu kanclerskiego, czy prezydenckiego i wiadomo, że pan prezydent Nawrocki, też z racji tego, gdzie jest, opowiada się za systemem prezydenckim” – mówił Tusk. I pytał: „Po co nam debata konstytucyjna prowadzona przez ludzi, którzy nie mają zamiaru przestrzegać konstytucji?”.
Zgodnie z obecną konstytucją, do jej zmiany konieczna jest większość sejmowa co najmniej 2/3 głosów w obecności co najmniej 230 posłów, a także bezwzględna większość głosów w Senacie (więcej głosów za niż przeciw i wstrzymujących się). Taki scenariusz dla Karola Nawrockiego jest dziś, w sytuacji rządów Koalicji Obywatelskiej, niemal nieprawdopodobny.
Przeczytaj także:
„Byliśmy bici do krwi, kopani i ciągani po pokładzie z rękami związanymi za plecami. Część ma złamane nosy i żebra” – opowiadają uczestnicy misji Global Sumud Flotylla, którzy zostali porwani z wód międzynarodowych i odesłani do Grecji.
180 aktywistów, którzy w ramach Global Sumud Flotylla wyruszyli z pomocą humanitarną do Gazy, zostało przechwyconych przez armię Izraela na wodach międzynarodowych, 600 mil od Gazy. Jak potwierdza Rafał Piotrowski z polskiego oddziału Flotylli, większość uczestników misji, po 40 godzinach przetrzymywania na morzu, trafiła na Kretę. Wśród nich jest dr Magdalena Górska, badaczka zaangażowania w misję humanitarną.
Global Sumud Flotylla w materiałach udostępnianych w mediach społecznościowych przekazuje, że podczas transportu do Grecji aktywiści byli brutalnie traktowani przez służby izraelskie. W rozmowie z OKO.press potwierdza to Rafał Piotrowski. „Odmówiono im dostępu do zdatnej wody i żywności. Byli zmuszeni do spania na podłogach, które były celowo i wielokrotnie zalewane. [...] Byli bici, kopani i ciągani po pokładzie z rękami związanymi za plecami. Część ma złamane nosy i żebra. Byli bici do krwi. W chaosie padły w ich kierunku strzały” – czytamy we wpisie polskiego oddziału GSF.
Po opuszczeniu statku 36 osób, w tym dr Górska, miało wymagać pomocy lekarskiej i szpitalnej. Aktywiści zostali brutalnie potraktowani, bowiem stanęli w obronie dwóch członków Flotylli, którzy Izrael nie zdecydował się uwolnić, a skierował do aresztu. Są to:
Obaj mężczyźni rozpoczęli strajk głodowy. W niedzielę 3 maja rano stanęli przed izraelskim sądem. Jak przekazuje „Guardian”, a potwierdza nam Rafał Piotrowski, zdecydowano o przedłużeniu dla nich aresztu o cztery dni. Izraelski MSZ utrzymuje bowiem, że są powiązani z organizacją Popular Conference for Palestinians Abroad (PCPA), która z kolei miałaby mieć bliskie powiązania z Hamasem. Flotylla i sami mężczyźni zaprzeczają. Sprzeciw wobec oskarżeń Izraela wysuwa m.in. rząd Hiszpanii i Brazylii, stając w obronie swoich obywateli.
Statki flotylli wypłynęły do Gazy z Barcelony 12 kwietnia 2026 roku. Wiosenna flotylla miała być największym jak dotąd skoordynowanym cywilnym przedsięwzięciem morskim na rzecz Palestyny. Udział w niej wzięło ponad tysiąc osób płynących na 70 statkach. Swoim działaniem aktywiści zrzeszeni w GSF chcą przełamać blokadę i przywrócić Palestyńczykom dostęp do wybrzeża i świata poza nim, a także dostarczyć im potrzebną pomoc humanitarną, którą często blokuje Izrael.
Według raportu Światowej Organizacji Zdrowia WHO, na którą powołuje się Flotylla, aż 46 procent leków pierwszej potrzeby i 60 procent materiałów medycznych jest obecnie niedostępnych.
We flotylii oprócz dr Górskiej bierze udział trójka Polaków. To Łukasz Kozak, Agata Wisłocka i Kareem Awad. Potwierdziliśmy, że nadal płyną w stronę Gazy.
Jedyny komunikat Ministerstwa Spraw Zagranicznych dotyczący Flotylli Sumud pochodzi z 30 kwietnia. Czytamy w nim, że resort Radosława Sikorskiego „z zaniepokojeniem monitoruje doniesienia o działaniach podjętych przez siły zbrojne Izraela wobec aktywistów uczestniczących w rejsie tzw. Global Sumud Flotilla”. MSZ twierdzi, że jest w kontakcie z koordynatorami akcji oraz podjęło działania w celu zapewnienia pomocy aktywistom. Przy resorcie ma pracować Zespół Zarządzania Kryzysowego. Ale o postępach i działaniach zespołu niewiele na razie wiadomo.
„Siłowe działania na wodach międzynarodowych to poważne naruszenie prawa międzynarodowego, w tym prawa morza. Wzywamy wszystkie strony do przestrzegania obowiązującego prawa międzynarodowego. [...] Oczekujemy pilnego wyjaśnienia wszystkich okoliczności przeprowadzenia akcji sił zbrojnych Izraela oraz żądamy zagwarantowania bezpieczeństwa uczestnikom Flotylli” – czytamy w komunikacie MSZ.
Przeczytaj także:
„Jestem zwykłym czlowiekiem, który żyjąc w nieprzyzwoitych czasach, próbuje zachować się przyzwoicie” – powiedział Andrzej Poczobut odbierając Order Orła Białego. Polsko-białoruski dziennikarz zaledwie pięć dni temu opuścił białoruską kolonię karną.
Poruszenia i wzruszenia nie krył ani Andrzej Poczobut, ani prezydent Karol Nawrocki, ani tłum zebrany na Zamku Królewskim w Warszawie. Nagrodzeniu Poczobuta towarzyszyły kilkuminutowe oklaski.
„Odbierając tak wysokie odznaczenie państwowe, czuję się wręcz onieśmielony. Ja nie czuję się bohaterem. Dla mnie bohaterami tej historii są przede wszystkim żołnierze, dowódcy Armii Krajowej, o których gloryfikację byłem oskarżany [...] Ja jestem zwykłym człowiekiem, który żyjąc w nieprzyzwoitych czasach, próbuje zachować się przyzwoicie. Tylko tyle i aż tyle” – powiedział Andrzej Poczobut. Dodał, że odznaczenie traktuje nie indywidualnie, a jako uhonorowanie działalności Związku Polaków na Białorusi, który został w 2005 roku zdelegalizowany przez rząd Aleksandra Łukaszenki.
Poczobut podziękował prezydentowi Nawrockiemu oraz jego poprzednikowi, Andrzejowi Dudzie. Podziękował rządowi Donalda Tuska oraz Mateusza Morawieckiego za podejmowane działania na rzecz uwolnienia go zza białoruskich krat. „Jest coś, co nas wszystkich łączy: To jest Polska” – powiedział na koniec dziennikarz.
Andrzej Poczobut został formalnie odznaczony Orderem Orła Białego już 11 listopada 2025 roku, z okazji Narodowego Święta Niepodległości. Wówczas prezydent wręczył odznaczenia państwowe osobom wybitnie zasłużonym w służbie państwu i społeczeństwu. W tym gronie właśnie znalazł się polsko-białoruski dziennikarz. Nagrodę,
w uznaniu znamienitych zasług w działalności na rzecz Polaków na Białorusi, w szczególności za walkę o prawa człowieka i niezłomną postawę w konfrontacji z przejawami odradzających się reżimów totalitarnych
Poczobut miał odebrać „w najbliższym możliwym terminie”. Wydarzyło się to w święto Konstytucji 3 maja. 5 dni po wyjściu Poczobuta z białoruskiej kolonii karnej.
Oprócz Poczobuta Orderami Orła Białego odznaczono: dyrygentkę i założycielkę Orkiestry Kameralnej Polskiego Radia Agnieszkę Duczmal-Jaroszewską, działaczkę opozycji niepodległościowej z czasów PRL Hannę Łukowską-Karniej oraz reżysera Lecha Majewskiego.
Dziennikarz i więzień polityczny wyszedł na wolność 28 kwietnia. Wymieniono go na rosyjskich i białoruskich szpiegów po ponad pięciu latach spędzonych za kratkami w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Skazano go bowiem na osiem lat, za rzekome „podżeganie do nienawiści narodowej i religijnej” i „rehabilitację nazizmu”. Poczobut został też wpisany na specjalną listę osób „mających do czynienia z działalnością terrorystyczną”, co skutkowało surowszym traktowaniem w więzieniu.
Został uznany przez międzynarodowe organizacje za więźnia sumienia i podczas pobytu w kolonii karnej otrzymał liczne nagrody, w tym przyznawaną przez Parlament Europejski Nagrodę im. Andrieja Sacharowa.
Przeczytaj także:
„W nocy przyszli do mnie strażnicy z informacją, że mam ruszyć w transport. Oczywiście odmówiłem, byłem przekonany, że zabierają mnie do innego więzienia. Powiedzieli, że to coś innego, że będzie wymiana” – tak Poczobut na łamach „Gazety Wyborczej” opisywał moment wyjścia z więzienia. Dopiero w rozmowie z polskimi dyplomatami uzyskał potwierdzenie, że Aleksandr Łukaszenka zastosował wobec niego akt łaski. I co najważniejsze – że nie dodał do tego zakazu powrotu do kraju, co dla Poczobuta miało znaczenie fundamentalne.
Dziennikarz zgodził się na opuszczenie celi dopiero wtedy, gdy polski chargé d'affaires potwierdził, że będzie mógł z powrotem wjechać na Białoruś. Andrzej Poczobut obecnie przebywa w Polsce. Ale już zadeklarował, że zamierza wrócić do Białorusi tak szybko, jak to możliwe.
Przeczytaj także:
Ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska podpisała rozporządzenie, które kończy erę polowań na ptaki w otulinie parku narodowego – powołanego przecież po to, by je chronić.
“Obiecałem półtora roku temu przyrodnikom z zachodniej Polski, że zrobię wszystko, abyśmy wreszcie skończyli z rzezią ptaków w otulinie Parku Narodowego Ujście Warty” – mówi w nagraniu opublikowanym na Facebooku wiceminister klimatu Mikołaj Dorożała. Rozporządzenie w tej sprawie zostało przygotowane przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska (MKiŚ), a, jak podaje Dorożała, przed majówką zaakceptowano ostateczną treść dokumentu.
“To wszystko bardzo długo trwa. Tak wygląda proces legislacyjny. Trwało to półtora roku łącznie. Zaakceptowałem ten projekt, który otrzymaliśmy. Przekazałem do podpisu na biurko pani minister” – powiedział Dorożała. Ministra Paulina Hennig-Kloska miała się zająć tą sprawą “najpóźniej po majówce”.
Okazało się jednak, że złożyła podpis pod rozporządzeniem już 30 kwietnia.
“Tworzymy strefę ochronną bez polowań na ptaki w otulinie Parku Narodowego Ujście Warty. Po pierwsze dlatego, że to jest czyste barbarzyństwo, żeby tam zabijać te ptaki. A po drugie jest to łamanie prawa, dlatego że strzelanie do tych ptaków w bardzo bliskim sąsiedztwie Parku Narodowego bezpośrednio wpływa na gatunki chronione, rani ptaki, które tam przebywają, nawet te, które żyją poza otuliną na terenie właściwym parku” – skomentował Dorożała.
O pracach nad podpisanym właśnie rozporządzeniem informowaliśmy na początku kwietnia 2026. „Bufor [czyli teren bez polowań – od aut.] obejmie tereny, na których ryzyko szkód rolniczych jest minimalne. Szerokość strefy zależeć będzie od rozmieszczenia ptasich siedlisk. Wyznaczy ona taki dystans, który pozwoli ograniczyć negatywny wpływ człowieka na najbardziej cenne i wrażliwe przyrodniczo obszary. W praktyce oznacza to około półtorakilometrowy pas ochronny” – informowało wtedy MKiŚ.
Strefa ochronna obejmie 6,1 tys. hektarów.
Podmokłe tereny i pola wokół PN Ujście Warty są bardzo popularne wśród myśliwych polujących na ptaki. Według przepisów polować nie można na terenie Parku, ale strzelanie do ptaków tuż przy jego granicach, w otulinie – jest legalne.
"Polowanie zaczyna się bardzo wcześnie rano, kiedy jest jeszcze szaro. W takich warunkach nie da się ocenić, do jakiego ptaka się strzela. Myśliwi celują w cokolwiek, na oślep. Czy gdyby widzieli, do czego strzelają, to byliby w stanie rozróżnić gatunki chronione od łownych? Raczej nie” – mówili OKO.press rok temu pracownicy Parku.
Ministerstwo, informując o rozporządzeniu, pisało o “turystyce myśliwskiej” w regionie i problemach wynikających z obecności myśliwych tuż przy granicy chronionego terenu.
“Huk wystrzałów płoszy ptaki, a dla ich spokoju powołano Park. Wypłaszanie gatunków chronionych nie jest zgodne z przepisami o ochronie gatunkowej zwierząt” – czytamy.
Przeczytaj także:
Operacja militarna przeciwko Iranowi formalnie została zakończona – poinformował Donald Trump w liście do Kongresu. Unika w ten sposób obowiązku otrzymania zgody na kontynuację działań, które mogą w każdym momencie zostać wznowione.
Potwierdziły się wcześniejsze przecieki medialne. Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump poinformował w piątek Kongres, że działania wojenne w Iranie formalnie zostały zakończone.
W ten sposób Waszyngton chce uniknąć konieczności uzyskania zgody federalnego parlamentu na kontynuowanie ataków. Według amerykańskiego prawa prezydent może zainicjować atak bez zgody Kongresu w odpowiedzi na “bezpośrednie zagrożenie”, jednak musi uzyskać jego aprobatę, jeśli operacja trwa dłużej niż 60 dni. Termin ten wypadałby na 1 maja. Uznając działania za zakończone przez trwający od 8 kwietnia rozejm
Trump chce uniknąć tej konieczności.
“Od 7 kwietnia 2026. nie doszło do wymiany ognia między siłami amerykańskimi a Iranem. Działania wojenne, które rozpoczęły się 28 lutego 2026., zostały zakończone” – stwierdził Trump w liście do republikańskiego przewodniczącego Izby Reprezentantów Mike'a Johnsona oraz republikańskiego senatora Chucka Grassleya, pełniącego obowiązki przewodniczącego Senatu.
Trump stwierdził w rozmowie z dziennikarzami, że ustawa o uprawnieniach wojennych, z której wynika konieczność uzyskania zgody Kongresu na kontynuowanie działań, jest “całkowicie niezgodna z konstytucją”.
Mimo formalnego zapewnienia, że wojna dobiegła końca, w praktyce w każdej chwili możliwe jest wznowienie działań. Według amerykańskich mediów na taką możliwość przygotowuje się Teheran, który wzmacnia możliwości obronne i zastanawia się nad formą odwetu za ewentualne izraelsko-amerykańskie ataki. Negocjacje pokojowe nie idą w dobrą stronę – pisał na naszych łamach Jakub Szymczak.
“Dalej obie strony uważają, że negocjują z pozycji siły. Amerykanie – bo są najsilniejszą armią świata i mimo że wojna nie przebiegła tak, jak wyobrażał to sobie Trump, to dalej mają możliwość zadania Iranowi poważnych ciosów. Iran – bo wytrzymał amerykańsko-izraelski atak, bo pomimo wielu trudności gospodarczych i politycznych system władzy Republiki Islamskiej na razie ustał.
Przeczytaj także: