Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Narodowy Instytut Wolności wykreślił Fundację Osuchowa, której liderem jest Grzegorz Braun, z listy organizacji pożytku publicznego. To oznacza, że nie będzie mogła ubiegać się o wpłaty z 1,5 procenta podatku. Fundacja będzie też kontrolowana przez KPRM, ponieważ z wpłacanych pieniędzy Braun finansował swoje wiece polityczne, na których szerzył dezinformację
„Fundacja Osuchowa, zarządzana przez Grzegorza Brauna i Włodzimierza Skalika, utraciła prawo do pozyskiwania 1,5% podatku z powodu braku złożenia sprawozdania w terminie” – poinformował na portalu X Jan Grabiec, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
„Na wniosek dyrektora Narodowego Instytutu Wolności Michała Brauna, zlecam kontrolę w Fundacji. Organizacja wykorzystuje środki z 1,5% podatku między innymi na: organizację objazdów politycznych Brauna po Polsce oraz szerzenie dezinformacji” – podał dalej Grabiec.
Sprawy z pozoru są niepowiązane. Braun stracił szansę na zbiórkę pieniędzy w ramach kampanii 1,5 procent na jedną ze swoich (sześciu!) fundacji z błahego powodu: spóźnił się ze złożeniem sprawozdania finansowego za 2024 rok. Telewizja TVN poinformowała, że spóźnienie to wyniosło 60 minut. Za tę godzinę Braun słono zapłaci, bowiem przed rokiem Fundacja Osuchowa w ramach kampanii 1,5 procent zebrała niemal pół miliona złotych.
Fundacja Osuchowa na swojej stronie internetowej nadal zachęca do wpłat w ramach podatku. "Dzięki Państwa wsparciu, przekazanemu w zeszłych latach, udało się wiele zdziałać. Fundacja Osuchowa od ponad 10 lat wspiera działalność patriotyczną, katolicką, narodową i wolnościową – zwłaszcza Pobudkę, której programowe hasło brzmi: Kościół-Szkoła-Strzelnica-Mennica. Potrzeba konkretnego zaplecza finansowego, by każdy z powyższych obszarów mógł być realizowany. Możesz nam w tym pomóc, nie ponosząc żadnych kosztów„ – zachęca Braun. Co z tymi pieniędzmi? Kasa, którą ludzie ”wpłacą" Braunowi w ramach kampanii 1,5 procenta trafi do budżetu państwa.
Michał Braun z Narodowego Instytutu Wolności wskazał jasno: „każda próba pozyskiwania 1,5% podatku za pośrednictwem KRS innej organizacji będzie karana grzywną”. I dodał, że KPRM na jego prośbę weźmie Fundację Osuchowa pod lupę. Powodem ma być regularne finansowanie kampanii politycznej ultraprawicowego polityka, do czego Fundacja otwarcie się przyznaje.
„Czy Fundacja Osuchowa działa na rzecz pożytku publicznego? Wręcz przeciwnie — jej aktywność koncentruje się na szerzeniu nienawiści, dezinformacji oraz eskalacji agresji. Jestem przekonany, że działania Fundacji powinny zostać objęte kontrolą. Środki Osuchowej finansują elementy kampanii politycznej Grzegorza Brauna, m. in. serię około 300 projekcji filmu „Gietrzwałd 1877. Wojna światów”. Fundacja wspiera również „Wspólnotę Pobudka” w realizacji programu „Kościół – Szkoła – Strzelnica – Mennica”. Wydarzenia te wprost promują program polityczny Grzegorza Brauna, a podczas ich realizacji eksponowane są gadżety o charakterze politycznym, w tym gaśnice” – pisze na portalu X Michał Braun. I dodaje: „Środki Fundacji Osuchowa trafiły także do Fundacji Polskie Veto, w której władzach również zasiada Grzegorz Braun. Organizacja ta finansuje środowiska antyszczepionkowe”.
Jak na łamach OKO.press pisała Anna Mierzyńska, na stronie fundacji można kupić książki, choćby: „Lenina” Ossendowskiego, książki z teoriami spiskowymi na temat pandemii koronawirusa, publikacje kontrowersyjnego emerytowanego arcybiskupa Jana Pawła Lengi, od którego oficjalnie odciął się Episkopat Polski. Do kupienia jest także zbiór felietonów Sławomira Mentzena, jednego z liderów Konfederacji.
KPRM już zlecił kontrole w Fundacji.
Przeczytaj także:
Jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiej prawicy Ewa Zajączkowska-Hernik została odwołana z funkcji prezesa okręgu podwarszawskiego partii Nowa Nadzieja. Decyzję podjął sam Sławomir Mentzen.
„Dziś, decyzją prezesa partii Nowa Nadzieja, przestałam pełnić funkcję prezesa okręgu podwarszawskiego” – poinformowała w sieci Ewa Zajączkowska-Hernik. To jedna z najbardziej wyrazistych postaci polskiej ultraprawicy. Oficjalnie jest europarlamentarzystką zasiadającą w jednej frakcji ze skrajnie prawicową, prorosyjską partią AfD, oraz rzeczniczką prasową Konfederacji. Do tej pory była również skrzydłową Mentzena, jak pisała na łamach OKO.press Anna Mierzyńska, jego bulterierką. „Czego lider Nowej Nadziei nie powie wprost, dopowie Zajączkowska” – wskazywała nasza dziennikarka.
Ich relacje mocno się jednak ochłodziły, a Zajączkowska (choćby zasięgiem w sieci) zaczęła Mentzena przerastać. „Dziękuję za Twoją pracę w okręgu! Kolejne lata na pewno będą dla Ciebie czasem ciężkiej i ważnej walki o polskie interesy w Parlamencie Europejskim. Powodzenia!” – napisał krótko Sławomir Mentzen potwierdzając odsunięcie polityczki od kierowniczej funkcji w okręgu pod Warszawą.
Zajączkowska z kolei ogłosiła enigmatycznie, że zaczyna czas „nowych i odważnych inicjatyw”. „Zamierzam zaangażować się w pracę dla Was jeszcze mocniej i wejść na kolejny, nowy poziom politycznej działalności. Jestem pewna, że nadchodzący rok będzie wyjątkowy i przełomowy! Musimy wspólnie zrobić mocny rozbieg przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku, które będą kluczowe dla przyszłości Polski!” – napisała w sieci.
Nie wiadomo, czy razem z odsunięciem od szefowania okręgowi podwarszawskiemu, Ewa Zajączkowska odejdzie z Nowej Nadziei i Konfederacji. Internauci komentując wpis Zajączkowskiej po wielokroć postulują, by ta przeszła do ugrupowania Grzegorza Brauna. „Pani Ewo widzę Panią w partii Grzegorza Brauna! Jest Pani prawdziwą , niezłomną Patriotką!”, „Do Szerokiego Frontu Gasnicowego”, „Tylko Braun!”, „Pani Ewo, formacja Grzegorza Brauna czeka” – piszą.
Plotki o możliwym transferze Zajączkowskiej do Konfederacji Korony Polskiej krążą od kilku tygodni, a sama zainteresowana podsycała je, zapraszając np. Brauna do swojego youtubowego kanału. Sama Zajączkowska wielokrotnie dała wyraz swoim ultranacjonalistycznym poglądom, a ostatni sondaż (opublikowany 23 grudnia przez premiera Donalda Tuska) wskazuje, że partia Brauna i jego prorosyjska, antyukraińska i mocno nacjonalistyczna postawa zyskuje u Polaków. Konfederacja Korony Polski jest, według sondażu, czwartą siłą, a jej procent poparcia rośnie. Partia Mentzena utrzymuje się na trzeciej pozycji, ale poparcie dla Konfederacji maleje – najpewniej na korzyść Grzegorza Brauna właśnie.
Piotr Olejarczyk na łamach Onetu nakreślił inny scenariusz dotyczący przyszłości Zajączkowskiej – ten, w którym ta zostaje w szeregach parttii Mentzena. Jak podaje dziennikarz, z powodu wykreślenia Nowej Nadziei z ewidencji partii politycznych (chodzi o niezłożenie sprawozdania finansowego za 2024, wnosek o wykreślenie partii złożyła Państwowa Komisja Wyborcza). Mentzen musi więc stworzyć „nową” Nową Nadzieję i jak pisze Olejarczyk, od stycznia w życie wchodzi nowy statut partii. A tam zapisy, które zabraniają łączenia funkcji prezesa okręgu z funkcją europosła. „Tylko dlatego Zajączkowska nie pełni już tej funkcji” — pisze portal.
Przeczytaj także:
Tragedię w Jeleniej Górze wykorzystano do siania wrogości wobec Ukraińców. Policja ustaliła nazwiska dwóch osób, które publikowały w sieci fałszywe informacje na temat zabójstwa 11-letniej Danusi. Będą odpowiadać przed sądem za nawoływanie do nienawiści, grozi im więzienie.
„W związku z tragicznym zdarzeniem w Jeleniej Górze, w wyniku którego zginęła 11-letnia dziewczynka, w sieci pojawiło się bardzo wiele nieprawdziwych informacji. Ich cel jest jasny — świadoma dezinformacja oraz celowe podsycanie nienawiści i wrogości, w tym na tle narodowościowym, pomiędzy Polską a Ukrainą. Takie działania są łamaniem prawa i nie pozostaną bez reakcji” – to fragment oświadczenia wydanego przez policję we Wrocławiu. Podobnie reaguje Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. „Rozpowszechnianie takich bzdur to świadoma dezinformacja, która żeruje na tragedii” – przekazała rzeczniczka prasowa MSWiA Karolina Gałecka.
Tragiczna śmierć 11-letniej Danusi z Jeleniej Góry przybrała bowiem nieoczekiwany obrót. Stała się wodą dła młyn dla nienawistnych i wrogich komentarzy pod adresem Ukraińców mieszkających w Polsce. Mimo iż ci nie mieli nic wspólnego ze śmiercią dziewczyny, a Danusia zginęła z ręki 12-letniej Polki, w sieci zaroiło się od fałszywych oskarżeń wprost sugerujących, że zabójczynią była młoda Ukrainka.
„Tak się zaczyna, dzieci ukraińskie mordują nasze dzieci. A wy co? A wy, ku*wa, śpicie" – mówił na tiktokowym filmie Marcin Bugaj, który w internecie funkcjonuje pod nickiem Hugo. Podobnych filmów i oskarżeń w Internecie pojawiło się więcej. Internauci powielają fałszywe dane osobowe dziewczyny i jej zdjęcie (wykreowane przez sztuczną inteligencję), która miała zabić 11-latkę, nawołują do samosądów.
Policja z Wrocławia ogłosiła, że bada te internetowe wpisy. Ustaliła tożsamość dwóch autorów. Jak dowiadujemy się z komunikatu policji, „wobec tych osób prowadzone są czynności”.
Wiadomo, że funkcjonariusze zabezpieczyli telefon jednego z autorów nienawistnych wpisów. Hejterzy będą odpowiadać za nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym (art. 256 kodeksu karnego). Grozi za to do trzech lat więzienia.
„Internet nie daje anonimowości” – przypomina policja.
Prokuratura bada też wątek ujawnienia danych osobistych oraz wizerunku 12-letniej Polki podejrzanej o zabójstwo młodszej koleżanki. Internauci publikują nazwisko rodziny dziewczyny, miejsce pracy jej rodziców.
Prokurator okręgowy w Jeleniej Górze przesłał do policji wniosek z prośbą o zabezpieczenie wpisów w mediach społecznościowych, w których publikowano zdjęcia dwunastolatki oraz jej dane osobowe. Śledczy będą teraz ustalać, analogicznie jak w przypadku nienawistnych komentarzy dotyczących Ukrainy, dane osobowe autorów wpisów.
Ciało 11-letniej Danusi odnaleziono 15 grudnia, nieopodal szkoły, w której się uczyła. Dziewczynka miała rany zadane ostrym narzędziem. Śledczy ustalili, że nastolatka zginęła najprawodpodobniej z rąk koleżanki ze szkoły, 12-latki. Dziewczyny znały się z widzenia, ale nie utrzymywały bliższego kontaktu.
W dniu pogrzebu dziewczynki burmistrz Jeleniej Góry ogłosił żałobę. Uczniowie szkoły są pod opieką psychologa.
Sprawa toczy się w sądzie za zamkniętymi drzwiami, czyli z wyłączeniem jawności. Sąd Rejonowy w Jeleniej Górze podjął taką decyzję z uwagi na dobro 12-latki.
Przeczytaj także:
„Byli doświadczonymi pracownikami z wieloletnim stażem” – mówią o zmarłych górnikach koledzy z kopalni Pniówek na Śląsku. Akcja ratownicza trwała siedem godzin. „Kiedy ratownicy do nich dotarli, lekarz stwierdził zgon” – przekazuje prezes Jastrząbskiej Spółki Węglowej Bogusław Oleksy.
Jasrzębska Spółka Węglowa poinformowała w poniedziałek (22 grudnia) w nocy o tragicznym wyniku akcji ratowniczej w kopalni Pniówek.
Dwóch poszukiwanych górników, z którymi utracono kontakt po wypływie metanu w przodku N-9 na poziomie 830 metrów, nie żyje.
„Po siedmiu godzinach akcji ratownicy dotarli do poszukiwanych. Niestety lekarz stwierdził ich zgon” – czytamy w oświadczeniu Spółki. „Obaj górnicy byli doświadczonymi pracownikami z wieloletnim stażem. Rodziny poszkodowanych zostały otoczone opieką psychologiczną” – deklarują.
Kondolencje rodzinom zmarłych górników złożył prezydent Karol Nawrocki. „Z ogromnym smutkiem przyjąłem informację o tragicznej śmierci dwóch górników z Kopalni Pniówek. Składając wyrazy najszczerszego współczucia łączę się w bólu i modlitwie z Rodzinami oraz Bliskimi zmarłych” – napisał Nawrocki w serwisie X.
Do tragedii w kopalni Pniówek doszło w poniedziałek. Po godzinie 17 doszło do wypływu metanu. W przodku (czyli części, w której wydobywano węgiel) pracowało dziesięcioro górników.
Ośmiu zostało ewakuowanych. Z dwoma stracono kontakt. W poszukiwanie zaginionych górników włączyło się dziesięć zastępów ratowniczych. Na pomoc kopalni przybyły zastępy z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu i Okręgowej Stacji Ratownictwa Górniczego w Wodzisławiu Śląskim.
Na razie nie wiadomo, co było powodem wypływu metanu. Okoliczności zdarzenia wyjaśnia Okręgowy Urząd Górniczy w Rybniku i służby BHP kopalni ze śląskiego Pniówka.
To nie pierwszy raz, kiedy w Pniówki ludzie giną po wybuchu metanu. W 2022 roku opisywaliśmy serię kilkunastu wybuchów metanu w okolicy ściany wydobywczej 1000 m pod ziemią. Bilans ofiar śmiertelnych wynosił wtedy siedem osób. Karolina Baca-Pogorzelska w OKO.press pisała wówczas, że w kopalni wywalało czujniki metanu już tydzień przed tamtą katastrofą (czyli były wykazywane wyższe stężenia niż dopuszczalne).
Przeczytaj także:
Trump mianuje „specjalnego wysłannika”, który ma przejąć Grenlandię dla USA. Premierzy Danii i Grenlandii domagają się od USA poszanowania granic ich państw. Popierają ich sojusznicy z Europy.
22 grudnia premierzy Mette Frederiksen i Jens-Frederik Nielsen złożyli wspólne oświadczenie. „Mówiliśmy to już bardzo wyraźnie. Teraz mówimy to jeszcze raz. Granice państwowe i suwerenność państw mają swoje korzenie w prawie międzynarodowym… Nie można anektować innych krajów” – oświadczyli Mette Frederiksen i Jens-Frederik Nielsen. – „Stawką są „fundamentalne zasady”. „Grenlandia należy do Grenlandczyków i Stany Zjednoczone nie mogą jej przejąć”.
Dzień wcześniej Trump mianował gubernatora Luizjany, Jeffa Landry'ego, specjalnym wysłannikiem USA na Grenlandię. Bogata w minerały arktyczna wyspa jest autonomicznym terytorium Danii, ale Trump uważa, że powinna należeć do USA. Prezydent USA wielokrotnie powtarzał, że Stany Zjednoczone muszą przejąć Grenlandię ze względów bezpieczeństwa. Nie wykluczał użycia siły.
Trump napisał w mediach społecznościowych: „Jeff rozumie, jak ważna jest Grenlandia dla naszego bezpieczeństwa narodowego i będzie zdecydowanie bronił interesów naszego kraju, dbając o bezpieczeństwo i przetrwanie naszych sojuszników, a także całego świata”.
Landry, były prokurator generalny stanu, który objął urząd gubernatora Luizjany w styczniu 2024 r., podziękował Trumpowi, mówiąc, że to
„zaszczyt służyć na tym stanowisku, aby Grenlandia stała się częścią Stanów Zjednoczonych”.
Minister spraw zagranicznych Danii Lars Løkke Rasmussen powiedział w poniedziałek, że wezwie ambasadora Waszyngtonu w Kopenhadze, „aby uzyskać wyjaśnienia”. Rasmussen jest „głęboko zaniepokojony powołaniem specjalnego wysłannika”, a „szczególnie zaniepokojony” oświadczeniem Landry’ego, które, jak stwierdził, Dania uznała za „całkowicie nie do przyjęcia”.
Dodał: „Dopóki w Danii będzie królestwo składające się z Danii, Wysp Owczych i Grenlandii, nie możemy tolerować, że są tacy, którzy podważają naszą suwerenność”.
Administracja Trumpa wywarła w poniedziałek dodatkową presję na Kopenhagę, zawieszając umowy dzierżawy pięciu dużych projektów elektrowni wiatrowych budowanych na morzu u wschodnich wybrzeży USA. Dwa z nich prowadzi kontrolowana przez państwo duńskie firma Ørsted.
„Bezpieczeństwo Arktyki pozostaje kluczowym priorytetem UE” – oświadczyli w poniedziałek przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i przewodniczący Rady Europejskiej António Costa. „Integralność terytorialna i suwerenność to fundamentalne zasady prawa międzynarodowego. Zasady te są niezbędne nie tylko dla Unii Europejskiej, ale dla narodów na całym świecie” – napisali na portalu X.
Von der Leyen i Costa dodali, że UE jest „w pełni solidarna z Danią i narodem Grenlandii”.
Szwecja „zawsze będzie stać na straży prawa międzynarodowego” – powiedziała szwedzka ministra spraw zagranicznych Maria Malmer Stenergård. Jej norweski odpowiednik, Espen Barth Eide, stwierdził, że Oslo „w 100% popiera Danię”.
Obietnicę przejęcia Grenlandii Trump złożył rok temu, jeszcze przed objęciem urzędu. „Dla celów bezpieczeństwa narodowego i wolności na całym świecie, Stany Zjednoczone Ameryki uważają, że posiadanie i kontrolowanie Grenlandii jest absolutną koniecznością. Wtedy też ogłosił, że ambasadorem USA w Danii będzie Ken Howery – którego teraz minister Rasmussen wzywa do złożenia wyjaśnień.
Landry natychmiast poparł wtedy pomysł Trumpa.
Dania w ciągu ostatniego roku starała się naprawić napięte stosunki z Grenlandią, a także złagodzić napięcia z administracją Trumpa, inwestując w obronę Arktyki, co miało być odpowiedzią na amerykańską krytykę dotyczącą niewystarczającego bezpieczeństwa.
Przeczytaj także:
Po tamtej wypowiedzi Trumpa pojawiły tymczasem się kolejne – np. o uczynieniu z Kanady 51. stanu USA i o planowanej rozprawie z Wenezuelą. W zeszłym tygodniu Trump bliski też ogłoszenia wojny z Wenezuelą. Komentatorzy spodziewali się, że tego dotyczyć będzie jego zapowiadanym wcześniej hucznie orędzie. Nie było w nim jednak o tym mowy. Mowa wyglądała ono na pospiesznie przygotowaną i była pochwałą rządów Trumpa. Jakby coś w ostatniej chwili się zmieniło.
Po roku urzędowania większość „wspaniałych” zapowiedzi Trumpa się nie ziściła. Wojna w Ukrainie, która miał zakończyć w 24 godziny, trwa. Notowania prezydenta są coraz gorsze. Jednocześnie radykalnie pogorszyły się stosunki USA z sojusznikami w Europie. W trumpowskiej ogłoszonej w grudniu strategii bezpieczeństwa USA napisano jasno, że w interesie USA jest głęboka reforma Unii Europejskiej, jeśli nie jej rozpad, i dojście do władzy partii skrajnie prawicowych, określonych eufemistycznie „partiami patriotycznymi”.
Przeczytaj także:
22 grudnia ukazał się też wywiad wiceprezydenta Vance'a dla „Unherd”, konserwatywnego brytyjskiego portalu opinii. Bardzo wyraźnie grozi on tam konfliktem Francji i Wielkiej Brytanii, o ile władze nie zmienią się tam na takie, które spodobają się trumpistom:
„Myślę, że na przykład osoby o poglądach zbliżonych do islamistów lub im pokrewnych sprawują obecnie urzędy w krajach europejskich. Teraz, być może na bardzo niskim szczeblu, prawda? Wygrywają wybory na burmistrzów lub samorządowe. Ale nie można sobie wyobrazić scenariusza, w którym osoba o poglądach zbliżonych do islamistów mogłaby mieć bardzo znaczący wpływ na europejskie mocarstwo jądrowe. W ciągu najbliższych pięciu lat? Nie. Ale za 15 lat? Zdecydowanie. A to jest bardzo bezpośrednie zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych Ameryki”. „Wiążąc to z bardziej konkretnym lub bezpośrednim interesem amerykańskim – Francja i Wielka Brytania posiadają broń jądrową. Jeśli pozwolą, by przytłoczyły je bardzo destrukcyjne idee moralne, to czy mamy pozwolić, by broń jądrowa wpadła w ręce ludzi, którzy mogą wyrządzić bardzo, bardzo poważne szkody Stanom Zjednoczonym?”.
Rosyjska propaganda już ogłosiła „rozpad Zachodu” i przedstawia to jaki wielki sukces „specjalnej operacji wojskowej” w Ukrainie.
Przeczytaj także: