0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

godzinę temu

Co wiemy o wejściu straży pożarnej do mieszkania rodziny Karola Nawrockiego

„Służby muszą jak najszybciej zatrzymać osoby odpowiedzialne za prowokacje związane z fałszywymi zgłoszeniami o pożarach” – podkreślił w niedzielę premier Donald Tusk.

Co się wydarzyło

W sobotę 23 maja 2026 do mieszkania należącego do członka rodziny prezydenta RP Karola Nawrockiego weszła straż pożarna.

Zgłoszenie „wskazujące na możliwość wystąpienia pożaru w mieszkaniu [w Gdańsku] oraz zagrożenia życia osób znajdujących się wewnątrz” przyszło SMS-em na numer alarmowy o godz. 19:33 w sobotę 23 maja 2026. Następnie wyłynęło kolejne zgłoszenie „dotyczące nagłego zatrzymania krążenia” – ten opis zdarzeń pochodzi od MSWiA.

Ministerstwo zaznacza, że „próby skontaktowania z osobami zgłaszającymi nie przynosiły rezultatu”.

„Na miejsce zadysponowano służby w postaci karetki pogotowia, policjantów i funkcjonariuszy Straży Pożarnej. Pierwsze na miejscu pojawiło się pogotowie, a następnie na miejsce przybyli funkcjonariusze Państwowej Straży Pożarnej, którzy dokonali siłowego wejścia do mieszkania. Następnie do mieszkania weszli też policjanci. Wewnątrz lokalu nikogo nie zastano, nie potwierdzono również zgłoszenia dotyczącego pożaru. Policjanci zabezpieczyli mieszkanie do czasu przybycia na miejsce lokatorów”.

W nocy z soboty na niedzielę rzeczniczka MSWiA Karolna Gałecka poinformowała, że mieszkanie należy do członka rodziny prezydenta RP, a nie do samego Karola Nawrockiego. W związku z tym nie jest objęte ochroną Służby Ochrony Państwa.

Wyjaśnieniem sprawy zajmują się między innymi eksperci Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości.

Reakcja premiera i rządu

W niedzielę rano, po godz. 8, premier Donald Tusk spotkał się z przedstawicielami służb i ministrami minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński, wicepremier minister obrony narodowej Władysław Kosiniak – Kamysz, wicepremier minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski i minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak.

Jeszcze w sobotę premier kontaktował się z prezydentem. „Umówiliśmy się, co innego praktyka oczywiście, że nikt nie będzie robił z tego polityki, bo tu chodzi i o ochronę ludzi, i o ochronę potencjalnych ofiar takich prowokacji, ale też o ochronę dobrego mienia straży pożarnej czy policji” – mówił w niedzielę przed kamerami Donald Tusk.

„Trzeba się zastanowić, dlaczego prawo, które jest teoretycznie bardzo surowe, nie odstrasza sprawców takich prowokacji. To jest szczególnie ważne pytanie, bo przygniatająca część tych fałszywych zgłoszeń to są głupie dowcipy, bardzo często nieletnich” – mówił Tusk. Zapowiedział też zweryfikowanie sposobu karania za takie działania.

Co na to otoczenie prezydenta?

„Oczekujemy pełnego wyjaśnienia tej sytuacji. Oczekujemy działań o charakterze systemowym. Przez te kilkanaście dni nie ustalono niczego” – mówił w „Śniadaniu Rymanowskiego” w Polsat News rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz.

„Nazywać interwencję straży pożarnej, która zareagowała na informację o możliwym pożarze i zagrożeniu ludzkiego życia „brutalnym atakiem służb na prezydenta” to skrajny cynizm lub skrajna głupota. Kompromitujecie się” – zwrócił się premier Tusk do liderów opozycji Przemysława Czarnka i Mateusza Morawieckiego z PiS oraz Zbigniewa Boguckiego, szefa Kancelarii Prezydenta.

Sam Karol Nawrocki jeszcze nie zabrał głosu.

Jaki jest kontekst

Czy służby przekroczyły swoje uprawnienia i zareagowały nadmiarowo?

„Mamy stworzyć dwie listy obywateli? Jedni to ci, których nie wolno ruszać, a drudzy to ci pozostali? Każdy obywatel jest równy wobec prawa, każdemu przysługuje prawo do bezpiecznego zamieszkiwania. Jest zgłoszenie, mamy to traktować jako zgłoszenie realne” – komentował w radiu TOK FM reakcję służb płk Krzysztof Przepiórka, oficer służb specjalnych, współtwórca GROM. Zaznaczył, że ważne jest ustalenie, kto za tym stoi.

„Jeżeli mamy domorosłych żartownisiów, to pół biedy. Należy jednak pamiętać, że jesteśmy w stanie wojny hybrydowej. I to mogą być ludzie z zewnątrz, którym bardzo zależyb na tym, żeby aktywować służby. Politycy czerpią z tego korzyści, Bogucki niedawno powiedział, że państwo Tuska źle zareagowało. May jasne procedury, nic w nich nie należy zmieniać. Trzeba tylko namierzyć prowokatorów lub żartownisiów i przykładnie ich ukarać. Nieuchronność kary będzie skutecznym orężem przeciwko tego typu działaniom”.

MSWiA twierdzi, że wykrycie sprawców tzw. alarmów kaskadowych jest niezwykle trudne. Do dziś nie udało się ustalić np. sprawców fałszywych alarmów w czasie matur w 2019 roku.

A fałszywych zgłoszeń są tysiące. W minionym roku do straży pożarnej wpłynęło 47 tys. fałszywych alarmów. Przy czym polskie służby cierpią na braki kadrowe, tylko w warszawskiej policji jest ok. 20 proc. wakatów.

W ostatnich dniach do opinii publicznej dotarły informacje o kilkunastu fałszywych alarmach oraz wykorzystaniu telefonów osób publicznych do zamawiania pizzy. Chodzi o Sławomira Mentzena, jednego z liderów opozycyjnej Konfederacji, oraz byłego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Sławomira Cenckiewicza.

Najgłośniejszym zdarzeniem z tej serii było wejście policji do mieszkania Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego Telewizji Republika. Policja zareagowała na zgłoszenie, że w tym mieszkaniu nastolatek chce popełnić samobójstwo.

Umyślne wywołanie fałszywego alarmu dotyczącego zagrożenia życia lub mienia na dużą skalę (np. alarm bombowy w szkole czy na lotnisku) jest przestępstwem z art. 224a Kodeksu karnego. W takich sytuacjach sprawcy grozi kara od 6 miesięcy do nawet 8 lat pozbawienia wolności, a jeśli czyn wywołał poważne skutki – od 2 do 15 lat.

Przeczytaj także:

07:44 24-05-2026

Prawa autorskie: Fot. DSNS UkrainyFot. DSNS Ukrainy

Nocny atak na Ukrainę. Główny cel: Kijów. W Białą Cerkiew uderzył „Oriesznik”

Rosjanie zaatakowali Kijów pociskami balistycznymi i dronami uderzeniowymi. Na razie wiadomo o 62 rannych, dwie osoby zginęły. Kolejne dwie osoby zginęły w obwodzie kijowskim. 

W nocy 24 maja Rosjanie zaatakowali ukraińskie miasta. Głównym celem ataku była stolica Ukrainy.

“W wyniku ataku wroga na stolicę rannych zostało już 56 osób. 30 z nich przebywa w szpitalach miejskich, w tym dwoje dzieci. W tej chwili znane są dwie ofiary śmiertelne” – napisał mer Kijowa Witalij Kłyczko. AKTUALIZACJA: kijowska policja poinformowała o 62 rannych.

Zniszczenia odnotowano we wszystkich dzielnicach miasta. Szczególnie ucierpiał rejon szewczenkowski – prawobrzeżne stare centrum Kijowa: dwa budynki mieszkalne i centrum biurowe zostały uszkodzone przez spadające odłamki pocisków. Trwa usuwanie skutków ataku.

Także dwie osoby zginęły w ataku na miejscowości obwodu kijowskiego.

