Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Po trzydniowym rozejmie, który Rosja wybłagała u Trumpa i prezydenta Zełenskiego na świętowanie „dnia zwycięstwa”, armia Putina od rana wznowiła ataki na Ukrainę z broni dalekiego zasięgu. Ostrzeliwany jest Kijów
Siły rosyjskie wystrzeliły na stolicę Ukrainy dziesiątki dronów. Do ataku na stolicę Ukrainy doszło zaledwie kilka godzin po wygaśnięciu zawieszenia broni.
Według dziennikarza „Kyiv Independent”, który był na miejscu, pierwsze eksplozje usłyszano w stolicy około godziny 3:35 czasu lokalnego.
Kilka minut później szef Miejskiej Administracji Wojskowej w Kijowie, Tymur Tkaczenko, poinformował, że szczątki drona spadły na dach 16-piętrowego budynku mieszkalnego w dzielnicy Obołoń. Zdjęcia opublikowane w mediach społecznościowych zdają się przedstawiać pożar wydobywający się z dachu budynku.
Zniszczenia spowodowane przez rosyjskiego drona odnotowano również w okolicznych regionach obwodu kijowskiego. Pełny rozmiar zniszczeń nie jest jeszcze znany. Nie ma informacji o ofiarach śmiertelnych.
Do ataku doszło po trzech dniach względnego spokoju w regionie po tym, jak prezydent USA Donald Trump ogłosił zawieszenie broni w dniach 9-11 maja. Posunięcie to powszechnie interpretuje się jako próbę zapewnienia Moskwie możliwości przeprowadzenia parady na Placu Czerwonym. Ukraina cały czas proponowała stały rozejm, a Trump opowiadał, że liczy na przedłużenie wynegocjowanego zawieszenia broni. Rosja kilkakrotnie publicznie odmówiła.
Jednocześnie Ukraina ostrzegła, że jeśli Rosja naruszy rozejm, Kijów wznowi ostrzał europejskiej części Rosji. Te „sankcje dalekiego zasięgu” są dla Putina bardzo bolesne — tuż przed rozejmem 9 maja Ukraińcy zniszczyli dwie rosyjskie rafinerie, centrum szkoleniowe i centrum kontroli lotów — cele w odległości od 500 do 1500 km od granicy.
Z rosyjskich komunikatów o alarmach rakietowych w całym kraju wynika, że Ukraina wznowiła ataki na głębokie zaplecze Rosji.
Dziennik „Kyiv Independent” informuje, że Amerykanie cały czas próbują wynegocjować kolejne zawieszenie broni. Ponieważ Putin nie przejmuje się atakami na swój kraj, tym razem zachętą ma być złagodzenie sankcji nałożonych na Moskwę.
„Putin podsuwa myśl, że jego wojna na Ukrainie może zbliżać się do końca, nie dlatego, że tak się dzieje” – powiedział amerykański analityk Paul Goble w wywiadzie dla „Kyiv Post” – „ale raczej dlatego, że chce uspokoić część Rosji w kwestii tego, co dzieje się na Ukrainie”.
Tymczasem Ukraina czeka na uwolnienie tysiąca swoich jeńców. Pod tym warunkiem zgodziła się nie ostrzeliwać Moskwy 9 maja. Listę jeńców do uwolnienia przekazała Amerykanom, którzy pośredniczą w rozmowach.
Przeczytaj także:
Senator Tomasz Lenz, który doprowadził do tego, że szpital wykonał jego krewnemu banalny zabieg poza kolejnością, został usunięty z szeregów Koalicji Obywatelskiej.
O wykluczeniu Tomasza Lenza z partii poinformował dziennikarz Patryk Michalski, autor programu „News Michalskiego" w TVN24. Decyzja została podjęta przez prezydium partii na wniosek Donalda Tuska.
O „sprawie Lenza" napisała w kwietniu 2026 roku Wirtualna Polska. Senator miał pojawić się 15 marca ze swoim krewnym w izbie przyjęć szpitala w Aleksandrowie Kujawskim, gdzie został przyjęty poza kolejnością na prosty, niezagrażający życiu zabieg. W procedurze uczestniczyli ordynator chirurgii i anestezjolog, którzy w tym czasie mieli dyżur na innych oddziałach.
Szpital został za złamanie procedur ukarany karą finansową ponad 130 tys. przez NFZ. Okazało się bowiem, że uczestniczący w interwencji lekarze byli jedynymi obecnymi na dyżurach w swoich oddziałach i opuszczając je, narazili zdrowie innych pacjentów. Zabieg odbył się poza procedurami i nie został wpisany do szpitalnej dokumentacji. Szpital odwołał się od kary, powołując na interes publiczny – jego dyrektor twierdzi, że nie ma pieniędzy, żeby ją zapłacić.
Tomasz Lenz zarzucił z kolei dyrektorowi szpitala, że jest wobec niego negatywnie nastawiony i przekazał kontrolerom NFZ nieprawdziwe wiadomości.
Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę likwidującą CBA. Jej kompetencje miały spaść na inne organy publiczne. To osłabianie państwa – argumentował Nawrocki.
„Prezydent zdecydował o zawetowaniu ustawy likwidującej Centralne Biuro Antykorupcyjne, wskazując, iż w wyniku likwidacji instytucji, powstaje ryzyko chaosu kompetencyjnego oraz utraty ciągłości postępowań, co bezpośrednio zagraża fundamentom zaufania do państwa. Zdaniem Prezydenta, ustawa zakładająca odejście od modelu wyspecjalizowanej służby antykorupcyjnej, a następnie rozproszenie kompetencji jednostki pomiędzy Policję, ABW i KAS, może doprowadzić do wieloletniego paraliżu walki z korupcją. Szybkie odbudowanie wiedzy operacyjnej, sukcesywnie tworzonej od 2006 roku, nie jest możliwe” – przekazała Kancelaria Prezydenta.
„Weto Prezydenta jest wyrazem sprzeciwu wobec osłabiania państwa przez rząd. To także kwestia odpowiedzialności oraz budowania zaufania obywateli do państwa, jego instytucji oraz procedur” – czytamy w oświadczeniu.
Rządowa ustawa dotycząca koordynacji działań antykorupcyjnych oraz likwidacji Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA) przewidywała zakończenie działalności Biura z dniem 1 października. Od tej daty jego obowiązki miały zostać przejęte przez policję, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) oraz Krajową Administrację Skarbową (KAS). Zadania związane z ochroną antykorupcyjną miały zostać powierzone policji, ABW oraz Służbie Kontrwywiadu Wojskowego (SKW). Ustawa określała również zasady ochrony antykorupcyjnej, która miała objąć „przedsięwzięcia charakteryzujące się podwyższonym ryzykiem korupcji lub zagrożeniem dla interesów gospodarczych państwa”.
Przeczytaj także:
Projekt nowelizacji istniejącego prawa zawiera postulat zakazu handlu kryptoaktywami.
W poniedziałek posłowie PiS, w tym szef klubu Mariusz Błaszczak i poseł Jacek Sasin, złożyli w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o nieuczciwych praktykach rynkowych. Projekt, poparty przez 17 posłów, zakłada zakaz prowadzenia działalności związanej z kryptoaktywami w Polsce.
W uzasadnieniu projektu podkreślono, że działalność ta będzie uznawana za nieuczciwą praktykę rynkową, niezależnie od ogólnych warunków określonych w ustawie.
Autorzy projektu zwracają uwagę na szybki rozwój rynku kryptowalut, który ze względu na wysoki poziom anonimowości transakcji oraz trudność w identyfikacji rzeczywistych beneficjentów środków finansowych stwarza poważne zagrożenia dla bezpieczeństwa konsumentów oraz stabilności rynku finansowego.
Pomysł skrytykował poseł Janusz Kowalski, który zrezygnował z członkostwa w klubie Prawa i Sprawiedliwości w zeszłym tygodniu. Według doniesień Wirtualnej Polski mogło to mieć związek z jego kontaktami z byłym prezesem upadłej giełdy kryptowalut Zondarypto.
„Takie pomysły, jak propozycja zakazania w Polsce działalności dotyczącej kryptowalut, to nie tylko woda na młyn dla projektu »Kolejna kadencja dla Tuska«, ale mobilizacja elektoratu normalsów – młodych Polaków kochających innowacje, którzy gremialnie będą teraz głosować na Konfederację Sławomira Mentzena jako partię zdrowego rozsądku” – napisał Kowalski w poście na platformie X.
Propozycja PiS wiąże się z wydarzeniami ostatnich tygodni i upadkiem giełdy kryptoaktywów Zondacrypto. Firma splajtowała po tym, jak zniknęły z niej rezerwy Bitcoina – najpopularniejszej kryptowaluty o dużej wartości. Klienci lokujący swoje pieniądze za pośrednictwem Zondacrypto stracili około 350 mln złotych. Sprawą zajmuje się prokuratura, a w grę wchodzą również wątki polityczne. Karol Nawrocki, jeszcze jako kandydat na prezydenta, pomiędzy pierwszą a drugą turą wyborów, podczas konferencji CPAC w Rzeszowie złożył obietnicę, że nie pozwoli na regulację rynku kryptowalut. Konferencja ta była wiecem poparcia dla Nawrockiego. Główną gwiazdą byli Kristi Noem, była już aktualnie sekretarz bezpieczeństwa w administracji Donalda Trumpa oraz Corey Lewandowski, były szef jego kampanii. Sponsorem tej konferencji była Zondacrypto. Nawrocki jako prezydent zawetował ustawę regulującą rynek kryptowalut.
W OKO.press pisaliśmy również o powiązaniach biznesowych kierującego giełdą Przemysława Krala z rosyjskimi biznesmenami poprzez zamieszanego w aferę podsłuchową Marka Falentę. Tropy prowadzą do kremlowskich służb.
Przeczytaj także:
Nagres Mohammadi została przewieziona do szpitala w Teheranie po wpłaceniu „pokaźnej kaucji”. Stało się to po protestach działaczy praw człowieka, którzy alarmowali, że dalszy pobyt w więzieniu zagraża jej życiu.
Irańska laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, Narges Mohammadi, została zwolniona z więzienia za kaucją i przewieziona do szpitala w Teheranie. Będzie tam poddana pilnemu leczeniu. Wcześniej pojawiły się informacje, że dalszy pobyt w więzieniu zagraża jej życiu. Aktywistka za kratkami prawdopodobnie doznała dwóch zawałów serca. Mohammadi „uzyskała zawieszenie kary pod warunkiem wpłacenia wysokiej kaucji” – podała w oświadczeniu fundacja jej imienia, nie podając jednak konkretnej kwoty.
„Życie Narges Mohammadi wisi na włosku” – ostrzegał wcześniej jej mąż, Taghi Rahmani, mieszkający w Paryżu razem z dwójką dzieci Mohammadani.
„Obecnie przebywa w Szpitalu Pars w Teheranie, gdzie będzie leczona przez własny zespół medyczny” – poinformowali w mediach społecznościowych przedstawiciele noblistki. – „W imieniu Fundacji Narges oraz jej rodziny dziękujemy społeczności międzynarodowej za niezachwianą solidarność. Jednak zawieszenie kary nie wystarczy; Narges Mohammadi wymaga stałej, specjalistycznej opieki. Musimy zadbać o to, by nigdy nie powróciła do więzienia, gdzie czeka ją pozostałych 18 lat kary. Nadszedł czas, by domagać się jej bezwarunkowego uwolnienia oraz wycofania wszystkich zarzutów. Żadna działaczka na rzecz praw człowieka i praw kobiet nie powinna być nigdy więziona za swoją pokojową działalność”- czytamy w oświadczeniu zamieszczonym na platformie X.
Mohammadani wielokrotnie wypowiadała się przeciwko reżimowi w Teheranie, sprzeciwiając się między innymi karze śmierci czy obowiązkowi noszenia chust przez kobiety. W 2023 roku otrzymała Pokojową Nagrodę Nobla. W uzasadnieniu Komitet Noblowski podkreślił jej wkład w „walkę z prześladowaniem kobiet w Iranie i wspieranie praw człowieka oraz wolności dla wszystkich”. 54-latka przez ostatnich 20 lat w ramach represji za swoje działania wielokrotnie trafiała do więzienia. Po raz kolejny aresztowana została w grudniu 2025.
Według otoczenia noblistki obecny pobyt w więzieniu odbił się w dramatyczny sposób na jej zdrowiu. Jej adwokatka Chirinne Ardakani informowała, że Mohammadi schudła w więzieniu 20 kilogramów, ma też trudności z mówieniem. Wpływ na jej stan miały ataki Stanów Zjednoczonych i Izraela, które uderzyły przynajmniej trzykrotnie w okolice więzienia w Zandżanie, w którym odbywała karę. Jej brat, Hamidreza Mohammadi opowiedział OKO.press na początku maja o tym, jak wygląda życie noblistki w zamknięciu. Według niego już w lutym, gdy rodzina została do niej dopuszczona, wyglądała na słabą, miała również siniaki na twarzy.
„Kilka tygodni temu znaleziono ją nieprzytomną w łóżku. Tam nie ma więźniów politycznych, którzy opiekują się sobą nawzajem, dlatego zareagowano dopiero po godzinie i piętnastu minutach. Tak długo leżała bez życia. Przeniesiono ją na kocu do więziennej izby chorych. To był zawał serca” – mówił Hamidreza Mohammadi w wywiadzie udzielonym Hannie Zielińskiej. – „Próbujemy z prawnikami zapewnić jej dostęp do lekarzy, którzy znają jej historię choroby. Narges cierpi na kilka poważnych schorzeń. W 2024 roku przeszła operację nogi. Później planowano operację serca, ale lekarze musieli czekać ze względu na niejasności wokół guza w nodze. Jest też skrzep w płucach. To bardzo skomplikowana sytuacja. Nawet specjaliści z cywilnego szpitala w Zandżanie mówią, że nie mają ani możliwości, ani sprzętu, żeby jej pomóc” – opisywał sytuację brak noblistki.
Przeczytaj także: