Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Marszałek Sejmu miał złożyć dodatkowe zeznania w sprawie słów o nawoływania go do „zamachu stanu”. Jak wyjaśnił Hołownia, użył tych słów w celu „publicystycznym”, nie kodeksowym.
Marszałek Sejmu Szymon Hołownia nie pojawił się w poniedziałek w warszawskiej prokuraturze okręgowej, gdzie miał być przesłuchiwany w sprawie swoich wypowiedzi o „zamachu stanu” z lipca 2025 roku. Jego adwokat, mecenas Filip Curyło, wyjaśnił, że Hołownia już wcześniej odpowiedział na wszystkie pytania prokuratury.
Przesłuchanie Hołowni miało być kontynuacją procedury przerwanej 10 października na jego wniosek. Wówczas w przesłuchaniu uczestniczyli prezes Trybunału Konstytucyjnego Bogdan Święczkowski oraz mecenas Bartosz Lewandowski, pełnomocnik Krajowej Rady Sądownictwa. Do wszczęcia śledztwa doprowadził ten ostatni. Wszyscy zapowiedzieli, że będą mieli dodatkowe pytania do marszałka.
Filip Curyło podkreślił, że Hołownia, jako świadek i organ państwa, przekazał prokuraturze ponad 10 tysięcy stron dokumentacji. Dodał, że w związku z pełnioną funkcją Hołownia zasięgnął opinii prawnika, profesora Andrzeja Sakowicza. Wynikało z niej, że udział w poniedziałkowym przesłuchaniu nie jest możliwy.
W lipcu Hołownia ostro ocenił działanie niektórych z polityków koalicji rządzącej, sugerujących odłożenie w czasie lub powstrzymanie się od zaprzysiężenia nowego prezydenta. Taki obowiązek ciąży właśnie na Marszałku Sejmu. Przewodnczący Izby Wyższej stwierdził w reakcji, że może być nawoływany właśnie do przeprowadzenia „zamachu stanu”, odmawiając wybranemu w demokratycznym głosowaniu Karolowi Nawrockiemu objęcia urzędu.
Przeczytaj także:
Według ówczesnego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Adama Bodnara doszło do nieprawidłowości, które mogły uprawniać przynajmniej do odsunięcia w czasie aktu zaprzysiężenia, póki sytuacja nie zostanie wyjaśniona. Chodziło przede wszystkim o status Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, orzekającej o ważności wyborów. Według Bodnara została powołana z pogwałceniem prawa i nie jest sądem, co potwierdziło postanowienie Trybunału Sprawiedliwości UE. Bodnar wskazał na: