Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Sekretarz stanu Stanów Zjednoczonych Marco Rubio powtarza wezwanie do wydawania w ramach NATO 5 proc. PKB na obronność. Europejskie obawy o to, że USA nagle wycofają się z kontynentu, określa jako „nieuzasadnione”.
Sekretarz stanu USA Marco Rubio podczas spotkania z szefem NATO Markiem Rutte 3 kwietnia w Brukseli powiedział, że wszyscy członkowie NATO, w tym Stany Zjednoczone, powinny wydawać na obronność po 5 proc. PKB. To kolejny kiedy raz, kiedy wysoki rangą członek amerykańskiej administracji tak wysoko ustawia pułap wydatków państw Sojuszu Północnoatlantyckiego na obronność. O tym, że państwa Sojuszu powinny wydawać 5 proc. na obronność, mówił też na początku stycznia prezydent Donald Trump.
Rubio podkreślił też, że „nieuzasadnione” są obawy Europejczyków o to, że USA mogą chcieć opuścić Sojusz lub nagle zmniejszyć swoją obecność w Europie. Rozważania na ten temat w mediach określił mianem „histerii”.
„Prezydent Trump bardzo wyraźnie zadeklarował, że wspiera NATO (...). USA są aktywne w ramach NATO bardziej niż kiedykolwiek (...). [Prezydent Trump] sprzeciwia się jedynie NATO, które nie ma faktycznych zdolności niezbędnych, aby dotrzymać zobowiązań wobec sojuszników” – powiedział Rubio reporterom po spotkaniu.
O tym, że USA nie mają planów wycofania się z Sojuszu, mówił też szef NATO, Mark Rutte.
„USA nie mają planu nagłego zmniejszenia swojej obecności w Europie (...), pomimo że muszą być mocniej obecne w innych regionach” – powiedział Rutte. Dodał, że jeśli Amerykanie będą chcieli skupić swoją obecność bardziej w rejonie Indo-Pacyfiku, zostanie to przeprowadzone w „skoordynowany sposób”.
Posądzanie Europejczyków o „histerię” jednak zaskakuje, zważywszy na to, że te obawy nie wzięły się znikąd, lecz były efektem niejasnych wypowiedzi członków amerykańskiej administracji dotyczących zmniejszenia zaangażowania w bezpieczeństwo Europy. Podczas konferencji bezpieczeństwa w Monachium wiceprezydent J.D. Vance mówił m.in. o tym, że największym zagrożeniem dla Europy nie jest Rosja, lecz „zagrożenie wewnętrzne” w postaci rzekomego łamania demokracji i wolności wypowiedzi. Przy czym jako przykład tego Vance podał anulowanie wyborów w Rumunii, do którego doszło na skutek nieprawidłowości w kampanii i bardzo prawdopodobnej ingerencji w wybory Rosjan. Wypowiedź Vance'a podburzyła więc zaufanie Europejczyków, bo oto przedstawiciel najważniejszego kraju sojuszniczego przedstawił zupełnie sprzeczną z ich stanowiskiem diagnozę bezpieczeństwa dla kontynentu.
12 lutego podczas spotkania ministrów obrony NATO w Brukseli sekretarz obrony USA Pete Hegseth powiedział, że USA nie będą już dłużej „głównie skupione” na bezpieczeństwie Europy, bo ważniejsza jest dla nich „zabezpieczanie własnych granic i zapobieganie wojny z Chinami”.
Hegseth powiedział też, że USA nie będą brały udziału w misji stabilizacyjnej w Ukrainie po zakończeniu wojny i że to Europa będzie musiała wziąć na siebie to zobowiązanie. Przy tym, że Europa w wielu kluczowych dla obronności obszarach polega na wsparciu Stanów Zjednoczonych, tak radykalne wykluczenie możliwości amerykańskiego zaangażowania — na etapie sprzed jakichkolwiek rozmów pokojowych — również wzbudziło ogromny niepokój i niezrozumienie sojuszników. Zwłaszcza że ci konsekwentnie powtarzali, że jakiekolwiek gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy będą skuteczne pod warunkiem, że zaangażują się w nie Amerykanie. USA otwarcie odmówiło więc wsparcia sojuszniczego w niezwykle kluczowej dla bezpieczeństwa kontynentu sprawie.
Do tego trzeba dodać wielokrotnie powtarzane przez Donalda Trumpa zapowiedzi o tym, że USA nie zaangażują się w obronę żadnego kraju, który nie wydaje na obronność co najmniej 2 proc. PKB. Takie wypowiedzi były jasnym zakwestionowaniem postanowień o kolektywnej obronie, bo te nie wiążą działania artykułu 5 NATO z poziomem wydatków na obronność.
Obecnie europejscy sojusznicy NATO wciąż mierzą się z ogromną niepewnością co do stabilności i jedności sojuszu. Wiele państw deklaruje podniesienie wydatków na obronność do poziomu ponad 2 lub 3 proc. PKB, co jest dla nich ogromnym kosztem. Jednocześnie USA wciąż przesuwają granicę minimalnych oczekiwanych wydatków. Nowy poziom wydatków na obronność państwa NATO mają ustalić na szczycie Sojuszu w czerwcu w Hadze.
Przeczytaj także: