Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Kaja Kallas, nowa szefowa unijnej dyplomacji, chce zwrócić się do państw członkowskich o upoważnienie do nałożenia sankcji na gruzińskich urzędników.
Kaja Kallas chce sankcji dla Gruzji po tym, jak brutalnie rozpędzano uczestników pokojowych, prounijnych protestów w Tibilisi i innych miastach w całym kraju. Obywatele Gruzji sprzeciwiają się zawieszeniu rozmów akcesyjnych z UE do 2028 roku, o czym zdecydował premier Irakli Kobachidze.
Nowa szefowa unijnej demokracji zwróci się do ministrów spraw zagranicznych z prośbą o wyrażenie zgody na nałożenie sankcji. Rozmowa na ten temat ma odbyć się w poniedziałek, 16 grudnia.
„To będzie na stole” – powiedział wysoko postawiony urzędnik UE, wypowiadając się pod warunkiem zachowania anonimowości. „Mówimy o sankcjach skierowanych do osób, które brały udział w tłumieniu protestujących” – dodał w rozmowie z dziennikarzami Euronews.
Jak dowiedziało się Euronews, Kallas nie przyniesie na poniedziałkowe spotkanie konkretnej listy osób, którym groziłoby zamrożenie aktywów i zakaz podróży. Poprosi jedynie o mandat na rozpoczęcie prac technicznych. Bruksela rozważa również zawieszenie ruchu bezwizowego, z którego teraz mogą korzystać obywatele Gruzji udający się do UE.
„Omówimy ramy polityczne dotyczące tego, czy powinniśmy działać w Gruzji, czy nie” – powiedział anonimowo urzędnik. Euronews cytuje innego unijnego dyplomatę, który mówi, że Unia powinna podjąć działania ”wobec najbardziej odpowiedzialnych za przemoc, której jesteśmy świadkami”.
„Nie jestem pewien, czy w Radzie będzie konsensus” – dodał. Przeciwko nakładaniu sankcji będą Węgry. Zapowiedział to Péter Szijjártó, minister spraw zagranicznych Węgier, który wszystkie propozycje wyciągania konsekwencji wobec gruzińskich władz nazwał ”nonsensem i skandalem„. ”Jeśli taka propozycja zostanie oficjalnie złożona, oczywiście ją zawetujemy. Wszyscy mogą być tego pewni" – powiedział.
Irakli Kobachidze 28 listopada oświadczył, że Gruzja wstrzymuje proces integracji z Unią Europejską do końca 2028 roku i tym samym rezygnuje z jakiegokolwiek budżetowania ze strony wspólnoty. Premier uważa, że kraj dołączy do Unii Europejskiej w 2030 roku, ale na własnych zasadach i „z godnością”, a nie „jak żebrak”. Oświadczenie było reakcją na rezolucję Parlamentu Europejskiego, który uznał ostatnie wybory parlamentarne za nielegalne i zarekomendował, by Gruzini w ciągu roku rozpisali nowe.
Po tej deklaracji ludzie masowo wyszli na ulicę w obronie eurointegracji i całą noc protestowali przy budynku parlamentu. „Specnaz ruszył do akcji około pierwszej w nocy. Uderzył gazem łzawiącym, wodą z armatek, którą wymieszał z nieznanym chemicznym środkiem, pięściami i pałami. Wyłapywali protestujących nie tylko na ulicy. Wbiegali za nimi do aptek, sklepów, a nawet cerkwi, w której ci szukali schronienia, albo starali się dojść do siebie po kontakcie z gazem lub parzącą wodą. Bilans pierwszej nocy zatrzymał się na 43 zatrzymanych, po drugiej było już 107” – relacjonowała w OKO.press Stasia Budzisz.
Do dziś protesty nie ustają. I cały czas są brutalnie rozpędzane.
Unia Europejska od początku protestów rozważa wprowadzenie sankcji. Apel w tej sprawie opublikowali również eksperci zajmujący się unijną polityką międzynarodową. „Członkowie społeczeństwa obywatelskiego, dziennikarze i politycy opozycji są brutalnie bici przez siły bezpieczeństwa, podczas gdy coraz więcej osób trafia do więzień. Przywódcy Gruzińskiego Marzenia [rządzącej partii – od aut.] niedawno ogłosili, że politycy opozycji zostaną poddani »procesowi w stylu norymberskim«, aby przekształcić kraj w państwo jednopartyjne” – piszą w nim. „My, jako europejscy think tankowcy, wzywamy UE i jej państwa członkowskie do powstrzymania Gruzińskiego Marzenia przed przesunięciem Gruzji w stronę państwa w pełni autorytarnego. Ważne jest, aby działać teraz i ukarać tych, którzy są odpowiedzialni za przemoc, oszustwa wyborcze i prawa, które podważają wolność słowa, społeczeństwo obywatelskie i prawa człowieka. (...) Jeśli UE nie będzie w stanie podjąć działań, wyśle sygnały przywódcom Kremla i innych autorytarnych reżimów, które doprowadzą do nasilenia przemocy, manipulacji wyborami i autorytaryzmu” – czytamy.
Przeczytaj także: