Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
USA zmniejszają siły wojskowe, które będą dostępne dla NATO – poinformowała agencja Reutera, powołując się na trzy źródła w amerykańskiej administracji. Informacje w tej sprawie mają zostać przekazane sojusznikom jeszcze w tym tygodniu.
Wycofanie 5 tysięcy żołnierzy z Europy, w tym anulowanie wysłania batalionu dalekiego rażenia do Niemiec, opóźnienie wysłania do Polski rotacyjnej brygady bojowej, obniżenie rangi dowództwa amerykańskich sił w Europie – to nie koniec zmian zaangażowania USA w NATO. Jak wynika z doniesień agencji Reutera, USA mają poinformować w tym tygodniu sojuszników o zmniejszeniu amerykańskich sił dostępnych dla NATO w ramach tzw. modelu sił NATO (z ang. NATO Force Model), czyli do dyspozycji w sytuacji kryzysu, np. ataku na któreś z państw NATO.
Model sił NATO to ramy organizacyjne udostępniania Sojuszowi sił krajowych. Daje on przywódcom politycznym i wojskowym NATO wiedzę o tym, jakie siły krajowe mogą być udostępnione dla Sojuszu w czasie pokoju, kryzysu i konfliktu w celu wsparcia trzech podstawowych zadań NATO: odstraszania i obrony, zapobiegania kryzysom i zarządzania nimi oraz obrony zbiorowej. Opiera się on na trójstopniowym systemie gotowości:
Jak wynika z informacji od trzech źródeł z amerykańskiej administracji, USA planują zmniejszenie sił amerykańskich, które będą do dyspozycji Sojuszu. Nie wiadomo, czy chodzi tylko o te siły, które mają zostać wycofane z Europy, czy o kolejne jednostki.
Informacje w sprawie mają zostać przekazane europejskim sojusznikom pod koniec tygodnia. Prawdopodobnie podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych państw NATO, które jest zaplanowane na 21 i 22 maja w Szwecji. Polskę na spotkaniu będzie reprezentował minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Stany Zjednoczone sekretarz stanu Marco Rubio.
Administracja Donalda Trumpa dokonuje „dostosowania” swojej obecności wojskowej w Europie. Proces jest jednak komunikowany w taki sposób, że więcej nie wiadomo, niż wiadomo.
Zgodnie z informacjami przekazanymi we wtorek 19 maja przez generała Alexusa G. Grynkewicha, naczelnego dowódcę sił sojuszniczych NATO w Europie i dowódcę sił USA w Europie, USA zamierzają wycofać z Europy w najbliższym czasie w sumie 5 tysięcy żołnierzy, ale na tym najpewniej się nie skończy.
„W miarę jak sojusznicy będą rozwijać swoje zdolności, Stany Zjednoczone mogą wycofywać część własnych sił i wykorzystywać je do innych globalnych priorytetów. Należy się więc spodziewać, że z czasem nastąpi kolejne przegrupowanie sił amerykańskich” – mówił Grynkewich.
Tego samego dnia Pentagon informował, że USA planują zmniejszyć z 4 do 3 liczbę brygad bojowych stacjonujących w Europie. Nie wiadomo jeszcze, których konkretnie, choć ze słów Grynkewicha wynikało, że tej w Polsce. W środę 20 maja w Waszyngtonie są wiceministrowie obrony Cezary Tomczyk i Paweł Zalewski, którzy mają dowiedzieć się więcej o planach USA.
Temat zmniejszenia zaangażowania USA w obronę kontynentu europejskiego, a także szerszych wątpliwości Donalda Trumpa co do sensu amerykańskiej obecności w NATO obecny był w debacie podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa, a szczególnie nasilił się w kampanii przed drugą kadencją oraz po objęciu władzy przez Trumpa po raz drugi w styczniu 2025.
Trump cyklicznie podważał w swoich wypowiedziach obowiązywanie artykułu 5 NATO o kolektywnej obronie, by następnie uspokajać sojuszników, że USA traktują zobowiązania wobec sojuszników NATO poważnie.
Podczas szczytu NATO w Hadze w czerwcu 2025, na skutek wymogów prezydenta Trumpa, sojusznicy zobowiązali się do znacznego podniesienia wydatków na obronę – z obowiązujących od 2014 roku 2 proc. PKB (większość sojuszników zrealizowała to zobowiązanie dopiero w 2025 roku), do w sumie 5 proc. PKB do 2035 roku (3,5 proc. na obronność i 1,5 proc. na technologie podwójnego zastosowania). Ale faktem jest, że przez lata Europa wydawała na obronność ułamek tego, co wydawały Stany Zjednoczone. To spowodowało zastój w europejskim przemyśle zbrojeniowym i wygenerowało braki w kluczowych zdolnościach obronnych, które do tej pory były zaspokajane przez USA.
Ostatnie decyzje amerykańskie dotyczące zaangażowania w NATO są realizacją ogłoszonych pod koniec zeszłego roku amerykańskich strategii bezpieczeństwa narodowego i obrony.
Amerykańskie media donosiły także w grudniu, że USA oczekują, że Europa przejmie odpowiedzialność za konwencjonalną obronę kontynentu już w 2027 roku. USA mają wciąż zapewniać Europie parasol nuklearny oraz wspierać armie europejskie w zapewnianiu tych zdolności, w których Europa ma braki.
Niepokojący jest jednak czas ogłaszania zmian przez administrację Trumpa.
Eksperci ds. bezpieczeństwa, w tym służby europejskiego wywiadu alarmują, że Europa znajduje się obecnie w „oknie podatności” na atak. Jeśli wojna w Ukrainie ulegnie wygaszeniu, Rosja może potrzebować zaledwie roku na to, by odbudować swoje zdolności na tyle, by być w stanie zaatakować któreś z państw NATO. Najważniejsze europejskie inwestycje zbrojeniowe mają zostać zrealizowane do 2030 roku – przede wszystkim w ramach programu SAFE. Jedynym krajem, który może cieszyć się z tego, jaki moment administracja Trumpa wybrała na dokonywanie zmian w zakresie swojej obecności w NATO, jest Rosja.
Ale władze Polski uspokajają też, że ogłoszone przez Amerykanów zmiany są niewielkie i nie będą dotyczyć bezpośrednio Polski. Na kontynencie stacjonuje w sumie około 84 tysięcy amerykańskich żołnierzy, w tym siły rotacyjne. Wielkość amerykańskiej obecności w Europie fluktuuje – po wybuchu wojny w Ukrainie w 2022 roku był nawet moment, że w Europie było 100 tysięcy amerykańskich żołnierzy. Wycofanie w tej chwili 5 tysięcy to w tej perspektywie wciąż nieduża korekta.
To nie pierwszy raz, gdy Donald Trump zapowiada wycofanie amerykańskich żołnierzy z Europy – informuje PAP. W 2020 r. Trump zapowiedział wycofanie 9,5 tys. żołnierzy z Niemiec, zarzucając Berlinowi niewypełnianie zobowiązań wobec NATO. Berlin nie przeznaczał bowiem wówczas na obronność 2 proc. PKB. Część wojsk miała trafić do Polski, ale te plany nie zostały wówczas zrealizowane.
Zapowiedzi Waszyngtonu są tak chaotyczne, że wciąż jeszcze nie można mieć pewności, na czym ostatecznie stanie.
Przeczytaj także: