Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Amerykańska delegacja Steve Witkoff, Jared Kushner i Josh Gruenbaum spotkali się w nocy w Moskwie z Władimirem Putinem. Efekt? Moskwa jest zadowolona ze „szczerych rozmów”, ale zastrzega, że trwałego pokoju nie będzie bez ustępstw terytorialnych Ukrainy
Cztery godziny trwało nocne spotkanie amerykańskiej delegacji w Moskwie – poinformował Reuters, powołując się na Kreml. Steve'owi Witkoffowi i zięciowi Trumpa Jaredowi Kushnerowi, którzy do Władimira Putina pielgrzymowali już w grudniu 2025, towarzyszył tym razem Josh Gruenbaum, starszy doradca nowej Rady Pokoju prezydenta USA.
Wysłannicy Trumpa przylecieli do Władimira Putina z Davos. Był to krótki przystanek przed trójstronnymi negocjacjami w Abu Zabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie Ukraina, Rosja i USA mają ustalać warunki pokoju.
Jak przekazał doradca Putina Jurij Uszakow, rozmowy z Amerykanami były „merytoryczne, konstruktywne i bardzo szczere”. Co nie znaczy, że stanowisko Kremla zmieniło się choćby o centymetr, a wycieczki przedstawicieli Trumpa do Moskwy zwiastują przełom.
"Podczas rozmów między naszym prezydentem a Amerykanami ponownie podkreślono, że bez rozwiązania kwestii terytorialnej zgodnie z formułą uzgodnioną w Anchorage nie ma nadziei na osiągnięcie długoterminowego porozumienia” – podkreślił Uszakow, odnosząc się do ubiegłorocznego spotkania Trumpa i Putina na Alasce. Główną przeszkodą do osiągnięcia pokoju jest żądanie Putina, aby Ukraina zrzekła się terytoriów na wschodzie, które nadal kontroluje. Moskwa domaga się również, aby Ukraina zrezygnowała z ambicji przystąpienia do NATO i nie pozwala na żadne inne gwarancje bezpieczeństwa dla Kijowa po zakończeniu wojny, w tym obecności misji pokojowej z udziałem wojsk Sojuszu Północnoatlantyckiego na terytorium Ukrainy.
Doradca prezydenta Rosji powiedział, że Rosja oczywiście jest „szczerze zainteresowana” rozwiązaniem dyplomatycznym, ale dopóki to nie zostanie osiągnięte, to „będzie konsekwentnie dążyć do realizacji celów specjalnej operacji wojskowej”.
Gdy Witkoff, Kushner i Gruenbaum rozmawiali z Putinem, Donald Trump spotkał się z Wołodymyrem Zełenskim. Obaj ocenili rozmowę jako bardzo dobrą. Prezydent USA pytany przez dziennikarzy o negocjacje w Abu Zabi, stwierdził że Putin i Zełenski są gotowi zawrzeć porozumienie, choć „nie ma żadnych przewidywań” i w sumie „nic się nie zmieniło”. I dalej, w tonie, który znamy z przemówienia w Davos, Trump wyjaśniał, że USA nie mają większego interesu w rozwiązaniu konfliktu w Ukrainie. Prezydent USA mówił, że robi to wszystko dla Europy, żeby „ocalić życia”. Dodał, że jednym z tematów, o których rozmawiał z prezydentem Zełenskim była dramatyczna sytuacja mieszkańców Ukrainy, odciętych od wody i prądu w czasie siarczystych mrozów.
Amerykanie w Moskwie i Abu Zabi mają forsować nowy pomysł, czyli strefę wolnocłową. Ze „spornych” terenów wycofać mieliby się nie tylko Ukraińcy, ale i Rosjanie. A między armiami na ruinach utworzonoby strefę buforową, do której mógłby przenosić się przemysł. "Wyobraźcie sobie możliwość konkurowania bez płacenia ceł, eksportując towary do USA” – powiedział Witkoff pytany, z czym jedzie do Moskwy.
Więcej o trójstronnych negocjacjach pokojowych w tekście Agnieszki Jędrzejczyk i Krystyny Garbicz.
Przeczytaj także:
Przymus nie jest dobrą metodą na relacje transatlantyckie – mówił w Brukseli premier Donald Tusk nawiązując do presji wywieranej na Danię i Europę przez Donalda Trumpa w sprawie Grenlandii
Premier Donald Tusk rozmawiał z dziennikarzami przed rozpoczynającym się w Brukseli nadzwyczajnym szczytem Unii Europejskiej poświęconym sposobom na rozwiązanie kryzysu grenlandzkiego.
„Przymus z pewnością nie jest dobrą metodą na relacje transatlantyckie” – mówił Donald Tusk, ironizując, że „jest pod mocnym wrażeniem tego, co słyszał z ust Donalda Trumpa w Davos”. „Nie kwestionujemy przywództwa Stanów Zjednoczonych z NATO, przeciwnie, to przywództwo jest bezsprzeczne. Nasi przyjaciele z Ameryki powinni jednak uświadomić sobie różnicę między pojęciami przywództwa i dominacji” – mówił Tusk.
Premier podkreślał, że szczyt w Brukseli będzie miał inny przebieg niż początkowo sądzono, zwołany został bowiem jeszcze przed tym, jak Donald Trump ogłosił, że jest zadowolony z proponowanych mu przez sekretarza generalnego NATO rozwiązań dotyczących amerykańskiej obecności wojskowej na Grenlandii i wycofał groźbę wprowadzenia ceł na towary z ośmiu krajów europejskich, które wysłały kontyngenty wojskowe na należącą do Danii wyspę.
„Musimy pamiętać, że kluczem do relacji między sojusznikami musi być zaufanie, a nie przymus. Zjednoczona Europa to będzie najlepsze lekarstwo na te kłopoty” – mówił Tusk.
Szczyt Rady Europejskiej w Brukseli rozpocznie się o 19. Spotkanie liderów państw UE zostało zwołane tuż po tym, jak prezydent USA Donald Trump ogłosił zamiar „ukarania” 10 procentowymi cłami 8 krajów Europy, które wysłały symboliczne kontyngenty wojskowe na Grenlandię, by zaznaczyć tam swą sojuszniczą obecność i okazać solidarność poddawanej przez Stany Zjednoczone presji Danii. Sytuacja zasadniczo zmieniła się jednak w czwartek 21 stycznia. Donald Trump wygłosił w Davos osobliwe przemówienie, w którym mieszał groźby pod adresem sojuszników, jawne lekceważenie dla NATO i krytykę polityki prowadzonej przez Unię Europejską z sygnałami odprężenia w kwestii Grenlandii. Następnie Trump ogłosił, że jest skłonny zgodzić się na porozumienie zwiększające amerykańską obecność wojskową na Grenlandii jednak bez oddawania Stanom Zjednoczonym kontroli nad wyspą i wycofał się z gróźb wprowadzenia nowych taryf celnych. Szczyt w Brukseli, na którym miały zapaść decyzje o odpowiedzi na rozpoczętą przez Trumpa wojnę celną będzie więc miał zupełnie inny charakter. Liderzy państw UE będą na nim rozmawiać raczej o sposobach na ostateczne zakończenie grenlandzkiego kryzysu niż o jego ewentualnej eskalacji.
Przeczytaj także:
Prezydent Francji Emmanuel Macron poinformował, że francuska marynarka wojenna przeprowadziła na Morzu Śródziemnym abordaż tankowca należącego do rosyjskiej floty cieni. Tankowiec służył do transportu ropy objętej sankcjami
W czwartek 22 stycznia rano na Morzu Śródziemnym żołnierze sił specjalnych francuskiej marynarki wojennej weszli na pokład tankowca należącego do rosyjskiej floty cieni – poinformował prezydent Francji Emmanuel Macron. Tankowiec płynął z Rosji transportując objętą sankcjami ropę. Po abordażu jednostka została zawrócona do portu.
„Dziś rano francuska marynarka wojenna dokonała abordażu tankowca płynącego z Rosji, objętego międzynarodowymi sankcjami i podejrzanego o pływanie pod fałszywą banderą. Operacja została przeprowadzona na pełnym morzu na Morzu Śródziemnym, przy wsparciu kilku naszych sojuszników. Przeprowadzono ją w ścisłej zgodności z Konwencją Narodów Zjednoczonych o prawie morza. Wszczęto dochodzenie sądowe. Statek został zawrócony. Jesteśmy zdecydowani przestrzegać prawa międzynarodowego i zapewnić skuteczne egzekwowanie sankcji. Działalność „floty cienia” przyczynia się do finansowania wojny agresywnej przeciwko Ukrainie.” – napisał Macron na platformie X.
„To jest dokładnie ten rodzaj determinacji, jakiego potrzeba, aby zapewnić, że rosyjska ropa naftowa nie będzie już finansować wojny Rosji. Rosyjskie tankowce operujące w pobliżu wybrzeży Europy muszą zostać zatrzymane. Sankcje wobec całej infrastruktury floty cieni muszą być surowe. Statki muszą zostać zatrzymane. I czy nie byłoby sprawiedliwe konfiskować i sprzedawać ropę przewożoną przez te tankowce?” – tak na komunikat Macrona zareagował w mediach społecznościowych prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
„Rosyjska flota cieni” to zbiorcze określenie działających na rzecz Rosji jednostek morskich różnego przeznaczenia, które albo operują pod banderami krajów trzecich transportując objęte sankcjami towary, albo też wykonują działania o charakterze szpiegowskim, zwiadowczym lub militarnym pod przykrywką cywilnych działań na morzu. Unia Europejska objęła w związku z tym sankcjami już ponad 600 wymienionych z nazwy statków podejrzewanych o przynależność do floty cieni. Zatrzymany na Morzu Śródziemnym przez Francuzów najprawdopodobniej był jednym z nich.
Przeczytaj także:
„Jaką cenę jesteśmy w stanie zapłacić w polityce europejskiej za utrzymywanie tego, co ja bym określił jako iluzję strategicznego partnerstwa ze Stanami w wymiarze długofalowym? Uważam, że byłoby ogromnym błędem zapłacenie ceny w postaci podważenia naszej lojalnej współpracy z krajami UE. Nie możemy pozwolić, by Polska znalazła się poza europejskim rdzeniem odpowiedzi na politykę USA” – mówi w rozmowie z Dominiką Sitnicką z OKO.press Piotr Buras, dyrektor warszawskiego biura Europejskiej Rady Stosunków Międzynarodowych.
Sitnicka i Buras rozmawiają o polskiej reakcji na kryzys grenlandzki i o niebezpieczeństwach dla naszego kraju wynikających z coraz silniejszej presji wywieranej przez Donalda Trumpa na Europę.
Przeczytaj także:
„Każdy Viktor, który próbuje sprzedawać Rosji europejską rację stanu, zasługuje na solidne uderzenie w głowę” – tak o premierze Węgier mówił w Davos prezydent Ukrainy. Zełenski zarzucił Europie, że „dała się powstrzymać Putinowi”
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wygłosił na Forum Ekonomicznym w Davos poruszające przemówienie, wzywając Europę do przeciwstawienia się zagrożeniu ze strony Rosji i nie szczędząc krytyki swym sojusznikom z Zachodu.
Zełenski zaczął od porównania sytuacji Ukrainy i własnej do komediowego filmu „Dzień Świstaka”, którego bohater przechodzi udrękę przeżywając wielokrotnie od rana do wieczora ten sam dzień powtarzający się w pętli czasowej. „Nikt nie chciałby tak żyć, powtarzać te same rzeczy cały czas. Rok temu, tu, w Davos, mówiłem, że Europa musi wiedzieć, jak się bronić. Nic się nie zmieniło. Dlaczego? Cały czas coś się wydarza, pojawiają się zagrożenia nie tylko dla Ukrainy. Dla całego świata” – mówił Zełenski.
„W Europie trwają niekończące się wewnętrzne spory, które powstrzymują Europę przed zjednoczeniem się i uczciwą rozmową w celu znalezienia rzeczywistych rozwiązań. I zbyt często Europejczycy zwracają się przeciwko sobie nawzajem, przywódcom, partiom, ruchom i społecznościom, zamiast stanąć razem, by powstrzymać Rosję” – podkreślał prezydent Ukrainy.
Zełenski wytknął też Europie zbytnią pobłażliwość wobec działających na kontynencie ugrupowań i sił o charakterze prorosyjskim. „Wszyscy widzimy, że siły próbujące zniszczyć Europę działają bez najmniejszego problemu nawet wewnątrz Europy. Każdy Viktor, który żyje z europejskich pieniędzy, próbując jednocześnie sprzedawać Rosji europejską rację stanu, zasługuje na solidne uderzenie w głowę. A jeśli czuje się komfortowo w Moskwie, nie powinniśmy pozwolić, aby europejskie stolice stały się małymi Moskwami” – mówił Zełenski bardzo bezpośrednio nawiązując do prorosyjskiej postawy premiera Węgier Viktora Orbana.
"Jeśli Europa nie będzie postrzegana jako siła globalna, jeśli jej działania nie odstraszą złych aktorów, to będzie stale reagować, stawiając czoła nowym zagrożeniom i atakom” – mówił Zełenski nawołując do wprowadzenia ostrzejszych sankcji przeciwko Rosji.
Niepokojący był fragment, w którym Zełenski nawiązywał do kryzysu grenlandzkiego, zwracając uwagę na bardzo poważne nadwątlenie wiarygodności NATO będące jego skutkiem. „Większość nie wiedziała, co zrobić w tej sytuacji. Oczekiwano, że Ameryka się uspokoi. A co, gdyby tego nie zrobiła?” – pytał Zełenski. „Jeżeli Putin zaatakuje Litwę lub Polskę, kto zareaguje? Na razie wierzymy, że NATO w takiej sytuacji pomoże, zareaguje. Ale co, jeśli tego nie zrobi?” – pytania o Grenlandię były dla Zełenskiego wstępem do pytań o wschodnią flankę NATO.
Przeczytaj także:
Jednocześnie Zełenski krytycznie odniósł się do wsparcia udzielonego Danii przez europejskich sojuszników. Polegało ono na wysłaniu symbolicznych kontyngentów wojskowych na wyspę. „Albo ogłosicie, że europejskie bazy będą chroniły Grenlandię od Rosji i Chin i naprawdę zbudujecie te bazy, albo ryzykujecie, że nikt nie wezmie was serio, bo tych czterdziestu żołnierzy niczego nie obroni” – ironizował Zełenski dość precyzyjnie szacując rozmiary europejskich sił sojuszniczych na Grenlandii.
Wcześniej tego samego dnia Wołodymyr Zełenski rozmawiał w Davos z Donaldem Trumpem. Spotkanie prezydentów Ukrainy i USA trwało około 50 minut. Trump oceniał, że było to „bardzo dobre spotkanie” i cieszył się, że w relacjach z Ukrainą „jest proces ciągły”. O szczegółach jednak nie mowił. Powtarzał jedynie, że „wojna musi się skończyć”. Odrobinę więcej powiedział na temat rozmowy z prezydentem USA pytany o nią już po swym wystąpieniu przez dziennikarzy. Wołodymyr Zełenski. „Ja reprezentuję interesy mojego kraju. W tym kontekście muszę powiedzieć, że było ono dobre. Rosjanie atakują przede wszystkim cywili i krytyczną infrastrukturę: szpitale, szkoły, przedszkola. Jej celami są elektryczność, zasoby wodne. My się bronimy, dokonujemy cudów z dronami, ale to nie jest wystarczające, bo Rosja ma pięćset dronów irańskich dziennie plus rakiety. Dziś rozmawiałem o tym z Trumpem. Powiedziałem mu: ”Nie zapominaj o systemach obrony powietrznej. Nie zapominaj o Tomahawkach" – mówił prezydent Ukrainy.