Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Kilka głośnych pożarów w odstępie kilku dni zapaliło lampki ostrzegawcze. Czy to mogła być prowokacja rosyjskich lub białoruskich służb? Najważniejsze osoby w państwie raczej studzą emocje, choć podkreślają, że do siania paniki i chaosu, wcale nie trzeba wiele
W ostatnich dniach w Polsce doszło do kilku większych pożarów. W piątek, 10 maja, w Siemianowicach Śląskich zapłonęło nielegalne składowisko odpadów. Niespełna dwie doby później, w nocy z soboty na niedzielę, ogień strawił centrum handlowe przy ul. Marywilskiej w Warszawie. 12 maja stołeczni strażacy wyjechali też do pożarów w sortowni śmieci na Mokotowie, składowiska gabarytów na Wilanowie i do Kampinowskiego Parku Narodowego, gdzie spłonęła część lasu. W nocy z niedzieli na poniedziałek, 13 maja, w Bytomiu ogień zajął 10 autobusów zaparkowanych w zajezdni przy ul. Worpie. Tego samego dnia około południa straż pożarna dostała zgłoszenie o pożarze w liceum w Grodzisku Mazowieckim, gdzie ogień pojawił się na poddaszu. W szkole trwał egzamin rozszerzony z języka angielskiego, ewakuowano 60 nauczycieli i uczniów.
Przeczytaj także:
Po tych wydarzeniach, szybko zaczęto pisać o „serii pożarów w Polsce”. O najczarniejszych scenariuszach, również z udziałem zewnętrznych służb, wypowiadały się najważniejsze osoby w państwie.
Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Jacek Siewiera pytany na antenie TVN24, czy mamy do czynienia z sabotażem, stwierdził, że właśnie ta niepewność, z którą się mierzymy, "czy mamy do czynienia z naturalnym biegiem spraw, czy z inspiracją służb, np. w sieciach społecznościowych, jest elementem wojny kognitywnej”.
14 maja do sprawy odniósł się prezydent Andrzej Duda, który przebywał z wizytą w Katarze. Podczas spotkania z mediami stwierdził, że „trudno nie mieć podejrzenia czy obawy, że seria pożarów, do której doszło w Polsce, nie jest przypadkowa, a jest próbą destabilizacji sytuacji przez czynniki zewnętrzne”. Podkreślił, że sprawy badają „odpowiednie organy”.
Premier Donald Tusk po posiedzeniu rządu powiedział, że nie ma powodów, by twierdzić, że pożary były wynikiem wrogich działań zewnętrznych. „Ale to w żaden sposób nie zmniejsza zagrożenia” – mówił szef rządu, podkreślając, że polskie służby w ostatnich tygodniach udaremniły kilka nieudanych prowokacji wymierzonych w infrastrukturę krytyczną.
Przeczytaj także:
Dla porządku: straż pożarna rocznie wykonuje pół miliona interwencji, z czego 20 proc. dotyczy pożarów.
Oznacza to, że na terytorium Polski rocznie dochodzi do 100 tys. pożarów, co daje wynik około 275 dziennie.
Szef BBN zastrzegał, że przy takiej skali wystarczą dwie udane prowokacje, by wprowadzić chaos i przekierować uwagę obywateli na zagrożenie. Zwracał uwagę, że niezbędne jest zachowanie wszelkich reguł ostrożności w budynkach użyteczności publicznej, w dużych skupiskach ludzkich. „Zwłaszcza ze względu na informacje naszych wywiadów, zachodnich wywiadów, które mówiły o tym, że najpierw będą prowokacje, później pożary i zamachy bombowe. Żadnego elementu tej drabiny eskalacyjnej wykluczyć się nie da” – ocenił Siewiera.
Eksperci od bezpieczeństwa wskazują, że sercem wojny hybrydowej jest sianie chaosu i paniki. I właśnie dlatego, dopóki służby nie zbadają każdego przypadku, nie da się wykluczyć żadnego ze scenariuszy.