0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

19:50 09-05-2026

Prawa autorskie: TV Rossija 1, 9 maja 2026TV Rossija 1, 9 maja...

Ratunkowa konferencja prasowa Putina: świat się nas wystraszył

Rozejm i umowa z Ukrainą o wymianie więźniów jest efektem tego, że świat wystraszył się rosyjskich gróźb – ogłosił Putin na konferencji prasowej. To wydarzenie rzadkie i nie było zapowiadane. Putin starał się przekonać świat, że ma sytuację ma pod kontrolą, a defilada w Moskwie, na którą dzień wcześniej zgodziła się Ukraina, nie była wizerunkową katastrofą

Co się stało?

Wieczorem 9 maja Kreml zwołał konferencję prasową Putina. Konferencja była długa i transmitowana na żywo w telewizji. Pytania były ewidentnie uzgodnione i pozwalały Putinowi gadać bez końca. Wszystko trwało 45 minut — dłużej niż defilada na Placu Czerwonym w Moskwie.

Putin oświadczył, że nie wie jeszcze, czy Ukraina przestrzegała rozejmu 9 maja, bo nie dostał raportu MON. Wyjaśnił, że defilada w Moskwie była skromna nie z powodu zagrożenia ze strony Ukrainy, ale dlatego, że to nie była okrągła rocznica „pobiedy”, a poza tym wojsko powinno skupić się na „operacji specjalnej”. Podkreślił, że decyzje w sprawie defilady podjęto, zanim Ukraina zagroziła atakiem na Moskwę.

Jednocześnie podziękował kilku zagranicznym gościom, którzy byli na defiladzie, bo przyjechali do Moskwy „jeszcze nie wiedząc”, że defilada będzie bezpieczna. Innych gości nie było, ale to dlatego, że na nieokrągłą rocznicę Rosja nikogo nie zapraszała – trzeba się było „wykazać inicjatywą”.

To ja załatwiłem rozejm straszeniem

Putin powiedział też, że do trzydniowego rozejmu i deklaracji Ukrainy, że nie zaatakuje defilady w Moskwie w zamian za uwolnienie swoich tysiąca jeńców, było skutkiem tego, że świat naprawdę przejął się rosyjskimi groźbami odwetowego uderzenia w centrum Kijowa.

„Pracowaliśmy z partnerami i przyjaciółmi – z Chin i Indii i innymi, w tym z USA. Przedstawiliśmy przyjaciołom, partnerom, co się może stać. Że centra podejmowania decyzji w Kijowie są blisko przedstawicielstw dyplomatycznych. Dlatego prosiliśmy, by zapewnili bezpieczeństwo ich przedstawicielstwom. I w taki sposób doszło do inicjatywy Trumpa o dodatkowych dniach rozejmu i wymianie jeńców w tym czasie” [rozejm ma trwać od 9 do 11 maja — red.].

Putin powiedział też, że już 5 maja Rosja zaproponowała Ukrainie wymianę 500 jeńców i przestawiła ich listę. Ukraina odpowiedziała jednak, że nie jest na to gotowa (Ukraińcy bardzo dokładnie sprawdzają, kogo Rosja przedstawia jako jeńca, bo zdarzało się, że oddawała swoich wojskowych kryminalistów z rosyjskich wiezień – red.). Stąd zdaniem Putina ostateczna propozycja wymiany tysiąca jeńców jest tylko spełnieniem postulatów Rosji. Ukraina zgodziła się na to, bo widziała, że tę propozycję akceptuje Trump — mówił Putin. (Nie jest to prawda – Trump o rozejmie mówił od 29 kwietnia, Ukraina w tym czasie atakowała Rosję i to głęboko za linią frontu, nawet po rosyjskim ultimatum, i nawet w czasie putinowskiego rozejmu 8 maja – red.)

Warto zauważyć, że Putin w kółko powtarzał liczbę 500, nie tysiąc. Nie wiemy, czy to znaczy, że Ukraina od 5 maja podbiła stawkę, czy też – że Putin będzie próbował ograniczyć wymianę, by udowodnić, że sytuacja jest pod jego kontrolą.

Propozycję Ukrainy, by rozejm zaczął się 6 maja, Putin zignorował, bo świętą datą w Rosji jest 9 maja. Dzień 8 maja dodał do rozejmu w rozmowie z Trumpem, bo wie, że tego dnia obchodzi się rocznicę końca wojny w Europie na Zachodzie i w Ukrainie.

Mogę się spotkać z Zełenskim w Moskwie, a w Europie rozmawiać ze Schroederem

Jeśli chodzi o rozmowy na Kremlu z jedynym przedstawicielem UE, Robertem Fico ze Słowacji, to ten przywiózł Putinowi – po rozmowach z Ukrainą – propozycję spotkania Putin – Zełenski. Putin jednak odpowiedział na to, jak zwykle: jeśli prezydent Ukrainy chce rozmawiać, to Putin przyjmie go w Moskwie. Może też z nim spotkać się „w innym kraju”, ale tylko na podpisanie ostatecznego porozumienia kończącego konflikt.

Padło też pytanie o ataki na głębokie zaplecze Rosji i ataki dronów „z terenów krajów bałtyckich” (chodzi o ukraińskie drony lecące na Petersburg i spychane na zachód przez rosyjską obronę). Dziennikarka zauważyła, że drony te są też opisywane w Europie. A następnie zadała „trudne pytanie”: jeśli mamy stworzyć strefę bezpieczeństwa na granicy z Ukrainą, to aby zabezpieczyć Perm czy Tuapse przed ukraińskimi atakami, strefę należałoby ustanowić na zachodniej granicy Ukrainy.

Putin: „Więc odpowiedziała sobie pani na pytanie”. Musimy zapewnić bezpieczeństwo Rosji, a „oni” grają na zaostrzenie sytuacji.

Dalej Putin zapewniał, że choć sytuacja Rosji jest trudna, to przecież świat przewidywał jej całkowitą katastrofę. Np. Finlandia wstąpiła do NATO, choć nie miała z Rosją żadnych sporów. Po prostu liczyła na upadek Rosji, A Rosja nie upadła.

„A potem wpadli w rutynę i nie potrafią się z niej wydostać” – w ten sposób Putin przedstawiał polityczną katastrofę Rosji, jaka było rozszerzenie się NATO na wschód po ataku na Ukrainę jako swój sukces.

Przeczytaj także:

Rozwijając wątek z przemówienia na defiladzie, że Rosja walczy dziś „z całym blokiem NATO”, Putin wyjaśnił, że przez Zachód rozumie „globalistyczne elity”, które chcą zniszczyć Rosję i walczą z nią „rękami Ukraińców”. Powtórzył stałą opowieść, że za wojnę w Ukrainie odpowiada Zachód, bo oszukał Rosję i „pluł” na jej interesy. Wyraził przy tym nadzieję na odtworzenie stosunków z Europą –

„preferowanym negocjatorem w dialogu między Rosją a Europą” byłby dla Putina były kanclerz Niemiec Gerhard Schrodeder

(który pod odejściu z urzędu kanclerza zaczął pracować dla Gazpromu – red.). „Na Zachodzie z pewnością są mądrzy ludzie i mam nadzieję, że te siły powrócą do władzy”.

Jaki jest kontekst

Wystąpienie Putina było zwieńczeniem wielogodzinnych starań propagandy Kremla, by zetrzeć złe wrażenie po defiladzie w Moskwie. Skromna, króciutka defilada, bez zagranicznych gości, z filmikami o sprzęcie wojskowym, zamiast przejazdu tego sprzętu, odbyła się po tym, jak 12 godzin wcześniej Ukraina zgodziła się nie atakować Placu Czerwonego w zamian za uwolnienie tysiąca ukraińskich jeńców.

Gwarancją ze strony Ukrainy był prezydencki dekret zezwalający na defiladę w Moskwę – w granicach precyzyjnie wskazanych w koordynatach.

Przeczytaj także:

Początkowo Kreml zignorował fakt istnienia ukraińskiego dekretu. Potem nazwał go błazenadą. Kremlowscy urzędnicy powtarzali, że Rosja nie potrzebuje niczyich zgód na defiladę – co było już rozpaczliwym tłumaczeniem,

Ostatecznie postanowiono jednak pokazać Putina, który ogłosił, że wszystko zdarzyło się z jego woli i dzięki jego dyplomatycznej maestrii.

Putin nie mówił już, że jego armia posuwa się do przodu – ale głosi doktrynę rosyjską „ani kroku wstecz”, powtarzając stare oskarżenia Zachodu o wywołanie wojny, opowiadając po raz kolejny, jak to dał się temu Zachodowi oszukać, i bagatelizując konsekwencje wojny dla Rosji.

Na konferencji Putin opowiadał przy tym rzeczy, jakich najwyraźniej nie odważył się powiedzieć na Placu Czerwonym w przemówieniu przed defiladą. Być może było to warunkiem porozumienia z Ukrainą, do jakiego doprowadzili Amerykanie i Chińczycy.

Nie mogąc grozić światu na defiladzie, zrobił to na konferencji prasowej. Ale umiarkowanie, zasłaniając się brakiem informacji z MON (rosyjski MON zaraz po paradzie ogłosił, że Ukraińcy mimo rozejmu ostrzeliwują całą Rosję z wyjątkiem Moskwy, a Rosja odpowiada „lustrzanie” — red).

Putin starał się wyraźnie przekonać, że rosyjskie groźby są traktowane na świecie serio — choć Ukraina właśnie pokazała, że może je ignorować.

Jednocześnie już wcześniej doradca Putina Uszakow oznajmił, że obecnie nie ma już podstaw do „odwetowego zmasowanego ataku rakietowego na centrum Kijowa”. Uszakow powiedział też, że nadzieje Trumpa na przedłużenie rozejmu poza 11 maja są bezpodstawne. Rzecznik Putina Pieskow dodał, że droga do porozumienia pokojowego z Ukrainą jest daleka.

Kreml za wszelką cenę chce przekonać świat, że nic się nie zmieniło. Agencje wychwyciły komentarz Putina, że jego zdaniem wojna „dobiega końca”. Putin nie objaśnił jednak, jak miałoby do tego dojść, zanim w Europie „powrócą do władzy mądrzy ludzie”, czyli siły prorosyjskie.

Zapowiedź ta była więc być może ochłapem rzuconym poddanym, coraz bardziej zmęczonym wojną .

Przeczytaj także:

16:06 09-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Vyacheslav Prokofyev, Sputnik, Kremlin Pool Photo via APFot. Vyacheslav Prok...

Meduza: na wojnie w Ukrainie mogło zginąć ponad 350 tysięcy rosyjskich żołnierzy

Rosyjscy dziennikarze szacują, że łączna liczba poległych żołnierzy Rosji od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę do końca 2025 roku wynosi 352 tysiące osób. „To nowa – wiarygodna – ocena strat sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej w ciągu czterech lat wielkiej wojny” – podkreślają.

Na zdjęciu: Prezydent Władimir Putin trzyma w rękach rosyjską prawosławną ikonę świętego błogosławionego księcia Aleksandra Newskiego podczas spotkania z żołnierzami rannymi w walkach na Ukrainie w Centralnym Wojskowym Szpitalu Klinicznym im. Mandryka w Moskwie, w Rosji. 29 października 2025 r. Fot. Wiaczesław Prokofiew, Sputnik/ AP

Co się wydarzyło?

W sobotę 9 maja, w rosyjskim Dniu Zwycięstwa w II wojnie światowej, niezależny rosyjski portal „Meduza” wydawany na Łotwie, opublikował nową obszerną analizę dotyczącą strat Rosji w wojnie w Ukrainie. Śledztwo zostało przeprowadzone wspólnie z portalem „Mediazona” oraz rosyjskim oddziałem BBC. („Meduza” oraz „Mediazona” systematycznie od trzech analizują rosyjskie straty w Ukrainie).

Dziennikarze przeanalizowali imienne listy poległych Rosjan, dane z rejestru spraw spadkowych oraz statystyki sądowe. Jak podkreślają, w podanej liczbie 352 tys. ofiar śmiertelnych nie uwzględniono najemników z innych krajów oraz żołnierzy, którzy zaginęli w drugiej połowie 2025 roku.

W swoich szacunkach dziennikarze po raz pierwszy uwzględnili nie tylko „zwykłych” zmarłych, których zgony zostały zarejestrowane w Urzędzie Stanu Cywilnego (takich osób jest 261 tysięcy), ale także osoby uznane przez sąd za zmarłe lub zaginione (około 90 tysięcy osób).

Według analizy wnioski o uznanie żołnierzy za zaginionych lub zmarłych zaczęły masowo napływać do rosyjskich sądów w lipcu 2024 roku. Do tego czasu ani rodziny żołnierzy, ani rosyjskie Ministerstwo Obrony nie podjęły żadnych działań w tym zakresie.

„Nie jest jasne, dlaczego pozwy sądowe w całym kraju zaczęły napływać właśnie wtedy: ustawa upraszczająca proces uznawania żołnierzy za zaginionych lub zmarłych została uchwalona wiosną 2023 roku. Zgodnie z nią, weteran wojenny może uzyskać ten status sześć miesięcy po tym, jak ostatni raz widziano go żywego. A jeśli jednostka wojskowa może przedstawić dokument stwierdzający, że dana osoba zaginęła w okolicznościach zagrażających życiu (zmarła, ale nie udało się odnaleźć jej ciała), może zostać uznana za zmarłą, z pominięciem prawnego statusu osoby zaginionej” – czytamy w analizie.

„W latach 2020–2023 liczba wniosków o zaginięcie lub śmierć osób składanych w rosyjskich sądach utrzymywała się na stabilnym poziomie, średnio 8100 rocznie. W 2024 roku sądy otrzymały 22 900 wniosków, a w 2025 roku – 79 800. O tym, że wnioski te dotyczą personelu wojskowego, a nie np. cywilów zaginionych na froncie, świadczą przede wszystkim dane dotyczące osób składających wnioski w takich sprawach. [...] Znając bazową (przedwojenną) liczbę zgłoszeń o zaginięciach oraz liczbę zgłoszeń złożonych w sądzie w latach 2024 i 2025, możemy obliczyć wzrost spowodowany wojną: około 86 500 roszczeń do grudnia 2025 roku”.

Analiza nie obejmuje danych o rosyjskich stratach w 2026 roku. Jak zaznaczają autorzy, na początku maja 2026 roku liczba ta jeszcze wzrosła. „Rosyjskie Siły Zbrojne nie doświadczają obecnie poważnych niedoborów kadrowych. Jednak wraz ze wzrostem strat sytuacja ta może ulec zmianie” – podsumowują.

Jaki jest kontekst?

Władze Federacji Rosyjskiej oficjalnie nie podają aktualnych danych dotyczących swoich strat. Ostatni raz Moskwa podała liczbę ofiar śmiertelnych jeszcze we wrześniu 2022 roku, podając liczbę 5937 osób.

Według danych Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy łączne straty bojowe wojsk rosyjskich w wojnie przeciwko Ukrainie w okresie od 24 lutego 2022 r. do 8 maja 2026 r. wynoszą około 1 339 190 osób (rannych i zabitych).

Na początku lutego 2026 roku prezydent Ukrainy poinformował, że od lutego 2022 roku Ukraina straciła na wojnie 55 tysięcy żołnierzy. Ponad 70 tys. osób jest zaginionych – żołnierzy i cywili.

Przeczytaj także:

13:54 09-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Cezary Aszkielo...

Orlen znów obniżył hurtowe ceny paliw, spadły ceny na stacjach

W sobotę Orlen obniżył hurtowe ceny oleju napędowego Ekodiesel o 98 złotych na metrze sześciennym, a benzyny bezołowiowej Eurosuper 95 o 50 zł. To czwarta obniżka tych paliw w tym tygodniu.

Co się wydarzyło?

W piątek, 8 maja Ministerstwo Energii opublikowało informacje dotyczące maksymalnych cen paliw, które będą obowiązywać 9-11 maja 2026 roku. Według aktualnego obwieszczenia Ministra Energii od soboty do poniedziałku włącznie benzyna 95 ma kosztować nie więcej niż 6,35 zł/l, benzyna 98 – 6,85 zł/l, olej napędowy – 7,03 zł/l.

To są niższe ceny niż w piątek. 8 maja benzyna 95 kosztowała maksymalnie 6,41 zł za litr, benzyna 98 – 6,90 zł, olej napędowy – 7,17 zł.

„Benzyna oraz olej napędowy nie mogą być sprzedawane drożej niż podany limit” – podkreśla Ministerstwo Energii. Dodaje, że nowa cena obowiązuje od dnia następnego po publikacji w Dzienniku Urzędowym „Monitor Polski”. W przypadku dni wolnych od pracy obowiązuje cena ogłoszona w ostatnim dniu roboczym przed weekendem lub świętami oraz innymi dniami wolnymi od pracy.

Jak podaje Polska Agencja Prasowa, Orlen po raz czwarty w tym tygodniu obniżył hurtowe ceny paliw. Z danych opublikowanych przez koncern wynika, że w sobotę olej napędowy Ekodiesel kosztuje 6 tys. 119 zł za metr sześc., czyli 98 zł mniej niż dzień wcześniej, natomiast benzyna bezołowiowa Eurosuper 95 kosztuje 5 tys. 535 zł za metr sześc., czyli 50 zł.

W piątek Orlen obniżył hurtowe ceny oleju napędowego Ekodiesel o 125 zł, do 6 tys. 217 zł za metr sześć., a benzyny bezołowiowej Eurosuper 95 o 53 zł, do 5 tys. 585 zł za metr sześc. Koncern obniżał ceny również we środę i czwartek.

Jaki jest kontekst?

Pod koniec marca 2026 roku Sejm przyjął ustawy, które ograniczają wzrost cen paliw na stacjach. Nowe przepisy obniżają VAT (z 23% do 8%) i akcyzę do minimalnych dopuszczalnych poziomów (o 29 gr dla benzyny i 28 gr dla oleju napędowego) oraz wprowadzają maksymalne ceny detaliczne.

Od 31 marca na wszystkich stacjach w Polsce obowiązują ceny maksymalne paliw, wprowadzone w ramach rządowego pakietu regulacji „Ceny Paliwa Niżej”. Cena maksymalna jest ustalana według określonej formuły, obejmującej średnią cenę hurtową paliw na rynku krajowym, powiększoną o akcyzę, opłatę paliwową, marżę sprzedażową w wysokości 0,30 zł za litr oraz podatek VAT.

Specjalne przepisy działają w Polsce do 15 maja.

Te rozwiązania są odpowiedzią polskiego rządu w związku z kryzysową sytuacją na rynku wywołaną poprzez atak Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran 28 lutego. Konflikt spowodował natychmiastowy wzrost cen ropy naftowej na globalnych rynkach, co przełożyło się na wyższe koszty paliw również w Polsce.

„Pakiet rozwiązań osłonowych obniża ceny paliw, wspierając polskie rodziny i polską gospodarkę” – zapewnia Ministerstwo Energii.

Przeczytaj także:

11:51 09-05-2026

Prawa autorskie: Fot . Krzysztof Cwik / Agencja Wyborcza.plFot . Krzysztof Cwik...

Przy granicy polsko-rosyjskiej znaleziono drona z napisami w cyrylicy

Na terenie województwa warmińsko-mazurskiego, niedaleko granicy z obwodem królewieckim został znaleziony dron z napisami w języku rosyjskim. Sprawą zajęła się Żandarmeria Wojskowa i prokuratura.

Co się wydarzyło?

W sobotę, 9 maja około godz. 12 Żandarmeria Wojskowa poinformowała, że w godzinach porannych otrzymała informację, że w okolicy miejscowości Bartoszyce (województwo warmińsko-mazurskie) odnaleziono niezidentyfikowany obiekt latający.

„Pierwsze czynności na miejscu zdarzenia wskazują, iż jest to prawdopodobnie dron pochodzenia wojskowego, przeznaczony do obserwacji, nieposiadający cech bojowych” – podkreślił Rzecznik Prasowy Komendanta Głównego Żandarmerii Wojskowej ppłk Dariusz Rozkosz. „Na miejscu trwają niezbędne czynności procesowe” – dodał.

Postępowanie w tej sprawie prowadzone jest pod nadzorem Prokuratora 8 Wydziału do spraw wojskowych Prokuratury Okręgowej w Olsztynie.

Jako pierwszy o wydarzeniu poinformował RMF24, zaznaczając, że dron został znaleziony na polu w miejscowości Osieka koło Bartoszyc, około 20 kilometrów od polsko-rosyjskiej granicy. Według dziennikarza serwisu informacyjnego Piotra Bułakowskiego na dronie są napisy cyrylicą i ma on kamerę bądź kamery.

„Został znaleziony przedmiot przypominający drona. Na miejscu pracują służby, żeby określić, co to dokładnie jest za przedmiot i skąd przyleciał” – powiedział w komentarzu TVN24 asp. szt. Rafał Jackowski z zespołu prasowego warmińsko-mazurskiej policji. Dodał, że nie znaleziono innych podejrzanych obiektów.

Jaki jest kontekst?

W nocy z 9 na 10 września 2025 r., podczas kolejnego ataku Rosji wymierzonego w Ukrainę, na Polskę leciały 92 drony. Większość z nich została zestrzelona przez Ukrainę, jednak 19 dotarło za naszą granicę. Wtedy operacja ta miała na celu prawdopodobnie przetestować obronę NATO.

W ciągu ostatnich miesięcy w związku z wojną Rosji przeciwko Ukrainie „niezidentyfikowane” drony coraz częściej naruszają przestrzeń powietrzną krajów NATO.

Przeczytaj także:

10:38 09-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Maxim Shipenkov/Pool Photo via APFot. Maxim Shipenkov...

„Putin w kłopotach”. Ukraińskie reakcje na Paradę w Moskwie

„Pod względem informacyjnym Kreml przegrał sprawę z paradą – zarówno w Ukrainie, jak i na arenie międzynarodowej” – pisze ukraiński dyplomata. 9 maja w Ukrainie obchodzony jest Dzień Europy. Zełenski: Europa stoi dziś z Ukrainą nie ze względu na dobroczynność, to świadomy wybór Europejczyków – stanąć po stronie odważnych i silnych.

„Chyba po raz pierwszy od początku wojny Ukraina przechytrzyła Rosję w operacji psychologicznej. Dekret zezwalający na organizację parady w Moskwie w ograniczonym obszarze to najsilniejszy krok, jaki można było podjąć w odpowiedzi na fałszywe propozycje pokojowe Putina” – pisze na Facebooku Serhij Marczenko, ukraiński wolontariusz, bloger, od roku kierownik jednostki odpowiedzialnej za rekrutację ochotników do Sił Obrony Terytorialnej Ukrainy. Dodaje, że rosyjscy propagandyści mają problem z tym, jak to wyjaśnić Rosjanom.

„Doskonale rozumieją, jak bolesny jest to cios dla rosyjskiego społeczeństwa, zafascynowanego ideą własnej wielkości, gdy ta wielkość rozpada się na ich oczach, a „kraj 404” [Ukraina według rosyjskiej propagandowej narracji nie istnieje] wydaje im zezwolenie na przeprowadzenie parady wojskowej” – pisze Marczenko.

Dodaje, że z wojskowego punktu widzenia atak na paradę w Moskwie nie miał sensu w momencie, kiedy Rosjanie ściągnęli tam więcej obrony przeciwlotniczej. Wcześniej ukraińscy eksperci wojskowi mówili, że ukraińskie Siły Obronne mogłyby wykorzystać tę sytuację i uderzyć w rosyjskie obiekty pracujące dla wojska w innych częściach Rosji.

Według Marczenki kilka dronów nad Moskwą miałby zerowy efekt wojskowy.

„Za to o dekrecie Zełenskiego zezwalającym na paradę na Placu Czerwonym będzie się jeszcze długo mówić” – podkreśla Marczenko i dodaje: „Ukraina zaprezentowała swoją siłę, podczas gdy Rosja ukazała się jako słaba i bezsilna, niezdolna do kontrolowania nawet przebiegu parady w Moskwie”.

Przeczytaj także:

„Zezwolenie na paradę wroga w czasie wojny to narzędzie dominacji psychologicznej” – komentuje Walerij Czały, ukraiński dyplomata, były ambasador Ukrainy w Stanach Zjednoczonych (2015-2019). Zaznacza, że dekrety prezydenta są „narzędziem o charakterze punktowym” i „nie należy nadużywać tego mechanizmu do takich celów”.

„W tej konkretnej sytuacji wynik jest oczywisty: rosyjski przywódca znalazł się w kłopocie. Pod względem informacyjnym Kreml przegrał sprawę z paradą – zarówno w Ukrainie, jak i na arenie międzynarodowej” – utrzymuje Czały.

„Nie zapominajmy jednak, że nie należy lekceważyć wroga. Chwilowe upokorzenie, ale z możliwością przywrócenia systemów obrony powietrznej na pozycje i kontynuowania wojny mającej na celu zniszczenie Ukraińców i Ukrainy – to cena za wspomniane pozytywne wyniki”.

Przeczytaj także:

„Moskwa świętuje zwycięstwo w II wojnie światowej, którą uczyniła swoją główną siłę spajającą. Problem polega na tym, że ta siła straciła już swoją aktualność” – pisze Pawło Kazarin, ukraiński dziennikarz, który dołączył do Sił Zbrojnych Ukrainy. Według Kazarina zwycięstwo nad nazizmem stało się dla Związku Radzieckiego i Rosji głównym usprawiedliwieniem za wszystko, co działo się w kraju przedtem – masowe represje, Hołodomor, deportacje, egzekucje, terror.

„Data ta stała się ciężarkiem na moralno-etycznej wadze reżimu i kraju — i pozwalała Moskwie przez lata występować z pozycji moralnej wyższości” – pisze Kazarin. Dodaje, że na terytorium ZSRR, a potem w Rosji, II wojna światowa stała się prawdziwą „religią obywatelską” pod nazwą „Wielka Ojczyźniana”.

„Święto 9 maja dawało Kremlowi prawo do wypowiadania się z pozycji moralnej wyższości – i właśnie to prawo Rosja utraciła po inwazji na Ukrainę” – pisze ukraiński dziennikarz i podkreśla: „Moskwa codziennie niszczy cały ten kapitał symboliczny, który budowała w oparciu o mitologię »Wielkiej Ojczyźnianej«”.

„Od tej pory przeszłość nie przeważa już nad teraźniejszością – i nie uda się zatuszować obecnych zbrodni kosztem dawnych zwycięstw. Na coroczną majową uroczystość w Moskwie przybywa coraz mniej gości – a próby mieszkańców Kremla, by przemawiać z pozycji moralnej przewagi, wydają się bezsensowne. Każda próba odwołania się do przeszłości napotyka teraz na teraźniejszość – i dlatego »dzisiaj« jest skazane na przewagę nad »wczoraj«.

Ideologiczna zasłona, którą stworzono po to, by służyła jako uniwersalne usprawiedliwienie władzy, okazała się rozdarta. Teraz widać przez nią stare i nowe represje. Pakt Ribbentrop-Mołotow i bombardowanie Mariupola.

Miniona wojna nie przeważa już nad obecną, a zatem nie może służyć jako usprawiedliwienie i rozgrzeszenie.

W ostatnich latach wyjątkowość każdego 9 maja polega jedynie na tym, że Rosja prosi Ukrainę o zawieszenie broni, aby »świętować zwycięstwo«”.

W OKO.press Agnieszka Jędrzejczyk opisała, jak wyglądała Parada w Dniu Zwycięstwa w Rosji:

Przeczytaj także:

Natomiast Ukraina 9 maja obchodzi Dzień Europy.

„Ukraina świętuje to nie tylko formalnie czy na papierze, ale naprawdę mając świadomość, że jesteśmy już nieodłączną częścią europejskiej rodziny. Bronimy Ukrainy, naszej niepodległości, naszej przyszłości, a tym samym bronimy w Ukrainie naszej Europy, której Ukraina była i będzie częścią” – napisał prezydent Ukrainy w mediach społecznościowych.

„Od pierwszych dni wojny na pełną skalę aż do dziś Europa jest z Ukrainą. I nie jest to dobroczynność, ale świadomy wybór Europejczyków – stanąć po stronie odważnych i silnych, po stronie Ukraińców i Ukrainek, którzy walczą dziś o pokój i prawdziwe bezpieczeństwo przed tyranią nie tylko dla siebie, ale dla całego kontynentu. I z pewnością obronimy nasze państwo, nasz naród i nasze prawo do samodzielnego wyboru naszej przyszłości – przyszłości w Europie”.