Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Zdaniem premiera Albanii protesty przeciwko budowie luksusowego kurortu w chronionej delcie rzeki Wjosa na wybrzeżu Albanii są spowodowane jedynie tym, że głównym inwestorem jest Jared Kushner, zięć prezydenta Donalda Trumpa. „Gdyby nie chodziło o Jareda, nic by ich to nie obchodziło” – powiedział o protestujących albański premier.
Premier Albanii Edi Rama bagatelizuje protesty przeciwko budowie luksusowego kurortu na wyspie Sazan oraz w rejonie Zvërnecu i laguny Narta nad Adriatykiem. W rozmowie z serwisem „Politico” podczas szczytu UE–Bałkany Zachodnie w Czarnogórze stwierdził, że sprzeciw wobec inwestycji jest w dużej mierze motywowany nie troską o środowisko, lecz niechęcią do rodziny Donalda Trumpa.
– Gdyby nie Jared, nic by ich to nie obchodziło – powiedział Rama, cytowany przez „Politico”.
Według albańskiego premiera protesty, które od 1 czerwca przez kilka kolejnych dni, w tym także w sobotę 6 czerwca, przyciągnęły do centrum Tirany tysiące osób, są wyolbrzymiane przez międzynarodowe media i przeciwników Donalda Trumpa. Rama uważa też, że za częścią kampanii przeciw inwestycji stoją działania dezinformacyjne. Pojawiające się w internecie teorie o osiedlaniu Palestyńczyków ze Strefy Gazy na albańskim wybrzeżu nazwał „obrzydliwymi fałszerstwami”.
Spór dotyczy projektu realizowanego przez Affinity Partners, fundusz inwestycyjny Jareda Kushnera. Na wyspie Sazan oraz w rejonie laguny Narta i Zvërnecu ma powstać luksusowy kompleks turystyczny marki Aman Resorts. W przedsięwzięciu uczestniczą również inwestorzy katarscy i albańscy.
Projekt budzi ogromne emocje, ponieważ obejmuje jedne z najcenniejszych przyrodniczo terenów Albanii. Chodzi o obszar delty rzeki Wjosa i laguny Narta, położony w sąsiedztwie Parku Narodowego Wjosa. Wjosa jest uznawana za ostatnią dużą dziką rzekę Europy – na większości swojego biegu pozostaje nieuregulowana, tworząc unikatowy ekosystem rzeczny i przybrzeżny o wyjątkowej bioróżnorodności.
Obszar jest siedliskiem flamingów, pelikanów, żółwi morskich, fok i ponad 200 gatunków ptaków migrujących. Organizacje ekologiczne alarmują, że inwestycja może nieodwracalnie zniszczyć unikatowe ekosystemy laguny Narta i wybrzeża Adriatyku oraz zakłócić trasy migracyjne ptaków.
Protesty wybuchły w czerwcu w związku z rozpoczęciem wycinek lasów sosnowych oraz rozkopywaniem wydm pod budowę dróg dojazdowych. Doszło też do siłowego usunięcia jednego z aktywistów protestujących przeciwko grodzeniu terenu inwestycji.
W ostatnich dniach tysiące Albańczyków protestowały pod hasłami „Albania należy do Albańczyków”, „Ręce precz od Wjosa-Narta”, „Narta dla flamingów, nie dla buldożerów” oraz „Edi Rama zdrajcą narodu”. Młodzi aktywiści nazwali protesty „rewolucją flamingów”.
Inwestycja Kushnera nie byłaby możliwa bez zmian w albańskim prawie przyjętych przez rząd Ediego Ramy w 2024 roku. Nowelizacja ustawy o terenach chronionych dopuściła realizację dużych projektów turystycznych na obszarach wcześniej objętych ścisłą ochroną. Dodatkowo rząd stworzył system przywilejów dla tzw. inwestorów strategicznych, którzy otrzymują łatwiejszy dostęp do gruntów i uproszczone procedury administracyjne.
Protestujący zarzucają władzom, że prace rozpoczęto bez odpowiednich konsultacji społecznych i bez wystarczającej przejrzystości dotyczącej wpływu inwestycji na środowisko. Ich zdaniem państwo podporządkowuje ochronę przyrody interesom wielkich inwestorów.
Rama przedstawia inwestycję jako szansę rozwojową dla kraju. Według władz projekt ma stworzyć nawet 10 tys. miejsc pracy i przyciągnąć kolejnych zagranicznych turystów. Według danych przytaczanych przez Euronews wartość przedsięwzięcia w rejonie Zvërnecu może sięgać około 3 mld euro. Premier podkreśla, że rozwój turystyki pozwolił potroić albański PKB od czasu objęcia przez niego władzy w 2013 roku.
Krytycy odpowiadają jednak, że model rozwoju oparty niemal wyłącznie na turystyce przynosi przede wszystkim wzrost cen nieruchomości i kosztów życia. Zwracają uwagę, że Albania już dziś cierpi na niedobór pracowników, a znaczną część zatrudnionych w sektorze usług stanowią migranci z Filipin, Indii i Bangladeszu.
Protestujący domagają się wstrzymania inwestycji w Zvërnecu, cofnięcia zmian w prawie dotyczącym terenów chronionych oraz likwidacji specjalnych przywilejów dla tzw. inwestorów strategicznych.
Przeczytaj także:
Decyzja Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA” wywołała krytykę polityków niemal wszystkich ugrupowań w Polsce i zaostrzyła debatę o relacjach z Ukrainą.
Decyzja prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA” nadal wywołuje silne emocje w Polsce. W niedzielę była szeroko komentowana przez polityków wszystkich najważniejszych ugrupowań w programach publicystycznych Polsat News i TVN24.
Przedstawiciele koalicji rządzącej oceniali decyzję Zełenskiego jako błąd, ale jednocześnie podkreślali, że nie może ona prowadzić do podważania polskiego wsparcia dla Ukrainy. Posłanka KO Jolanta Niezgodzka mówiła w Polsat News, że wielu Ukraińców nie zdaje sobie sprawy z tego, jakie skojarzenia budzi w Polsce UPA i jak głęboko w pamięci historycznej obecne są zbrodnie wołyńskie.
— Nie możemy doprowadzić do tego, że ta sytuacja stanie się pretekstem do wzywania do zaprzestania pomocy Ukrainie — podkreślała.
Znacznie ostrzej wypowiadali się politycy opozycji. Poseł Konfederacji Przemysław Wipler stwierdził, że Zełenski powinien wskazać bohatera UPA „bez krwi polskich kobiet i dzieci na rękach”. Z kolei poseł PiS Jacek Ozdoba argumentował, że ukraińskie władze musiały zdawać sobie sprawę z konsekwencji swojej decyzji dla relacji polsko-ukraińskich.
Temat pojawił się również w programie „Kawa na ławę” TVN24. Zbigniew Konwiński z KO ocenił, że otoczenie Zełenskiego musiało wiedzieć, jak decyzja zostanie odebrana w Polsce. Anna Górska z Lewicy wyraziła nadzieję, że Ukraina wycofa się z tego kroku. Jarosław Sellin z PiS stwierdził natomiast, że gloryfikowanie UPA utrudnia Ukrainie integrację ze światem zachodnim.
Spór wybuchł po decyzji prezydenta Ukrainy o nadaniu elitarnej jednostce wojsk specjalnych „Północ” imienia „Bohaterów UPA”. Dla wielu Ukraińców Ukraińska Powstańcza Armia pozostaje symbolem walki o niepodległość, jednak w Polsce organizacja kojarzona jest przede wszystkim ze zbrodniami popełnionymi na ludności polskiej podczas rzezi wołyńskiej.
W sobotę sprawę omawiał z szefem Biura Prezydenta Ukrainy Kyryłem Budanowem minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz. Szef MON podkreślił, że Polska i Ukraina pozostają partnerami w kwestiach bezpieczeństwa, ale „w sprawach historii musimy mówić sobie prawdę”.
„Pamięć o ofiarach Wołynia nie podlega negocjacjom. Są granice, których przekraczać nie wolno” – napisał po rozmowie minister.
