0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

16:13 09-07-2026

Prawa autorskie: Photo by Ebrahim HAMID / AFPPhoto by Ebrahim HAM...

Raport ONZ: wydarzenia w sudańskim Al-Faszir noszą cechy ludobójstwa

W październiku 2025 roku bojownicy Rapid Support Forces dokonali masakry na ludności cywilnej miasta al-Faszir. Zginęło przynajmniej 6 tys. osób, najpewniej znacznie więcej.

Co się wydarzyło

W środę 8 lipca Misja Badawcza ONZ w Sudanie opublikowała najnowszy raport na temat wydarzeń w Sudanie. Według ekspertów organizacji wydarzenia z zachodnio-sudańskiego miasta al-Faszir z października 2025 roku noszą wszelkie cechy ludobójstwa.

„Schematy działania, które udokumentowaliśmy w Al-Faszir – w tym okrążenie miasta, ataki na infrastrukturę cywilną, ograniczanie dostępu do pomocy humanitarnej oraz powszechne nadużycia wobec ludności cywilnej – stanowią surowe ostrzeżenie. Społeczność międzynarodowa musi wyciągnąć wnioski z tych lekcji i podjąć działania, by zapobiec dalszej katastrofie” – mówi cytowany w materiałach Misji jej szef, Mohamed Chande Othman.

Raport jest uzupełnieniem wcześniejszego dokumentu z lutego. Potwierdza wszystkie jego ustalenia. Według Misji ONZ bojownicy Rapid Support Forces przez miesiące prowadzili wyniszczające oblężenie wobec dziesiątek tysięcy osób w al-Faszir. Głodzili miasto, a w październiku przeprowadzili atak, podczas którego dopuścili się licznych masakr na cywilach. Dochodziło do masowych egzekucji, przemocy seksualnej, morderstw wobec uciekającej ludności.

W konkluzji raportu czytamy:

„Misja ustala, że powszechny i systematyczny schemat działań RSF – w szczególności zabójstwa na masową skalę dokonywane przy użyciu różnych środków i metod, masowe gwałty, gwałty zbiorowe oraz inne formy tortur i okrutnego traktowania, a także celowe doprowadzanie do głodu, w tym niszczenie środków przetrwania oraz odmowa pomocy medycznej i humanitarnej w warunkach przedłużającego się oblężenia – był realizowany zgodnie z planem lub polityką, z pełną świadomością i premedytacją”.

Intencja w działaniu jest kluczową kwestią do rozstrzygnięcia przy ustalaniu, czy dochodzi do zbrodni ludobójstwa. Raport stwierdza, że w wypadku al-Faszir doszło do trzech z pięciu możliwych działań ludobójczych (by stwierdzić, że doszło do ludobójstwa, wystarczy ustalenie, że intencjonalnie przeprowadzono przynajmniej jedno z nich):

  • zabójstwo członków grupy,
  • spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego członków grupy
  • rozmyślne stworzenie dla członków grupy warunków życia, obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego.

Jaki jest kontekst

Obecna wojna domowa wybuchła w Sudanie w 2023 roku. Po obaleniu dyktatora Omara al-Baszira doszło następnie do walki o przywództwo w obrębie nowej elity. Rząd w Chartumie od ponad trzech lat walczy z RSF, a skutkiem jest największy na świecie kryzys humanitarny. RSF kontroluje dużą część zachodniej części kraju.

Al-Faszir jest stolicą Północnego Darfuru. Na początku 2025 roku w mieście mieszkało około 250 tys. osób. Październikowa masakra pochłonęła tysiące ofiar. W lutym badacze Wysoki ego komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw praw człowieka udokumentowali sześć tysięcy ofiar. Ostateczna liczba może być jednak kilka razy większa.

Najnowszy raport ONZ zwraca uwagę, że analogiczna sytuacja do tej z al-Faszir sprzed października 2025 roku dzieje się dziś w stolicy Północnego Kordofanu al-Obejd. To większe miasto niż al-Faszir, mieszka w nim około pół miliona osób. Al-Obejd znajduje się na styku terenów kontrolowanych przez RSF i armię i jest obecnie pod kontrolą armii. Jednak jego strategiczne położenie na trasie do stolicy kraju sprawia, że miasto jest pod ciągłą presją. RSF niemal codziennie przeprowadza ataki dronowe na miasto, których armia nie potrafi odeprzeć. Warunki w mieście przypominają oblężenie.

Przed masakrą w al-Faszir organizacje humanitarne przez miesiące ostrzegały, że może dojść do ludobójczej przemocy. Społeczność międzynarodowa nie była jednak w stanie wywrzeć presji na RSF i wspierających organizację aktorach międzynarodowych (przede wszystkim Zjednoczonych Emiratach Arabskich), by powstrzymać rozlew krwi. Niestety obecnie sytuacja wokół al-Obejd wygląda podobnie.

Przeczytaj także:

15:05 09-07-2026

Prawa autorskie: Photo by ATTA KENARE / AFPPhoto by ATTA KENARE...

Iran i USA: największa wymiana ognia od kwietnia. W tle pogrzeb Chameneiego

Wznowione ataki USA nie zatrzymały pogrzebu Alego Chameneiego. Tłumy żegnają przywódcę w jego rodzinnym Meszhedzie

Co się wydarzyło

W Meszhedzie w Iranie trwa ostatnia część uroczystości pogrzebowych poprzedniego irańskiego przywódcy Alego Chameneiego. Pochód pogrzebowy rozpoczął się z opóźnieniem. Ale, według irańskich władz, nie z powodu amerykańskich ataków, a z powodu ogromnych tłumów, jakie dzień wcześniej opóźniły przebieg uroczystości w irackich miastach Karbala i Nadżaf.

Irańczycy przekazali też, że Amerykanie zaatakowali mosty kolejowe w północnej części kraju. A te opóźniły ruch kolejowy pomiędzy Teheranem a Meszhedem. Ostatecznie jednak uda się pochować Alego Chameneiego zgodnie z pierwotnym planem.

O początku niewidzianej od kwietnia eskalacji między USA a Iranem 8 lipca pisała w OKO.press Miłada Jędrysik. Po wczorajszych atakach Iranu na kraje Zatoki Perskiej, Amerykanie w nocy przeprowadzili ataki na cele w Iranie. W ciągu dnia było spokojniej, ale Bahrajn i Jordania uruchamiały alarmy przeciwrakietowe.

Ruch w cieśninie Ormuz ponownie niemal się zatrzymał. Amerykańska armia przekazała, że w ciągu dwóch dni uderzyła w 170 celów w Iranie na południu kraju i w cieśninie Ormuz. To znaczy, że Amerykanie nie przyznają się do ataku na linie kolejowe na północy kraju. To najwyższa intensywność amerykańskich ataków na Iran od zawieszenia broni w kwietniu, ale mniejsza niż w ciągu 38 dni wojny.

Jaki jest kontekst

Napięcie między stronami konfliktu jest bardzo wysokie, pomimo podpisania 17 czerwca wstępnego porozumienia między krajami, które kończyło wojnę. Mamy do czynienia z paradoksalną sytuacją. Obie strony podpisały bowiem dokument, w którym zgodziły się na powstrzymanie działań wojennych. Mimo tego je prowadzą, ale jednocześnie nie twierdzą, że wróciły do wojny. Donald Trump wczoraj na szczycie NATO w Ankarze mówił, że rządzący Iranem to „kłamcy, oszuści i chorzy ludzie". I przekonywał, że nie chce mieć z nimi nic wspólnego.

Od podpisania wstępnego porozumienia minęły już trzy tygodnie. Według umowy strony mają 60 dni na wynegocjowanie pełnej umowy, która miałaby m.in. obejmować ustalenia na temat irańskiego programu atomowego. Na dziś z dużą dozą pewności można powiedzieć, że się to nie uda. Strony mogą ten termin przedłużyć. Wówczas jednak najprawdopodobniej napięcia dalej będą na bardzo wysokim poziomie, a jednym z narzędzi negocjacyjnych pozostaną drony i rakiety.

Przeczytaj także:

14:09 09-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Grigory SYSOYEV / POOL / AFPFot. Grigory SYSOYEV...

Kreml szczytem NATO nieco zdumiony i lekko przestraszony

Na stanowisko NATO w sprawie Rosji i jej agresji na Ukrainę Kreml zareagował z kilkunastogodzinnym opóźnieniem. Początkowo propaganda sytuację bagatelizowała i szydziła z Ukrainy. Nowe wytyczne przyszły 9 lipca rankiem. Brzmią one: „NATO to wróg”, a Trump „się myli”.

Przywódcy NATO w deklaracji przyjętej 8 lipca na szczycie w Ankarze stwierdzili, że Rosja „stanowi długoterminowe zagrożenie” dla wspólnoty euroatlantyckiej.

Deklaracja stała w sprzeczności z tym, co zapowiadała poddanym Putina propaganda Kremla. Dlatego zajęło jej trochę czasu, by się do tego odnieść. Ostatecznie głos zabrał rzecznik samego Putina Pieskow.

Co się stało?

„Sam akt ogłoszenia kogoś przeciwnikiem jest w istocie aktem agresji” – ogłosił 9 lipca rzecznik Pieskow. – „To zobowiązuje nas do bycia silnymi, pewnymi siebie i kontynuowania naszej konsekwentnej polityki”.

Pieskow dodawał uspokajająco, że w sumie nie ma w tym nic dziwnego, gdyż „Sojusz Północnoatlantycki jest instrumentem stworzonym do konfrontacji. Głównym przeciwnikiem Sojuszu zawsze był najpierw Związek Radziecki, a następnie jego następca, Federacja Rosyjska. I tak pozostaje”.

Na wiadomość o planach USA przekazaniu Ukrainie licencji na produkcję rakiet do systemu Patriot propaganda Kremla zareagowała najpierw rechotem („nie dali rakiet, kazali samemu sobie produkować” – opowiadały telewizyjne „Wiesti” 8 lipca). Następnego dnia było już jednak nie do śmiechu:

„Wszystkie nasze odpowiednie agencje i wódz naczelny [Putin] wiedzą dokładnie, co robić. I proszę mi wierzyć, robimy wszystko, co konieczne, aby chronić nasze interesy” – komentował Pieskow 9 lipca.

„Moim zdaniem [decyzja USA] jest elementem negocjacji, nacisku na Moskwę i jej pozycję w procesie negocjacyjnym. Tak jak w przypadku pocisków manewrujących Tomahawk dla Ukrainy, co na szczęście nigdy nie wyszło poza retorykę” – uspokajał, rozwijając nową linię propagandową senator Konstantin Basiuk (że to nowa linia, świadczy to, że senatora natychmiast zacytowała TASS).

Te pocieszenia bardzo kontrastują jednak z analizami z dnia poprzedniego, że NATO się rozpada, Ukraina nic nie znaczy i coraz więcej krajów nie chce jej pomagać.

Trump wedle Moskwy pobłądził

Kreml musiał przyznać, że USA zmieniają front. Tymczasem od wielu dni przedstawiciele Kremla powtarzali, że Trump jest „zbyt silnym przywódcą”, by „mógł zmienić zdanie” w sprawie Ukrainy pod wpływem argumentów sojuszników z Europy.

Niestety musiało jednak do tego dojść, że zdanie zmienił. Bowiem „doszło do eskalacji”,

jak wyraził się Pieskow.

Moskwa zauważyła teraz „pewne błędne przekonania w administracji Białego Domu, że presja militarna może ułatwić pokojowe rozwiązanie”. Tymczasem – grozi Moskwa – „dalsza eskalacja prawdopodobnie w pewnym stopniu wydłuży specjalną operację wojskową. Doprowadzi do tego, że będziemy musieli stworzyć większą strefę bezpieczeństwa, większą strefę buforową” – pogroził Pieskow.

To nie jest nowa groźba i staje się coraz bardziej anachroniczna – widać tu bezradność Kremla „Strefa buforowa” miałaby chronić Rosję przed ukraińskimi ostrzałami, ale Ukraina trafia teraz już za Ural, więc czym w zasadzie grozi teraz Moskwa?

Co z niebem nad Ukrainą?

Trump zaskoczył też Kreml pomysłem, by zamknąć nad Ukrainą niebo, by uniemożliwiając rosyjskie ataki.

„To nowe oświadczenie; wcześniej nie było podobnych. Trzeba to przemyśleć, dowiedzieć się, jak dalece ta kwestia została już omówiona, z kim to zrobiono, i tak dalej” – komentował Pieskow. „W każdym razie problemem byłoby tu to, że [w celu zamknięcia nieba] siły zbrojne krajów NATO operowałyby na terytorium Ukrainy – właśnie przeciwko temu prowadzona jest specjalna operacja wojskowa” – dodał, nie ukrywając zdumienia.

Moskwa nadal liczy jednak na „konstruktywny dialog” Putina z Trumpem, chociaż „w stanowisku Stanów Zjednoczonych widoczna jest pewna dwoistość”. Bowiem „z jednej strony USA nadal dostarczają broń Ukrainie”. Ale „w przeciwieństwie do Europejczyków, nadal pragną ułatwiać proces pokojowy. Czasami mogą się mylić, czasami popełniają błędy, ale to pragnienie wydaje nam się szczere” – mówił Pieskow

„Prezydent Putin jest otwarty na dialog” – podkreślił Pieskow. Trzeźwo jednak ocenił, że z powodu wojny w Iranie Trump nie ma na to głowy.

Trump nie zadzwonił, choć obiecał

Niestety, zapowiedziana i hucznie odtrąbiona w rosyjskich mediach rozmowa Putina z Trumpem — jako przeciwwaga do osobistego spotkania Trump — Zełenski w Ankarze 8 lipca, nie odbyła się. Pieskow musiał się dziś tłumaczyć, że być może „pan Trump nie miał czasu”.

Jaki jest kontekst?

Przed szczytem NATO w Ankarze Moskwa robiła wszystko, by utrzymać prezydenta Trumpa po swojej stronie w sprawie Ukrainy. Putin w rozmowie telefonicznej przekonywał, że doniesienia, jakoby Rosja miała kłopoty na froncie, są nieprawdziwe. To Putin wygrywa i zdobędzie w Ukrainie wszystko, co chce.

Problem w tym, że o ile Trump mógł w to wierzyć latem i jesienią zeszłego roku, to teraz sytuacja się zmienia. Ukraina zablokowała front i atakuje samą Rosję. Dysponuje technologią dronową, jakiej nie ma nikt – więc kolejne kraje podpisują z nią umowy handlowe. Precyzyjnymi atakami wywołała w Rosji gigantyczny kryzys paliwowy.

Przeczytaj także:

W maju Amerykanie przestali mediować między Rosją a Ukrainą, co do tej pory polegało raczej na wmawianiu Ukrainie, że jedynymi warunkami do przyjęcia są warunki Rosji. W czerwcu i lipcu Putin dwukrotnie prosił Trumpa przez telefon o przysłanie mu na dalsze rozmowy zięcia Kushnera i partnera biznesowego Witkoffa. Ci jednak zajęci są konfliktem w Iranie i do Moskwy nie chcą jechać, o ile Putin nie przedstawi nowych propozycji. Putin nie może jednak ustąpić o włos, bo byłoby to jego całkowitą klęską.

W czasie tych przepychanek propaganda Kremla przekonywała, że NATO jest słabe i podzielone, Donald Trump pomiata Europą, a kolejne kraje europejskie wycofują się z pomocy Ukrainie. Prezydent Polski Nawrocki wywołał w Ankarze skandal i poniżył Zełenskiego, odmawiając spotkania z nim (do spotkania doszło, ale o tym propagadna Kremla jeszcze nie powiedziała i pewnie nie powie). Dlatego teraz wyjaśnienie ustaleń szczytu NATO jest bardzo trudne.

Pierwszą reakcją Kremla na ustalenia w Ankarze był komentarz wysłanego tam „dziennikarza”, że „nie wiadomo, skąd wezmą na to wszystko pieniądze”.

Czym jest to „to”, propaganda Kremla nie powiedziała. Czytelnicy OKO.press mogą to przeczytać w korespondencjach z Ankary Pauliny Pacuły.

Przeczytaj także:

13:29 09-07-2026

Prawa autorskie: 09.07.2024 Warszawa , ul Wiejska , Sejm . Byly Prezes PKN Orlen Daniel Obajtek zeznaje jako swiadek podczas posiedzenia Komisji Sledczej do zbadania legalnosci , prawidlowosci oraz celowosci dzialan , a takze wystepowania naduzyc zaniedban i zaniechan w zakresie legalizacji pobytu cudzoziemcow na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w okresie od dnia 12 listopada 2019 r. do dnia 20 listopada 2023 r. Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl09.07.2024 Warszawa ...

Szarpanina z udziałem Obajtka w Inowrocławiu. Były prezes Orlenu zapowiada głodówkę

Daniel Obajtek chciał przyłączyć się do protestujących górników. Siłą próbował wedrzeć się do siedziby kopalni. Doszło do ostrej przepychanki.

Co się wydarzyło?

Były szef Orlenu zapowiedział, że przystępuje do strajku głodowego górników, którzy sprzeciwiają się sprzedaży aktywów firmy chemicznej Qemetica (dawniej Ciech). Trafić mają one do niemieckiego koncernu K+S. Górnicy żądają od państwa przejęcia udziałów przedsiębiorstwa, które jest głównym odbiorcą solanki z inowrocławskich kopalni IKS Solino.

„Będę protestował do piątku wieczorem razem z moimi pracownikami. To będzie strajk głodowy. Mam prawo wejść na teren tej firmy, jestem europarlamentarzystą, nie wchodzę w część produkcyjną, tylko biurową, bo chcę zwrócić uwagę opinii publicznej, że takie skandale gospodarcze nie powinny mieć miejsca” – mówił Obajtek.

Po zakończeniu konferencji prasowej Daniel Obajtek udał się do siedziby IKS Solino, próbując przecisnąć się przez bramki wejściowe bez pozwolenia „Ja wchodzę na zakład na siłę!” – krzyczał Obajtek.

„Nie wejdzie pan! Proszę się opamiętać! Kim pan jest?! Proszę natychmiast wyjść!” — odpowiadał prezes spółki Wojciech Kotlarek. Polecił współpracownikom zadzwonić na policję, po czym między mężczyznami doszło do szarpaniny. „Pan bije ludzi! Pan narusza nietykalność cielesną!” – odpierał podniesionym głosem Obajtek. Gdy policjanci pojawili się na miejscu, poinformowali Obajtka, że może złożyć zawiadomienie o naruszeniu nietykalności cielesnej na najbliższym komisariacie.

Jaki jest kontekst?

Były prezes Orlenu i europoseł przez ostatnie miesiące był nieco mniej aktywny, jednak od usunięcia ze stanowiska często krytycznie odnosi się między innymi do polityki surowcowej państwa czy działalności koncernu, którym wcześniej kierował. Za Obajtkiem ciągną się również prokuratorskie zarzuty. Dotyczą między innymi zawarcia umowy z firmą detektywistyczną bez wcześniejszego przetargu i nierozliczenia należnego podatku.

W maju do Parlamentu Europejskiego wpłynął wniosek o wyrażenie zgody na pociągnięcie europosła Daniela Obajtka do odpowiedzialności karnej. „Według ustaleń śledztwa Daniel Obajtek miał zaniżyć w deklaracjach podatkowych za 2020 rok wartość osiągniętych przychodów i dochodów o ponad 3 mln zł. Miało to skutkować zaniżeniem należnego podatku dochodowego od osób fizycznych oraz należnej daniny solidarnościowej łącznie o 1 089 395 zł” – informuje prokuratura. To nie pierwszy taki wniosek. Europarlament uchylał Obajtkowi immunitet już w dwóch innych sprawach.

Przeczytaj także:

11:21 09-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Wielkopolska Policja, FacebookFot. Wielkopolska Po...

Zatrzymani mężczyźni, którzy przepytywali Ukrainkę o Banderę usłyszeli zarzuty

Policja zatrzymała dwóch mężczyzn w związku z incydentem o charakterze antyukraińskim w Poznaniu. Zatrzymani próbowali wtargnąć do biura ukraińskiej firmy, aby sprawdzić, czy pracownicy „nie popierają Stepana Bandery”. Usłyszeli zarzuty

Co się wydarzyło?

O zatrzymaniu sprawców w środę 8 lipca poinformował minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński.

„W związku z incydentem na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu policjanci zatrzymali dwie osoby. Nie ma zgody na nienawiść i agresję. W tego typu przypadkach policja będzie reagować zdecydowanie” – napisał minister w mediach społecznościowych.

Według Wielkopolskiej Policji chodzi o incydent, który miał miejsce 3 lipca w budynku, w którym obywatelka Ukrainy wynajmuje biuro na potrzeby działalności gospodarczej.

W sieci pojawiło się nagranie, na którym widać, jak kilku mężczyzn próbuje dostać się do biura ukraińskiej firmy ProLegalization, która zajmuje się m.in. pomocą obywatelom Ukrainy w kwestiach związanych z pobytem w Polsce, wyrabianiu dokumentów czy pozwoleń na pracę, twierdząc, że chcą sprawdzić, czy jej pracownicy „nie popierają Stepana Bandery”. Pytają o to Ukrainkę prowadzącą biuro, która otworzyła im drzwi.

Mężczyźni przedstawili się jako „obywatele Rzeczpospolitej Polskiej”. Według informacji, które pojawiają się w mediach społecznościowych byli to aktywiści związani z partią KORWiN.

Mężczyźni stwierdzili, że „Ukraina jest wrogo nastawiona do Polski”, dlatego chcieli obejrzeć biuro firmy. Oprócz pytań o Banderę pytali Ukrainkę dlaczego nie prowadzi działalności w swoim kraju. Pracownica odmówiła wpuszczenia mężczyzn do biura i zapewniła ich, że jej firma działa legalnie.

Po incydencie obywatelka Ukrainy złożyła zawiadomienie na policji, że kilka osób ją zniesławiło.

Policjanci zabezpieczyli nagranie krążące w sieci oraz zidentyfikowali osoby biorące udział w tym wydarzeniu.

„Sprawa jest prowadzona w zakresie pomówienia oraz opublikowania nagrania, które mogło poniżyć pokrzywdzoną w oczach opinii publicznej, a także narazić na utratę zaufania potrzebnego dla rodzaju prowadzonej działalności gospodarczej (art. 212 kk).” – czytamy w komunikacie. Według policji obu podejrzanym grożą kary grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Według Radia Poznań dziś dwaj mężczyźni usłyszeli zarzuty za zniesławienie Ukrainki.

Sprawcami są mieszkańcy Poznania w wieku 47 i 41 lat. Mężczyźni nie przyznali się do winy.

„Prokuratura zdecydowała o zastosowaniu wobec podejrzanych dozoru policyjnego i zakazu zbliżania do pokrzywdzonej” – podaje Radio Poznań. Zarzuty może usłyszeć też trzecia osoba – kobieta, która nagrywała zdarzenie.

Dochodzenie dotyczy również nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, które pojawiło się w komentarzach pod nagraniem udostępnionym w internecie.

Jaki jest kontekst?

W Polsce ma miejsce coraz więcej antyukraińskich i antymigranckich incydentów. Jak pisaliśmy w połowie czerwca w Warszawie narodowe bojówki patrolowały Dworzec Centralny, legitymując osoby, które mogą być obcokrajowcami.

Przeczytaj także:

A pod koniec maja w Lublinie wybuchła afera dotycząca studiujących tam od lat obcokrajowców z Afryki.

Przeczytaj także:

Antyimigrancka nagonka przekłada się na bezpośrednie akty przemocy.

W połowie czerwca przy Dworcu Gdańskim w Warszawie został pobity taksówkarz z Azerbejdżanu:

Przeczytaj także:

Na początku lipca we Wrocławiu został zaatakowany 19-latek z Ukrainy chwilę po tym, jak rozmawiał z mamą przez telefon po ukraińsku. Chłopak ma złamany nos, uszkodzony kręgosłup. Wcześniej podobne pobicia na tle narodowościowym miały miejsce w Warszawie. Cudzoziemcy czują się w Polsce coraz mniej bezpiecznie.

Przeczytaj także: