Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

10:17 11-04-2026

Prawa autorskie: Photo by Jacquelyn MARTIN / POOL / AFPPhoto by Jacquelyn M...

Pakistan. Dziś kluczowe rozmowy na linii USA – Iran

W stolicy Pakistanu powiewają flagi i banery z napisem: „Rozmowy w Islamandzie- kwiecień 2026”. Negocjacje pokojowe między Iranem a Stanami Zjednoczonymi mają rozpocząć się w sobotę. Warunki rozmów, agenda spotkania ani nawet jego formuła nie są na razie znane.

Co się wydarzyło?

Wiceprezydent J.D. Vance oraz Steve Witkoff oraz Jared Kushner będą reprezentować Stany Zjednoczone podczas rozmów pokojowych z Iranem, które mają odbyć się w Pakistanie. Amerykańska delegacja wylądowała w Islamadzie po godzinie 10:30 czasu lokalnego (czyli ok. 7:30 czasu polskiego) i udała się do Hotelu Serena, gdzie najprawdopodobniej odbędą się rozmowy.

Reprezentacja Iranu w stolicy Pakistanu przebywa już od piątkowego wieczora. Do stołu zasiąść mają m.in. minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi oraz przewodniczący parlamentu Mohammad Bager Ghalibaf.

Szanse na sukces sobotnich rozmów pokojowych są jednak nikłe. Jak potwierdza agencja Reutersa, Teheran poddaje w wątpliwość możliwość samego rozpoczęcia rozmów. Władze Iranu postawiły bowiem dwa warunki:

  • uwolnienie zamrożonych aktywów Irany przechowywanych w Katarze i innych zagranicznych bankach, na co USA się zgodziło
  • zawieszenie broni w Libanie, na co Izrael zgodzić się nie chce, wciąż atakując Bejrut.

Jak pisaliśmy w OKO.press, Iran na kolejne ostrzeliwania Bejrutu (dokonane dzień po zawieszeniu broni w Iranie) zareagował szybko, zamykając strategiczną dla Donalda Trumpa Cieśnię Ormuz. Prezydent USA nacisnął na premiera Izraela i w efekcie dojdzie do spotkania między ambasadorami Izraela i Libanu w USA. Jak potwierdził ambasador Izraela w USA Yechiel Leiter, strony zgodziły się na pierwsze spotkanie we wtorek w Departamencie Stanu USA i przy udziale Stanów Zjednoczonych.

Polska Agencja Prasowa, powołując się na irańską telewizję państwową, poinformowała o 11:50, że delegacja z Teheranu rozpoczęła spotkanie z premierem Pakistanu Shehbazem Sharifem. Media podnoszą, że negocjacje prawdopodobnie będą miały format podobny tego z rozmów na temat irańskiego programu nuklearnego, które odbywały się przed rozpoczęciem amerykańsko-izraelskiego ataku. Delegacje USA i Iranu nie będą rozmawiać bezpośrednio, lecz przez pośredników.

Jaki jest kontekst?

Wojna Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem rozpoczęła się 28 lutego. W nocy z wtorku na środę strony zgodziły się na dwutygodniowe zawieszenie broni.

Strategicznym punktem rozmów pokojowych będą Liban oraz Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa nawet 20 procent światowego handlu ropą.

Jak pisała w OKO.press Agnieszka Jędrzejczyk, "europejskie lotniska poinformowały, że za trzy tygodnie zaczną doświadczać niedoborów paliwa lotniczego. Zakłócenia w dostawach energii spowodowały już wzrost inflacji i spowolnienie światowej gospodarki, a skutki tych zakłóceń będą się utrzymywać przez wiele miesięcy, nawet jeśli negocjatorom uda się ponownie otworzyć cieśninę.

Opublikowane w piątek miesięczne dane dotyczące inflacji w USA, będące pierwszymi, które pokazały wpływ wojny, wykazały, że ceny konsumpcyjne wzrosły w marcu o 0,9%, co jest najszybszym wzrostem od szoku inflacyjnego z połowy 2022 r., który osłabił poparcie dla poprzednika Trumpa, Joe Bidena".

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

08:59 11-04-2026

Prawa autorskie: mat. prasowe NASAmat. prasowe NASA

Finał misji Artemis II. Załoga wróciła z Księżyca

„Kapsuła w pozycji pionowej. Cała czwórka w doskonałej formie" – zameldował dowódca Reid Wiseman. Czteroosobowa załoga misji Artemis II wróciła na Ziemię i kilka minut po godzinie drugiej polskiego czasu wylądowała bezpiecznie na wodach Pacyfiku, u wybrzeży San Diego.

Co się wydarzyło?

„Co za podróż” – podsumował dowódca załogi Artemis II.

50-letni astronauta był najstarszą osobą, jaka poleciała poza niską orbitę okołoziemską. Członkowie jego misji:

  • specjalista misji Christina Koch – pierwsza kobieta, która poleciała dalej niż na niską orbitę okołoziemską
  • Jeremy Hansen – pierwszy obywatel innego kraju niż USA (Kanada), który wziął udział w takiej wyprawie
  • pilot Victor Glover – pierwsza czarna osoba na historycznej misji załogowej

zapisali się na kartach historii świata. Nigdy dotąd astronauci nie byli tak daleko. Czteroosoba załoga Artemis II oddaliła się od Ziemi na przeszło 406 tysięcy kilometrów i okrążyli Księżyc, oglądając go m.in. z niewidocznej z Ziemi strony, których ludzkie oko nigdy wcześniej nie widziało.

NASA astronaut Victor Glover, Artemis II pilot, left, and NASA astronaut Christina Koch, Artemis II mission specialist are seen sitting on a Navy MH-60 Seahawk from Helicopter Sea Combat Squadron (HSC) 23 on the flight deck of USS John P. Murtha after they and fellow crewmates CSA (Canadian Space Agency) astronaut Jeremy Hansen, Artemis II mission specialist, and NASA astronaut Reid Wiseman, Artemis II commander, were extracted from their Orion spacecraft after splashdown, Friday, April 10, 2026, in the Pac
Victor Glover oraz Christina Koch (w pomarańczowym), połowa załogi Artemis II po wylądowaniu na Ziemi. Fot.: mat. prasowe NASA

Wcześniejszy rekord odległości należał do załogi misji Apollo 13 z 1970, która dotarła o ponad 6,6 tysiąca kilometrów bliżej niż dziś Artemis II.

Załoga wylądowała u wybrzeży San Diego w piątek o godzinie 17:07 (druga w nocy czasu polskiego). I otworzyła drogę do powrotu ludzi na Księżyc, a w przyszłości – także na Marsa. Jak przekazuje NASA, załoga Artemisa II wykonała na pokładzie przeszło siedem tysięcy zdjęć, w tym to ikoniczne, na którym widać nocny glob w świetle odbitym od Księżyca, z wyraźnie widoczną poświatą zorzy polarnej, a także fotografie dalekiej strony księżyca (nazywanej czasem ciemną). Załoga wykonała szereg testów i zebrała materał badawczy, który posłuży do ulepszania kolejnych misji na Księżyc.

Misja załogi Artemis II trwała dokładnie dziewięć dni, jedną godzinę i 32 minuty. Po udanym lądowaniu, astronauci przeszli podstawowe badania lekarskie, a potem odlecieli samolotem NASA do Centrum Kosmicznego im. Johnsona w Houston.

Jaki jest kontekst?

„Nigdy wcześniej ludzie nie przelecieli tak blisko bieguna południowego Księżyca, żadnemu z astronautów nie udało się wcześniej zobaczyć niektórych z miejsc i zjawisk. I tu widać wartość ludzkiego oka, której według mnie nie da się przecenić. W przypadku misji bezzałogowych wysyłamy próbnik, który nie ma wolnej woli, decyzyjności, nie może zorientować się w tym, co jest warte większej uwagi. Ludzkie oko ma inny zakres widzenia. Zakładam, że żadna z sond nie mogłaby dostrzec rozbłysków na powierzchni Księżyca, które zauważyli astronauci, i co zszokowało członków kontroli misji w Houston” – mówił OKO.press Maciej Myśliwiec, przedsiębiorca branży kosmicznej, właściciel marketingowej Space Agency i popularyzator nauki.

Lot Artemis II stanowi przełom w programie Artemis, który w ciągu kilku kolejnych lat ma doprowadzić do powrotu astronautów na powierzchnię naszego naturalnego satelity. Dobić tam ma misja Artemis IV, planowana na 2028 rok – choć możliwe jest tu opóźnienie.

Za program lotów na Księżyc odpowiada NASA ze wsparciem Kanady, Japonii czy Europejskiej Agencji Kosmicznej, której członkiem jest Polska. Obok rozwija się jednak też chiński program kosmiczny. Pekin twierdzi, że zamierza wysłać ludzi na Księżyc do 2030 roku.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

00:05 11-04-2026

Prawa autorskie: People attend the so-called concert ‘Rendszerbonto’ (“Demolition of the System”), which features more than 40 artists and is organized by the citizen resistance movement on Heroes’ Square in Budapest on April 10, 2026, two days before general elections. (Photo by Ferenc ISZA / AFP)People attend the so...

Węgrzy gotowi obalić system. Kilkaset tysięcy osób na ulicach Budapesztu

„Teraz liczy się tylko to, by odsunąć Fidesz od władzy” – mówi OKO.press Marina uczestniczka największej demonstracji politycznej na Węgrzech po 1989 roku.

Lili i Maja przyszły na koncert-manifestację w Budapeszcie razem z koleżankami z klasy. Nie mają jeszcze 18 lat, nie mogą głosować, ale chcą, żeby reżim Orbána upadł.

W siedmiogodzinnym koncercie-manifestacji przeciwko władzy premiera Viktora Orbána 10 kwietnia w Budapeszcie wzięło udział kilkaset tysięcy osób. Wydarzenie zorganizowane na dwa dni przed wyborami parlamentarnymi przez Róberta Puzséra, znanego węgierskiego komentatora i aktywistę, to największa demonstracja polityczna po 1989 roku.

Na Plac Bohaterów ludzie schodzili się od późnych godzin popołudniowych. Nam nie udało się dotrzeć pod scenę, utknęłyśmy w tłumie na obrzeżach.

Kobieta sprzedająca wodę ma wetknięty wśród zgrzewek baner Tiszy. A na stoisku ze słodyczami największym zainteresowaniem cieszy się rolada w barwach węgierskiej flagi narodowej. Atmosfera jak z polskiego Openera miesza się z atmosferą wiecu politycznego. Transparentów jest niewiele, ale tłum ochoczo podchwytuje antyrządowe hasła. Dominują młodzi z pokolenia Zet.

Zbliżając się do Placu Bohaterów – tego samego, na którym w 1989 roku Viktor Orbán w słynnym przemówieniu wyganiał z Węgier radzieckie wojska – mijamy „kapliczkę” upamiętniającą zamordowanego rosyjskiego opozycjonistę Aleksija Nawalnego i innych więźniów politycznych. Po drugiej stronie ulicy stoi budynek ambasady rosyjskiej. Hasło „Ruscy do domu!” było jednym z najczęstszych okrzyków.

Na koncercie „Rozwalić system” 50 zespołów i artystów zagrało po jednej, krytycznej wobec reżimu Orbán piosence. Udział wzięli też sygnaliści, którzy stali się ostatnio gwiazdami niezależnych mediów. Bence Szabó, były funkcjonariusz policji i śledczy Narodowego Biura Śledczego, oraz Szilveszter Pálinkás, kapitan węgierskiej armii i oficer sił specjalnych.

„Zmiana jest możliwa”

„Czekam na wybory, czekam na zmiany. Moja córka tu jest, mnóstwo młodych ludzi tu jest. To historyczny moment. Pierwszy raz naprawdę możliwa jest zmiana” – mówi Marina, projektantka wnętrz. Jak podkreśla, nie identyfikuje się w pełni z nową opozycją, ale dziś „liczy się tylko to, by odsunąć Fidesz od władzy”.

Wspomina, że kiedyś głosowała na partię Viktora Orbána. – „Głosowałam na Fidesz w 2002 roku, to była zupełnie inna partia”. Z czasem jednak przyszło rozczarowanie: podział społeczeństwa, rządzenie przez zastraszanie i poczucie, że „ludzie zaczęli traktować się jak wrogowie”.

Daniel Sárdi przyznaje, że po raz pierwszy od lat wierzy w realną zmianę. – „Zawsze głosowałem na opozycję, ale dopiero teraz czuję, że to się może naprawdę udać” – mówi. Jego zdaniem kluczowe jest to, że poprzednie próby jednoczenia opozycji były niewiarygodne i „sztuczne”.

Dziś sytuacja wygląda inaczej, ale – jak zaznacza – nie oznacza to pełnego zaufania do nowej siły politycznej. – „Nie utożsamiam się ideologicznie z Peterem Magyarem, ale to nie ma dziś znaczenia” – mówi.

Zoltán Batka ocenia, że niezależnie od wyniku system Viktora Orbana wchodzi w fazę rozpadu. – „Nawet jeśli wydarzy się cud i Fidesz utrzyma większość, ten system i tak się sypie” – mówi. Jego zdaniem skala problemów gospodarczych i społecznych sprawia, że pytanie nie brzmi już czy zmiana nastąpi, lecz kiedy.

Kto wystąpił na koncercie w Budapeszcie?

Ogromne owacje tłumu wywołało pojawienie się na scenie sygnalistów. Bence Szabó w ostatnim tygodniu przed wyborami ujawnił – w rozmowie z portalem śledczym Direkt36 – informacje o operacjach służb specjalnych i policji przeciwko głównej partii opozycyjnej Tisza. Szilveszter Pálinkás w 2026 roku stał się sygnalistą po ujawnieniu w mediach krytycznych informacji o stanie i morale Sił Zbrojnych Węgier.

„W idealnym systemie nie byłoby potrzeby organizowania koncertu obalającego system, a fakt, że on się odbywa, pokazuje, że system nie jest idealny” – mówił Szabó. Podkreślał, że „państwo nie może być równe partii, a partia nie może być równa państwu”.

"W tym systemie nasze prawa konstytucyjne nie są skutecznie egzekwowane. To musi się skończyć” – mówił sygnalista.

Szilveszter Pálinkás, były kapitan armii węgierskiej i oficer sił specjalnych, rozpoczął swoje wystąpienie refleksją o służbie i etyce.

„Życie nie jest równym marszem, lecz operacją w nieznanym terenie, gdzie nie ma mapy ani pewnej drogi, są tylko decyzje, a w takich momentach nie stopień ani wyposażenie, lecz to, co w nas, nasz kompas moralny, ma znaczenie” – mówił.

Podkreślał rolę wartości w służbie publicznej.

„Żołnierz wie, że jego najważniejszym narzędziem nie jest broń, lecz jego zasady” – mówił Pálinkás. „Siła społeczeństwa tkwi w cichej, konsekwentnej odwadze, która nie pozwala, by kłamstwa i strach wyznaczały kierunek” – podkreślał.

Stypa Fideszu

Media rządowe ignorowały koncert, aż do momentu, gdy pretekst dał im raper Eckü. „To pożegnalna impreza Fideszu!” – wykrzyczał ze sceny. Ale nie te słowa były najbardziej bulwersujące. Eckü zwrócił się do Gergely’a Gulyása, szefa Kancelarii Premiera Orbána, jednego z najbardziej nielubianych polityków rządzącej ekipy. „Położę ci to na głowie” – powiedział – po czym wyjął przyrodzenie.

Scenę zaraz zaczęli rozpowszechniać na platformach społecznościowych politycy rządu Orbána. „Oto baza Pétera Magyara” – napisał Balázs Orbán, główny doradca strategiczny Orbána.

„Zdjęcie dnia. Węgrzy wiedzą, jak mądrze wybrać” – napisał rzecznik rządu od spraw zagranicznych Zoltán Kovács. Na ironię zakrawa fakt, że raper Eckü jest współautorem piosenki „Magyarok”, którą Fidesz grał przez ostatnie dni na zakończenie wieców Viktora Orbána. Piosenkę odtworzono też podczas węgierskiego CPAC.

21:19 10-04-2026

Prawa autorskie: Foto Evelyn Hockstein / POOL / AFPFoto Evelyn Hockstei...

Ławrow: Orban dba o swą mniejszość w Ukrainie tak dobrze jak Rosja

Późnym wieczorem 10 kwietnia, dzień przed wyborami na Węgrzech, rosyjski MSZ opublikował komunikat, w który rosyjski minister Ławrow objaśnia swoje kontakty z ministrem węgierski, Peterem Szijarto

Ławrow twierdzi, że w jego kontaktach z węgierskim ministrem Péterem Szijjártó nie ma nic zdrożnego, bowiem do obowiązków ministrów spraw zagranicznych należy m.in. „omawianie kwestii zapewnienia uzasadnionych interesów obywateli naszych krajów”.

Przeczytaj także:

„Jedną z najpilniejszych kwestii jest sytuacja mniejszości narodowych na Ukrainie. Właśnie o tym rozmawialiśmy – i to nie raz – z P. Szijjartó. Budapeszt nigdy nie ukrywał tego faktu, wielokrotnie publicznie oświadczał o prześladowaniach ze strony reżimu kijowskiego wobec społeczności węgierskich”.

Ławrow twierdzi, że Rosja jest w podobnej sytuacji jak Węgry: „Sytuacja na Ukrainie w odniesieniu do języka rosyjskiego – nie sposób wymówić słowa »mniejszość«” – jest jeszcze bardziej nie do przyjęcia. Unia Europejska, chwaląca się przywiązaniem do wartości, nie tylko nie potępiła, ale wręcz zachęcała reżim kijowski do wykorzenienia wszystkiego, co rosyjskie na Ukrainie. Systematycznie, poprzez przyjmowanie licznych aktów prawnych, zawężano, a w końcu całkowicie zablokowano wszystkie sfery użycia języka rosyjskiego, w tym edukację, kulturę i media”.

"Teraz, gdy na horyzoncie pojawiła się perspektywa polityczno-dyplomatycznego rozwiązania, Unia Europejska, dążąc do miejsca przy stole negocjacyjnym, zaczęła mówić o konieczności udzielenia Ukrainie solidnych gwarancji bezpieczeństwa jako kluczowego elementu pokojowego rozwiązania. Pominę fakt, że nikt w Unii Europejskiej nie wspomniał ani słowem o gwarancjach bezpieczeństwa dla Rosji, bez których nie da się przezwyciężyć konfliktu. Ale nasuwa się pytanie: komu Unia Europejska chce udzielić tych gwarancji? Reżimowi, który będzie nadal niszczył wszystko, co rosyjskie? A przy okazji uciskał wszystko, co węgierskie, bułgarskie i rumuńskie?”.

Jeśli ktoś się z tym podejściem nie zgadza, tym samym ma podejście nazistowskie. I o to Ławrow oskarża teraz Europę: „Dlatego inwektywy rzeczniczki prasowej Komisji Europejskiej nie można uznać za co innego niż za publiczne przyznanie się nie do nadrzędności nazistowskiej ideologii w podejściu Brukseli do praw człowieka. O co oskarża się przedstawicieli węgierskiego rządu? O to, że w kontaktach z rosyjskimi kolegami omawiają sposoby wspólnego bronienia praw mniejszości narodowych, zapisanych w licznych traktatach międzynarodowych, a brutalnie i jawnie łamanych przez brukselską biurokrację”.

Jaki jest kontekst

Tuż przed wyborami na Węgrzech na jaw wychodzą zażyłe kontakty ekipy Orbana z ekipą Putina.

Przeczytaj także:

Ławrow próbuje obrócić to na korzyść Moskwy. Chwali Orbána jako wspólnika imperialnej polityki Kremla i przedstawia to jako politykę zgodną z ideą praw człowieka. Prawa człowieka polegają w tej teorii na tym, że muszą być zgodne z interesem Rosji. Ponieważ Węgry działają w interesie Rosji, to ich działanie jest również zgodne z prawami człowieka.

„Prześladowaniem rosyjskiej mniejszości” w Ukrainie Putin od 2022 r. uzasadniał swój krwawy najazd na sąsiednie państwo i mordowanie jego mieszkańców. Obecnie w tzw. rozmowach pokojowych Rosja domaga się uzyskania prawa do ingerowania w sprawy Ukrainy w obronie „mniejszości” i języka rosyjskiego, prorosyjskich mediów i promoskiewskiej cerkwi prawosławnej. Takie specjalne prawa — nazywane przez Ławrowa „gwarancjami dla Rosji” – uczyniłyby Ukrainę klientem Kremla.

Ale Ławrow daje też do zrozumienia, że wszyscy, którzy mają do Ukrainy pretensje, mogą ją najechać, a w porozumiewaniu się w tej sprawie nie ma nic zdrożnego.

Pomysł rozbioru Ukrainy jako sposobu zakończenia wojny Rosja podpowiadała już kilka razy, ale nie znalazła chętnych. Teraz Ławrow opowiada jednak, jak przy pomocy antyukraińskości można budować wizję wielkości własnego państwa i uzasadniać swoje prawo do władzy w nim. Rosja Putina piąty rok morduje w Ukrainie w obronie „rosyjskości”. W związku z tym obróciła w perzynę właśnie te rejony Ukrainy, gdzie ludzie mówili po ukraińsku i rosyjsku.

Rosja nie musi być w tym sama. Każdy kraj, nawet małe Węgry, może jednak szczuć na Ukrainę, by w ten sposób udowodnić swoją wielkość – sugeruje Ławrow.

20:03 10-04-2026

Prawa autorskie: screen transmisni PiSscreen transmisni Pi...

Zamach i zbrodnia. Kaczyński o katastrofie smoleńskiej

W czasie wieczornego apelu w 16. rocznicę katastrofy smoleńskiej i Kaczyński, i Antoni Macierewicz znów mówili o „zbrodni smoleńskiej”. Kaczyński ogłosił, że celem państwa powinno być oficjalne przedstawienie światu ustaleń Macierewicza o „zamachu”, którego celem było zamordowanie prezydenta Kaczyńskiego.

Chodziło o to, by władzę w Polsce przejęli ci, którzy dążą do zniszczenia Polski. I zbrodnia smoleńska jest dziś realizowana — mówił Macierewicz przed Pałacem Prezydenckim. Z jego słów wynikało, że rządzący Polską wspierają dziś „mordercę Putina”. Bowiem obecny rząd „próbował wyeliminować raport komisji smoleńskiej Macierewicza o wybuchu samolotu”. Szczególnie złowrogą rolę odegrał tu lider PSL, wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.

Co mówił Kaczyński

Według Jarosława Kaczyńskiego „Polska przeżywa naprawdę bardzo ciężki kryzys i jest przeciwieństwem oczekiwań prezydenta Lecha Kaczyńskiego".

"Szliśmy właściwą drogą, ale została ona w 2023 roku zatrzymana. Dziś każdego dnia niemal przychodzą jakieś nowe, złe wieści. Mamy politykę, która jest najlepszym dowodem, że zło jednak istnieje. Nasza dzisiejsza rzeczywistość, rzeczywistość życia publicznego to kłamstwo, kłamstwo i jeszcze raz kłamstwo”.

"Kłamstwo smoleńskie wchodzi w nasz język do tego stopnia, że rzadko używane jest słowo »zamach smoleński«”.

„To, że 16 lat po tym zamachu nie ma ciągle nigdzie, ani w Polsce, ani na świecie w pełni gotowego, oficjalnego dokumentu, który by to [zamach] stwierdzał, nie jest żadnym dowodem na to, że go [zamachu] nie było. Pamiętajcie państwo, że zbrodnia katyńska została przyjęta do wiadomości, jakby oficjalnie potwierdzona przez Zachód dopiero wtedy, kiedy przyznali się do niej sami Rosjanie”.

„Trzeba to wiedzieć, trzeba to nawet rozumieć, ale my, Polacy, nie możemy tego zaakceptować. Nie możemy zaakceptować prawa Rosji, czy kogokolwiek innego do mordowania naszych elit, czy w ogóle do mordowania jakiegokolwiek Polaka. A dzisiaj z różnych stron padają, choć nie wprost, ale w gruncie rzeczy tego rodzaju żądania. Musimy je odrzucić”.

„Czas dzisiejszy to czas, w którym sprawa smoleńska jest jakby zogniskowaniem całego tego problemu. Musimy dojść do prawdy o Smoleńsku, ale nie w ten sposób, że sami wiemy, jak było, że jest mnóstwo dokumentów, że jest ogromny dorobek Antoniego Macierewicza i tego wszystkiego, co uczynił. Ale to musi być oficjalnie stwierdzone przez polskie władze, przez polski parlament, przez polską dyplomację, która przekaże tą informację jako oficjalną innym państwom. Taki musi być ciągle nasz cel”.

„Musimy pamiętać, że nawet gdyby komuś, kto będzie stał tu w moim miejscu za 16 lat, przyszło mówić to samo, co ja mówię w tej chwili,

to jednak będziemy i tak w dalszym ciągu musieli do tego dążyć”.

„Bo pamiętajcie, nasz kraj jest ciągle w sytuacji trudnej. Jest ciągle, można powiedzieć, w jakiejś mierze otoczony. I tylko silni, zdecydowani, silni moralnie, ale także silni fizycznie, silni, jeśli chodzi o siły zbrojne, możemy uzyskać to, co nam się należy. Pozycje, status, jak to mówił mój brat, poważnego państwa i statut (!) wielkiego europejskiego narodu. I o to zabiegamy”.

„Nie możemy się załamywać dlatego, że to długo trwa. Ci, którzy mieli więcej rozeznania, więcej rozsądku, mówili o tym już od początku. Że to będzie trwało długo. Być może bardzo długo. Ale musi się skończyć finałem. Tym finałem musi być prawda".

"O tym, co jak już mówiłem, wiemy, ale co ciągle nie zostało i tu w Polsce, i przez opinię międzynarodową uznane. Musi to zostać uznane. To jest nasz cel”.

Jaki jest kontekst?

Obchody rocznicy katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem w 2010 r. PiS organizuje od lat według tego samego scenariusza. Jego zwieńczeniem jest pochód i apel poległych pod Pałacem Prezydenckim. Kaczyński wspomniał dziś w nim brata, ale zaznaczył, że w katastrofie „zginęło też 96 innych osób”.

Kaczyński przemawiał ze sceny przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie do kilkuset osobowego tłumu najbardziej zagorzałych zwolenników PiS. Przyszli tam, jak co roku, po mszy w warszawskiej katedrze i entuzjastycznie witali Antoniego Macierewicza. Kaczyński przemawiał po tym, jak przez osiem lat sprawował władzę w Polsce i miał do dyspozycji cały aparat śledczy państwa. Z wystąpienia wynikało więc, że nie spodziewa się „osiągnąć celu”, jakim jest udowodnienie światu, że Putin zabił w Smoleńsku w 2010 r. polską delegację.

W żaden sposób nie odniósł się do tego, że Putin morduje teraz — w Ukrainie. Skupił się na tym, by nie pozwolić mu na mordowanie „jakiegokolwiek Polaka”.

Kaczyński był w złej retorycznej formie. Charakterystyczne też, że tym razem wezwanie do walki o „prawdę” posłużyło mu nie do wskazania tego jako metody na odzyskanie władzy, ale do powiedzenia, że także jego następcy muszą głosić „smoleńską prawdę”. W chaotycznym wystąpieniu odwołanie się do „kogoś, kto za 16 lat będzie stał w moim miejscu”, było najmocniejszym elementem.

Przeczytaj także:

Na zdjęciu u góry: Jarosław Kaczyński wraz z najbliższymi towarzyszami śpiewa polski hymn. Całą uroczystość zakończyło „Boże coś Polskę”. Po wszystkim, co zostało tam powiedziane, zebrani wykonali pieśń w wersji oryginalnej, napisanej w 1816 r. dla cara Aleksandra I — ze słowami „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”.