“Wróg zabił mężczyzn w rejonach buczańskim i obuchowskim. Szczere wyrazy współczucia dla rodzin i bliskich ofiar. Liczba poszkodowanych wzrosła do 9 osób. Wśród nich jest dziecko — dziewczynka, która nie ma jeszcze roku. Najwięcej poszkodowanych jest w rejonie fastowskim — pięć osób. Dwie ranne kobiety zostały hospitalizowane w lokalnych szpitalach, pozostałym udzielono pomocy medycznej na miejscu. Wróg celowo uderzał w pokojowo nastawione miejscowości. Uszkodzone zostały budynki mieszkalne, sklepy, przedsiębiorstwa, placówki edukacyjne i medyczne” – napisała Kijowska Obwodowa Administracja Wojskowa”

Jednym z zaatakowanych miast obwodu kijowskiego jest Biała Cerkiew. To tam – według doniesień z mediów społecznościowych – mógł uderzyć “Oriesznik”, rosyjska rakieta nowego typu. Wskazywałby na to nagrania z miejsca ataku. Wcześniej prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ostrzegał, że Rosjanie szykują atak “Oriesznikiem” na Kijów.

Prokuratura Obwodu Kijowskiego poinformowała, że ​​obecnie trwają prace nad ustaleniem rodzaju broni użytej w ataku na rejon Białej Cerkwi. Aktualizacja: Użycie przez Rosjan „Oriesznika” potwierdził rzecznik ukraińskich Sił Powietrznych Jurij Ignat.

Zaatakowano też miasta w innych obwodach Ukrainy.

W Czerkasach dron uderzył w budynek wielopiętrowy, raniąc 11 osób, w tym dwoje dzieci.

Jak poinformował Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy, w zmasowanym nocnym rosyjskim ataku łącznie odnotowano i 90 rakiet i 600 bezzałogowych systemów powietrznych. Zbito/unieszkodliwiono 55 rakiet i 549 dronów.

16:04 23-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Brendan SMIALOWSKI / AFPFot. Brendan SMIALOW...

Poufna depesza Toma Rose'a do Rubio: szok w Polsce

W Polsce nastąpił "szok polityczny”, a nawet ”poczucie zdrady” – pisał w poufnej depeszy amerykański ambasador w Polsce Tom Rose. Adresatem depeszy był m.in. sekretarz stanu Marco Rubio. Ambasador USA ostrzegał przed chaosem dotyczącym relokacji amerykańskich żołnierzy

Co się wydarzyło?

Wyciekła poufna depesza wysłana przez amerykańskiego ambasadora w Polsce Toma Rose’a do przełożonych, w tym do biura sekretarza stanu USA Marco Rubio. Jej treść opisuje portal Politico.

Depesza dotyczy zamieszania z relokacją wojsk, którym żyła cała Polska w ciągu ostatnich dni.

Tom Rose pisze, że Polska odebrała decyzję o odwołaniu rotacji amerykańskich żołnierzy mającą skutkować zmniejszeniem obecności wojsk USA w naszym kraju jako naruszenie zaufania.

Nerwowość potęgował fakt, że decyzja nie została zakomunikowana wprost, nie była jasna, a do Polski co chwilę docierały sprzeczne sygnały. Ambasador opisuje, że kwestia rotacji amerykańskich żołnierzy wywołała „rozczarowanie”, „zdziwienie” i "autentyczne zaniepokojenie”.

„Rotacyjne rozmieszczenie wojsk, zainicjowane po inwazji Rosji w 2022 roku, nigdy nie miało na celu ustanowienia stałych baz, ale nigdy nie było to konsekwentnie ani skutecznie zakomunikowane publicznie. W konsekwencji tymczasowa rotacyjna obecność stopniowo zaczęła być postrzegana w Polsce jako półtrwała gwarancja bezpieczeństwa, a my zrobiliśmy niewiele, by temu przeciwdziałać" – napisał w notatce do przełożonych Tom Rose

„Dominującą reakcją (...) jest poczucie zdrady, zwłaszcza biorąc pod uwagę powtarzające się publiczne przedstawianie Polski przez prezydenta Trumpa jako najbardziej wiarygodnego i oddanego sojusznika Ameryki w Europie”

- czytamy w ujawnionej depeszy.

Ambasador USA w Polsce przestrzegał też swoich przełożonych, że „wstrząsy w ostatnich dniach mogą wzmocnić presję na odejście od amerykańskich systemów obronnych, przyspieszenie integracji obronnej Unii Europejskiej kosztem Ameryki oraz doprowadzić do szerzenia antyamerykańskich narracji politycznych i medialnych w całym regionie.”

Tom Rose zaproponował też rozwiązanie: zmniejszenie dużej rotacyjnej obecności wojsk pancernych przy jednoczesnym ustanowieniu mniejszej, ale wyraźnie trwałej roli wojsk amerykańskich.

Trwała rola mogłaby polegać m.in. na dowodzeniu i kontroli, logistyce, rozmieszczeniu sprzętu, wsparciu logistycznym, obronie powietrznej i zdolności do szybkiego przerzucenia posiłków. Zaletą takiego rozwiązania byłoby „zaoszczędzenie milionów dolarów” w stosunku do kosztów modelu, w którym co dziewięć miesięcy rotuje brygada pancerna.

Przeczytaj także:

Jaki jest kontekst?

We wtorek 19 maja generał Alexus G. Grynkewich, naczelny dowódca sił sojuszniczych NATO w Europie i dowódca sił USA w Europie poinformował, że USA zamierzają wycofać z Europy w najbliższym czasie w sumie 5 tysięcy żołnierzy, i że dotyczy to właśnie wstrzymania planowanej rotacji pancernej brygady bojowej do Polski.

Jeszcze tego samego dnia Pentagon informował, że USA planują zmniejszyć z 4 do 3 liczbę brygad bojowych stacjonujących w Europie. Zaznaczał, że nie chodzi o brygadę pancerną, która ma być relokowana do Polski.

J.D. Vance informował, że to tylko „opóźnienie”.

Z kolei w środę 20 maja Reuters informował, że USA zmniejszają siły wojskowe, które będą dostępne dla NATO w ramach tzw. modelu sił NATO.

Pod koniec tego chaotycznego tygodnia sam prezydent Donald Trump ogłosił, że USA wyślą do Polski 5 tysięcy dodatkowych żołnierzy.

„W związku z sukcesem wyborczym obecnego prezydenta Polski Karola Nawrockiego, którego z dumą poparłem, oraz naszymi relacjami z nim, z przyjemnością ogłaszam, że Stany Zjednoczone wyślą do Polski kolejnych 5000 żołnierzy” – napisał Trump w czwartek 21 maja na platformie Truth Social.

To jednak wiele nie wyjaśnia. Czy prezydentowi chodziło o przywrócenie wstrzymanej/opóźnionej rotacji pancernej brygady bojowej z Teksasu czy o wysłanie dodatkowych 5 tysięcy żołnierzy?

Ta druga wersja oznaczałaby zwiększenie amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce w porównaniu do stanu sprzed całego zamieszania, a liczba żołnierzy USA wzrosłaby do 15 tysięcy.

Kiedy politycy obu stron politycznej sceny w Polsce sobie przypisywali ten sukces, Donald Trump robił awanturę w Białym Domu.

„Wall Street Journal” pisze, powołując się na dwóch amerykańskich urzędników, że prezydent Donald Trump nie krył wściekłości podczas rozmowy telefonicznej z sekretarzem obrony Stanów Zjednoczonych Petem Hegsethem i udzielił mu reprymendy za wstrzymanie decyzji o rotacji amerykańskich wojsk w Polsce.

Trump „zmył Hegsethowi głowę” i napomniał go, że Ameryka nie powinna traktować Polski źle, gdyż jest bliskim sojusznikiem.

Niemiecki dziennik „Bild” pisze, że Donald Trump najwidoczniej nie był poinformowany o decyzji Pentagonu w sprawie amerykańskich żołnierzy w Polsce.

Przeczytaj także:

15:07 23-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Marcin Stepien / Agencja Wyborcza.plFot. Marcin Stepien ...

„Wielki dzień dla Polski”. F-35 już w kraju

Do bazy w Łasku dotarły z USA pierwsze trzy myśliwce F-35. Czekał na nie minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz oraz szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker. Do końca 2026 roku w Polsce będzie łącznie 14 myśliwców F-35, a do końca 2027 roku do Polski mają trafić łącznie 32 maszyny

Co się wydarzyło?

Pierwsze trzy polskie F-35 wyleciały z amerykańskiej bazy w Teksasie w czwartek, po drodze zatrzymując się między innymi na Azorach. W piątek po godzinie 18 wylądowały w bazie w Łasku, gdzie czekali na nie Władysław Kosiniak-Kamysz, Paweł Szefernaker oraz dowódcy wojskowi.

F-35 eskortował osobiście w myśliwcu F-16 Ireneusz Nowak, zastępca Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych.

„To jest niesamowity wieczór, to jest wielki dzień dla Polski, dla Sił Zbrojnych Rzeczpospolitej, dla lotnictwa, dla wszystkich Polaków” – powiedział szef MON.

Minister stwierdził, że to "wielki moment, który zmienia tak naprawdę zdolności operacyjne całego polskiego wojska”.

Kosiniak-Kamysz podziękował „wszystkim tym, którzy się do tego przyczynili”, w tym również swoim poprzednikom w Ministerstwie Obrony Narodowej oraz szefowi gabinetu prezydenta Pawłowi Szefernakerowi. „Ważne, że wspólnie budujemy bezpieczeństwo” – podkreślił szef MON.

Paweł Szefernaker powiedział z kolei, że nie byłoby tego dnia, gdyby nie praca wielu osób, w tym polskich żołnierzy.

„W imieniu pana prezydenta dziękuję wszystkim zaangażowanym w ten projekt od samego początku, przede wszystkim polskim żołnierzom, personelowi technicznemu, pilotom. Tym wszystkim, którzy wiele miesięcy, lat, kilkaset godzin trenowali, ćwiczyli, uczyli się, żeby móc sprowadzić do Polski ten samolot piątej generacji, który będzie od dziś na wyposażeniu polskiej armii” – oświadczył Szefernaker.

Oficjalne, uroczyste powitanie nowych samolotów F-35 w Siłach Zbrojnych RP zaplanowane jest na 12 czerwca.

Jaki jest kontekst?

Polska otrzymała F-35 jako pierwsza w swojej części Europy — na wschodniej flance NATO. Finowie dostaną je za kilka miesięcy, a Czesi, Rumuni czy Niemcy dopiero za kilka lat.

F-35 to myśliwce piątej generacji, najbardziej zaawansowane samoloty bojowe stworzone przez koncern Lockheed Martin.

Mjr rez. Michał Fiszer, były pilot i ekspert wojskowy, wyjaśniał na platformie X, że F-35A mają działać nie tylko jako maszyny bojowe, ale także jako platformy rozpoznawcze.

Pierwszym z kluczowych elementów jest radar Northrop Grumman AN/APG-81. To system, który wykrywa małe cele powietrzne z odległości nawet 150 km. Dzięki technologii AESA radar może równocześnie śledzić 22-24 cele powietrzne.

Ten sam radar wspiera również obserwację celów na ziemi i pozwala tworzyć bardzo dokładne obrazy obiektów naziemnych i porównywać je z biblioteką danych.

Radar współpracuje ze zintegrowanym systemem elektronicznej samoobrony samolotu BAE Systems AN/ASQ-239 Barracuda, i to jest to drugi kluczowy element F-35. Pasywne rozpoznanie pozwala na lokalizowanie radarów i systemów zakłóceń elektronicznych wroga, ich identyfikacje i przekazywanie danych o ich położeniu do celu budowy jednolitego obrazu sytuacji taktycznej.

Trzecim elementem są systemy elektrooptyczne, zestaw kamer termowizyjnych wokół samolotu AN/AAQ-37 Distributed Aperture System (DAS) oraz wbudowany zasobnik celowniczy z kamerami i laserem Lockheed Martin AN/AAQ-40 Electro-Optical Targeting System (EOTS) – pisze mjr Fiszer. Wszystko to pozwala na obserwację za pomocą obrazu tworzonego w kanale podczerwieni i w paśmie widzialnym, a to umożliwia precyzyjny pomiar odległości do obiektów naziemnych i podświetlanie obiektów laserem dla środków bojowych.

Czwartym jest system wymiany informacji złożony z dwóch niezależnych systemów, skrytym Multifunction Advanced Data Link (MADL) do komunikacji z innymi F-35 oraz tradycyjny Link-16 do komunikacji z różnymi użytkownikami terminali Link-16. To z kolei pozwala na integrację różnych danych i informacji w jednolity obraz sytuacji taktycznej i jego dystrybucję w czasie rzeczywistym do wielu innych użytkowników, którzy mogą korzystać z informacji zebranych przez całą grupę F-35 jednocześnie.

Major Fiszer podkreśla, że to wszystko są narzędzia służące nie tylko siłom powietrznym. To może też być cenne źródło informacji dla wojsk lądowych, służące tak do celów targetingu (wskazywania celów do zniszczenia), jak i do podejmowania ważnych decyzji.

Przeczytaj także:

13:50 23-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Globsec mat. pras.Fot. Globsec mat. pr...

Petr Pavel: Europa musi pokazać zęby wobec Rosji

Europa musi zacząć zdecydowanie odpowiadać na rosyjskie działania hybrydowe – apeluje prezydent Czech Petr Pavel. Ostrzega, że brak reakcji tylko ośmiela Moskwę do dalszej eskalacji wobec państw NATO.

Co się wydarzyło?

Prezydent Czech Petr Pavel wezwał państwa NATO do bardziej zdecydowanych działań wobec Rosji w odpowiedzi na nasilające się prowokacje hybrydowe na wschodniej flance Sojuszu. Podczas briefingu prasowego w trakcie konferencji GLOBSEC w Pradze Pavel ostrzegł, że Moskwa od lat działa „tuż poniżej progu artykułu 5 NATO”, testując determinację Sojuszu.

– Rosja niestety nie rozumie łagodnego języka. Rozumie przede wszystkim język siły, najlepiej połączony z działaniem – powiedział Pavel, w odpowiedzi na pytanie dziennika „The Guardian”.

Czeski prezydent apelował, by NATO odpowiadało na rosyjskie działania w sposób „wystarczająco zdecydowany”, także asymetryczny. Jako możliwe środki wymienił m.in. zakłócenia rosyjskiej infrastruktury internetowej i satelitarnej czy dalsze odcinanie Rosji od zachodnich systemów finansowych.

– Jeśli naruszenia przestrzeni powietrznej NATO będą się powtarzać, będziemy musieli podjąć decyzję także o zestrzeliwaniu zarówno bezzałogowych, jak i załogowych statków powietrznych – stwierdził Pavel.

Według prezydenta Czech Rosja wykorzystuje ostrożność części europejskich państw i brak zdecydowanej reakcji Zachodu.

– Kiedy pytałem rosyjskich dowódców, dlaczego prowadzą prowokacyjne działania w powietrzu czy niebezpieczne przeloty nad okrętami NATO, odpowiadali: „bo możemy”. To dokładnie taki rodzaj zachowania, na który pozwoliliśmy – powiedział.

„Rosja rozumie język siły”

Petr Pavel był gościem konferencji GLOBSEC w Pradze. W swoim wystąpieniu podkreślał, że Rosja pozostaje centralnym zagrożeniem dla Europy, a wobec coraz większego skupienia USA na innych regionach świata Europa musi szybciej budować własne zdolności wojskowe.

– Pokoju w Europie nie można już traktować jako danego. Musi on być ponownie aktywnie chroniony, broniony i utrzymywany. Europa musi wziąć większą odpowiedzialność za własną obronę – apelował.

Pavel podkreślał, że samo zwiększanie wydatków obronnych nie wystarczy. Według niego Europa musi rozwijać obronę przeciwlotniczą, logistykę, mobilność wojskową i przemysł zbrojeniowy.

– Nie ma czasu do stracenia – mówił.

Wzywał też do uproszczenia europejskich regulacji dotyczących przemysłu obronnego.

– Jeśli tego nie zrobimy, przyszły konflikt przegramy przez przeszkody biurokratyczne – ostrzegał.

Prezydent Czech apelował również o dalsze wspieranie Ukrainy.

– Wspieranie Ukrainy nie jest działalnością charytatywną. To bezpośrednia inwestycja we własne bezpieczeństwo Europy – mówił.

Europa musi przygotować się sama

Podczas rozmowy z dziennikarką portalu Politico Anne McElvoy Pavel ostrzegał także przed rosnącą niepewnością wokół przyszłej obecności wojsk USA w Europie.

– Niepokoi mnie niepewność i nieprzewidywalność, które widzimy dziś nawet wewnątrz NATO – mówił, odnosząc się do sprzecznych komunikatów dotyczących amerykańskich wojsk w Polsce i Niemczech.

Prezydent Czech dziwił się również sposobowi komunikowania zmian przez Waszyngton. Jak mówił, decyzja o dodatkowym rozmieszczeniu wojsk USA w Polsce została ogłoszona bez wyraźnej koordynacji z NATO.

– To zaskakujące, gdy uświadomimy sobie, że Naczelny Dowódca Sił Sojuszniczych w Europie, który jest amerykańskim czterogwiazdkowym generałem, prawdopodobnie nie został poinformowany o planowanych zmianach – stwierdził Pavel, odnosząc się do – jak się okazało – błędnych informacji podanych przez generała Alexusa G. Grynkevicha na konferencji prasowej po spotkaniu Komitetu Wojskowego NATO we wtorek 19 maja.

Podkreślał, że zapowiedzi redukcji sił USA w Europie trzeba traktować „bardzo poważnie”, szczególnie w zakresie amerykańskich zdolności logistycznych, wywiadowczych i transportowych.

– Państwa europejskie są w stanie zastąpić te zdolności, ale oczywiście zajmie to trochę czasu – ocenił.

Pavel ostrzegł również, że „ryzyko konfliktu w Europie jest dziś większe niż kiedykolwiek od zakończenia II wojny światowej”, a Rosja nadal prowadzi działania destabilizacyjne i hybrydowe.

Jaki jest kontekst?

W ostatnich tygodniach państwa bałtyckie i NATO alarmują o nasilających się incydentach związanych z rosyjską wojną hybrydową. 19 maja nad Estonię wleciał dron lecący z kierunku Rosji, który został zestrzelony przez samolot NATO. Tego samego dnia Łotwa dwukrotnie ogłaszała alarm powietrzny po wykryciu obiektów, które mogły naruszyć jej przestrzeń powietrzną. NATO poderwało myśliwce Baltic Air Policing. Według władz regionu były to ukraińskie drony, które zostały przekierowane nad terytorium państw bałtyckich przez rosyjskie systemy walki elektronicznej.

Równolegle Rosja nasiliła oskarżenia wobec państw bałtyckich. 19 maja ambasador Rosji przy ONZ Wasilij Nebenzia stwierdził, że Ukraina, w porozumieniu z państwami bałtyckimi, planuje prowadzić ataki dronowe z terytorium Łotwy i innych państw regionu. Ostrzegał też, że NATO „nie ochroni” ich przed rosyjskim odwetem. Łotwa odrzuciła te zarzuty jako „czystą fikcję”.

22 maja prezydenci Estonii, Łotwy i Litwy wydali wspólne oświadczenie potępiające rosyjskie prowokacje i kampanię dezinformacyjną. Podkreślili, że państwa bałtyckie nigdy nie pozwalały na wykorzystywanie swojego terytorium do ataków na Rosję i wezwali NATO do wzmocnienia obrony przeciwlotniczej oraz zdolności antydronowych na wschodniej flance.

Pomimo nasilających się działań hybrydowych ze strony Rosji Stany Zjednoczone podjęły decyzję o ograniczeniu obecności wojskowej w Europie. Proces ten jest jednak komunikowany w tak chaotyczny sposób, że wciąż nie wiadomo, jak duży docelowo ma być kontyngent wojsk amerykańskich w Europie oraz jakie jednostki zostaną wycofane.

Przeczytaj także: