Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Szkoła bez pieniędzy to kraj bez przyszłości” – krzyczą na ulicach Francji uczniowie, którzy od przeszło dwóch tygodni walczą na ulicach o lepsze warunki do nauki. Po szkołach biegają karaluchy, brakuje nauczycieli, podstawowego wyposażenia. Protesty są instrumentalnie wykorzystywanie, np. przez Donalda Trumpa, do siania nienawiści wobec migrantów.
- Przestańcie! Stop! Już dość! – wykrzykiwał burmistrz Saint-Denis Bally Bagayok do policjantów. Polityk lewicowej partii LFI (Francja Nieujarzmiona) stanął we wtorek, 6 października między funkcjonariuszami, a uczniami stojącymi przed liceum Paul Éluard w Saint-Denis. Polityk apelował do młodych, przypominając, że choć „przemoc może być uzasadniona” to byłoby „najlepiej, gdyby można jej uniknąć”. – Z prostego powodu: kiedy wasze prawa są łamane, a wy schodzicie na złą drogę, siłą rzeczy to wy stajecie się winnymi — tłumaczył młodym polityk, cytowany przez dziennik „Le Figaro”.
Nawet 450 tysięcy osób protestuje dziś we Francji. To uczniowie szkół średnich, studenci, a także ich rodzice i nauczyciele, którzy stają, jak Bally Bagayok, między młodymi a policją — wylicza „Le Monde”. 14 proc. szkół (około pół tysiąca placówek) wciąż pozostaje zamkniętych lub zablokowanych.
We wtorek wieczorem, 6 października, w Pałacu Elizejskim prezydent Emmanuel Macron rozmawiałam z szefami resortów edukacji, spraw wewnętrznych i z premierem, aby wypracować plan wyciszenia ogólnokrajowych protestów uczniowskich. Zdecydowano m.in. o zaprzestaniu używania granatów hukowych przez policjantów. Pytania o metody działań policji są bowiem coraz głośniejsze i częstsze. Szesnastoletni licealista z Tours został oślepiony na jedno oko po postrzeleniu gumowym pociskiem. W Lens piętnastolatek stracił dłoń w wyniku eksplozji policyjnego granatu.
Tylko we wtorek policjanci zatrzymali niemal 500 osób, użyli gazu łzawiącego i armatek wodnych, by rozpędzić demonstrantów. Do szóstego października zatrzymano ponad 6 tysięcy osób, w większości niepełnoletnich. Ponad 200 uczniów jest rannych. Jak podaje „Guardian”, związki zawodowe i grupy działające na rzecz praw człowieka oskarżyły policję o stosowanie w ostatnich dniach nadmiernej siły wobec młodych protestujących. Amnesty International zaapelowała z kolei, by władze francuskie „położyły kres represjom policji nieproporcjonalnych do protestów”.
Protesty rozgrywają się też w sieci. Wiralem stało się nagranie młodej uczennicy, 18-letniej Soumayi Sarre, opisywanej przez „Le Monde”, która w krótkim filmie zwróciła się do prezydenta, mówiąc: „Ej, Macron, przesadzasz!” wskazując, że nikogo we Francji nie obchodzi zapewnienie uczniom normalnych warunków edukacyjnych. „Jeśli chodzi o narzucanie zasad ubioru, to rząd reaguje szybko” – mówi dziewczyna. Jej film stał się już pożywką dla konserwatywnych i prawicowych środowisk, które protesty studenckie chcą pożenić z problemem migracji. „To, co dzieje się we Francji, to nic innego jak niekontrolowana masowa migracja. Tu nie chodzi o szkoły. Tu chodzi o islam, który chce przejąć kiedyś wielki kraj!” – insynuuje prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump w poście na Truth Social.
Prawda jest jednak prostsza. „Nasze żądania są proste: lepsze warunki nauki, wystarczająca liczba nauczycieli, przyzwoite budynki szkolne" – mówi brytyjskiemu dziennikowi Anna, jedna z protestujących uczennic.
Protesty uczniów we Francji trwają od drugiej połowy września. Rozpoczęli je licealiści w Créteil, barykadując się 21 września w budynku szkoły. „W ciągu niespełna dwóch tygodni z lokalnego buntu przeciwko brakom kadrowym, przepełnionym klasom i fatalnemu stanowi technicznego niektórych placówek powstał największy od dekad ogólnokrajowy ruch protestacyjny francuskich licealistów” – pisze na łamach OKO.press Artur Troost.
Młodzi domagają się m.in. zwiększenia nakładów na edukację, zastępstw za nieobecnych nauczycieli (w ponad połowie publicznych szkół brakuje co najmniej jednego nauczyciela!), remontów szkół i poprawy warunków nauki. W podparyskim Seine-Saint-Denis po korytarzach biegają karaluchy i szczury, brakuje podstawowego wyposażenia. Młodzi uczniowie protestują również przeciwko przeciążeniu zajęciami i presji związanej z Parcoursup, czyli francuskim systemem rekrutacji na studia.
W Nantes spłonęła część szkoły, w Hawrze pożar uszkodził fasadę jednej z placówek. W Marsylii podpalono pojazd straży pożarnej. 6 października zablokowano lub zamknięto połowę liceów w kraju, ok. 1800. Protestujący podpalają śmietniki, rzucają kamieniami i odpalają moździerz fajerwerkową w kierunku policji.
Jak pisała na łamach OKO.press Paulina Pacuła, rząd jeszcze w ostatnich dniach września wycofał się z zapisów projektu budżetu na 2027 rok, w którym mowa o planowanych opłatach dla studentów niepobierających stypendiów sięgających 178 euro za zapis dwuletnie studia zawodowe, lub 270 euro za klasy przygotowawczego najbardziej prestiżowych szkół średnich. To jednak za mało — w przyszłorocznym budżecie zaplanowano wzrost wydatków na edukację poniżej inflacji. A więc de facto oznacza redukcję finansowania.
Protesty odbywają się bowiem w gorącym politycznie okresie — w kwietniu 2027 we Francji mają odbyć się wybory prezydenckie. Kampania wyborcza już właściwie się rozpoczęła. W sondażach prowadzi obecnie Marine Le Pen, a na drugim miejscu plasuje się Édouard Philippe, były premier i lider centroprawicowej partii Horizons. Trzeci jest Jean-Luc Mélenchon, lider LFI.
Przeczytaj także: