Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

7 minut temu

Prawa autorskie: Photo by Costas METAXAKIS / AFPPhoto by Costas META...

Global Sumud Flotylla trafiła na Kretę. „Są w szpitalu”

„Byliśmy bici do krwi, kopani i ciągani po pokładzie z rękami związanymi za plecami. Część ma złamane nosy i żebra” – opowiadają uczestnicy misji Global Sumud Flotylla, którzy zostali porwani z wód międzynarodowych i odesłani do Grecji. Dwóch ze 180 aktywistów wciąż przetrzymywanych jest przez wojska Izraela. Sąd zdecydował właśnie o przedłużeniu im aresztu.

Co się wydarzyło?

180 aktywistów, którzy w ramach Global Sumud Flotylla wyruszyli z pomocą humanitarną do Gazy, zostało przechwyconych przez armię Izraela na wodach międzynarodowych, 600 mil od Gazy. Jak potwierdza Rafał Piotrowski z polskiego oddziału Flotylli, większość uczestników misji, po 40 godzinach przetrzymywaniach na morzu, trafiła na Kretę. Wśród nich jest dr Magdalena Górska, badaczka zaangażowania w misję humanitarną.

Global Sumud Flotylla w materiałach udostępnianych w mediach społecznościowych przekazuje, że podczas transportu do Grecji aktywiści byli brutalnie traktowani przez służby izraelskie. W rozmowie z OKO.press potwierdza to Rafał Piotrowski. „Odmówiono im dostępu do zdatnej wody i żywności. Byli zmuszeni do spania na podłogach, które były celowo i wielokrotnie zalewane. (...) Byli bici, kopani i ciągani po pokładzie z rękami związanymi za plecami. Część ma złamane nosy i żebra. Byli bici do krwi. W chaosie padły w ich kierunku strzały” – czytamy we wpisie polskiego oddziału GSF.

Po opuszczeniu statku, 36 osób, w tym dr Górska, miało wymagać pomocy lekarskiej i szpitalnej. Aktywiści zostali brutalnie potraktowani, bowiem stanęli w obronie dwóch członkóe Flotylli, którzy Izrael nie zdecydował się uwolnić, a skierował do aresztu. To:

  • Saif Abukeshek, obywatel Hiszpanii i Szwecji pochodzenia palestyńskiego
  • Thiago Ávila, obywatel Brazylii

Mężczyźni rozpoczęli strajk głodowy. W niedzielę rano stanęli przed izraelskim sądem. Jak przekazuje „Guardian”, a potwierdza nam rafał Piotrowski, zdecydowano o przedłużeniu dla nich aresztu, o cztery dni. Izraelski MSZ utrzymuje bowiem, że mężczyzni są powiązani z organizacją Popular Conference for Palestinians Abroad (PCPA), która miałaby mieć bliskie powiązania z Hamasem. Flotylla i sami mężczyźni zaprzeczają. Sprzeciw wobec oskarżeniom Izraela wysuwa m.in. rząd Hiszpanii, stając w obronie swojego obywatela, któremu grozić może nawet kara śmierci.

Jaki jest kontekst?

Statki flotylli wypłynęłu do Gazy z Barcelony, 12 kwietnia 2026 roku. Wiosenna flotylla miała być największym jak dotąd skoordynowanym cywilnym przedsięwzięciem morskim na rzecz Palestyny, bowiem udział w niej wzięło ponad tysiąc osób płynących na 70 statkach. Swoim działaniem aktywiści zrzeszeni w GSF chcą przełamać blokadę i przywrócić Plasetyńczykom dostęp do wybrzeża i świata poza nim, a także dostarczyć im potrzebną pomoc humanitarną, którą często blokuje Izrael. Według raportu Światowej Organizacji Zdrowia WHO, na którą powołuje się Flotylla, aż 46 procent leków pierwszej potrzeby i 60 procent materiałów medycznych jest obecnie niedostępnych.

We flotylii, oprócz dr Górskiej, bierze udział trójka Polaków. To Łukasz Kozak, Łukasz Kozak, Agata Wisłocka i Kareem Awad. Potwierdziliśmy, że Ci nadal płyną w stronę Gazy.

Jedyny komunikat Ministerstwa Spraw Zagranicznych dotyczący Sumud Flotylli pochodzi z 30 kwietnia. Czytamy w nim, że resort Radosława Sikorskiego „z zaniepokojeniem monitoruje doniesienia o działaniach podjętych przez siły zbrojne Izraela wobec aktywistów uczestniczących w rejsie tzw. Global Sumud Flotilla”. MSZ twierdzi, że jest w kontekście w koordynatorami akcji oraz podjęło działania w celu zapewnienia pomocy aktywistom. Przy resorcie ma pracować Zespół Zarządzania Kryzysowego. Ale o postępach i działaniach zespołu niewiele na razie wiadomo.

„Siłowe działania na wodach międzynarodowych to poważne naruszenie prawa międzynarodowego, w tym prawa morza. Wzywamy wszystkie strony do przestrzegania obowiązującego prawa międzynarodowego. (...) Oczekujemy pilnego wyjaśnienia wszystkich okoliczności przeprowadzenia akcji sił zbrojnych Izraela oraz żądamy zagwarantowania bezpieczeństwa uczestnikom Flotylli” – czytamy w komunikacie MSZ.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

09:12 03-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plFot. Slawomir Kamins...

Andrzej Poczobut z Orderem Orła Białego

„Jestem zwykłym czlowiekiem, który żyjąc w nieprzyzwoitych czasach próbuje zachować się przyzwoicie” – powiedział Andrzej Poczobut odbierając Order Orła Białego. Polsko-białoruski dziennikarz odebrał na warszawskim Zamku Królewskim najwyższe odznaczenie państwowe zaledwie pięć dni po opuszczeniu białoruskiej kolonii karnej.

Co się wydarzyło?

Poruszenia i wzruszenia nie krył ani Andrzej Poczobut, ani prezydent Karol Nawrocki, ani tłum zebrany na Zamku Królewskim w Warszawie. Andrzej Poczobut, polsko-białoruski dziennikarz i działacz opozycyjny polskiej mniejszości w Białorusi odebrał dziś, 3 maja 2026 roku, najwyższe odznaczenie państwowe przyznawane w Polsce.

Nagrodzeniu Poczobuta towarzyszyły kilkuminutowe oklaski.

„Odbierając tak wysokie odznaczenie państwowe, czuję się wręcz onieśmielony. Ja nie czuję się bohaterem. Dla mnie bohaterami tej historii są przede wszystkim żołnierze, dowódcy Armii Krajowej, o których gloryfikację byłem oskarżany (...) Ja jestem zwykłym czlowiekiem, który żyjąc w nieprzyzwoitych czasach próbuje zachować się przyzwoicie. Tylko tyle i aż tyle” – powiedział Andrzej Poczobut. Dodał, że odznaczenie traktuje nie indywidualnie, a jako uhonorowanie działalności Związku Polaków na Białorusi, który został w 2005 roku zdelegalizowany przez rząd Aleksandra Łukaszenki.

Andrzej Poczobut podziękował prezydentowi Nawrockiemu oraz jego poprzendikowi, Andrzejowi Dudzie. Podziękował rządowi Donalda Tuska oraz Mateusza Morawieckiego za podejmowane działania na rzecz uwolnienia go zza białoruskich krat. „Jest coś, co nas wszystkich łączy: To jest Polska” – powiedział na koniec dziennikarz.

03.05.2026 Warszawa , pl. Zamkowy , Zamek Krolewski , uroczystosci z okazji rocznicy Konstytucji 3 maja . Andrzej Poczobut .
Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl
3.05.2026 rok, Andrzej Poczobut odbiera Order Orła Białego / fot. Sławomir Kamiński, Agencja Wyborcza.pl

Andrzej Poczobut został formalnie odznaczony Orderem Orła Białego już w ubiegłym roku. 11 listopada 2025 roku, z okazji Narodowego Święta Niepodległości. Wówczas prezydent wręczył odznaczenia państwowe osobom wybitnie zasłużonym w służbie państwu i społeczeństwu. W tym gronie właśnie znalazł się polsko-białoruski dziennikarz. Nagrodę,

w uznaniu znamienitych zasług w działalności na rzecz Polaków na Białorusi, w szczególności za walkę o prawa człowieka i niezłomną postawę w konfrontacji z przejawami odradzających się reżimów totalitarnych

Poczobut miał odebrać „w najbliższym możliwym terminie”. Wydarzyło się to w święto Konstytucji 3 maja. 5 dni po wyjściu Poczobuta z białoruskiej kolornii karnej.

Jaki jest kontekst?

Dziennikarz i więzień polityczny, wyszedł na wolność 28 kwietnia. Wymieniono go na rosyjskich i białoruskich szpiegów, po ponad pięciu latach spędzonych za kratkami w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Skazano go bowiem na osiem lat, za rzekome „podżeganie do nienawiści narodowej i religijnej” i „rehabilitację nazizmu”. Dziennikarz został też wpisany na specjalną listę osób „mających do czynienia z działalnością terrorystyczną”, co skutkowało surowszym traktowaniem w więzieniu.

Dziennikarz został uznany przez liczne międzynarodowe organizacje za więźnia sumienia i podczas pobytu w kolonii karnej otrzymał liczne nagrody, w tym przyznawaną przez Parlament Europejski Nagrodę im. Andrieja Sacharowa.

Przeczytaj także:

„W nocy przyszli do mnie strażnicy z informacją, że mam ruszyć w transport. Oczywiście odmówiłem, byłem przekonany, że zabierają mnie do innego więzienia. Powiedzieli, że to coś innego, że będzie wymiana” – tak Poczobut na łamach „Gazety Wyborczej” opisywał moment wyjścia z więzienia. Dopiero w rozmowie z polskimi dyplomatami uzyskał potwierdzenie, że Aleksandr Łukaszenka zastosował wobec niego akt łaski. I co najważniejsze – że nie dodał do tego zakazu powrotu do kraju, co dla Poczobuta miało znaczenie fundamentalne.

Dziennikarz zgodził się na opuszczenie celi dopiero wtedy, gdy polski chargé d'affaires potwierdził, że będzie mógł z powrotem wjechać na Białoruś. Poczobut obecnie przebywa w Polsce. Ale już zadeklarował, że zamierza wrócić do Białorusi tak szybko, jak to możliwe.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

15:17 02-05-2026

Prawa autorskie: fot. Piotr Charafot. Piotr Chara

Koniec z polowaniami w otulinie Ujścia Warty

Ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska podpisała rozporządzenie, które kończy erę polowań na ptaki w otulinie parku narodowego – powołanego przecież po to, by je chronić.

Co się wydarzyło?

“Obiecałem półtora roku temu przyrodnikom z zachodniej Polski, że zrobię wszystko, abyśmy wreszcie skończyli z rzezią ptaków w otulinie Parku Narodowego Ujście Warty” – mówi w nagraniu opublikowanym na Facebooku wiceminister klimatu Mikołaj Dorożała. Rozporządzenie w tej sprawie zostało przygotowane przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska (MKiŚ), a, jak podaje Dorożała, przed majówką zaakceptowano ostateczną treść dokumentu.

“To wszystko bardzo długo trwa. Tak wygląda proces legislacyjny. Trwało to półtora roku łącznie. Zaakceptowałem ten projekt, który otrzymaliśmy. Przekazałem do podpisu na biurko pani minister” – powiedział Dorożała. Ministra Paulina Hennig-Kloska miała się zająć tą sprawą “najpóźniej po majówce”.

Okazało się jednak, że złożyła podpis pod rozporządzeniem już 30 kwietnia.

“Tworzymy strefę ochronną bez polowań na ptaki w otulinie Parku Narodowego Ujście Warty. Po pierwsze dlatego, że to jest czyste barbarzyństwo, żeby tam zabijać te ptaki. A po drugie jest to łamanie prawa, dlatego że strzelanie do tych ptaków w bardzo bliskim sąsiedztwie Parku Narodowego bezpośrednio wpływa na gatunki chronione, rani ptaki, które tam przebywają, nawet te, które żyją poza otuliną na terenie właściwym parku” – skomentował Dorożała.

Jaki jest kontekst?

O pracach nad podpisanym właśnie rozporządzeniem informowaliśmy na początku kwietnia 2026. „Bufor [czyli teren bez polowań – od aut.] obejmie tereny, na których ryzyko szkód rolniczych jest minimalne. Szerokość strefy zależeć będzie od rozmieszczenia ptasich siedlisk. Wyznaczy ona taki dystans, który pozwoli ograniczyć negatywny wpływ człowieka na najbardziej cenne i wrażliwe przyrodniczo obszary. W praktyce oznacza to około półtorakilometrowy pas ochronny” – informowało wtedy MKiŚ.

Strefa ochronna obejmie 6,1 tys. hektarów.

Podmokłe tereny i pola wokół PN Ujście Warty są bardzo popularne wśród myśliwych polujących na ptaki. Według przepisów polować nie można na terenie Parku, ale strzelanie do ptaków tuż przy jego granicach, w otulinie – jest legalne.

"Polowanie zaczyna się bardzo wcześnie rano, kiedy jest jeszcze szaro. W takich warunkach nie da się ocenić, do jakiego ptaka się strzela. Myśliwi celują w cokolwiek, na oślep. Czy gdyby widzieli, do czego strzelają, to byliby w stanie rozróżnić gatunki chronione od łownych? Raczej nie” – mówili OKO.press rok temu pracownicy Parku.

Ministerstwo, informując o rozporządzeniu, pisało o “turystyce myśliwskiej” w regionie i problemach wynikających z obecności myśliwych tuż przy granicy chronionego terenu.

“Huk wystrzałów płoszy ptaki, a dla ich spokoju powołano Park. Wypłaszanie gatunków chronionych nie jest zgodne z przepisami o ochronie gatunkowej zwierząt” – czytamy.

Przeczytaj więcej w OKO.press

Przeczytaj także:

14:24 02-05-2026

Prawa autorskie: Photo by Mandel NGAN / AFPPhoto by Mandel NGAN...

Trump: wojna z Iranem zakończona. Ale tylko na papierze

Operacja militarna przeciwko Iranowi formalnie została zakończona – poinformował Donald Trump w liście do Kongresu. Unika w ten sposób obowiązku otrzymania zgody na kontynuację działań, które mogą w każdym momencie zostać wznowione.

Co się wydarzyło?

Potwierdziły się wcześniejsze przecieki medialne. Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump poinformował w piątek Kongres, że działania wojenne w Iranie formalnie zostały zakończone.

W ten sposób Waszyngton chce uniknąć konieczności uzyskania zgody federalnego parlamentu na kontynuowanie ataków. Według amerykańskiego prawa prezydent może zainicjować atak bez zgody Kongresu w odpowiedzi na “bezpośrednie zagrożenie”, jednak musi uzyskać jego aprobatę, jeśli operacja trwa dłużej niż 60 dni. Termin ten wypadałby na 1 maja. Uznając działania za zakończone przez trwający od 8 kwietnia rozejm

Trump chce uniknąć tej konieczności.

“Od 7 kwietnia 2026. nie doszło do wymiany ognia między siłami amerykańskimi a Iranem. Działania wojenne, które rozpoczęły się 28 lutego 2026., zostały zakończone” – stwierdził Trump w liście do republikańskiego przewodniczącego Izby Reprezentantów Mike'a Johnsona oraz republikańskiego senatora Chucka Grassleya, pełniącego obowiązki przewodniczącego Senatu.

Trump stwierdził w rozmowie z dziennikarzami, że ustawa o uprawnieniach wojennych, z której wynika konieczność uzyskania zgody Kongresu na kontynuowanie działań, jest “całkowicie niezgodna z konstytucją”.

Jaki jest kontekst?

Mimo formalnego zapewnienia, że wojna dobiegła końca, w praktyce w każdej chwili możliwe jest wznowienie działań. Według amerykańskich mediów na taką możliwość przygotowuje się Teheran, który wzmacnia możliwości obronne i zastanawia się nad formą odwetu za ewentualne izraelsko-amerykańskie ataki. Negocjacje pokojowe nie idą w dobrą stronę – pisał na naszych łamach Jakub Szymczak.

“Dalej obie strony uważają, że negocjują z pozycji siły. Amerykanie – bo są najsilniejszą armią świata i mimo że wojna nie przebiegła tak, jak wyobrażał to sobie Trump, to dalej mają możliwość zadania Iranowi poważnych ciosów. Iran – bo wytrzymał amerykańsko-izraelski atak, bo pomimo wielu trudności gospodarczych i politycznych system władzy Republiki Islamskiej na razie ustał.

Przeczytaj więcej w OKO.press

Przeczytaj także:

13:53 02-05-2026

Prawa autorskie: Prawa autorskie: Konfederacja Korony Polskiej. Grzegorz Braun, Włodzimierz Skalik i Sławomir Zawiślak podczas Parady Polskości w WilniePrawa autorskie: Kon...

Litewska porażka Brauna. Wizyta w Wilnie bez urobku politycznego

Europoseł Grzegorz Braun, mimo wcześniejszych zapowiedzi, nie pojawił się 1 maja na otwartym spotkaniu w centrum Wilna. Zaś następnego dnia co prawda wziął udział w Paradzie Polskości, ale na żadne wystąpienie podczas marszu nie mógł liczyć. Razem z dwoma innymi posłami swojej partii przeszedł więc przez Wilno podobnie jak setki innych uczestników parady.

Skrajnie prawicowy europoseł Grzegorz Braun i jego partia Konfederacja Korony Polskiej od tygodni zapowiadali „patriotyczną majówkę” w Wilnie. Miało być otwarte spotkanie z Braunem, potem przemarsz w corocznej Paradzie Polskości. Zapowiedzi te wywołały szereg protestów, także wśród litewskich Polaków. Wizycie europosła sprzeciwiły się nawet władze Wilna.

Co się wydarzyło?

Ostatecznie Grzegorz Braun, mimo sprzeciwów, pojechał na Litwę. Wybrał się tam razem z dwoma posłami: Włodzimierzem Skalikiem i Sławomirem Zawiślakiem oraz grupą około 50 członków Konfederacji Korony Polskiej. Towarzyszył im także Marcin Rola ze skrajnie prawicowego kanału wRealu24. Tyle że politycznie na tej wycieczce Braun nic nie zyskał.

Jeszcze 1 maja po południu Konfederacja Korony Polskiej i sam Braun zapraszali na otwarte spotkanie z europosłem, które miało odbyć się o godz. 19 na placu Vincasa Kudirki w Wilnie. Było to już trzecie zapowiadane miejsce spotkania. Pierwszym miał być klasztor franciszkanów na Starym Mieście. Jednak po nagłośnieniu wizyty europosła i pierwszych protestach franciszkanie wycofali się z wynajmu sali na wydarzenie polityczne.

Wtedy Konfederacja Korony Polskiej wystąpiła do władz Wilna o zgodę na wiec pod pomnikiem Adama Mickiewicza. Ale i to miejsca trzeba było zmienić. Ostatecznie na kilka godzin przed wydarzeniem poinformowano, że odbędzie się ono na placu Kudirki.

I rzeczywiście, o wskazanej porze pojawiło się tam kilkanaście osób, które przyznały, że są związane ze środowiskiem Konfederacji Korony Polskiej. Było też kilkoro protestujących przeciwko wizycie Brauna, w tym wileński radny Dawid Ilnicki. Miał kartkę z napisem „Go home”. Inna protestująca przyniosła transparent z hasłem: „Precz z Wilna”.

Nie było natomiast… samego Grzegorza Brauna.

Ani nikogo z jego bliskich współpracowników. Z tego powodu zgromadzeni po pewnym czasie rozeszli się do domów.

Szli w Paradzie Polskości

Jednak europoseł dojechał 1 maja do Wilna. Ostatecznie odbyło się też jakieś wieczorne spotkanie, tyle że prawdopodobnie było zamknięte i ograniczone do członków Konfederacji Korony Polskiej, którzy przyjechali na Litwę z Polski.

Natomiast 2 maja cała grupa Korony wzięła udział w corocznej Paradzie Polskości, organizowanej przez Związek Polaków na Litwie. Przemarsz odbywa się regularnie w okolicach Święta Konstytucji 3 Maja. Polacy z Litwy w przyjazny sposób demonstrują tam swoją tożsamość narodową.

Uczestnicy „majówki” Konfederacji Korony Polskiej, razem z Grzegorzem Braunem, przeszli razem z innymi uczestnikami parady przez centrum Wilna, ale na tym ich aktywność się zakończyła. Braun nie miał wystąpienia, nie był też traktowany przez organizatorów jako gość honorowy.

„Warszawa potrzebuje Wilna”

Europoseł robił więc dobrą minę do złej gry.

„Jest pięknie, jest godnie, jest porządek. (…) Bardzo się cieszymy, że udało nam się tu spędzić te kilkadziesiąt godzin z rodakami” – komentował na żywo w relacji live, publikowanej na kontach Korony i Brauna na Facebooku. Zachwycał się też przemarszem: „Tu jest stężenie polskości niewątpliwie na wyższym poziomie niż w niejednym mieście w aktualnych granicach Rzeczypospolitej Polskiej. Warszawa potrzebuje Wilna, cały naród polski potrzebuje Polaków, którzy mieszkają tutaj, na Wileńszczyźnie, na Litwie, na Białorusi.”

Z innych wypowiedzi, publikowanych z wileńskiej majówki Korony, można się było dowiedzieć, że w „Wilnie jest duże ubóstwo, a ceny są bardzo wysokie”, zaś polskie władze „nic nie robią w temacie polskiej mniejszości narodowej na Litwie”. Poseł Sławomir Zawiślak stwierdził również, że „w Wilnie trudno znaleźć ślady polskości”.

Wyjaśnijmy od razu: poziom skrajnego ubóstwa w Litwie to 7,2 proc. (i znacznie więcej ubogich żyje na wsiach, a nie w Wilnie), przy tym samym wskaźniku w Polsce wynoszącym 5,2 proc.

Co do śladów polskości w Wilnie – jest ich tam tak dużo, że naprawdę trzeba się wysilić, by ich nie zauważyć. Poczynając od tablic pamiątkowych na Uniwersytecie Wileńskim, przez mieszkania Adama Mickiewicza i celę, w której go więziono, czy tablice pamiątkowe polskich poetów i pisarzy w Zaułku Literatów, aż po Cmentarz na Rossie.

Jaki jest kontekst?

Zapowiedzi wizyty Grzegorza Brauna na Litwie wzbudzały silne sprzeciwy głównie dlatego, że wcześniej polityk ten wielokrotnie wypowiadał się negatywnie o Litwie. W październiku 2024 r. pisał o tym państwie na platformie X: „Mała, wyludniona, wredna, antypolska, bismarkowska, anglosaska i żydowska kreatura, jaką jest współczesna Litwa”. Używał również hashtagu #StopLituanizacjiWilna. A w 2024 roku podczas debaty w Sejmie opisał Litwę jako „mały szowinistyczny niemiecki projekt”.

Nic dziwnego, że przeciwko jego „majówce” oficjalnie zaprotestował między innymi mer Wilna, Valdas Benkunskas. Zamieścił on wpis na Facebooku, w którym zwrócił się wprost do Grzegorza Brauna: „Mam proste pytanie – jeśli nie podoba ci się nasza Europa i nasz system wartości, dlaczego tak bardzo chcesz z niego korzystać, swobodnie podróżować do innego kraju i mieć tutaj platformę do szerzenia swojej trucizny? Co zgubiłeś w Wilnie?"

Podczas Parady Polskości o uderzające w Litwę wypowiedzi zapytali Brauna dziennikarze litewskiego medium LRT. Braun tak tłumaczył im swoje słowa: „Ja się wypowiadam, starając się nie owijać w bawełnę. Mówię, jak jest – obecny kształt obu naszych państw, i Polski, i Litwy, jest znacznie poniżej potrzeb i oczekiwań naszych narodów. Te formy polityczne są skarlałe, zredukowane, nie realizują ani polskich, ani litewskich interesów i nie stoją na straży naszej cywilizacji.”

Wysłał dziennikarkę na front

Europoseł stwierdził też, że: „I Wilno, i Warszawa podżegają do wojny, co z całą pewnością nie jest w interesie poczciwych Polaków i Litwinów. Ja tymczasem podżegam do pokoju”. Natomiast kiedy dziennikarka zapytała go o rolę Rosji i Białorusi w wojnie w Ukrainie, Braun w odpowiedzi zaatakował dziennikarkę:

„Dlaczego ja panią widzę tutaj, w Wilnie, a nie na froncie donieckim? Proszę się spieszyć, proszę z własnej kieszeni sypać jeszcze więcej do ukraińskiej studni bez dna. Jeśli jest pani taka dzielna i taka wyrywna, to proszę walczyć o te – moim zdaniem – fałszywe cele. Ale proszę nie wpychać ani Polaków, ani Litwinów pod ciężarówkę z gruzem”.

Przeczytaj także:

Przeczytaj także: