Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
To trzecia reprezentacja, która rezygnuje z udziału w otwarciu marcowej imprezy po ogłoszeniu, że Rosjanie i Białorusini wystąpią na niej pod własną flagą. Wcześniej bojkot ogłosiła Ukraina i Polska
Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo zakończą się w niedzielę 22 lutego. Przed nami jednak jeszcze, odbywające się tradycyjnie po igrzyskach olimpijskich, zmagania dla sportowców z niepełnosprawnościami – paralimpijczyków. Włoskie zimowe Igrzyska Paralimpijskie rozpoczną się w piątek 6 marca.
Wiemy już jednak, że ceremonia otwarcia tej imprezy nie będzie pokazem globalnej jedności, jakiego chcieliby organizatorzy. Wszystko przez udział uczestników z Rosji i Białorusi pod własną flagą. Decyzję o tym, że sześcioro Rosjan i czwórka reprezentantów Białorusi będzie mogła wystąpić na imprezie pod swoją flagą Międzynarodowy Komitet Olimpijski ogłosił w tym tygodniu. Natychmiast zareagowali Ukraińcy i odwołali swój udział w imprezie otwarcia. Ukraińska delegacja sportowa na tej imprezie będzie liczyła 23 osoby i to jedna z większych reprezentacji. Jedynie siedem ekip wystąpi z większą liczbą osób.
Ceremonię otwarcia zbojkotuje też Polska z ośmioosobową reprezentacją. Teraz do tej grupy dołącza też Litwa.
„W obliczu trwającej agresji rosyjskiej na Ukrainę, udział zawodników z Rosji i Białorusi w rywalizacji sportowej z wykorzystaniem ich flag i hymnów jest absolutnie niedopuszczalny” – przekazało w komunikacie litewckie Ministerstwo Sportu i Turystyki.
Litwę na zawodach reprezentować będzie jedna osoba – snowboardzista Rapolas Micevicius. Wizytę we Włoszech odwołała jednak też premier kraju, Inga Ruginienė.
Od pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę cztery lata temu rosyjscy sportowcy są wykluczeni z większości ważnych zawodów sportowych na świecie. Reakcja świata sportu była szybka. 24 marca 2022 roku polscy piłkarze mieli grać mecz eliminacji Mistrzostw Świata z Rosją. Polacy i inne zespoły w naszej ścieżce eliminacyjnej – Szwedzi i Czesi – odmówili gry z Rosją. A europejska federacja piłkarska była zmuszona wykluczyć Rosjan z rozgrywek. Rosjanie do dziś nie wrócili do europejskich rozgrywek piłkarskich.
Na włoskich zimowych igrzyskach Rosjanie i Białorusini nie brali udziału pod własną flagą. 20 rosyjskich sportowców zostało dopuszczonych do zawodów pod szyldem Indywidualni sportowcy neutralni na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich pod warunkiem, że nie są częścią rosyjskich sił zbrojnych i nie manifestowali poparcia dla wojny. Rosyjscy sportowcy zdobyli w ten sposób jeden srebrny medal. Medal ten nie będzie się jednak liczył do oficjalnej olimpijskiej klasyfikacji wszechczasów.
Na tych samych zasadach występowali na letnich igrzyskach w Paryżu w 2024 roku.
Rozbrat Rosji ze światowym sportem na poziomie olimpijskim trwa jednak dłużej. Ostatni raz rosyjscy sportowcy pod flagą rosyjską występowali na organizowanych przez siebie igrzyskach w Soczi w 2014 roku. Później rosyjska flaga została wykluczona nie ze względu na agresję na wschodnią Ukrainę i aneksję Krymu, a ze względu na skandal dopingowy. W 2016 roku Światowa Agencja Antydopingowa udowodniła, że stosowanie niedozwolonych substancji wspomagających było wśród rosyjskich sportowców powszechne i wspierane przez państwo.
Przeczytaj także:
Po wściekłej reakcji prezydenta szybko przyszedł czas na działnie. Administracja była gotowa na alternatywne rozwiązanie. Trump od 24 lutego nakłada na cały świat 10-procentowe cła na podstawie innej ustawy
„Członkowie Sądu Najwyższego, którzy głosowali przeciwko naszej bardzo rozsądnej i właściwej metodzie nakładania CEŁ, powinni się wstydzić. Ich decyzja była idiotyczna, ale teraz zaczyna się proces dostosowawczy i zrobimy wszystko, co możliwe, żeby ściągać jeszcze więcej pieniędzy, niż ściągaliśmy dotychczas!” – napisał 20 lutego na swojej platformie społecznościowej Truth Social Donald Trump.
To jego reakcja na decyzję Sądu Najwyższego, który orzekł, że Donald Trump nie miał prawa nakładać na Europę i niemal cały świat tzw. ceł wzajemnych na podstawie International Emergency Economic Powers Act z 1977 roku. Według Sądu to Kongres zajmuje się nakładaniem nowych podatków, a ustawa nie daje prezydentowi uprawnień do zbierania środków publicznych.
Chodzi o cła wprowadzone przez prezydenta w kwietniu zeszłego roku. Za wczorajszym wyrokiem zagłosowało sześciu z dziewięciu członków Sądu Najwyższego. To cios dla Trumpa, bowiem w amerykańskim Sądzie Najwyższym większość w stosunku 6-3 mają konserwatywni sędziowie powołani przez republikańskich prezydentów. Trójka z nich została powołana przez obecnego prezydenta. Mimo tego, większość członków Sądu Najwyższego uznała, że prowadząc swoją politykę celną Trump poważnie naruszył prawo.
Decyzja oznacza, że firmy, które musiały płacić cła mogą teraz domagać się zwrotu środków. A w skali całej amerykańskiej gospodarki to ogromne środki – szacunki mówią, że dotychczas cła wygenerowały około 130 mld dolarów. Jednocześnie uzuskanie takich odszkodowań z pewnością będzie trudne i wnioski ugrzęzną w sądach.
Trump natychmiast zareagował też nowym rozwiązaniem.
„To dla mnie wielki zaszczyt, że właśnie podpisałem w Gabinecie Owalnym (dokument, który wprowadza) globalne cła w wysokości 10 procent na wszystkie kraje, która wejdzie w życie niemal natychmiast. Dziękuję za uwagę!” – napisał Trump w swojej sieci społecznościowej Truth Social. Cłem nie będą objęte wszystkie towary: wyłączone jest np. część minerałów krytycznych czy produkty energetyczne.
By uniknąć podobnego wyroku Sądu Najwyższego, administracja Trumpa znalazła inną podstawę prawną. Nowe rozporządzenie powołuje się na sekcję 122 Ustawy Handlowej z 1974 roku. Nowe cła mają obowiązywać od 24 lutego. Rozwiązanie jest jednak czasowe – według ustawy może obowiązywać 150 dni, później inicjatywę musi przejąć Kongres.
Narzucanie wysokich ceł na niemal cały świat i negocjacje handlowe to jeden z kluczowych motywów drugiej kandencji Trumpa na stanowisku prezydenta USA.
W rozmowie z OKO.press dr Łukasz Rachel, adiunkt ekonomii w University College London tak mówił o polityce handlowej Trumpa i nakładaniu ceł na wszystkich, w tym sojuszników i najważniejszych partnerów handlowych: „Ta kalkulacja zakłada, że dwustronny deficyt handlowy między USA i innym krajem jest zły i wynika z manipulacji ze strony tego innego kraju. A nie na przykład z tego, że dany kraj produkuje coś, co amerykańscy konsumenci chętnie kupują, czego nie USA produkują same” – tłumaczył ekonomista.
W ciągu roku Trump narzucał wyższe cła, podjął ostrą wojnę z Chinami (cła na chińskie produkty przekroczyły 100 proc.), a z niektórymi krajami skutecznie obniżył stawki. Stąd do wczoraj amerykański system celny był skomplikowany. Decyzja Sądu, a następnie administracji Trumpa o nowych cłach ma poważne konsekwencje. Od przyszłego tygodnia, na podstawie nowego prawa, handel z całym światem (poza niektórymi strategicznymi produktami) będzie obłożony 10-procentową stawką celną. Dotyczy to również krajów takich jak Indie i Wielka Brytania, które wynegocjowały dla siebie niższe cła. A to wywraca cały system negocjacji z ostatniego roku.
Przeczytaj także:
Gubernator Udmurcji przyznaje, że doszło do ataku, ale nie podał oficjalnie, co było jego celem. Według brytyjskiej prasy w fabryce produkowane są rakiety Oriesznik
Kyiv Independent, powołując się na świadków i informacje z niezależnych kanałów na Telegramie podaje, że wieczorem 20 lutego ukraińska armia uderzyła w ataku dronowym w ważną rosyjską fabrykę uzbrojenia. Chodzi o zakład w Wotkińsku, w Republice Udmurckiej. To około 1300 km od granicy z Ukrainą. Miasto znajduje się między Kazaniem a Jekaterynburgiem. W ataku obrażenia miało odnieść 11 osób.
Atak miał zostać przeprowadzony przy pomocy ukraińskich posisków Flamingo o zaisęgu 3 tys. km.
Gubernator Udmurcji Aleksander Brechałow przyznał, że cel w jego regionie został w nocy uderzony – ale nie przyznał, że chodzi o fabrykę broni.
Fabryka w Wotkińsku jest istotną częścią rosyjskiej maszyny wojennej. Produkuje się z niej m.in. używane do ataków na Ukrainę rakiety Iskander, a także międzykontynentalne pociski balistyczne. W styczniu brytyjski dziennik „The Telegraph” pisał, że w Wotkińsku powstają też hipersoniczne pociski Oriesznik. Według informacji brytyjskich dziennikarzy kluczowe komponenty do produkcji tej broni nowej generacji mają Rosji dostarczać Chiny.
17 i 18 lutego w Genewie odbyły się trójstronne negocjacje w sprawie zakończenia rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie. Delegacje Ukrainy, USA oraz Rosji miały uzgodnić monitorowanie zawieszenia broni przez Amerykanów. Nie osiągnięto jednak postępu w sprawie zawieszenia broni czy zakończenia wojny.
Ukraina kontynuuje kontrataki na terenie Rosji.
W ostatnim czasie ukraińskie drony dalekiego zasięgu spowodowały pożar terminalu naftowego Tamaneftegaz w pobliżu wsi Wolna w Kraju Krasnodarskim oraz zaatakowały odległą o 1750 kilometrów od granicy z Ukrainą rafinerię ropy naftowej Uchta w Republice Komi. Jest to nowy rekord zasięgu ukraińskich bezzałogowców. Atakowana jest ponadto infrastruktura energetyczna w obwodzie biełgorodzkim. Około 80 procent budynków w stolicy tego rosyjskiego obwodu było pozbawionych jest prądu i częściowo bieżącej wody. Zaatakowana została również infrastruktura energetyczna w obwodach briańskim, kałuskim, tulskim i moskiewskim.
Przeczytaj także:
Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych uznał, że prezydent Donald Trump nielegalnie wprowadził tzw. cła wzajemne w handlu zagranicznym. Prawo do takich działań ma, zgodnie z amerykańską konstytucją, Kongres, nie prezydent.
„Twórcy Konstytucji nie powierzyli władzy wykonawczej, czyli prezydentowi, żadnej części uprawnień podatkowych, do których zalicza się cła ” – podkreślił John Roberts, przewodniczący Sądu Najwyższego.
W piątek, 20 lutego, Sąd Najwyższy USA orzekł, że Donald Trump nie miał prawa nakładać na Europę i niemal cały świat tzw. ceł wzajemnych. Chodzi o cła wprowadzone przez prezydenta w kwietniu zeszłego roku.
Wyrok zapadł dzięki głosom sześciu z dziewięciu członków Sądu Najwyższego. Ich zdaniem Konstytucja Stanów Zjednoczych bardzo jasno określa, że to Kongres, nie prezydent ma prawo do ustalania podatków i ewentualnego nakładania ceł.
Nie wiadomo jednak, co zrobić z już pobranym wpływamy z ceł, które sięgają ponad 100 miliardów dolarów. Ten brak jednoznacznej decyzji otwiera drogę do ubiegania się o ewentualny zwrot.
Bernd Lange, przewodniczący Parlamentu Europejskiego na portalu X skomentował, że to dobry sygnał dla praworządności. „Sędziowie udowodnili, że nawet prezydent USA nie działa w próźni prawnej” – napisał polityk. Dodał, że przed Unią Europejską ocena konsekwencji orzeczenia Sądu Najwyższego. Lange zwołał na poniedziałek nadzwyczajne posiedzenie zespołu ds. umowy handlowej między USA a UE.
CNN, powołując się na przedstawicieli administracji, twierdzi, że Donald Trump decyzją Sądu Najwyższego określił jako „haniebną”. Zapewnił jednak, że Biały Dom ma „plan B”.
„Cła Donalda Trumpa są nielegalne, szkodliwe dla światowego handlu, w tym przede wszystkim dla USA, i nie rozwiążą problemu deficytu handlowego Stanów Zjednoczonych, który… problemem wcale nie jest” – pisał już w kwietniu 2025 ekonomista z Cardiff University dr Wojciech Paczos dla OKO.press.
2 kwietnia 2025 Donald Trump nałożył 10-procentowe cała na wszystkich partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych. To przeszło 180 państw. Na Chiny, Japonię i Europę nałożono nawet trzykrotnie wyższe opłaty.
„To będzie jeden z najważniejszych dni w historii naszego kraju” – oświadczył wówczas Donald Trump nazywając ten moment dniem „wyzwolenia Ameryki”. W istocie wypowiedział partnerom wojnę handlową.
W rozmowie z OKO.press dr Łukasz Rachel, adiunkt ekonomii w University College London, tamto podejście nazwał „ekonomicznym płaskoziemstwem”: „Ta kalkulacja zakłada, że dwustronny deficyt handlowy między USA i innym krajem jest zły i wynika z manipulacji ze strony tego innego kraju. A nie na przykład z tego, że dany kraj produkuje coś, co amerykańscy konsumenci chętnie kupują, czego nie USA produkują same” – tłumaczy ekonomista.
Przeczytaj także:
Senat przyjął w czwartek poprawki do ustawy wdrażającej unijny mechanizm dozbrajania SAFE. Ustawa wraca teraz do Sejmu, a potem po głosowaniu trafi na biurko prezydenta.
W czwartek 19 lutego senatorowie poparli poprawki do ustawy wdrażającej unijny mechanizm SAFE, mający na celu zwiększenie bezpieczeństwa i dozbrajanie państw członkowskich UE.
Za przyjęciem ustawy z poprawkami głosowało 61 senatorów, przeciw było 26, nikt nie wstrzymał się od głosu.
Kluczowa zmiana dotyczy finansowania spłaty pożyczki zaciągniętej w ramach programu SAFE – środki na ten cel nie będą pochodzić z budżetu Ministerstwa Obrony Narodowej, lecz z rezerwy celowej ustanowionej w budżecie państwa. Ponadto, wydatki te nie będą wliczane do minimalnego limitu wydatków na obronność.
Kolejna zmiana zakłada wprowadzenie obowiązku kontroli antykorupcyjnej i kontrwywiadowczej przez ABW, SKW i CBA wykorzystania środków finansowych z pożyczki SAFE oraz sprawozdawczości prowadzenia tej kontroli.
Jeszcze inna propozycja rozszerza obowiązek przedkładania sprawozdania z realizacji planu Finansowego Instrumentu Zwiększenia Bezpieczeństwa komisjom senackim.
W przeddzień głosowania izba siedem godzin debatowała nad ustawą. Przedstawiciele rządu ponownie wyjaśniali, że dodatkowe źródło finansowania nie oznacza, że to UE będzie decydować, co ma kupić MON.
Mechanizm SAFE to unijny instrument finansowy umożliwiający państwom członkowskim korzystanie z preferencyjnych pożyczek na inwestycje w obronność. Zdaniem szefa MON to przełomowy moment w historii europejskiej polityki bezpieczeństwa. W ramach instrumentu Polska może skorzystać z około 43,7 mld euro w formie korzystnie oprocentowanych pożyczek. Zgodnie z deklaracjami rządu ponad 80 proc. środków ma trafić do polskiego przemysłu zbrojeniowego. Jego celem jest uniezależnienie się od amerykańskiego uzbrojenia i wzmocnienie europejskiego przemysłu obronnego. Decyzje dotyczące SAFE mogą mieć długofalowe skutki dla bezpieczeństwa i gospodarki Polski.
W swoim wniosku o pieniądze z SAFE, polskie MON zawarło łącznie 139 projektów, na których realizację mają one zostać przeznaczone. Choć lista ta nie jest jeszcze jawna, wiadomo, że obejmować ma najważniejsze produkty polskiej zbrojeniówki, jak przeciwlotnicze wyrzutnie Piorun, wozy bojowe piechoty Borsuk czy armatohaubice Krab; w planach ma być także m.in. zakup tankowców powietrznych produkowanych przez europejski koncern Airbus.
Wiadomo, że SAFE ma służyć nie tylko zwiększeniu zdolności rażenia, ale także bezpieczeństwu dowodzenia – dzięki inwestycjom kryptografię – i medycynie pola walki.
Część projektów ma być realizowana we współpracy z innymi partnerami europejskimi, a także z Ukrainą.
Senat odrzucił poprawki zgłoszone przez Prawo i Sprawiedliwość. Senatorowie PiS proponowali m.in. wprowadzenie do ustawy preambuły, która zakładałaby, że wobec środków z pożyczki nie może być stosowany tzw. mechanizm warunkowości.
Według PiS, taki mechanizm mógłby w przyszłości stać się narzędziem politycznego nacisku na państwa niezgadzające się z polityką Unii Europejskiej.
PiS zwraca uwagę, że mechanizm warunkowości to możliwe ryzyko związane z programem. Zgodnie z jego założeniami wypłata środków może zostać wstrzymana lub ograniczona, jeśli ich wykorzystanie będzie sprzeczne z unijnymi zasadami fiskalnymi i prawnymi. Chodzi między innymi o brak przejrzystości, niewystarczającą kontrolę wydatkowania czy naruszenia zasad praworządności przy zarządzaniu funduszami.
Politycy PiS argumentują, że w praktyce Komisja Europejska mogłaby sięgnąć po ten instrument, by zablokować środki w sytuacji, gdy władzę w Polsce przejęłyby określone siły polityczne.
Środowisko PiS namawia prezydenta do zawetowania ustawy, ale przekaz w tej sprawie nie jest jednoznaczny. Jeden z europosłów, były wiceminister obrony i były szef kancelarii premiera Mateusza Morawieckiego Michał Dworczyk nie dostosował się do partyjnych wytycznych i zdystansował się od słów kolegów i koleżanek z PiS.
Według Kaczyńskiego program SAFE służy interesom Niemiec, które – według prezesa PiS – chcą doprowadzić do realizacji planu polegającego na przejęcia przywództwa w Europie.
Minister finansów Andrzej Domański podkreśla, że SAFE to najtańsze źródło finansowania modernizacji armii. Pożyczki mają być niżej oprocentowane niż emisja obligacji przez państwo. Program ma też wspierać polski przemysł obronny.
„Mówienie zwierzchnikowi sił zbrojnych, że powinien zawetować tę ustawę, to jest najgłupsze, co można zrobić” – komentował w TVN24 szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.
Kosiniak-Kamysz podkreślił, że warunkowość w programie SAFE dotyczy rzetelności wydatkowanych środków. Dodał, że podobna zasada warunkowości jest w innych programach europejskich. Zwrócił też uwagę, że ta zasada nigdy nie została użyta wobec Polski i jego zdaniem, nie zostanie użyta.
Premier Donald Tusk wcześniej w czwartek apelował, by nikomu w Polsce nie przyszło do głowy, żeby zablokować program SAFE, bo — jak powiedział — „będzie to oznaczało uderzenie w samo serce naszych programów polskiego bezpieczeństwa”. Zapewnił, że jego apel płynie z „głębokiej potrzeby”.
Przeczytaj także: