Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„To wstyd, żeby w 2024 roku trzeba było kogoś namawiać do tego, żeby uznał, że związki jednopłciowe można sformalizować” – mówi nam ministra równości Katarzyna Kotula podczas Marszu Równości w Krakowie
Anton Ambroziak, OKO.press: W przemówieniu mówiła pani o politykach, którzy chowają się za zielonym listkiem. Rozumiem, że to był oczywisty przytyk do PSL-u, czyli koalicjantów. Na co możemy liczyć w najbliższych tygodniach, w takim razie ze strony rządu? Jaki jest stan gry?
Katarzyna Kotula, ministra równości: Jeśli jest kampania do europarlamentu, a wszyscy startujemy i mówimy dużo o europejskich wartościach, to warto kolegom i koleżankom przypominać, że te europejskie wartości to są także prawa człowieka, a przede wszystkim prawa osób LGBT. Mamy czerwoną lampkę w postaci ostatniego raportu, który ciągle plasuje Polskę na ostatnim miejscu pod względem homofobii. Moją ambicją, moim celem jest, żeby za rok ta zmiana była widoczna.
Tak się stało w Niemczech, kiedy weszła w życie ustawa o umowie nienawiści, która chroni osoby LGBT. Tak się stało, kiedy wprowadzono w poszczególnych państwach regulacje dotyczące związków partnerskich i równości małżeńskiej. Nie ma się czego bać, jeśli konserwatywne państwa, takie jak na przykład Grecja, zdecydowały się na ten ruch, a konserwatywni politycy na zachodzie brali udział nawet w tworzeniu takiego prawa. To znaczy, że nie ma się czym już zasłaniać.
To wstyd, żeby w 2024 roku trzeba było kogoś namawiać do tego, żeby uznał, że związki jednopłciowe można sformalizować. Ja zrobię wszystko, żeby to się stało. Mamy plan A, B i C. Teraz idzie mowa nienawiści, za chwilę na Komitecie Stałym Rady Ministrów, potem na rządzie, potem na Sejmie. My nie będziemy czekać bez końca na polityków PSL-u.
A czemu rozmawiacie o tym w kampanii wyborczej, we fleszu kamer, a nie po cichu, nieoficjalnie?
Rozmawiamy o tym bardzo dużo w zaciszu gabinetu. Stąd moje cierpliwe podejście. Jestem otwarta na dialog, rozmowę. Rozmawiamy. Od miesięcy i od tygodni rozmawiamy.
Ale wie pani, że społeczność LGBT jest zniecierpliwiona. Bo przystąpiła do rozmów już z niższego poziomu niż chciała. Dziś mamy rozmowę nie o równości małżeńskiej, a o związkach partnerstwach.
Zdecydowanie. I nadal tego nie ma. I to jest absolutne minimum.
Dlatego ja walczę o to, żeby pozostało w tym projekcie przysposobienie dzieci w parach jednopłciowych. Stąd ta sytuacja patowa i dlatego ten projekt stanął na chwilę. Ja bardzo bym chciała, że jeśli już mówimy o związkach, a nie równości, to żeby to była godna ustawa. Taka, która gwarantuje nie tylko tym osobom, ale także ich dzieciom poczucie bezpieczeństwa, wsparcia i troski. To jest ustawa o obowiązkach i o prawach. I tam są też obowiązki, o których trzeba pamiętać.
A te obowiązki, które są skierowane w stosunku do dziecka, stają się także prawem dziecka do rodziny. Nie możemy o tych dzieciach zapominać.
Część osób też zastanawia się, dlaczego premier Donald Tusk, skoro mówił w kampanii wyborczej, że to dla niego ważne, nie tupnie nogą i nie powie słuchajcie, musimy to zrobić. Są wybory europejskie, liczymy na młodych ludzi, musimy to przygotować.
A ja liczę na to, że premier w odpowiednim momencie tupnie, a ja jestem gotowa i premier zobowiązał mnie do tego, żeby powstał projekt rządowy. On jest, jest jeszcze do przygotowania dużo dodatkowych przepisów, bo to będzie jeden z największych projektów rządowych, jaki wyjdzie z tego rządu przez te cztery lata.
To ma być instytucja, której nikt nigdy już nie zmiecie z planszy. Nawet jakby zmieniły się rządy, te wyroki europejskich trybunałów mówią jasno, musimy iść w kierunku minimum związków partnerskich. My to zrobimy, niezależnie od tego, co mówią i myślą ludzie spod znaku zielonego listka.