Dodatkowe napięcie wywołała propozycja prezydenta Karola Nawrockiego, który zapowiedział wystąpienie o odebranie Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego, przyznanego mu przez prezydenta Andrzeja Dudę w kwietniu 2023 roku. Premier Donald Tusk ocenił jednak, że choć decyzja Zełenskiego była błędem, nie powinna prowadzić do eskalacji konfliktu między Warszawą i Kijowem.
2 czerwca inicjatywę Nawrockiego jednogłośnie poparł komitet polityczny PiS. W wydanym oświadczeniu władze partii uznały, że nadanie jednej z ukraińskich jednostek imienia „Bohaterów UPA” jest „nie do pogodzenia z polską racją stanu” i szkodzi relacjom polsko-ukraińskim. Kapituła Orderu Orła Białego ma zebrać się 8 czerwca.
W ostatnich dniach pojawiły się również głosy domagające się ograniczenia wsparcia dla Ukrainy. Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak z Konfederacji wezwał do zakończenia finansowania ukraińskich systemów Starlink wykorzystywanych na froncie. Z kolei były ambasador RP w Kijowie Bartosz Cichocki poinformował o zwrocie przyznanego mu przez Ukrainę odznaczenia „Za zasługi”.
Do dyskusji odniósł się także minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. „Na swarach polsko-ukraińskich zawsze na koniec korzysta Moskwa” – napisał w serwisie X.
Komentatorzy zwracają uwagę, że spór wokół decyzji Zełenskiego wpisuje się w szerszą debatę o pamięci historycznej i przyszłości relacji polsko-ukraińskich. Były prezydent Aleksander Kwaśniewski ocenił w rozmowie z OKO.press, że dla wielu Ukraińców UPA pozostaje przede wszystkim symbolem walki o niepodległość, a świadomość znaczenia zbrodni wołyńskiej jest na Ukrainie znacznie mniejsza niż w Polsce. Jednocześnie ostrzegał, że każdy podobny gest ze strony Kijowa może stać się paliwem dla środowisk politycznych budujących poparcie na nastrojach antyukraińskich.
Przeczytaj także:
Rosyjski dron uderzył w budynek centralnego magazynu zużytego paliwa jądrowego elektrowni czarnobylskiej. W nocy 7 czerwca Rosja zaatakowała Ukrainę 236 dronami. Ukraińcy twierdzą, że 218 zestrzelili. Informują, że Rosjanom udało się uderzyć 17 razy w 13 miejscach. Dodatkowe zniszczenia wywołały odłamki dziewięciu zestrzelonych dronów.
Zaporoże pozbawione zostało prądu. W sobotę siły rosyjskie po raz kolejny zaatakowały obwód sumski, atakując infrastrukturę energetyczną, stację benzynową i linię pocztową. Zginęło 15 osób, a wiele zostało rannych. Danych o ofiarach z niedzieli jeszcze nie ma.
W niedziele — jak poinformował prezydent Zełenski — Rosjanie ostrzelali też infrastrukturę nieczynnej atomowej elektrowni czarnobylskiej. Jeden z dronów uderzył w budynek Centralnego Magazynu Wypalonego Paliwa Jądrowego, który znajduje się 15 km od elektrowni. Ukraińcom udało się ugasić tam pożar.
Atak nastąpił tam z przygranicznych rosyjskich obwodów, z Krymu i regionów nad Morzem Czarnym.
„Atak trwa, a kilka wrogich bezzałogowych statków powietrznych wciąż znajduje się w przestrzeni powietrznej. Przestrzegajcie zasad bezpieczeństwa!” – ostrzegły Siły Powietrzne.
Jeśli chodzi o ukraińskie ataki obronne, to Rosjanie ogłosili, że w nocy zestrzelili 339 dronów nad Rosją. W ciągu całej doby – 500 oraz 11 bomb kierowanych (poprzedniego dnia komunikowali o zestrzeleeniu 900 dronów). Informują o trafieniach w obszarach przygranicznych.
Ukraińcy trafili w most Czonharze, który łączący Zaporoże z Krymem. Ruch na tej linii został wstrzymany, o czym poinformowali sami Rosjanie. Tymczasem Ukraińcy ogłosili trafienie w nocy 26 obiektów na terytoriach okupowanych, w tym na pociągi z paliwem i elektrownie.
Rosjanie wprowadzają ograniczenia ruchu transportowego na trasach wiodących przez tereny okupowane na Krym. Ruch na moście krymskim jest regularnie wstrzymywany. Na Krymie nie ma benzyny, a władze próbują rozgonić gigantyczne kolejki, przekierowując oczekujących do internetu, gdzie też można ustawić się w kolejce. „Zasada jest prosta: otrzymujesz osobisty kod QR, który uprawnia do zakupu 20 litrów paliwa do konkretnego pojazdu, i to tylko po okazaniu tego kodu QR. Liczba dostępnych kodów QR dziennie będzie odpowiadać ilości paliwa dostępnego w sprzedaży danego dnia. Otrzymany kod QR należy wykorzystać między 9:00 a 21:00 bieżącego dnia”. Internauci donoszą, że na stacjach wielkich sieci benzyny nie ma w ogóle, ale można ją upolować na stacjach prywatnych, zasilanych dzięki prywatnym, nielegalnym transportom przez most krymski — władze zakazały transportu paliwa tamtędy z uwagi na ryzyko ukraińskiego ataku.
Po atakach dalekiego zasięgu Ukraina zintensyfikowała od maja ataki średniego zasięgu. Wymierzone są precyzyjnie w zasilanie frontu i okupowanych terenów Ukrainy. Konsekwencje widoczne są zwłaszcza na Krymie, bowiem Ukraińcy przejęli kontrolę nad główną lądową trasą komunikacyjną na Krym. Zdobycie lądowego połączenia Krymu z Rosją było do tej pory największym osiągnięciem „operacji specjalnej” Putina.
Rosjanie — jak zapowiada Putin — szukają na to odpowiedzi. Na razie jednak utrzymują dotychczasowe działania polegające na masowych atakach na Ukrainę. Próbują też zastraszyć świat potencjalną katastrofą jądrową. Nie chodzi tylko o Czarnobyl, ale o Zaporoską Elektrownię Atomową, która znajduje się praktycznie na linii frontu i raz po raz odcinane jest zasilanie niezbędne dla bezpiecznej pracy reaktorów.
„To nie są precyzyjne ataki na cele wojskowe. To celowe kampanie terrorystyczne przeciwko ludności cywilnej” – pisze Kyiv Post. Propaganda Kremla też przestała nazywać ostrzał Ukrainy „precyzyjnym” – obecnie są to „ataki odwetowe”.
Ukraińcy zaczynają sobie dobrze radzić z rosyjskimi dronami, ale nadal poważne problemy mają z częścią rakiet. W sferze narracyjnej Rosja ciągle powtarza, że „zamierza osiągnąć wszystkie cele SWO”, jakby nic nie zmieniło się od 2022 r.
„Konflikt jest długotrwały, trwa od dawna, a faza bojowa trwa już pięć lat. To długi czas. Dla Rosji kluczowe jest osiągnięcie naszych interesów i zrealizowanie celów wyznaczonych na początku specjalnej operacji wojskowej” – powiedział 6 czerwca rzecznik Putina Pieskow w wywiadzie dla China Media Corporation.
Przeczytaj także:
Obywatele Armenii głosują dziś w wyborach parlamentarnych. W ostatnich tygodniach Rosja wyraźnie nasiliła presję, by powstrzymać reorientację kraju na Zachód. Kreml zakazał importu ormiańskiej żywności, a Putin groził „ukraińskim scenariuszem”.
W niedzielę 7 czerwca Ormianie głosują w wyborach parlamentarnych. Wybory są de facto referendum nad kursem premiera Nikola Paszyniana: czy Armenia ma kontynuować zbliżenie z UE i USA oraz normalizację relacji z Azerbejdżanem, czy wrócić do bliższej współpracy z Rosją. Dlatego zachodnie media opisują te wybory jako najważniejsze od 2018 r. i swoiste referendum nad geopolityczną przyszłością Armenii.
O władzę walczy w sumie 19 ugrupowań, ale najbardziej liczą się cztery:
Co ciekawe, w wyborach udziału nie bierze dominująca przed rewolucją w 2018 roku Republikańska Partia Armenii byłego prezydenta Serża Sarkisjana. Ugrupowanie nie wystartowało w wyborach, by nie rozbijać opozycyjnego elektoratu. Sarkisjan jest przeciwnikiem Paszynina, a obrany przez niego kierunek polityczny uważa za „podważanie tożsamości narodowej” i „kwestionowanie podstawowych elementów państwowości” Armenii.
Uprawnionych do głosowania jest niemal 2,5 miliona obywateli. Lokale wyborcze zostaną zamknięte o godzinie 20:00. Centralna Komisja Wyborcza Armenii ogłosi wstępne wyniki następnego dnia, a ostateczne najpóźniej siódmego dnia po wyborach.
Wybory parlamentarne w Armenii odbywają się w warunkach silnych prób wpływu na ich przebieg ze strony Rosji. Reuters informował, powołując się na zachodnie źródła wywiadowcze, że Moskwa prowadziła przeciwko premierowi Nikolowi Paszynianowi kampanię dezinformacyjną w mediach społecznościowych oraz za pośrednictwem prorosyjskich mediów. Jej celem było osłabienie poparcia dla prozachodniego kursu Armenii.
W centrum uwagi znalazła się prorosyjska partia Silna Armenia. Na dzień przed wyborami zatrzymano sześciu jej kandydatów. Wobec kandydatów wszczęto postępowania karne. Szczegółowe przyczyny zatrzymań nie zostały początkowo ujawnione, choć wcześniej wobec partii pojawiały się oskarżenia o przekupywanie wyborców i nielegalne finansowanie kampanii. Ponadto do Centralnej Komisji Wyborczej trafił wniosek o wykluczenie ugrupowania z wyborów z powodu zarzutów dotyczących przekupywania wyborców i finansowania kampanii niezgodnie z prawem, jednak komisja go odrzuciła. Lider partii Samwel Karapetian, rosyjsko-armeński miliarder i jeden z najważniejszych przedstawicieli prorosyjskiej opozycji, od miesięcy przebywa w areszcie domowym pod zarzutem nawoływania do obalenia rządu.
W ostatnich tygodniach naciski ze strony Moskwy przybrały również formę otwartych gróźb politycznych. Władimir Putin ostrzegał, że dalsze odchodzenie Armenii od Rosji może doprowadzić do „ukraińskiego scenariusza”, sugerując ryzyko destabilizacji i konfliktu. Z kolei były prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew oskarżał Nikola Paszyniana o „prowadzenie kraju drogą Ukrainy”.
Aby powstrzymać reorientację Armenii na Zachód, Moskwa nasiliła także w ostatnich tygodniach gospodarczą presję na Armenię. Rosyjscy urzędnicy ostrzegali, że dalsze zbliżenie Armenii z UE może oznaczać utratę preferencyjnego dostępu do rosyjskich surowców i rynku Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej, jeśli będzie kontynuować zbliżenie z Unią Europejską. Ponadto władze na Kremlu ogłosiły także zakaz importu większości ormiańskich produktów. Zakaz obejmuje produkty rolno-spożywcze, przede wszystkim owoce, warzywa, kwiaty, ryby, wodę mineralną i alkohol.
Rosja jest odbiorcą 40 proc. ormiańskiego eksportu, więc ograniczenia są bardzo dotkliwe dla ormiańskiej gospodarki. Rosyjskie służby tłumaczą decyzje względami sanitarnymi i fitosanitarnymi.
Wsparcie Armenii już zapowiedziała Unia Europejska. Bruksela oskarża Moskwę o szantaż gospodarczy i zapowiada natychmiastową pomoc finansową o wartości 50 mln euro. UE ma też podjąć działania ułatwiające eksport niektórych armeńskich produktów rolno-spożywczych do UE oraz pomoc dla sektorów szczególnie dotkniętych rosyjskimi restrykcjami.
Dla UE obecny kryzys jest okazją do pogłębienia obecności gospodarczej i politycznej na Kaukazie Południowym. Szefowa KE Ursula von der Leyen zapowiedziała w rozmowie telefonicznej z premierem Paszynianem, że Armenia może stać się strategicznym węzłem łączącym Europę, Kaukaz Południowy i Azję Centralną. W praktyce jest to jeden z najmocniejszych dotąd sygnałów, że UE zamierza wspierać Armenię w sporze z Rosją nie tylko politycznie, ale także gospodarczo.
Armenia przez dekady była jednym z najbliższych sojuszników Rosji na Kaukazie Południowym. Relacje zaczęły się gwałtownie pogarszać po wojnie o Górski Karabach i ostatecznej utracie regionu przez Ormian w 2023 roku. Władze w Erywaniu uznały, że Rosja nie wywiązała się z roli gwaranta bezpieczeństwa i nie zapobiegła odzyskaniu regionu przez Azerbejdżan. Od tego czasu premier Nikol Paszynian stopniowo zacieśnia współpracę z UE i USA, ograniczając zależność kraju od Moskwy. Zdaniem ekspertów Kreml obawia się utraty wpływów w Armenii i próbuje zmusić jej władze do powrotu do rosyjskiej strefy wpływów.
Co ciekawe, w kampanię wyborczą zaangażował się także prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump. Na kilka dni przed głosowaniem publicznie poparł reelekcję Paszyniana, nazywając go „wielkim przyjacielem i przywódcą” oraz wzywając Ormian do uczynienia Armenii „ponownie wielką” („Make Armenia Great Again”). Trump argumentował, że Paszynian podziela jego wizję pokoju i dobrobytu na Kaukazie Południowym, wskazując m.in. na podpisane w ubiegłym roku w Białym Domu porozumienie pokojowe między Armenią i Azerbejdżanem oraz nowe amerykańsko-armeńskie projekty gospodarcze i infrastrukturalne. Wojna między Armenią i Azerbejdżanem zakończona odłączeniem od Armenii Górskiego Karabachu to jeden z siedmiu konfliktów, których zakończeniem chlubi się Donald Trump.
Przeczytaj także:
Sekretarz obrony USA Pete Hegseth skrytykował państwa europejskie za politykę migracyjną, która – jak to określił – pozwoliła „inwazję” na ich wybrzeża. Przemówienie wygłosił we Francji, w czasie uroczystości z okazji rocznicy lądowania aliantów w Normandii w 1944 r.
Lądowanie aliantów w Normandii skojarzyło się Hegsethowi z problemem migracji, a pytanie o nie zadał, jakby na sytuację z 1944 r. patrzył z punktu widzenia Hitlera.
„Niestety, dziś różne europejskie plaże są szturmowane przez różne, niebezpieczne ideologie” – powiedział Hegseth. „Plaże w Hiszpanii, we Włoszech, w Grecji i Bułgarii. Przybywają łodzie i ludzie. Kiedy europejskie stolice zrobią coś z tą inwazją?”.
Komentarze Hegsetha stanowią kolejną falę krytyki europejskiej polityki migracyjnej ze strony wyższych rangą członków administracji Trumpa.
jak pisze BBC, Migracja stała się ważnym tematem politycznym w Europie, a partie popierające radykalną politykę imigracyjną zyskują w sondażach coraz większe poparcie.
Administracja Trumpa uważa walkę z imigracją za kluczowy element swojej polityki wewnętrznej i wnioskuje o miliardy dolarów dodatkowego finansowania dla agencji ścigania przestępstw.
W piątek wiceprezydent USA J.D. Vance obwinił za śmierć 18-letniego brytyjskiego studenta Henry'ego Nowaka, śmiertelnie ugodzonego nożem w zeszłym roku w Southampton przez Vickruma Digwę, „masową inwazję migrantów” i stwierdził, że „jedyną reakcją” był „sprawiedliwy gniew”.
Brytyjski rząd odpowiedział krytyką „ludzi próbujących ingerować w naszą demokrację ”, dodając, że rodzina Nowaków „powiedziała, że nie chce, aby jego śmierć została wykorzystana do tworzenia dalszych podziałów”.
Przeczytaj także: