0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

15 minut temu

Zbigniew Ziobro opuścił Węgry i wyjechał do USA

Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro był widziany na lotnisku Newark w USA. Zgodę na przyznanie mu wizy miał wydać sam Donald Trump.

Co się wydarzyło?

Były minister sprawiedliwości i poseł PiS Zbigniew Ziobro w sobotę 9 maja był widziany na lotnisku Newark w stanie New Jersey w Stanach Zjednoczonych. Informację wraz ze zdjęciem przekazał redakcji TVN24 internauta. Pobyt polityka w USA potwierdziła następnie sprzyjająca PiS TV Republika.

Jak wynika z informacji Gazety Wyborczej, Ziobro wyjechał do Stanów Zjednoczonych wraz z żoną, Patrycją Kotecką. Polityk miał uzyskał amerykańską wizę za zgodą prezydenta Donalda Trumpa, który uznał, że PiS został jego jedynym sojusznikiem w UE po przegranej w wyborach Viktora Orbána – donosi „Wyborcza”.

Dziennik informuje też, że były wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski pozostał na Węgrzech. Jego sytuacja prawna jest bardziej skomplikowana m.in. z powodu wystawionego za nim Europejskiego Nakazu Aresztowania.

Ziobro i Romanowski wcześniej przebywali na Węgrzech, gdzie otrzymali ochronę od rządu byłego premiera Viktor Orbán. Już wcześniej pojawiały się informacje, że mogą opuścić Budapeszt po zmianie władzy w tym kraju.

Jaki jest kontekst?

Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i wiceszef tego resortu Marcin Romanowski wyjechali z kraju ze względu na śledztwo w sprawie nieprawidłowości w funkcjonowaniu Funduszu Sprawiedliwości za rządów PiS.

Jak wynika z ustaleń OKO.press, fundusz, który miał wspierać ofiary przestępstw i finansować pomoc postpenitencjarną, był wykorzystywany do finansowania projektów związanych z politycznym zapleczem Suwerennej Polski oraz organizacjami powiązanymi z obozem władzy. Śledczy badają mechanizm ustawiania konkursów, przekazywania środków podmiotom niespełniającym wymogów oraz politycznego wpływu na podział pieniędzy.

Prokuratura zarzuca Ziobrze popełnienie 26 przestępstw. Według śledczych były minister miał polecać podwładnym działania naruszające prawo w celu zapewnienia wybranym organizacjom dotacji z Funduszu Sprawiedliwości, ingerować w przygotowywanie ofert konkursowych oraz dopuszczać do przyznawania środków nieuprawnionym podmiotom.

Z kolei Marcin Romanowski, który nadzorował Fundusz Sprawiedliwości jako wiceminister sprawiedliwości w latach 2019–2023, usłyszał jesienią 2024 roku 11 zarzutów, w tym udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i ustawiania konkursów dotyczących funduszu.

Po postawieniu zarzutów obaj politycy wyjechali na Węgry. Tam otrzymali ochronę od władz Viktora Orbána, co – według polskich władz – miało umożliwić uniknięcie odpowiedzialności karnej w Polsce. Sytuacja zmieniła się po wyborach parlamentarnych na Węgrzech, wygranych przez partię Pétera Magyara. Zwycięzca wyborów, który w sobotę 9 maja został zaprzysiężony na premiera, zapowiedział podczas pierwszej konferencji prasowej po wyborach, że jego rząd będzie respektował europejskie procedury prawne, w tym Europejski Nakaz Aresztowania, i wyda Polsce Ziobrę oraz Romanowskiego, jeśli nadal będą przebywać na terytorium Węgier.

Według informacji mediów Ziobro miał opuścić Węgry jeszcze przed formalnym uruchomieniem procedur ekstradycyjnych wobec niego. Za politykiem nie wystawiono jeszcze Europejskiego Nakazu Aresztowania. W lutym 2026 Prokuratura Krajowa wystawiła za nim list gończy.

Przeczytaj także:

godzinę temu

Prawa autorskie: The State Emergency Service of Ukraine, https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/The State Emergency ...

Rosja ostrzeliwuje Ukrainę pomimo zawieszenia broni

Rosja naruszyła proponowane przez Kijów zawieszenie broni już ponad 1800 razy – poinformował prezydent Wołodymyr Zełenski.

Co się wydarzyło?

Mimo ogłoszonego zawieszenia broni między Rosją a Ukrainą, rosyjskie siły kontynuowały ataki na ukraińskie miasta. W nocy z piątku na sobotę rosyjski dron uderzył w dziewięciopiętrowy budynek mieszkalny w północno-zachodniej części Charkowa – podał „Kyiv Independent”, powołując się na szefa władz obwodu charkowskiego Oleha Syniehubova.

Według lokalnych władz w ataku nie było ofiar śmiertelnych. Do szpitala trafiło jednak dwóch ośmioletnich chłopców, którzy doznali silnego szoku po eksplozji. Na miejscu nadal pracują służby ratunkowe.

Do kolejnego ataku doszło 9 maja w rejonie połohiwskim w obwodzie zaporoskim. Rosyjski dron uderzył tam w samochód osobowy. Zginął 67-letni mężczyzna, a dwie osoby zostały ranne.

Ofiary odnotowano również w obwodzie dniepropietrowskim. W wyniku rosyjskiego ostrzału zginęła 46-letnia kobieta, a 87-letnia mieszkanka regionu została ranna.

Jaki jest kontekst?

Ataki miały miejsce w pierwszej dobie trzydniowego rozejmu ogłoszonego 8 maja przez prezydenta USA Donalda Trumpa. Zawieszenie broni miało obowiązywać po tym, jak Rosja i Ukraina przedstawiły własne propozycje czasowego wstrzymania walk.

Kijów proponował rozpoczęcie rozejmu od północy 6 maja. Wcześniej Moskwa zapowiedziała 48-godzinne zawieszenie działań wojennych na czas obchodów Dnia Zwycięstwa przypadającego 8 i 9 maja.

Rozejm był związany z organizowaną w Moskwie paradą z okazji zakończenia II wojny światowej. Władze w Kijowie deklarowały, że w czasie uroczystości powstrzymają się od ataków dronowych na rosyjską stolicę. Ukraina zaznaczała jednak, że ograniczenie działań będzie możliwe wyłącznie pod warunkiem przestrzegania zawieszenia broni przez stronę rosyjską.

Według ukraińskich władz mimo formalnego rozejmu walki na froncie trwały nadal. W ciągu ostatniej doby odnotowano 121 starć bojowych.

Pomimo złamania warunków czasowego zawieszenia broni Rosja twierdzi, że przestrzega porozumienia. „Wszystkie rosyjskie grupy wojsk w Północnym Okręgu Wojskowym (NMD) nadal ściśle przestrzegają zawieszenia broni”, poinformowało rosyjskie Ministerstwo Obrony, cytowane przez agencję TASS.

„Zgodnie z decyzją Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, podczas obchodów 81. rocznicy Dnia Zwycięstwa, od północy 8 maja, wszystkie grupy wojsk rosyjskich w strefie operacji wojskowej specjalnej będą nadal ściśle przestrzegać zawieszenia broni i pozostaną na wcześniej zajętych liniach i pozycjach” – czytamy w oświadczeniu.

Przeczytaj także:

09:15 10-05-2026

Prawa autorskie: fot. Rada Europejska, 2026fot. Rada Europejska...

Tak robiono propagandę w mediach Orbána

Byli i obecni pracownicy węgierskich mediów publicznych opisują polityczne naciski, ręczne sterowanie przekazem i wykorzystywanie rosyjskiej propagandy w czasach rządów Viktora Orbána.

Co się wydarzyło?

Kilku byłych i obecnych pracowników węgierskich mediów publicznych opowiedziało o kulisach pracy w redakcjach podporządkowanych politycznie rządowi Viktora Orbána. W rozmowie z internetowym kanałem Partizán dziennikarze i redaktorzy ujawnili, że otrzymywali odgórne instrukcje dotyczące treści materiałów, sposobu relacjonowania wydarzeń oraz tematów, których należało unikać.

Kata Nyitrai, Eszter Dóra Nagy, Anna P. Ujvári i István Bereznay opowiadali, że po przejęciu władzy przez Fidesz media publiczne regularnie korzystały z materiałów opartych na rosyjskiej propagandzie i treściach z niewiarygodnych źródeł. Dziennikarze państwowej agencji informacyjnej MTI mieli też otrzymywać gotowe pytania na konferencje prasowe rządu albo w ogóle nie mogli zadawać pytań politykom.

István Bereznay, były redaktor naczelny portalu hirado.hu, należącego do publicznego nadawcy, twierdził, że w czasie kampanii wyborczych obowiązywały nieformalne zakazy cytowania niezależnych mediów krytycznych wobec rządu. Według relacji pracowników instrukcje dotyczące treści schodziły z najwyższych szczebli kierownictwa MTVA, węgierskiego nadawcy publicznego, a kluczową rolę miał odgrywać Zsolt Németh, dyrektor kanału M1 odpowiedzialny za polityczny przekaz stacji.

Jedna z byłych pracownic mediów publicznych, Anna P. Ujvári, mówiła wprost, że media publiczne „kłamały rano, wieczorem i na wszystkich częstotliwościach”. Część rozmówców przyznała, że praca przy propagandowych materiałach wywoływała dylematy moralne. Bereznay przekonywał jednak, że jeśli nie on wykonywałby tę pracę, zrobiłby to ktoś inny.

W materiale przypomniano też ustalenia śledcze portalu Direkt36. Z przecieków wynikało m.in., że współpracownicy Orbána mieli bezpośrednio wpływać na treść depesz publikowanych przez MTI. Redakcje dostawały również polecenia, by niemal dosłownie publikować komunikaty ministerstw oraz informacje od firm należących do oligarchy Lőrinca Mészárosa, jednego z najbliższych biznesowych sojuszników Orbána.

Niezależny portal Kontroll ujawnił z kolei nagrania audio, na których ówczesny szef hirado.hu miał zapowiadać ręczne poprawianie materiałów dotyczących Pétera Magyara tak, by nie eksponować opinii lidera opozycji. Informacje o kulisach działania mediów publicznych podały Partizán, Direkt36 i Kontroll.

Jaki jest kontekst?

Od powrotu Viktora Orbána do władzy w 2010 roku Węgry stały się jednym z najczęściej wskazywanych w Europie przykładów politycznego podporządkowywania mediów. Jeszcze kilkanaście lat temu kraj znajdował się w czołówce państw regionu pod względem wolności prasy, jednak według Reporterów bez Granic systematycznie spadał w światowym rankingu wolności mediów. W najnowszym zestawieniu RSF Węgry zajmują 74. miejsce na świecie, a organizacja uznała system stworzony przez Fidesz za przykład politycznego przejęcia rynku medialnego.

Kluczowym elementem zawłaszczenia mediów na Węgrzech było utworzenie w 2018 roku fundacji KESMA. Do organizacji kontrolowanej przez ludzi związanych z Fideszem trafiły setki gazet, portali, stacji radiowych i telewizyjnych. Media publiczne zostały podporządkowane rządowi, a wiele prywatnych redakcji przejęli oligarchowie powiązani z obozem Orbána. Część krytycznych tytułów zamknięto lub zmieniono ich linię redakcyjną. Niezależne media, takie jak Telex, 444.hu czy Partizán, funkcjonowały głównie dzięki wsparciu czytelników.

Nowy premier Péter Magyar, zaprzysiężony w sobotę 9 maja po zwycięstwie partii TISZA w kwietniowych wyborach parlamentarnych, zapowiedział szybkie zmiany na rynku medialnym. Jego rząd chce czasowo zawiesić programy informacyjne mediów publicznych do czasu stworzenia nowych zasad działania nadawcy państwowego. Magyar zapowiada też nową ustawę medialną, utworzenie niezależnego regulatora rynku i ograniczenie politycznej kontroli nad redakcjami. Deklaruje też koniec państwowej propagandy oraz odebranie wpływu oligarchom związanym z poprzednią władzą.

Przeczytaj także:

19:50 09-05-2026

Prawa autorskie: TV Rossija 1, 9 maja 2026TV Rossija 1, 9 maja...

Ratunkowa konferencja prasowa Putina: świat się nas wystraszył

Rozejm i umowa z Ukrainą o wymianie więźniów jest efektem tego, że świat wystraszył się rosyjskich gróźb – ogłosił Putin na konferencji prasowej. To wydarzenie rzadkie i nie było zapowiadane. Putin starał się przekonać świat, że ma sytuację ma pod kontrolą, a defilada w Moskwie, na którą dzień wcześniej zgodziła się Ukraina, nie była wizerunkową katastrofą

Co się stało?

Wieczorem 9 maja Kreml zwołał konferencję prasową Putina. Konferencja była długa i transmitowana na żywo w telewizji. Pytania były ewidentnie uzgodnione i pozwalały Putinowi gadać bez końca. Wszystko trwało 45 minut — dłużej niż defilada na Placu Czerwonym w Moskwie.

Putin oświadczył, że nie wie jeszcze, czy Ukraina przestrzegała rozejmu 9 maja, bo nie dostał raportu MON. Wyjaśnił, że defilada w Moskwie była skromna nie z powodu zagrożenia ze strony Ukrainy, ale dlatego, że to nie była okrągła rocznica „pobiedy”, a poza tym wojsko powinno skupić się na „operacji specjalnej”. Podkreślił, że decyzje w sprawie defilady podjęto, zanim Ukraina zagroziła atakiem na Moskwę.

Jednocześnie podziękował kilku zagranicznym gościom, którzy byli na defiladzie, bo przyjechali do Moskwy „jeszcze nie wiedząc”, że defilada będzie bezpieczna. Innych gości nie było, ale to dlatego, że na nieokrągłą rocznicę Rosja nikogo nie zapraszała – trzeba się było „wykazać inicjatywą”.

To ja załatwiłem rozejm straszeniem

Putin powiedział też, że do trzydniowego rozejmu i deklaracji Ukrainy, że nie zaatakuje defilady w Moskwie w zamian za uwolnienie swoich tysiąca jeńców, było skutkiem tego, że świat naprawdę przejął się rosyjskimi groźbami odwetowego uderzenia w centrum Kijowa.

„Pracowaliśmy z partnerami i przyjaciółmi – z Chin i Indii i innymi, w tym z USA. Przedstawiliśmy przyjaciołom, partnerom, co się może stać. Że centra podejmowania decyzji w Kijowie są blisko przedstawicielstw dyplomatycznych. Dlatego prosiliśmy, by zapewnili bezpieczeństwo ich przedstawicielstwom. I w taki sposób doszło do inicjatywy Trumpa o dodatkowych dniach rozejmu i wymianie jeńców w tym czasie” [rozejm ma trwać od 9 do 11 maja — red.].

Putin powiedział też, że już 5 maja Rosja zaproponowała Ukrainie wymianę 500 jeńców i przestawiła ich listę. Ukraina odpowiedziała jednak, że nie jest na to gotowa (Ukraińcy bardzo dokładnie sprawdzają, kogo Rosja przedstawia jako jeńca, bo zdarzało się, że oddawała swoich wojskowych kryminalistów z rosyjskich wiezień – red.). Stąd zdaniem Putina ostateczna propozycja wymiany tysiąca jeńców jest tylko spełnieniem postulatów Rosji. Ukraina zgodziła się na to, bo widziała, że tę propozycję akceptuje Trump — mówił Putin. (Nie jest to prawda – Trump o rozejmie mówił od 29 kwietnia, Ukraina w tym czasie atakowała Rosję i to głęboko za linią frontu, nawet po rosyjskim ultimatum, i nawet w czasie putinowskiego rozejmu 8 maja – red.)

Warto zauważyć, że Putin w kółko powtarzał liczbę 500, nie tysiąc. Nie wiemy, czy to znaczy, że Ukraina od 5 maja podbiła stawkę, czy też – że Putin będzie próbował ograniczyć wymianę, by udowodnić, że sytuacja jest pod jego kontrolą.

Propozycję Ukrainy, by rozejm zaczął się 6 maja, Putin zignorował, bo świętą datą w Rosji jest 9 maja. Dzień 8 maja dodał do rozejmu w rozmowie z Trumpem, bo wie, że tego dnia obchodzi się rocznicę końca wojny w Europie na Zachodzie i w Ukrainie.

Mogę się spotkać z Zełenskim w Moskwie, a w Europie rozmawiać ze Schroederem

Jeśli chodzi o rozmowy na Kremlu z jedynym przedstawicielem UE, Robertem Fico ze Słowacji, to ten przywiózł Putinowi – po rozmowach z Ukrainą – propozycję spotkania Putin – Zełenski. Putin jednak odpowiedział na to, jak zwykle: jeśli prezydent Ukrainy chce rozmawiać, to Putin przyjmie go w Moskwie. Może też z nim spotkać się „w innym kraju”, ale tylko na podpisanie ostatecznego porozumienia kończącego konflikt.

Padło też pytanie o ataki na głębokie zaplecze Rosji i ataki dronów „z terenów krajów bałtyckich” (chodzi o ukraińskie drony lecące na Petersburg i spychane na zachód przez rosyjską obronę). Dziennikarka zauważyła, że drony te są też opisywane w Europie. A następnie zadała „trudne pytanie”: jeśli mamy stworzyć strefę bezpieczeństwa na granicy z Ukrainą, to aby zabezpieczyć Perm czy Tuapse przed ukraińskimi atakami, strefę należałoby ustanowić na zachodniej granicy Ukrainy.

Putin: „Więc odpowiedziała sobie pani na pytanie”. Musimy zapewnić bezpieczeństwo Rosji, a „oni” grają na zaostrzenie sytuacji.

Dalej Putin zapewniał, że choć sytuacja Rosji jest trudna, to przecież świat przewidywał jej całkowitą katastrofę. Np. Finlandia wstąpiła do NATO, choć nie miała z Rosją żadnych sporów. Po prostu liczyła na upadek Rosji i zajęcie jej terytoriów (!). Ale Rosja nie upadła.

„A potem wpadli w rutynę i nie potrafią się z niej wydostać” – w ten sposób Putin przedstawiał polityczną katastrofę Rosji, jaka było rozszerzenie się NATO na wschód po ataku na Ukrainę jako swój sukces.

Przeczytaj także:

Rozwijając wątek z przemówienia na defiladzie, że Rosja walczy dziś „z całym blokiem NATO”, Putin wyjaśnił, że przez Zachód rozumie „globalistyczne elity”, które chcą zniszczyć Rosję i walczą z nią „rękami Ukraińców”. Powtórzył stałą opowieść, że za wojnę w Ukrainie odpowiada Zachód, bo oszukał Rosję i „pluł” na jej interesy. Wyraził przy tym nadzieję na odtworzenie stosunków z Europą –

„preferowanym negocjatorem w dialogu między Rosją a Europą” byłby dla Putina były kanclerz Niemiec Gerhard Schrodeder

(który pod odejściu z urzędu kanclerza zaczął pracować dla Gazpromu – red.). „Na Zachodzie z pewnością są mądrzy ludzie i mam nadzieję, że te siły powrócą do władzy”.

Jaki jest kontekst

Wystąpienie Putina było zwieńczeniem wielogodzinnych starań propagandy Kremla, by zetrzeć złe wrażenie po defiladzie w Moskwie. Skromna, króciutka defilada, bez zagranicznych gości, z filmikami o sprzęcie wojskowym, zamiast przejazdu tego sprzętu, odbyła się po tym, jak 12 godzin wcześniej Ukraina zgodziła się nie atakować Placu Czerwonego w zamian za uwolnienie tysiąca ukraińskich jeńców.

Gwarancją ze strony Ukrainy był prezydencki dekret zezwalający na defiladę w Moskwę – w granicach precyzyjnie wskazanych w koordynatach.

Przeczytaj także:

Początkowo Kreml zignorował fakt istnienia ukraińskiego dekretu. Potem nazwał go błazenadą. Kremlowscy urzędnicy powtarzali, że Rosja nie potrzebuje niczyich zgód na defiladę – co było już rozpaczliwym tłumaczeniem,

Ostatecznie postanowiono jednak pokazać Putina, który ogłosił, że wszystko zdarzyło się z jego woli i dzięki jego dyplomatycznej maestrii.

Putin nie mówił już, że jego armia posuwa się do przodu – ale głosi doktrynę rosyjską „ani kroku wstecz”, powtarzając stare oskarżenia Zachodu o wywołanie wojny, opowiadając po raz kolejny, jak to dał się temu Zachodowi oszukać, i bagatelizując konsekwencje wojny dla Rosji.

Na konferencji Putin opowiadał przy tym rzeczy, jakich najwyraźniej nie odważył się powiedzieć na Placu Czerwonym w przemówieniu przed defiladą. Być może było to warunkiem porozumienia z Ukrainą, do jakiego doprowadzili Amerykanie i Chińczycy.

Nie mogąc grozić światu na defiladzie, zrobił to na konferencji prasowej. Ale umiarkowanie, zasłaniając się brakiem informacji z MON (rosyjski MON zaraz po paradzie ogłosił, że Ukraińcy mimo rozejmu ostrzeliwują całą Rosję z wyjątkiem Moskwy, a Rosja odpowiada „lustrzanie” — red).

Putin starał się wyraźnie przekonać, że rosyjskie groźby są traktowane na świecie serio — choć Ukraina właśnie pokazała, że może je ignorować.

Jednocześnie już wcześniej doradca Putina Uszakow oznajmił, że obecnie nie ma już podstaw do „odwetowego zmasowanego ataku rakietowego na centrum Kijowa”. Uszakow powiedział też, że nadzieje Trumpa na przedłużenie rozejmu poza 11 maja są bezpodstawne. Rzecznik Putina Pieskow dodał, że droga do porozumienia pokojowego z Ukrainą jest daleka.

Kreml za wszelką cenę chce przekonać świat, że nic się nie zmieniło. Agencje wychwyciły komentarz Putina, że jego zdaniem wojna „dobiega końca”. Putin nie objaśnił jednak, jak miałoby do tego dojść, zanim w Europie „powrócą do władzy mądrzy ludzie”, czyli siły prorosyjskie.

Zapowiedź ta była więc być może ochłapem rzuconym poddanym, coraz bardziej zmęczonym wojną .

Przeczytaj także:

16:06 09-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Vyacheslav Prokofyev, Sputnik, Kremlin Pool Photo via APFot. Vyacheslav Prok...

Meduza: na wojnie w Ukrainie mogło zginąć ponad 350 tysięcy rosyjskich żołnierzy

Rosyjscy dziennikarze szacują, że łączna liczba poległych żołnierzy Rosji od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę do końca 2025 roku wynosi 352 tysiące osób. „To nowa – wiarygodna – ocena strat sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej w ciągu czterech lat wielkiej wojny” – podkreślają.

Na zdjęciu: Prezydent Władimir Putin trzyma w rękach rosyjską prawosławną ikonę świętego błogosławionego księcia Aleksandra Newskiego podczas spotkania z żołnierzami rannymi w walkach na Ukrainie w Centralnym Wojskowym Szpitalu Klinicznym im. Mandryka w Moskwie, w Rosji. 29 października 2025 r. Fot. Wiaczesław Prokofiew, Sputnik/ AP

Co się wydarzyło?

W sobotę 9 maja, w rosyjskim Dniu Zwycięstwa w II wojnie światowej, niezależny rosyjski portal „Meduza” wydawany na Łotwie, opublikował nową obszerną analizę dotyczącą strat Rosji w wojnie w Ukrainie. Śledztwo zostało przeprowadzone wspólnie z portalem „Mediazona” oraz rosyjskim oddziałem BBC. („Meduza” oraz „Mediazona” systematycznie od trzech analizują rosyjskie straty w Ukrainie).

Dziennikarze przeanalizowali imienne listy poległych Rosjan, dane z rejestru spraw spadkowych oraz statystyki sądowe. Jak podkreślają, w podanej liczbie 352 tys. ofiar śmiertelnych nie uwzględniono najemników z innych krajów oraz żołnierzy, którzy zaginęli w drugiej połowie 2025 roku.

W swoich szacunkach dziennikarze po raz pierwszy uwzględnili nie tylko „zwykłych” zmarłych, których zgony zostały zarejestrowane w Urzędzie Stanu Cywilnego (takich osób jest 261 tysięcy), ale także osoby uznane przez sąd za zmarłe lub zaginione (około 90 tysięcy osób).

Według analizy wnioski o uznanie żołnierzy za zaginionych lub zmarłych zaczęły masowo napływać do rosyjskich sądów w lipcu 2024 roku. Do tego czasu ani rodziny żołnierzy, ani rosyjskie Ministerstwo Obrony nie podjęły żadnych działań w tym zakresie.

„Nie jest jasne, dlaczego pozwy sądowe w całym kraju zaczęły napływać właśnie wtedy: ustawa upraszczająca proces uznawania żołnierzy za zaginionych lub zmarłych została uchwalona wiosną 2023 roku. Zgodnie z nią, weteran wojenny może uzyskać ten status sześć miesięcy po tym, jak ostatni raz widziano go żywego. A jeśli jednostka wojskowa może przedstawić dokument stwierdzający, że dana osoba zaginęła w okolicznościach zagrażających życiu (zmarła, ale nie udało się odnaleźć jej ciała), może zostać uznana za zmarłą, z pominięciem prawnego statusu osoby zaginionej” – czytamy w analizie.

„W latach 2020–2023 liczba wniosków o zaginięcie lub śmierć osób składanych w rosyjskich sądach utrzymywała się na stabilnym poziomie, średnio 8100 rocznie. W 2024 roku sądy otrzymały 22 900 wniosków, a w 2025 roku – 79 800. O tym, że wnioski te dotyczą personelu wojskowego, a nie np. cywilów zaginionych na froncie, świadczą przede wszystkim dane dotyczące osób składających wnioski w takich sprawach. [...] Znając bazową (przedwojenną) liczbę zgłoszeń o zaginięciach oraz liczbę zgłoszeń złożonych w sądzie w latach 2024 i 2025, możemy obliczyć wzrost spowodowany wojną: około 86 500 roszczeń do grudnia 2025 roku”.

Analiza nie obejmuje danych o rosyjskich stratach w 2026 roku. Jak zaznaczają autorzy, na początku maja 2026 roku liczba ta jeszcze wzrosła. „Rosyjskie Siły Zbrojne nie doświadczają obecnie poważnych niedoborów kadrowych. Jednak wraz ze wzrostem strat sytuacja ta może ulec zmianie” – podsumowują.

Jaki jest kontekst?

Władze Federacji Rosyjskiej oficjalnie nie podają aktualnych danych dotyczących swoich strat. Ostatni raz Moskwa podała liczbę ofiar śmiertelnych jeszcze we wrześniu 2022 roku, podając liczbę 5937 osób.

Według danych Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy łączne straty bojowe wojsk rosyjskich w wojnie przeciwko Ukrainie w okresie od 24 lutego 2022 r. do 8 maja 2026 r. wynoszą około 1 339 190 osób (rannych i zabitych).

Na początku lutego 2026 roku prezydent Ukrainy poinformował, że od lutego 2022 roku Ukraina straciła na wojnie 55 tysięcy żołnierzy. Ponad 70 tys. osób jest zaginionych – żołnierzy i cywili.

Przeczytaj także: