Witaj w dziale depeszowym OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Sejm uchwalił ustawę, obniżającą składkę zdrowotną dla przedsiębiorców. Projekt poparło 213 posłów, 190 było przeciw, a 25 wstrzymało się od głosu.
213 posłów poparło rządowy projekt zmian w składce zdrowotnej. Za zmianą głosowała większość posłów Koalicji Obywatelskiej, Polski 2050 i PSL-u. Za był też jeden poseł PiS Andrzej Gawron. Przeciw było 190 posłów — w tym Lewica i Razem, a także PiS. Od głosu wstrzymało się 25 posłów — w większości Konfederacja.
Rządowa propozycja zakłada — zgodnie z uzasadnieniem – „uporządkowania oraz uproszczenia zasad rozliczania składki zdrowotnej dla przedsiębiorców i obniżenia wysokości składki zdrowotnej szczególnie dla przedsiębiorców o niskich i średnich dochodach".
Na tych zmianach mają skorzystać przede wszystkim osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą, w zależności od rodzaju opodatkowania. Składka zdrowotna do pewnego poziomu ma być ryczałtowa, a od nadwyżki dochodów procentowa.
Kwestia składki zdrowotnej podzieliła koalicjantów. Lewica już wcześniej zapowiadała, że nie poprze ustawy wprowadzającej obniżkę. Konfederacja, która redukowanie składki popiera, nie zgadza się z niektórymi przewidzianymi w projekcie rozwiązaniami.
Posłowie PiS domagali się, by ubytek w kasie NFZ wynikający z mniejszych wpływów ze składki został w całości zrekompensowany z budżetu. Resort finansów od początku zapewniał, że tak właśnie będzie, jednak PiS chce gwarancji, np. ustawowych, a nie słownych deklaracji ministra.
Jak pisaliśmy w OKO.press, NFZ zasilany jest w przeważającej mierze z naszych składek zdrowotnych. Wysokość tej składki zależy od pensji, wynosi 9 proc. dochodu. Pensje wraz z inflacją wprawdzie rosną, rośnie więc też suma uzbieranych składek, ale szybciej rosną zarówno wynagrodzenia w ochronie zdrowia, jak i koszty usług.
Polska jest jedynym krajem w Europie, w którym pracodawca nie uczestniczy w finansowaniu składki zdrowotnej.
Eksperci tłumaczą, że składkę powinno się podnieść i absolutnie nie powinno się jej obniżać wybranym grupom.
„Proponowane zmiany sprawiają, że instytucja składki zdrowotnej – mająca z założenia stanowić mechanizm solidarystycznej redystrybucji i zwalczania nierówności zdrowotnych – stanie się (jeszcze bardziej) instrumentem i bodźcem pogłębiania nierówność w zdrowiu i unikania solidarystycznego wkładu do dobra wspólnego przez najbogatszych” – pisali dla OKO.press dr Michał Zabdyr-Jamróz i dr Maria Libura.
Eskalacja globalnej wojny handlowej przez prezydenta Trumpa wywołała w czwartek najgorszą wyprzedaż na giełdach od czasu pandemii koronawirusa. Inwestorzy zaczęli się obawiać, że wysokie cła nałożone na partnerów handlowych Ameryki spowodują spowolnienie gospodarcze. W piątek na światowych giełdach trwała wyprzedaż
To najwyższe bariery handlowe od ponad wieku: 10-procentowe cło podstawowe na cały import i wyższe cła nałożone na niektórych największych partnerów handlowych kraju.
Indeks Dow Jones spadł w czwartek o prawie 4%, co stanowi największą jednodniową stratę procentową od czerwca 2020 r. Indeks S&P 500 stracił prawie 5%, a mocno technologiczny Nasdaq spadł o prawie 6%, co jest najgorszym dniem procentowym od marca 2020 r., czyli od pandemii. Ucierpiały zwłaszcza amerykańskie firmy, które duzo produkują za granicą. Akcje Nike straciły 14%, a Apple – 9%. Giełdy azjatyckie miały w piątek problemy z odbiciem. Japońskim Nikkei otwarł się ze spadkiem o 1,85%, po spadku o 2,8% z czwartku. Rynki chińskie były zamknięte z powodu święta — podaje Reuters.
Dolar tracił wobec głównych walut świata, a także złotego. Po południu w czwartek za 1 euro płacono 1,106 dolara, a za 1 dolara 3,79 zł. Rentowność amerykańskich obligacji dziesięcioletnich zeszła do 4,05 proc., ponieważ inwestorzy zaczęli inwestować w bezpieczne obligacje. Cena złota ustanowiła rekord blisko 3160 dolarów, by później spaść w okolice 3100 dolarów – podaje „Rzeczpospolita”.
Z Białego Domu napływały sprzeczne komunikaty, czy nowe cła będą na stałe, czy też są taktyka negocjacyjną Trumpa. Bo ten ogłosił, że cła „dają nam one ogromną siłę negocjacyjną”. A informacje o spadkach na giełdach zignorował: „Rynki będą przeżywać rozkwit” – obiecał Trump w czwartek. „Kraj będzie przeżywał rozkwit”.
„Jeśli obecny pakiet celny zostanie utrzymany, recesja w drugim lub trzecim kwartale jest bardzo prawdopodobna, podobnie jak rynek niedźwiedzia (spadki na giełdzie)” – powiedział Reutersowi David Bahnsen, dyrektor ds. inwestycji w The Bahnsen Group. „Pytanie brzmi, czy prezydent Trump poszuka jakiegoś rodzaju odejścia od tej polityki, jeśli — i kiedy — zobaczymy bessę na giełdzie”.
Analitycy próbują oszacować skutki obecnego ruchu administracji Trumpa. Ostrzegają, że nowe cła mogą podnieść ceny w Ameryce na wszystko, od marihuany po właśnie buty do biegania i iPhone'a Apple'a. Wysokiej klasy iPhone może kosztować nawet 2300 dolarów, jeśli Apple przerzuci koszty na konsumentów.
Premier Kanady, Mark Carney, powiedział, że Stany Zjednoczone wycofały się ze swojej historycznej roli lidera międzynarodowej współpracy gospodarczej. „Dziś gospodarka światowa jest zupełnie inna niż wczoraj” – powiedział, ogłaszając szereg ograniczonych środków zaradczych.
Chiny zapowiedziały odwet za nałożenie przez Trumpa 54-procentowego cła na import towarów z drugiej co do wielkości gospodarki świata; podobnie uczyniła Unia Europejska, na którą nałożono 20-procentowe cło.
Prezydent Francji Emmanuel Macron zaapelował do krajów europejskich o zawieszenie inwestycji w Stanach Zjednoczonych. Inni partnerzy handlowi, w tym Japonia, Korea Południowa, Meksyk i Indie, stwierdzili, że na razie wstrzymają się z jakimikolwiek represjami, gdyż chcą uzyskać ustępstwa.
Ministerstwo rolnictwa doprowadzi do osuszenia mokradeł, pogłębienia problemu suszy i działa wbrew przepisom unijnym — alarmują przyrodnicy.
Ekolodzy i aktywiści przyrodniczy alarmują: 1 kwietnia Ministerstwo Rolnictwa opublikowało informację, że na torfowiskach użytkowanych rolniczo, objętych jedną z unijnych norm dobrych praktyk rolniczych, znanych pod zbiorczą nazwą jako normy GAEC, nadal możliwe będzie osuszanie, prowadzące do dalszej degradacji bezcennych terenów podmokłych.
Konserwacja rowów melioracyjnych, obejmująca usuwanie przetamowań, koszenie roślinności wodnej, usuwanie krzewów, oraz – co 3 lata – odmulanie rowów i udrażnianie rurociągów drenarskich – te prace są według ministerstwa dozwolone na terenach, które, jak się wydawało, dopiero co udało się uratować przed nieodwracalnym osuszeniem.
Informacja resortu jest sprzeczna z celem normy GAEC 2, której stosowanie ministerstwo początkowo chciało ograniczyć do minimalnego odsetka torfowisk, ustępując dopiero pod presją Komisji Europejskiej.
Jak twierdzą dziś organizacje przyrodnicze ustępstwo było pozorne, gdyż katalog prac, o których mowa w informacji ministerstwa, wyklucza prawidłowe zastosowanie normy GAEC 2.
“Dopuszczony jest klasyczny zestaw działań prowadzących do dalszego odwadniania i degradacji torfowisk użytkowanych obecnie jako trwałe użytki zielone lub grunty orne. Skandal polega na tym, iż jest to działanie dokładnie odwrotne do wymaganego w ramach normy GAEC-2, która ma na celu ochronę gleb torfowych użytkowanych rolniczo przed dalszym odwodnieniem i połączoną z tym ogromną emisją dwutlenku węgla” – alarmuje Fundacja Greenmind.
Pod koniec 2024 roku ministerstwo zaproponowało stosowanie normy GAEC2 tylko do najlepiej zachowanych torfowisk, czyli gleb o 60 proc. zawartości materii organicznej. Zdaniem Centrum Ochrony Mokradeł i innych organizacji naukowych był to zapis szkodliwy, ponieważ tak dobrze zachowanych torfowisk w Polsce już prawie nie ma.
Tak wyśrubowany poziom obowiązywania normy sprawiłby, że zdegradowane torfowiska z mniejszą zawartością materii organicznej – niemniej wciąż cenne i możliwe do odtworzenia – uległyby presji gospodarki rolnej i nieodwracalnej degradacji. Tymczasem Polska od dekad boryka się z suszą, która w tym roku osiąga katastrofalne rozmiary po niemal bezśnieżnej zimie.
W marcu 2025 r. ministerstwo poinformowało, że Komisja Europejska nie zgodziła się na proponowany zapis. Pod naciskiem KE ministerstwo obniżyło więc kryterium do 40 proc. zawartości materii organicznej, zwiększając tym samym areał gruntów objętych normą ze 140 tys. ha do ok. 400 tys. hektarów.
“Opublikowana informacja ministerstwa o możliwości konserwacji rowów jest po prostu sabotażem zapisów normy GAEC-2 uzgodnionych z KE (…) Wynegocjowane z Komisją Europejską brzmienie krajowych zapisów normy GAEC-2 mówi jasno o zakazie budowy i odnawiania rowów i instalacji drenujących” – pisze Fundacja Greenmind.
“Ministerialna promocja dalszego osuszania torfowisk jest tym bardziej załamująca, że została ogłoszona w warunkach niespotykanej od dekad wiosennej suszy, stanowiącej ogromne zagrożenie dla trwałości nawet największych krajowych torfowisk”
- dodaje fundacja.
Ekolodzy alarmują, że osłabianie normy GAEC 2 stoi w całkowitej sprzeczności z przyjętym w połowie 2024 roku rozporządzeniem w sprawie odbudowy zasobów przyrodniczych (tzw. Nature Restoration Law, NRL). Rząd Donalda Tuska zagłosował przeciwko przyjęciu tego rozporządzenia.
Dla porównania – w Danii lub Niemczech ochroną w ramach normy GAEC2 objęto gleby organiczne odpowiednio od 12,5 proc. i 15 proc. zawartości materii organicznej. Według Centrum Ochrony Mokradeł pożądany poziom normy GAEC2 w Polsce to ok. 15-20 proc.
Sekretarz stanu Stanów Zjednoczonych Marco Rubio powtarza wezwanie do wydawania w ramach NATO 5 proc. PKB na obronność. Europejskie obawy o to, że USA nagle wycofają się z kontynentu, określa jako „nieuzasadnione”.
Sekretarz stanu USA Marco Rubio podczas spotkania z szefem NATO Markiem Rutte 3 kwietnia w Brukseli powiedział, że wszyscy członkowie NATO, w tym Stany Zjednoczone, powinny wydawać na obronność po 5 proc. PKB. To kolejny kiedy raz, kiedy wysoki rangą członek amerykańskiej administracji tak wysoko ustawia pułap wydatków państw Sojuszu Północnoatlantyckiego na obronność. O tym, że państwa Sojuszu powinny wydawać 5 proc. na obronność, mówił też na początku stycznia prezydent Donald Trump.
Rubio podkreślił też, że „nieuzasadnione” są obawy Europejczyków o to, że USA mogą chcieć opuścić Sojusz lub nagle zmniejszyć swoją obecność w Europie. Rozważania na ten temat w mediach określił mianem „histerii”.
„Prezydent Trump bardzo wyraźnie zadeklarował, że wspiera NATO (...). USA są aktywne w ramach NATO bardziej niż kiedykolwiek (...). [Prezydent Trump] sprzeciwia się jedynie NATO, które nie ma faktycznych zdolności niezbędnych, aby dotrzymać zobowiązań wobec sojuszników” – powiedział Rubio reporterom po spotkaniu.
O tym, że USA nie mają planów wycofania się z Sojuszu, mówił też szef NATO, Mark Rutte.
„USA nie mają planu nagłego zmniejszenia swojej obecności w Europie (...), pomimo że muszą być mocniej obecne w innych regionach” – powiedział Rutte. Dodał, że jeśli Amerykanie będą chcieli skupić swoją obecność bardziej w rejonie Indo-Pacyfiku, zostanie to przeprowadzone w „skoordynowany sposób”.
Posądzanie Europejczyków o „histerię” jednak zaskakuje, zważywszy na to, że te obawy nie wzięły się znikąd, lecz były efektem niejasnych wypowiedzi członków amerykańskiej administracji dotyczących zmniejszenia zaangażowania w bezpieczeństwo Europy. Podczas konferencji bezpieczeństwa w Monachium wiceprezydent J.D. Vance mówił m.in. o tym, że największym zagrożeniem dla Europy nie jest Rosja, lecz „zagrożenie wewnętrzne” w postaci rzekomego łamania demokracji i wolności wypowiedzi. Przy czym jako przykład tego Vance podał anulowanie wyborów w Rumunii, do którego doszło na skutek nieprawidłowości w kampanii i bardzo prawdopodobnej ingerencji w wybory Rosjan. Wypowiedź Vance'a podburzyła więc zaufanie Europejczyków, bo oto przedstawiciel najważniejszego kraju sojuszniczego przedstawił zupełnie sprzeczną z ich stanowiskiem diagnozę bezpieczeństwa dla kontynentu.
12 lutego podczas spotkania ministrów obrony NATO w Brukseli sekretarz obrony USA Pete Hegseth powiedział, że USA nie będą już dłużej „głównie skupione” na bezpieczeństwie Europy, bo ważniejsza jest dla nich „zabezpieczanie własnych granic i zapobieganie wojny z Chinami”.
Hegseth powiedział też, że USA nie będą brały udziału w misji stabilizacyjnej w Ukrainie po zakończeniu wojny i że to Europa będzie musiała wziąć na siebie to zobowiązanie. Przy tym, że Europa w wielu kluczowych dla obronności obszarach polega na wsparciu Stanów Zjednoczonych, tak radykalne wykluczenie możliwości amerykańskiego zaangażowania — na etapie sprzed jakichkolwiek rozmów pokojowych — również wzbudziło ogromny niepokój i niezrozumienie sojuszników. Zwłaszcza że ci konsekwentnie powtarzali, że jakiekolwiek gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy będą skuteczne pod warunkiem, że zaangażują się w nie Amerykanie. USA otwarcie odmówiło więc wsparcia sojuszniczego w niezwykle kluczowej dla bezpieczeństwa kontynentu sprawie.
Do tego trzeba dodać wielokrotnie powtarzane przez Donalda Trumpa zapowiedzi o tym, że USA nie zaangażują się w obronę żadnego kraju, który nie wydaje na obronność co najmniej 2 proc. PKB. Takie wypowiedzi były jasnym zakwestionowaniem postanowień o kolektywnej obronie, bo te nie wiążą działania artykułu 5 NATO z poziomem wydatków na obronność.
Obecnie europejscy sojusznicy NATO wciąż mierzą się z ogromną niepewnością co do stabilności i jedności sojuszu. Wiele państw deklaruje podniesienie wydatków na obronność do poziomu ponad 2 lub 3 proc. PKB, co jest dla nich ogromnym kosztem. Jednocześnie USA wciąż przesuwają granicę minimalnych oczekiwanych wydatków. Nowy poziom wydatków na obronność państwa NATO mają ustalić na szczycie Sojuszu w czerwcu w Hadze.
Podejrzana w sprawie afery RARS Anna W., była dyrektorka Biura Prezesa Rady Ministrów za czasów Mateusza Morawieckiego, została zwolniona z aresztu tymczasowego ze względu na dobro jej dziecka. Prokuratura podkreśla, że to nie jest związane z przebiegiem śledztwa.
Prokuratura uchyliła wobec Anny W. areszt tymczasowy zasądzony na wniosek prokuratora na okres 3 miesięcy przez Sąd Rejonowy Katowice-Wschód w dniu 30 stycznia 2025 r. Areszt został zastosowany jako tzw. środek zapobiegawczy, aby zapewnić prawidłowy przebieg śledztwa.
Jednak ze względu na pogarszający się stan dziecka podejrzanej, potwierdzony opiniami biegłych, 3 kwietnia prokurator zdecydował o uchyleniu aresztu. Prokuratura ma do tego prawo na mocy art. 259 § 1 pkt 2 k.p.k., który dopuszcza możliwość odstąpienia od tymczasowego aresztowania ze względu na możliwe negatywne skutki dla osoby najbliższej podejrzanej.
W okresie aresztowania Anny W. dziecko pozostało pod opieką męża podejrzanej, Marka W., który jest podejrzanym w tym samym postępowaniu.
Anna W., była dyrektor Biura Prezesa Rady Ministrów jest podejrzana o udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przyjęcie od Pawła S. korzyści majątkowej w wysokości 3,5 milionów zł w zamian za wpływanie na postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego na dostawę agregatów prądotwórczych.
Na wniosek prokuratora Sąd Rejonowy Katowice-Wschód w Katowicach w dniu 30 stycznia 2025 r. zastosował wobec Anny W. środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy. Jak podkreśla prokuratura, w momencie zastosowania aresztu okoliczności sprawy nie wskazywały na to, że pozbawienie wolności podejrzanej pociągnie za sobą ciężkie skutki dla niej samej lub jej najbliższej rodziny, co jest podstawą uchylenia stosowania aresztu.
Prokuratura podkreśla jednak, że decyzja o uchyleniu aresztu tymczasowego nie ma nic wspólnego z przebiegiem śledztwa.
„W sprawie nadal aktualne pozostają przesłanki stosowania środków zapobiegawczych, w tym istnieje duże prawdopodobieństwo, że podejrzana popełniła zarzucane jej przestępstwa” – pisze prokuratura w komunikacie.
Dlatego też, w celu zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania, prokurator zastosował wobec podejrzanej środki zapobiegawcze o charakterze wolnościowym – poręczenie majątkowe w wysokości 400 tysięcy zł, zakaz opuszczania kraju oraz dozór policji połączony z zakazem kontaktu ze wskazanymi uczestnikami postępowania. Zakaz ten nie obejmuje męża podejrzanej, Marka W.
Stworzona przez PiS Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych zawierała bez przetargów wielomilionowe kontrakty z zaprzyjaźnionymi firmami. Zarządzał nią zaufany człowiek premiera Mateusza Morawieckiego, Michał K. Najwięcej zamówień trafiało do firmy Red is Bad, założonej przez Pawła Sz. To ta spółka miała pozyskiwać od RARS ustawione zlecenia na dostawy sprzętu w trakcie pandemii. Paweł Sz. miał sprzedać Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych po zawyżonych cenach sprzęt za pół miliarda złotych. Jak wynika z dotychczasowych zeznań świadków, które ujawniła m.in. Gazeta Wyborcza, nielegalny proceder miał się odbywać bezpośrednio na zlecenie Michała K., ówczesnego prezesa RARS.