0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

16:02 29-06-2026

Prawa autorskie: Foto AFP / China OUT / CHINA OUTFoto AFP / China OUT...

Upał. Połowa ludzi odmówiła pracy. Do reszty karetka przyjechała 7 razy

Połowa pracowników popołudniowej zmiany w niedzielę odeszła od maszyn. Ci, którzy zostali na magazynie, mdleli. „Pogotowie ratunkowe przyjeżdżało do nas co najmniej siedem razy” – mówią związkowcy z firmy Rhenus w Swarzędzu, jednej z największych firm logistycznych w Polsce. Resort pracy zapowiada: od przyszłego roku praca w upały może być krótsza

Co się wydarzyło?

Miały być zmiany i konkretne wytyczne dotyczące tego, jak pracować w wysokich temperaturach. Projekt rozporządzenia w sprawie warunków pracy w trakcie upałów od 18 grudnia 2024 roku utknął na stronach Rządowego Centrum Legislacji. I kiedy wydawało się, że w tej zamrażarce pozostanie, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, ministra pracy, ogłosiła, że Komitet Stały Rady Ministrów zajmie się projektem w trybie nagłym, na specjalnym posiedzeniu.

Zgodnie z najnowszymi założeniami, przepisy miałyby wejść w życie od 1 stycznia 2027 roku. I gwarantowałyby, że od przyszłego lata w Polsce przy 25-28 stopniach pracodawca musi zapewnić odpowiednie rozwiązania techniczne obniżające temperaturę, a jeśli temperatura wyniesie ponad 35 stopni (w przypadku wymagających prac fizycznych na powietrzu – 32 stopnie), praca miałaby zostać wstrzymana.

Resort rekomendował też wprowadzenie dodatkowych przerw w pracy lub pracę zmianową, zmniejszenie obciążenia fizycznego pracą w godzinach najwyższych temperatur czy możliwość odpoczynku w klimatyzowanym pomieszczeniu lub zacienionym miejscu – co oznacza, że pracodawcy muszą zainstalować w biurach klimatyzację i wentylatory, a w oknach – przeciwsłoneczne żaluzje.

Na trybie przypuszczającym (przynajmniej na razie) się skończyło. Posiedzenie rozpoczęło się o 13:30 i nie zyskało dostatecznej akceptacji w rządzie. Spotkanie SKRM spełzo na niczym, nie wydano ani pozytywnej, ani negatywnej opinii. O jego losach będzie decydował najpewniej premier Donald Tusk.

Regulacje są konieczne. Dziś bowiem nie dyskonujemy określonymi przepisami, które regulowałyby pracę w upały. Jak wskazywał w rozmowie z Antonem Ambroziakiem Piotr Ostrowski, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, mamy regulacje dotyczące pracy w niskich temperaturach – ale tych górnych limitów, przy rekordowo wysokich temperaturach, nie ma do dziś.

Mdleli, karetka kursowała siedem razy

Tymczasem upał, jakiego pracownicy doświadczają od kilku ostatnich dni w Polsce mocno dają się we znaki. Związkowcy z „Solidarności” (bezskutecznie) apelowali o skrócenie godzin pracy w sklepach, bowiem najgorętszy dzień tego roku przypadł na niedzielę handlową.

Inicjatywa Pracownicza działająca na terenie niemieckiej spółki Rhenus w Swarzędzu alarmuje, że w rekordowe, niedzielne (28 czerwca) upały, połowa pracowników popołudniowej zmiany po prostu odmówiła pracy.

Do tych, którzy zostali, pogotowie ratunkowe przyjeżdżało co najmniej 7 razy. Doszło do kilku zasłabnięć.

Firma wprowadziła na terenie zakładu dodatkową przerwę. Trwa 10 minut i jest opłacana przez koncern. Pracownicy podkreślają, że problemów jest więcej: nie ma wentylacji, systemów regulacji temperatury, a termometry zamontowane są tylko w biurach, nie w magazynie.

Jaki jest kontekst?

Pracodawca ma obowiązek zadbać o bezpieczne warunki pracy pracownika. Tyle że obowiązki te w praktyce sprowadzają się do ... zapewnienia pracownikom wody i bezpłatnych napojów – w ilości takiej, jakiej pracownik potrzebuje, jeśli temperatura przekroczy 28 stopni i 25 – na zewnątrz.

Pracodawca w teorii winien też tak zorganizować pracę, by ograniczyć narażenie na upał – w tym np. skierować na pracę zdalną czy skrócić czas pracy. Ale konkretnych regulacji i nakazów nie ma. Co jednak ważne: jeśli warunki pracy stwarzają bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia lub życia:

pracownik ma prawo powstrzymać się od wykonywania pracy. Musi o tym poinformować przełożonego (ale nie musisz uzyskać zgody). Zachowuje prawo do pełnego pobrania wynagrodzenia.

„Na budowach pracę rozpoczyna się wcześniej, potem wstrzymuje się na „sjestę” i wraca do obowiązków w godzinach wieczornych, kiedy słońce operuje słabiej. W halach fabrycznych, gdzie jest gorąco, bo maszyny wytwarzają dodatkowe ciepło, wprowadza się klimatyzowane pomieszczenia” – wylicza Ostrowski wskazując na indywidualne radzenie sobie pracodawców i pracowników z upałami.

Ministra Dziemianowicz-Bąk zwróciła się do Głównego Inspektora Pracy o podjęcie wzmożonych kontroli w czasie upałów. Ich celem ma być weryfikacja przestrzegania przez pracodawców obowiązków związanych z ochroną pracowników w czasie upałów.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

15:44 29-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Mikhail METZEL / POOL / AFPFot. Mikhail METZEL ...

Prowadził klub nocny. Rosja skazała go na więzienie

Jak informuje Reuters, właściciel klubu nocnego został skazany na siedem lat więzienia i milion rubli grzywny. Do więzienia trafi także dwójka pracowników klubu. To sprawa bez precedensu – Rosja po raz pierwszy sięgnęła po przepisy uznające ruch LGBT za ekstermistyczny i surowo ukarała trzy osoby za to, że w klubie odbywały się imprezy z udziałem drag queen

Co się wydarzyło?

37-letni Wiaczesław Chasanow jest właścicielem klubu Pose w Orenburgu. W poniedziałek, 29 czerwca, został skazany na siedem lat więzienia i grzywnę sięgającą miliona rubli. Diana Kamilyanova, menadżerka klubu, spędzi w więzieniu sześć lat i trzy miesiące, Aleksander Klimow, dyrektor artystyczny Pose, trafi za kratki na dwa lata i trzy miesiące.

Cała trójka została skazana na mocy przepisów z 2023 roku, uznających „ruch LGBT” (koncept stworzony przez rosyjskie władze) za organizację ekstermistyczną, a osoby wspierające lub w jakikolwiek sposób z nim związane uznaje za terrorystów. Wyrok dotyczący trójki osób z Orenburga jest sprawą bez precedensu – rosyjski sąd pierwszy raz bowiem sięgnął po ten zapis w wyroku skazującym.

Sąd, oprócz dotkliwej kary więzienia, zakazał całej trójce pracy w branży rozrywkowej i hotelarskiej na 2-3 lata po wyjściu z więzienia. W sądzie usłyszeli, że organizowali wydarzenia, które mają świadczyć o „powiązaniach z osobami o niekonwencjonalnej orientacji seksualnej, pod pretekstem prowadzenia lokalu”. Wiaczesław, Diana i Aleksander nie przyznali się do winy i postawionych im zarzutów.

Jaki jest kontekst?

Lokal Pose działa w Rosji od 2021 roku. Regularnie organizuje wieczory z udziałem drag queen. Kiedy przyjęto homofobiczne zapisy wiążące „ruch LGBT” z terroryzmem, klub nie zaprzestał działalności. W marcu 2024 roku doszło do nalotu policji – do klubu weszła Gwaria Narodowa Rosji i władze obwodu orenburskiego.

Jak informuje Reuters, rosyjscy prawnicy zajmujący się prawami osób LGBT+ stwierdzili, że sprawa Orenburga posłuży jako precedens dla przyszłych postępowań karnych przeciwko osobom LGBT i ich obrońcom, a także zniszczy „bezpieczne przystanie” dla osób LGBT w Rosji. Już dziś serwisy muzyczne i dystrybutorzy filmów online są regularnie karani grzywnami za udostępnianie równościowych czy tęczowych treści. Pracownicy rosyjskiego wydawnictwa książkowego zostali w kwietniu przesłuchani przez władze w związku z podejrzeniem „propagandy LGBT” w katalogu książek. Do tej pory nikt jeszcze nie został ukarany więzieniem – aż do dziś.

„Nie ma czegoś takiego jak jedna zjednoczona międzynarodowa organizacja LGBTQI+. Ten koncept został stworzony przez rosyjskie władze. Zatem każda osoba LGBTQI+, albo ktoś, kto organizuje coś związanego z tematem, może być oskarżony” – mówił na łamach OKO.press w styczniu ubiegłego roku Alex Bachinsky, Rosjanin, który w kraju zajmował się niezależnym dziennikarstwem. I wyliczał, że władzom Kremla wystarczy tęczowa przypinka. Albo wrzucone do sieci zdjęcie sugerujące bycie w jednopłciowym związku – nawet dziesięć lat temu. „Mamy w rosyjskim prawie przestępstwa, które się nie przedawniają, i dowody, które zawsze mogą świadczyć przeciwko tobie” – podnosił Alex.

„Jak stwierdzić przynależność do ”ruchu LGBT„? Jakie są kryteria? Tego nie wiadomo. Wielu obrońców praw człowieka w Rosji przypuszcza, że nawet liderzy organizacji w żaden sposób niezajmujący się tematem gender, płci, orientacji, będą także oskarżani i skazywani na podstawie tego prawa. Także prywatne osoby nigdy publicznie nieujawniające swojej przynależności do środowiska LGBTQI+. Wystarczy konto na Grinderze, nawiązanie kontaktu z jakąś osobą, która okazuje się być ze służb specjalnych. Niestety niewiele wiemy o szczegółach tych spraw, bo są one niejawne. W Rosji, jeśli sprawa dotyczy “terroryzmu” czy “ekstremizmu”, sąd może zdecydować o niedopuszczeniu osób postronnych” – podnosił Alex. Tak też było w sprawie właściciela i pracowników Pose.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

15:07 29-06-2026

Prawa autorskie: US President Donald Trump speaks about the conflict in Iran in the James S. Brady Press Briefing Room of the White House on April 6, 2026 in Washington, DC. (Photo by SAUL LOEB / AFP)US President Donald ...

Trump: Iran prosi o spotkanie. Iran: zaprzeczamy

Po weekendowej wymianie ognia USA i Iran wróciły do potyczek na komunikaty. Rozmowy w sprawie pełnego porozumienia pokojowego nie posuwają się do przodu

Co się wydarzyło

„IRAN POPROSIŁ O SPOTKANIE. ODBĘDZIE SIĘ JUTRO W AD-DAUSZE” – napisał lakonicznie Donald Trump we własnej sieci społecznościowej Truth Social. A Irańczycy szybko temu zaprzeczyli.

Irański wiceminister spraw zagranicznych Kazem Gharibabadi przekazał mediom już po wpisie Trumpa, że na ten tydzień Irańczycy nie mają żadnych zaplanowanych rozmów technicznych ze stroną amerykańską. Dodał jednak, że konsultacje z Katarczykami dalej trwają. Zamiast programu atomowego – jak woleliby Amerykanie – konsultacje te mają jednak dotyczyć sytuacji w cieśninie Ormuz. To tam bowiem kolejny raz doszło do eskalacji napięć. I to pomimo formalnego zakończenia wojny po podpisaniu wstępnego porozumienia 17 czerwca.

Jaki jest kontekst

W weekend w cieśninie Ormuz kolejny raz wróciło widmo wojny. Zaczęło się w piątek 26 czerwca, gdy rakieta uderzyła w singapurski statek, który próbował przepłynąć przez cieśninę Ormuz. Amerykanie w odpowiedzi uderzyli w kilka irańskich celów, m.in. na znajdującej się w cieśninie wyspie Keszm. W efekcie sporadyczna wymiana ognia trwała do niedzieli 28 czerwca, gdy obie strony zgodziły się na zaprzestanie ataków. Irańskie pociski uderzyły też w cele m.in. w Bahrajnie, a cała wymiana przypominała dni, gdy wojna dalej oficjalnie trwała.

Wymiana ta nie oznacza jednak, że obie strony porzucają wstępne porozumienie i wracają do walk.

Problem wynika jednak bezpośrednio z zapisów porozumienia i ich odmiennej interpretacji. Punkt piąty porozumienia mówi o:

  • Iran dołoży wszelkich starań, by zapewnić bezpieczną żeglugę przez cieśninę Ormuz w ciągu 60 dni obowiązywania porozumienia,
  • Iran w ciągu 30 dni usunie wszelkie przeszkody w cieśninie, takie jak miny,
  • Iran w dialogu z Omanem i innymi krajami Zatoki Perskiej ustali dalszy tryb kontroli ruchu w cieśninie Ormuz.

„Dołoży wszelkich starań” to sformułownie, które pozostawia przestrzeń do interpretacji. Iran dalej stara się kontrolować ruch w cieśninie. Wymusza na statkach poruszanie się po trasach wyznaczonych przez kontrolujący cieśninę Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej. Minister Spraw Zagranicznych Iranu Abbas Arakczi mówił w Bagdadzie, że decyzje dotyczące ruchu w cieśninie to obecnie wyłączna kompetencja Iranu. By to stanowisko podkreślić, Iran zaatakował statki w cieśninie, które nie stosowały się do jego komunikatów.

Weekendowa wymiana nie doprowadziła do dalszej eskalacji i można ją uznać za przedłużenie negocjacji. Te jednak posuwają się do przodu bardzo powoli. Dziś mija 12 z wyznaczonych w porozumieniu 60 dni na rozmowy. W tym czasie niemal na pewno nie dojdzie do szczegółowego porozumienia w sprawie irańskiego programu atomowego. Możemy więc spodziewać się albo przedłużenia tego terminu (porozumienie uwzględnia taką możliwość) lub kolejnego pogorszenia się stosunków USA i Iranu.

Przeczytaj także:

14:05 29-06-2026

Prawa autorskie: Photo by Mauricio VALENZUELA / AFPPhoto by Mauricio VA...

Wenezuela. W gruzach żywych szuka się gołymi rękami

Wenezuelski dziennik „El Nacional”: kraj nie radzi sobie ze skutkami trzęsienia ziemi. Ludzie nie czekają na pomoc ratowników i sami, gołymi rękami, próbują odkopać najbliższych spod ziemi. Liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 1450 osób. Ale za zaginionych wciąż uważa się przeszło 46 tysięcy osób

Na zdj. Akcja poszukiwawcza w miejscowości Caraballeda, stan La Guaira w Wenezueli. Fot. Mauricio Valenzuela / AFP

Co się wydarzyło?

Niewystarczająca liczba ratowników, problemy ze sprzętem i dostępnością paliwa oraz chaos logistyczny – Wenezuela pogrąża się w kryzysie po środowym trzęsieniu ziemi.

„El Nacional”, niezależny wenezuelski dziennik, na który powołuje się Polska Agencja Prasowa informuje, że w kolejnych miejscowościach, które zawaliły się pod wpływem wstrząsów, pracuje zaledwie po kilku strażaków. Brakuje też sprzętu, który pomógłby podnieść betonowe płyty bloków.

BBC podaje, że bliscy rodzin gołymi rękami przeszukują ruiny zawalonych budynków – i szukają najbliższych. Wenezueleczycy mają pretensje do rządzących, że nie tylko nie pomagają, ale wręcz utrudniają akcję ratowniczą, zamykając ulicę i kierując mieszkańców do wielogodzinnego oczekiwania na specjalne przepustki umożliwiające wejście.

„Trzęsienie ziemi ukazało fuszerkę w projektowaniu wielopiętrowych bloków, których część złożyła się jak domki z kart” – pisze „Wyborcza”. Mieszkańcy Carabelledy dopiero po zawaleniu się ich domów zobaczyli, że ściany ich bloków były wypełnione zaprawą z masy z dodatkiem styropianu. Wykonawcy oszczędzali na materiałach, doprowadzając do tragedii doświadczanej dziś przez tysiące rodzin.

Tragedia przeciążyła szpitale i ośrodki medyczne, które już wcześniej zmagały się z niedoborem leków i personelu, zużytym sprzętem oraz ograniczoną przepustowością. Jak dodał hiszpański portal „El Plural” w wielu miejscach rannych opatruje się na podłodze z powodu braku noszy, a część szpitali nie dysponowała wystarczającym sprzętem chirurgicznym potrzebnym do przeprowadzenia zabiegów ratujących życie. Według doniesień portalu niektóre rodziny musiały płacić setki dolarów za transport karetką, a prywatne kliniki odmawiały przyjęcia pacjentów bez wcześniejszej zapłaty.

Przewodniczący wenezuelskiego parlamentu Jorge Rodriguez ogłosił w niedzielę, że w wyniku trzęsień ziemi zginęło co najmniej 1450 osób, a 3150 jest rannych. Eksperci obawiają się, że ten bilans znacznie wzrośnie. ONZ szacuje liczbę zaginionych na ponad 50 tysięcy. Nadzieję wielu dają jednak historie takie, jak ta, kiedy po 96 godzinach od tragedii spod ruin ratownikom udało się wydobyć ojca i syna. Żyją. Reuters wyliczył, że dotarcie do uwięzionych zajęło 12 godzin.

W niedzielę z gruzów uratowano 60-latkę. Pod ruinami zawalonego budynku spędziła 86 godzin, żyje.

Jaki jest kontekst?

W poniedziałek, 29 czerwca, mija piąta doba od trzęsienia ziemi w Wenezueli. Wstrząsy o magnitudzie 7,2 i 7,5 nawiedziły północną Wenezuelę w środę wieczorem czasu miejscowego (w nocy ze środy na czwartek w Polsce), powodując rozległe zniszczenia. Uszkodzonych lub całkowicie zawalonych jest ponad 770 budynków.

Była to „największa klęska żywiołowa w historii Wenezueli” – zaznaczył Rodriguez.

Zdaniem El Plural, trudności z koordynacją pomocy humanitarnej doprowadziły także do poważnych problemów logistycznych. Tysiące wolontariuszy przybyło z Caracas z wodą, żywnością, lekami i sprzętem, jednak jedyna droga łącząca stolicę Wenezueli z La Guairą została zablokowana przez prywatne samochody, ciężarówki z pomocą i ciężki sprzęt, uniemożliwiając przejazd karetek oraz pojazdów ratowniczych.

ONZ informuje, że na miejsce zostało wysłanych 39 ekip poszukiwawczych, m.in. z Meksyku, Hiszpanii, Kataru i Stanów Zjednoczonych. Każda z nich liczy od 50 do 100 osób. Łącznie do Wenezueli przybyło ok. 2,7 tysiąca ratowników z zagranicy. Ale i one napotykają trudności. Ratownicy z Kolumbii byli godzinami przetrzymywani przez wenezuelskie służby celne na lotnisku, zanim dostali pozwolenie na wyjazd w miejsce tragedii. Hiszpańscy ratownicy po dwóch dniach oczekiwania na lotnisku na wydanie im wiz ostatecznie postanowili odwołać swój udział w akcji.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

11:52 29-06-2026

Prawa autorskie: (Photo by Kent NISHIMURA / AFP)(Photo by Kent NISHI...

Seksistowskie wystąpienie Trumpa. „Chcemy tylko małego buziakia”

„Oczekuję tylko lojalności. (...) Mamy tysiące żołnierzy w całej Europie. W Niemczech mamy 50 tysięcy żołnierzy. I kiedy mówię do nich: ”Daj buziaka, chcemy tylko małego buziaka, nic więcej„, oni mówią: nie” – to fragment rozmowy Donalda Trumpa z szefem NATO, który seksistowskim porównaniem wyraził swoją dezaprobatę dot. wsparcia Europy w wojnie z Iranem

Co się wydarzyło?

Donald Trump spotkał się z Markiem Rutte, szefem NATO, w Gabinecie Owalnym. Przebieg spotkania transmitowany był przez Biały Dom na portalu X:

Rozmowę tą można byłoby sprowadzić właściwie do jednego wniosku: prezydent USA jest nadal rozczarowany brakiem chęci państw Europy do wsparcia go w wojnie z Iranem (mimo podpisania memmorandum pokojowego i powstrzymania się od walk, kraje nadal atakują się nawzajem). Trump od samego początku konfliktu na Bliskim Wschodzie regularnie „testuje” reakcje Europy i gani je za brak gotowości do pomocy.

„Byłem rozczarowany. Byłem rozczarowany Włochami. Byłem rozczarowany Wielką Brytanią, (...) byliśmy rozczarowani Niemcami i Francją. Jesteśmy rozczarowani przede wszystkim Hiszpanią” – wyliczał tym razem Trump. Uwagę przykuł jednak seksistowskim, przemocowym i niegodnym urzędu prezydenta USA porównaniem, wskazując, że wystosowywana w kierunku Europy prośba jest w istocie gestem lojalności, bowiem amerykańscy żołnierze stacjonują w tych krajach.

„Oczekuję tylko lojalności. (...) Mamy tysiące żołnierzy w całej Europie. W Niemczech mamy 50 tysięcy żołnierzy. I kiedy mówię do nich: ”Daj buziaka, chcemy tylko małego buziaka, nic więcej„, oni mówią: nie, nie damy rady” – powiedział prezydent Trump.

Prezydenta USA nie zawiodła ... Polska i Karol Nawrocki, którego, jak podkreślał Trump, poparł w wyborach. „Był fighterem, wielkim fighterem” – określił dodając, że jego wygrana była największą sensacją w dobie wolnej Europy po 1989 roku. Trump wskazał, że jego sojusznikiem jest również prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, którego darzy szacunek – i że na prośbę którego w ogóle pojawi się na szczycie NATO w Turcji. Spotkanie to zaplanowano na 7 lipca.

Niewykluczone, że USA zrewiduje decyzję o wykluczeniu Turcji z programu F-35 w związku z kupnem rosyjskiego systemu obrony powietrznej S-400. I sprzeda im silniki odrzutowe i samoloty F-35.

Rutte, szef NATO, próbował bronić Europy i wskazywał na wzrost wydatków, które kraje wydają na obronność. Rutte nazwał to „bilionem Trumpa”, łechtając tym ego prezydenta USA. Szef NATO wskazał też, że to z Europy wyruszyło 4-5 tysięcy samolotów do Iranu – ku krytyce m.in. włoskiego rządu, który potem podniósł, że zezwolił jedynie na loty techniczne i logistyczne.

Jaki jest kontekst?

Donald Trump wielokrotnie groził wycofaniem USA z sojuszu NATO. Ostatnio w kwietniu tego roku. Domagał się, by członkowie sojuszu przestali polegać na Ameryce w kwestii pomocy obronnej. Pentagon zapowiedział już, że wycofa część swojego sprzętu z regionu, wycofał żołnierzy z Rumunii i Niemiec.

Jak pisał w OKO.press Michał Piekarski, od kilkudziesięciu lat w Europie Zachodnie stacjonują przede wszystkim siły lotnicze, w tym strategicznie ważne dla USA bazy wojskowe jak Lakenheath, Aviano czy Ramstein. Do tego należy dodać oddziały wojsk lądowych, w tym jeden pułk (de facto brygadę zmotoryzowaną), brygadę spadochronową oraz oddziały wsparcia, w tym brygadę artylerii, jak również wojska specjalne.

Na wschód od Niemiec siły stale obecne są już niewielkie. Są to przede wszystkim instalacje obrony przeciwrakietowej, w tym baza w Redzikowie. Po agresji Rosji na Ukrainę od 2014 roku siły te są wzmacniane – początkowo odbywało się to poprzez rozmieszczenie na wschodniej flance NATO jednej brygady wojsk lądowych oraz jednej brygady lotnictwa śmigłowcowego. Po 2022 roku w Polsce stacjonować zaczęły dwie brygady wojsk lądowych oraz brygada lotnicza, wspierane przez wspomniane już siły stacjonujące w Europie Zachodniej. Nie są jednak tu obecne na stałe. Żołnierze i sprzęt zmieniają się co kilka miesięcy, a więc nie ma potrzeby budowania dużych stałych baz, w których przez kilka lat przebywają żołnierze wraz z rodzinami.

Sytuacja ma się jednak zmienić. 16 czerwca polski rząd przyjął projekt uchwały w sprawie utworzenia w Polsce stałej bazy dla amerykańskich wojsk w Polsce. Na razie nie wiadomo, kiedy baza miałaby zostać zbudowana, dla ilu żołnierzy i kiedy ci właściwie mieliby zacząć na stałe stacjonować w kraju.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

Przeczytaj także: