Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Adam Andruszkiewicz, zastępca szefa Kancelarii Prezydenta RP usłyszał zarzut fałszowania podpisów poparcia na listach wyborczych. Polityk nie przyznaje się do winy.
Zarzuty dla Andruszkiewicza to efekt śledztwa Prokuratury Regionalnej w Lublinie dotyczącej podrabiania podpisów na listach poparcia dla kandydatów na radnych zgłaszanych przez Komitet Wyborczy Wyborców Ruch Narodowy. Sprawa dotyczy wyborów samorządowych do Sejmiku Województwa Podlaskiego, które odbyły się 12 lat temu.
Prokuratu zarzuta politykowi, że w czasach, gdy by liderem Młodzieży Wszechpolskiej i odpowiadał za lokalne struktury partii, kierował podrobieniem przez inne osoby dokumentów „w postaci list osób udzielających poparcia kandydatom zgłaszanym przez Komitet Wyborczy Ruch Narodowy w okręgu wyborczym nr 3 w wyborach do Sejmiku Województwa Podlaskiego”.
Zarzuty dotyczą podrobienia 1761 podpisów.
Polityk nie przyznał się do winy, a na platformie X pisał, że to „kłamliwe tezy”. W 2019 roku wystosował oświadczenie w tej sprawie.
„Nigdy nie fałszowałem ani nie kazałem fałszować podpisów, a rzekome oskarżenie mnie przez jednego z podejrzanych (!) jest nieprawdziwe, co w razie konieczności udowodnię przed sądem” – stwierdził wówczas. I podał TVN24 do sądu za reportaż. Jednak sąd oddalił pozew w tej sprawie.
„Jego wyjaśnienia znajdują potwierdzenie w pozostałym materiale dowodowym – zeznaniach świadków i opiniach z zakresu badania pisma ręcznego” – informuje prokuratura w komunikacie prasowym.
Śledztwo w tej sprawie toczy się od kilku lat. Początkowo odpowiadała za nie Prokuratura Rejonowa Białystok – Południe, w maju 2016 r. trafiło do Prokuratury Okręgowej w tym mieście. W 2019 roku zostało przeniesione do Prokuratury Regionalnej w Lublinie, a ówczesny prokurator Regionalny w Lublinie wyznaczył do prowadzenia śledztwa Prokuraturę Okręgową w stolicy woj. lubelskiego.
Tyle, że – jak pisała w OKO.press Anna Mierzyńska, okazało się, że zaginął jeden z tomów akt sprawy, zawierający zeznania dwunastu świadków.
„W toku śledztwa przesłuchano w charakterze świadków 1 596 osób oraz wywołano 59 opinii biegłych z zakresu badania pisma ręcznego” – informuje prokuratura.
W tym czasie Andruszkiewicz został trzykrotnie wybrany do Sejmu oraz pełnił funkcję wiceministra cyfryzacji i sekretarza stanu w KPRM. Odpowiadał też za kampanię Karola Nawrockiego w internecie w czasie ostatnich wyborów prezydenckich. Obecnie jest zastępcą szefa Kancelarii Prezydenta RP.
Przeczytaj także:
Prokuratura przedstawiła trzem osobom zarzuty dotyczące powoływania się na wpływy w Kancelarii Prezydenta RP oraz wręczenia i przyjęcia korzyści majątkowej w zamian za załatwienie prezydenckiego aktu łaski.
Prokuratura Krajowa poinformowała, że trzy osoby usłyszały zarzuty dotyczące „powoływania się na wpływy w Kancelarii Prezydenta RP oraz wręczenia i przyjęcia korzyści majątkowej w zamian za załatwienie prezydenckiego aktu łaski od wyroku Sądu Okręgowego w Łodzi”.
Chodzi o Tomasza R., Monikę K. T. i Dominika G., którzy zostali zatrzymani 19 stycznia tego roku przez funkcjonariuszy ABW w Krakowie w ramach śledztwa prowadzonego przez Małopolski Wydział do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.
„Jak ustalono, w styczniu 2018 r. w Wiśle, doszło do przekazania części uzgodnionej kwoty w formie zaliczki w wysokości 90 000 zł. Środki te miały stanowić element uzgodnionego wynagrodzenia za podjęcie się pośrednictwa w załatwieniu sprawy” – informuje prokuratura.
Podejrzani zostali tymczasowo aresztowani (na trzy miesiące). Grozi im kara do 12 lat pozbawienia wolności.
Prawo łaski jest jednym z konstytucyjnych uprawnień Prezydenta RP.
Podejrzani mieli powoływać się nie tylko na wpływy w Kancelarii Prezydenta RP (w czasach, gdy stanowisko pełnił Andrzej Duda), ale i obiecywali załatwić prezydenckii aktu łaski od wyroku Sądu Okręgowego w Łodzi. W toku postępowania wykorzystano m.in. zeznania świadka koronnego.
Jak ustaliło RMF Krzysztof Zasada, jeden z zatrzymanych to znajomy byłego prezydenta Dudy.
Premier poinformował w środę, że Polska nie przystąpi do prac Rady Pokoju, która w przyszłym tygodniu zainaguruje prace.
W środę 11 lutego Tusk przyznał, że otrzymałem informację od Radosława Sikorskiego, szefa MSZ, że polska nasza ambasada w Waszyngtonie otrzymała zaproszenie otwarte (dla premiera lub prezydenta) na spotkanie inaugurujące pracę Rady Pokoju, które odbędzie się 19 lutego w USA.
„To jest chyba ten moment, by jednoznacznie i wyraźnie powiedzieć, że w obecnych okolicznościach, jeśli chodzi o zasady, status tej Rady, bezpośrednie cele, głównie związane z odbudową (Strefy) Gazy, pewne wątpliwości o charakterze ustrojowym, jeśli chodzi o kształt tej Rady, powodują, że w tych okolicznościach Polska nie przystąpi do prac Rady do spraw Pokoju” – przekonywał premier Tusk.
Ponadto stwierdził, że dla Polski relacje z USA „są i pozostaną” priorytetem. „Jeśli zmienią się okoliczności, które umożliwią przystąpienie do pracy Rady, to nie wykluczamy żadnego scenariusza” – dodał Tusk.
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zainaugurował Radę Pokoju podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. Ogłaszając jej powstanie prezydent USA twierdził, że będzie ona jedną z najważniejszych instytucji, jakie powstały w historii świata. Twierdził też, że „poproszono go o zostanie jej przewodniczącym”, co było dla niego „zaszczytem”.
Rada Pokoju stworzona początkowo po to, by zarządzać powojenną Strefą Gazy na mocy porozumień z Izraelem i Hamasem w zamyśle administracji Trumpa ma stanowić konkurencję dla ONZ i jej Rady Bezpieczeństwa.
Członkostwo w Radzie wymaga wpłaty w wysokości miliarda dolarów od każdego zaproszonego kraju, a Trumpowi nie udało się jednak jak dotąd skłonić do udziału w tym przedsięwzięciu ani większości sojuszników z NATO (w tym najważniejszych państw Europy), ani też Rosji i Chin (na czym ogromnie mu zależy). Na osłodę pozostaje Trumpowi jedynie Białoruś, która potwierdziła już udział w Radzie.
Zaproszony do Rady został też prezydent Polski Karol Nawrocki – jednak po negocjacjach z rządem jego kancelaria ogłosiła, że ewentualny udział w Radzie wymagłby przejścia całej procedury konstytucyjnej, czyli uchwały Rady Ministrów i ratyfikacji przez parlament.
„Rada Pokoju czy klub miłośników Donalda Trumpa? To chyba pierwszy taki przypadek, gdy Karol Nawrocki mógł się ucieszyć, że jego kompetencje są mniejsze niż kompetencje rządu” – przekonywały Dominika Sitnicka i Agata Szczęśniak w Programie Politycznym na łamach OKO.press.
Przeczytaj także:
Katarzyna Kotula wygrała w sądzie z byłym prezesem Polskiego Związku Tenisowego Mirosławem Skrzypczyńskim. Mężczyzna wytoczył jej pozew o zniesławienie po tym, jak na łamach Onetu opowiedziała, że była przez niego molestowana. Nie miała wówczas nawet 15 lat.
Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa umorzył postępowanie przeciwko byłej ministrze ds. równości w rządzie Donalda Tuska, Katarzynie Kotuli. Decyzja zapadła we wtorek, 10 lutego. Orzeczenie nie jest prawomocne.
Postępowanie toczyło się z artykułu 212 kodeksu karnego. Katarzyna Kotula została oskarżona o zniesławienie przez Mirosława Skrzypczyńskiego, byłego prezesa Polskiego Związku Tenisowego. Posłanka cztery lata temu na łamach Onetu opowiedziała, że jako nastoletnia tenisistka, nie mająca 15 lat, była molestowania przez Skrzypczyńskiego.
Aby móc bronić się przed sądem, Kotula zrzekła się immunitetu poselskiego.
„Mówiłam prawdę” – napisała polityczka we wtorek wieczorem, w oświadczeniu opublikowanym po wyroku sądu. „Sąd uznał, iż moje słowa i odpowiedzialność za nie jest wyłączona, gdyż poparte są dowodem prawdy. To, że mówiłam prawdę potwierdziła także w swoim postanowieniu Prokuratura Okręgowa w Szczecinie 26.06.2024 roku” – napisała Katarzyna Kotula.
Wyświetl ten post na Instagramie
„Szef Polskiego Związku Tenisowego Mirosław Skrzypczyński przez lata stosował przemoc psychiczną i fizyczną wobec swojej rodziny i wobec zawodniczek, które trenował” – napisali w październiku 2022 roku Jacek Schwertner i Janusz Harłukowicz. Reportaż opublikowany w Onecie obnażał, że były prezes PZT przez lata nękał i wykorzystywał seksualnie małoletnie zawodniczki.
„To był predator” – wyznała później Katarrzyna Kotula. Jeszcze jako posłanka Lewicy za rządów PiS wyznała, że również doświadczyła przemocy ze strony Skrzypczyńskiego; kiedy była zawodniczką klubu Energetyk Gryfino. Nie miała wówczas 15 lat.Polityczka zgłosiła sprawę prokuraturze. Ale ta nie podjęła śledztwa ze względu na przedawnienie. Jednocześnie jednoznacznie stwierdziła, że do molestowania doszło – przyznała w grudniu 2024 roku w Sejmie Katarzyna Kotula.Pod naciskiem mediów i opinii publicznej Mirosław Skrzypczyński zrezygnował z fotela prezesa PZT, ale pozostał członkiem zarządu. Dopiero 29 listopada 2022 roku wydał oświadczenie, w którym zrzeka się pełnienia jakichkolwiek funkcji w PZT. W oświadczeniu zastrzegł, że decyzja nie jest równoznaczna z przyznaniem się do winy. Przekonywał, że „padł ofiarą bezwzględnej manipulacji i kampanii oszczerstw”. I zapowiedział, że sprawę – o zniesławienie ze strony Katarzyny Kotuli – skieruje do sądu. Teraz tę sprawę przegrał.
Skandal w środowisku tenisowym jest tylko jedną z wielu historii dotyczącej przemocy wobec kobiet w sporcie. W grudniu 2025 roku Rrzecznik Praw Obywatelskich opublikował raport poświęcony molestowaniu i molestowaniu seksualnym w sporcie wyczynowym. Wyniki są wstrząsające. „Prawie połowa badanych osób (48%) doświadczyła przynajmniej jednej sytuacji dotyczącej molestowania lub molestowania seksualnego w ramach wyczynowego uprawiania sportu” – czytamy w raporcie BRPO.
Prawie połowa badanych klubów nie ma żadnych regulacji i procedur dotyczących zgłaszania przypadków molestowania. A jeśli są, to zawodniczki tych procedur kompletnie nie znają; nie biorą udziału w szkoleniach, nie są na nie zapraszane, nie wiedzą, jak rozpoznać molestowanie i kogo o nim poinformować.
Jednym z głównych zaleceń raportu RPO jest „wprowadzenie na mocy ustawy o sporcie obowiązku przyjęcia przez polskie związki sportowe regulaminu antydyskryminacyjnego określającego zasady przeciwdziałania wszelkim przejawom dyskryminacji w sporcie, w tym molestowaniu i molestowaniu seksualnemu”.
Taki projekt był, poparto go nawet w Sejmie i Senacie. Proponowano wprowadzenie na przykład kar dyscyplinarnych za czyny przemocy i dyskryminacji w sporcie, ustanowienie rzecznika do tych spraw przy ministrze sportu, który miałby regularnie szkolić działaczy sportowych oraz młodych sportowców, by potrafili rozpoznawać nadużycia i wiedzieli, gdzie je zgłaszać. Przepisy, mocno popierane przez sportsmenki, tj. Justynę Kowalczyk-Tekieli, Katarzynę Zillmann, Joannę Wołosz czy Maję Włoszczowską, miały wejść w życie 1 stycznia 2025 roku. Ale Andrzej Duda pod koniec 2024 roku ustawę skierował do Trybunału Konstytucyjnego.
Obecnie ministerstwo sportu przygotowuje nowy projekt nowelizacji ustawy o sporcie. Na początku stycznia przyjął go rząd, w ostatni wtorek 10 lutego – jednogłośnie zagłosowała za nim sejmowa Komisja Sportu. Było to pierwsze czytanie projektu. Nie ma w nim jednak zapisów dotyczących przeciwdziałania dyskryminacji w sporcie.
Przeczytaj także:
Agencja Bloomberg informuje, że polski rząd zrezygnował z pomysłu postawienia Adama Glapińskiego, szefa Narodowego Banku Polskiego przed Trybunałem Stanu.
„Po ponad dwóch latach wysiłki utknęły w martwym punkcie. Partia rządząca doszła do wniosku, że kontynuowanie sprawy przyniesie niewielkie, jeśli w ogóle, korzyści polityczne, jak twierdzą osoby wypowiadające się pod warunkiem zachowania anonimowości” – pisze Bloomberg.
Przypomnijmy, że premier Donald Tusk obiecał odwołać prezesa NBP Glapińskiego już w trakcie kampanii w 2023 roku. Był to jeden z punktów „100 konkretów na 100 dni” ogłoszonych przez KO przed wyborami parlamentarnymi. „Wniosek o Trybunał Stanu dla Adama Glapińskiego jest przygotowany i gotowy, zostanie złożony w najbliższych dniach” – mówił też Tusk w marcu 2024 roku.
Teraz Bloomberg donosi, że władze „po cichu” wycofują się z tych planów, bo – podkreślają dziennikarze agencji – powodem jest ewentualne postawienie Glapińskiego przed TS nie przyniesie wielkich korzyści politycznych. Drugi powodem jest ewentualny wpływ na gospodarkę: napięcia z bankiem centralnym mogłyby podważyć „zaufanie inwestorów obligacyjnych”.
"Obawy te są tym silniejsze, że Polska zmaga się z drugą co do wielkości luką budżetową w Unii Europejskiej przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi, w których, jak się przewiduje, partie skrajnie prawicowe odniosą znaczący sukces” – informuje Bloomberg.
„Dyskusje i napięcia wokół Narodowego Banku Polskiego są źle odbierane przez rynki finansowe, za co płacą podatnicy – przyznał Andrzej Domański, minister finansów i gospodarki cytowany przez Polską Agencję Prasową. Dodał, że zależy mu na tym, aby ”praca Narodowego Banku Polskiego przebiegała w sposób płynny".
„Nie ma żadnych sygnałów z rynków, że usunięcie Glapińskiego ze stanowiska odbije się negatywnie na naszej gospodarce. Oczywiście reakcja rynków nie powinna być kluczowa, nie mówi nam, czy coś jest właściwe, czy nie. Ale ja nie widzę takiego zagrożenia” – podkreślał w rozmowie z OKO.press dr Wojciech Paczos. Dodawał jednak, że jego zdaniem TS powinien zbadać kwestię upolitycznienia NBP.
Przeczytaj także:
Dwa lata temu posłowie złożyli wniosek w sprawie postawienia szefa NBP przed Trybunałem Stanu. Złożenie wniosku ogłaszali w Sejmie: Zbigniew Konwiński (KO), Adam Orliński (PSL-TD), Paweł Śliż (Polska 2050-TD), Tomasz Trela (Nowa Lewica), Zdzisław Gawlik – szef Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej, Janusz Cichoń – szef Komisji Finansów Publicznych. Pod wnioskiem podpisało się 191 parlamentarzystów koalicji rządzącej.
Posłowie zarzucali Glapińskiemu m.in. porozumiewanie się z rządem w sprawie skupu obligacji Skarbu Państwa, czym miał naruszyć art. 220 ust. 2 Konstytucji; działania bez upoważnienia Rady Polityki Pieniężnej przy okazji skupu obligacji; odmawianie dostępu do dokumentów NBP niektórym członkom RPP, a także usuwanie ich wypowiedzi z protokołów; osłabianie wartości złotówki; uchybianie nakazowi utrzymania apolityczności prezesa NBP.
„Doprowadzenie prezesa NBP Adama Glapińskiego przed Trybunał Stanu (TS) może napotkać trudności zarówno merytoryczne (różna wartość ośmiu zarzutów), jak i proceduralne, bo Glapiński ze wsparciem posłów PiS (m.in. Mateusza Morawieckiego i bojowego Pawła Szrota) może w sejmowej komisji opóźniać postępowanie” – komentował na łamach OKO.press Piotr Pacewicz.
Zdaniem autorów wniosku o ukaranie Glapińskiego w latach 2020-2021 prezes NBP działając wspólnie i w porozumieniu z przedstawicielami Rady Ministrów, Polskiego Funduszu Rozwoju, Banku Gospodarstwa Krajowego oraz niektórych banków komercyjnych, inicjował i uczestniczył w podejmowaniu przez zarząd NBP oraz w wykonaniu decyzji o skupie obligacji skarbowych i przez państwo gwarantowanych emitowanych przez Polski Fundusz Rozwoju i Bank Gospodarstwa Krajowego. Jak wskazywali autorzy wniosku, w wyniku tego procesu Glapiński zapewniał pośrednie finansowanie deficytu budżetowego.
„Trzeba byłoby mieć argumenty, które pozwolą uzasadnić tezę, że prezes swoją polityką doprowadził do obniżenia wartości pieniądza” – mówił OKO.press w 2022 r. konstytucjonalista prof. Ryszard Piotrowski. – „Moim zdaniem to jest nie do udowodnienia. Czy wysoka inflacja jest skutkiem jego błędów, chociażby popełnionych nieumyślnie? Być może tak, ale czy to przyczyna decydująca? A taka by musiała być, żeby udowodnić tak poważne uchybienie”.
Przeczytaj także: