Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Antoni Macierewicz odpowie za publiczne znieważenie kierownictwa Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Polityk PiS oskarżył ich o współpracę z rosyjskimi służbami specjalnymi. Macierewicz nie przyznaje się do winy, odmówił składania wyjaśnień, a na portalu X orzekł, że zarzut jest fałszywy, a rząd Tuska go „atakuje”
Prokuratura Regionalna w Warszawie postawiła Antoniemu Macierewiczowi zarzut publicznego znieważenia kierownictwa Służby Kontrwywiady Wojskowego.
„Zgromadzony materiał dowodowy, w tym zeznania świadków oraz zabezpieczony stenogram z posiedzenia plenarnego Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 11 września 2025 r., pozwolił na przedstawienie Antoniemu Macierewiczowi zarzutów” – potwierdza prokurator Mateusz Martyniuk, rzecznik prasowy PR w Warszawie.
Chodzi o wystąpienie Macierewicza w Sejmie z 11 września ubiegłego roku. Poseł PiS i były szef MON, jak twierdzi prokuratura, w trakcie publicznego wystąpienia, nazwał szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz jego zastępców agentami rosyjskimi i pomówił o współpracę z rosyjskimi służbami specjalnymi.
Prokuratura uznała, że Macierewicz mógł narazić wojskowych na poniżenie ich w oczach opinii publicznej i zadziałać na szkodę mężczyzn, narażając ich na utratę zaufania społecznego.
Prokuratura Regionalna postawiła zarzuty Macierewiczowi we wtorek, 9 czerwca. Poseł, za czyny z art. 226 par. 1 Kodeksu Karnego oraz art. 212 par. 2 Kodeksu Karnego może zostać ukarany grzywną, karą ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności, do jednego roku.
Sprawę prokuraturze zgłosiła sama SKW.
Jak potwierdza prok. Martyniuk, Macierewicz nie przyznaje się do winy. „Odmówił też składania wyjaśnień” – przekazuje Prokuratura Regionalna.
Były szef MON do sprawy odniósł się jednak na portalu X. Napisał, że „zarzut jest fałszywy i działa wobec Rosji”. Macierewicz przyznaje i nadal utrzymuje, że jego zdaniem w SKW są osoby współpracujące z Rosją – ale jak twierdzi – nie podał nazwisk, więc nie może tym samym odpowiadać za pomówienie konkretnych osób. „Żądałem usunięcia zdrajców. Rząd Tuska ich broni, a mnie atakuje” – napisał Macierewicz, dodając, że postawa prokuratury również jest „działaniem na rzecz Rosji”.
„Antoni Macierewicz to polityk, który z oskarżeń politycznych konkurentów i przeciwników o agenturalność zrobił swój znak firmowy jeszcze w latach 90. XX wieku” – pisał na łamach OKO.press Witold Głowacki.
„Ogłoszona przez niego jako ministra spraw wewnętrznych w 1992 roku tzw. lista Macierewicza zawierała nazwiska polityków, których Macierewicz uważał za agentów Służby Bezpieczeństwa lub PRL-owskiego wywiadu. W rzeczywistości Macierewicz pomieszał rzeczywistych tajnych współpracowników komunistycznych służb z osobami, które z różnych przyczyn były obiektem ich zainteresowania. W okresie pierwszych rządów PiS Macierewicz stał na czele komisji likwidacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych. W tamtym okresie również pomawiał osoby publiczne o współpracę ze służbami – tyle że zewnętrznymi, przede wszystkim rosyjskimi” – wskazywał.
Tylko w tej kadencji Sejm uchylił Macierewiczowi immunitet w związku z innym śledztwem prokuratury. Chodziło o jego działalność jako szefa tzw. Podkomisji Smoleńskiej. Pod koniec roku do sądu trafił akt oskarżenia dotyczący ujawniania przez polityka PiS tajemnic państwowych.
Przeczytaj także:
W nocy w Belfaście płonęły domy mieszkalne, samochody i sklepy. To efekt antyimigranckiej nagonki rozkręconej przez skrajną prawicę
Zamieszki wybuchły po ataku, do którego doszło w poniedziałek 8 czerwca przed blokiem mieszkalnym w północnym Belfaście. 30-letni Sudańczyk, ubiegający się w Irlandii Północnej o azyl, zaatakował nożem mężczyznę na ulicy. W sieci krążyło nagranie z kamery monitoringu, na którym widać, jak sprawca siedzi okrakiem na swojej ofierze i zadaje mu ciosy w głowę i szyję. Mężczyźnie postawiono zarzut usiłowania zabójstwa. Podejrzany ma stawić się w sądzie w środę, 10 czerwca.
Atak wywołał szok oraz obudził antyimigranckie nastroje. We wtorek wieczorem grupy częściowo zakapturzonych i zamaskowanych ludzi zdemolowały ulice Belfastu. Jak podaje The Guardian, protestujący porwali i podpalili autobus, podłożyli ogień pod budynki mieszkalne i samochody, szczególnie we wschodniej części miasta.
BBC, cytując jednego z pastorów, podało, że zamaskowani mężczyźni wtargnęli do jednego z domów i wypędzili z niego rodzinę, bo była „czarna”. Także Guardian informował, że tłum zaatakował mieszkanie imigrantów. Napastnicy krzyczeli, że przyszli je „wyzwolić". Ostatniej nocy zaatakowano też zakład barberski należący do imigrantów z Turcji. W ogniu stanął również radiowóz policji.
Jon Boutcher, komendant policji w Irlandii Północnej, podczas konferencji prasowej przekazał, że podejrzany otrzymał zezwolenie na pobyt w Wielkiej Brytanii we wrześniu 2023 roku. Od tego czasu był w procedurze azylowej. Boutcher dodał, że informacje zgromadzone przez służby nie wskazują, żeby atak, do którego doszło 8 czerwca, miał podłoże terrorystyczne. Mężczyzna nie figurował w żadnych bazach danych dotyczących naruszenia bezpieczeństwa, nigdy wcześniej nie złamał też prawa.
Komendant apelował do mieszkańców miasta, aby nie dali się zwieść internetowym podżegaczom, prowokującym do wywołania zamieszek. Wśród nich znajdują się politycy Reform UK, którzy przekonywali, że horror na ulicach Belfastu jest „bezpośrednim skutkiem zdradzieckiej polityki imigracyjnej torysów i labourzystów”. "Reform ogłosiło już całkowity zakaz wydawania wiz dla wszystkich osób z Sudanu. Dość tego” – pisali. W rozkręcanie spirali nienawiści zaangażował się też Elon Musk, który wzywał do głośnych i stanowczych protestów.
Społeczność imigrantów już wczoraj, 9 czerwca, wyrażała obawy, że staną się celem ataków. Jak podaje The Guardian, sudańscy właściciele sklepów na Sandy Row, dzielnicy w centrum Belfastu, zamknęli swoje sklepy stalowymi roletami już o 16:00 i schowali się w domach. Za to Centrum Islamskie w Belfaście odwołało wieczorne modlitwy. „Mówimy naszym wiernym, żeby wrócili do domów, nie wychodzili, pilnowali swoich dzieci, nie rozpowszechniali plotek i słuchali władz” – przekazał Ameer Ibrahim.
Przeczytaj także:
Izba Administracji Skarbowej w Gdańsku skierowała zawiadomienie do prokuratury wobec Krzysztofa Stanowskiego – ustalił TVN 24
W maju gdańska Pizzeria Sabroso poinformowała w serwisach społecznościowych o otrzymaniu kary od Urzędu Skarbowego. Urzędnicy jako tzw. tajemniczy klienci zamówili w lokalu pizzę z krewetkami. Restauracja naliczyła je z 8-proc. stawką VAT, tak jak większość gotowych posiłków w gastronomii. Ta stawka nie dotyczy jednak owoców morza i dlatego restaurator dostał mandat.
W konsekwencji urzędniczki ukarały restauratora mandatem w wysokości 2,5 tysiąca złotych za naruszenie przepisów karno-skarbowych poprzez zaniżenie stawki podatkowej.
„Babsko obrzydliwe. (…) Przecież ciebie to powinni trzymać na rynku, rozebraną do naga, przypiętą do jakiegoś słupa, żeby wszyscy widzieli, jak głupi potrafi być urzędnik” – tak skomentował wydarzenie Krzysztof Stanowski w Kanale Zero. Urzędniczkę nazwał „głupią, wredną babą”.
„W ostatnich dniach w mediach pojawił się absolutnie obrzydliwy, plugawy wręcz komentarz dotyczący jednej z naszych urzędniczek, która wykonywała swoje czynności” – mówił 8 czerwca na konferencji prasowej minister finansów Andrzej Domański i zapowiedział reakcję w tej sprawie.
Jak informuje TVN 24 biuro prasowe Ministerstwa Finansów przekazało, że „Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Gdańsku skierował do Prokuratury Regionalnej w Warszawie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa wraz z wnioskiem o objęcie czynu ściganiem z urzędu”. Dokument został złożony 8 czerwca 2026 r.
„Stanowczo sprzeciwiamy się wszelkim przejawom szykanowania, obrażania, pomawiania lub publicznego atakowania funkcjonariuszy i pracowników Krajowej Administracji Skarbowej, którzy wykonują swoje obowiązki zgodnie z obowiązującym prawem i w interesie publicznym” – napisała Krajowa Administracja Skarbowa w serwisie X.
"W ostatnich dniach w przestrzeni publicznej pojawił się wyjątkowo oszczerczy i niedopuszczalny komentarz wymierzony w jedną z naszych urzędniczek, która wykonywała obowiązki służbowe.
Tego rodzaju personalne ataki, obraźliwe insynuacje i próby publicznego napiętnowania funkcjonariuszy oraz pracowników państwowych nie mają nic wspólnego z merytoryczną debatą i przekraczają granice debaty publicznej" – dodano.
Przeczytaj także:
— Podjęłam decyzję, że będę ubiegała się o fotel prezydenta Krakowa — ogłosiła Monika Piątkowska. Senatorka wystartuje w wyborach z poparciem KO i PSL. O jej apetycie na start mówiło się już pół roku temu, kiedy w Krakowie ledwie ruszyła zbiórka podpisów pod organizacją referendum.
Koalicja Obywatelska ogłosiła nazwisko swojej kandydatki na urząd prezydenta Krakowa. Monika Piątkowska dołącza do wyścigu jako jedna z ostatnich – a jej akces, ogłoszony w Warszawie, tuż po posiedzeniu rządu, razem z liderami KO i PSL, Donaldem Tuskiem i Władysławem Kosiniakem-Kamyszem, był pierwszym publicznym wystąpieniem członków KO odkąd partia przegrała referendum, w którym odwołano prezydenta z ich formacji.
Do dziś KO w Krakowie nie zorganizowała żadnej konferencji prasowej w sprawie referendum i planów na przyszłość – choć wciąż ma większość w Radzie Miasta. Nawet kandydatura Piątkowskiej nie została zakomunikowana w mieście, które de facto prezydentura będzie dotyczyć. Za senatorką nie stanęli koalicyjni politycy i ministrowie.
Podobną strategię obrało Prawo i Sprawiedliwość. Ci również nazwisko kandydata na prezydenta (Michała Drewnickiego) ogłosili z Warszawy – choć samego zainteresowanego w stolicy wtedy zabrakło, start potwierdził w mediach społecznościowych.
— Ubiegać się o fotel prezydenta miasta Krakowa to ogromne wyróżnienie i ogromna odpowiedzialność. Podjęłam decyzję, że będę ubiegała się o fotel prezydenta Krakowa. Miasta, w którym spędziłam całe swoje dorosłe życie, skończyłam studia, wychowałam syna — tymi słowami senatorka Monika Piątkowska rozpoczęła konferencję prasową, na której ogłoszono jej start. Powiedziała krótko: — Idę do krakowskiego magistratu jako manager, jako specjalista, jako osoba, która zna Kraków od podszewki. Idę do Krakowa, do miasta, które jest moją jedyną partią polityczną.
Monika Piątkowska przez niemal dekadę pracowała w krakowskim Magistracie, u boku Jacka Majchrowskiego. Kierowała Wydziałem Strategii i Rozwoju Miasta, gdzie współtworzyła m.in. strategię rozwoju Krakowa oraz wieloletni plan inwestycyjny. Potem Majchrowski uczynił z niej swoją pełnomocniczką ds. marki miasta Krakowa. Stamtąd trafiła do rządu, była m.in. rzeczniczką ministra gospodarki w gabinecie PSL, a ostatnie sześć lat – zanim zastąpiła Bogdana Klicha w Senacie i wstąpiła (w marcu 2025) do KO, była prezeską Izby Zbożowo-Paszowej, gdzie zasłynęła słowami o robakach w ukraińskim zbożu.
Przeczytaj także:
Podczas krótkiego spotkania z dziennikarzami Donald Tusk wyznał, że Piątkowska od lat marzyła, „by pokierować Krakowem”. Premier nazwał ją „wyśmienitą kandydatką”, zadeklarował wsparcie w kampanii i dodał, że wewnętrzne sondaże w partii już wskazują, że „Kraków stanie przed alternatywą: Monika Piątkowska – Łukasz Gibała i to na nich skupi się uwaga mieszkańców”.
Sama senatorka dość enigmatycznie zarysowała swój plan na prezydenturę. Zadeklarowała przebudowę wprowadzonej przez KO i Aleksandra Miszalskiego Strefy Czystego Transportu, ogłosiła koniec z upolitycznieniem miasta (i posadami obsadzonymi przez członków KO i sympatyków partii) oraz zmniejszeniem wysokich cen kosztów życia w Krakowie.
„Kraków potrzebuje sprawnego managera” – mówiła. A jej koalicjanci co rusz deklarowali, że „wygramy poważny i odważny Kraków” czy „Kraków zasługuje na odważną i poważną prezydenturę” – zapewne w kontrze do „niepoważnego” poprzednika z KO, krytykowanego za bezpośredniość, obecność w social mediach, profil na Tik-Toku czy odpowiadanie na internetowe trendy, które zdaniem krytyków nie licowały z powagą urzędu prezydenta.
W OKO.press już w lutym pisaliśmy, że Miszalski nie cieszy się wsparciem Koalicji. „Z naszych informacji wynika, że Koalicja Obywatelska już skazała Aleksandra Miszalskiego na porażkę. Od miesięcy nie mają na niego żadnego realnego wpływu. I sami najchętniej zastąpiliby go kimś innym. Jeszcze zanim widmo referendum przybrało na sile, w Krakowie głośno było o tym, że Koalicja Obywatelska miałaby wystawić Monikę Piątkowską na kandydatkę na prezydentkę” – pisaliśmy, wskazując, że Piątkowska jest dla Tuska planem B.
24 maja w Krakowie odbyło się referendum, na mocy którego Krakowianie zdecydowali o odwołaniu prezydenta. Było to spore zaskoczenie – rzadko bowiem w Polsce dochodziło do sytuacji, w której mieszkańcy odbierali mandat politykowi w trakcie kadencji.
Aleksander Miszalski z KO rządził w mieście przez dwa lata. Szybko przylgnęły do niego etykiety dotyczące zatrudniania osób z partii w magistracie i spółkach miejskich. Krakowianie, którzy poszli do urn i odwołali prezydenta, podnosili też, że nie podoba im się wprowadzenie w mieście (i tak liberalnej) Strefy Czystego Transportu oraz skorelowania jej z podwyżkami w Strefie Płatnego Parkowania i cen biletów w komunikacji miejskiej. To właśnie ten temat będzie dominował w wakacyjnej kampanii wyborczej.
Donald Tusk szybko wyciągnął konsekwencje z tej porażki. Odwołał Aleksandra Miszalskiego z funkcji szefa małopolskiego okręgu partii. Koalicja nie ingerowała i nie wspierała publicznie swojego prezydenta w trudnym czasie referendum. Sam Miszalski twierdzi, że działo się to na jego wyraźną prośbę. "Sam prosiłem o to, by politycy z Warszawy za bardzo nie ingerowali w temat referendum” – powiedział w rozmowie z OKO.press.
Krakowianie wybiorą nowego prezydenta na przełomie sierpnia i września tego roku. Termin nie został jeszcze wyznaczony, ale kolejka chętnych do startu tylko się wydłuża. Kampanię wyborczą już rozpoczęli:
Swój start na portalu X zapowiedział też Marian Banaś, były prezes Najwyższej Izby Kontroli w przeszłości związany z PiS. Wciąż nie wiadomo, czy w wyborach wystartuje Łukasz Gibała, czy zdecyduje się on poprzeć któregoś z inicjatorów referendum odwołującego Aleksandra Miszalskiego. W mieście mówi się też o apetycie na start ze strony polityków Polski 2050, głównie Pawła Śliza. Oficjalnej deklaracji z jego strony do tej pory jednak nie ma.
We wtorek, 9 czerwca, swój start ogłosił również Jan Hoffman, twarz referendum odwołującego prezydenta Krakowa. To prawnik, radny dzielnicy I Stare Miasto w przeszłości związany z KO.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył we wtorek w Tallinie, że czerwiec i lipiec mogą przynieść bardzo wiele rozstrzygnięć w kwestii zakończenia wojny z Rosją
„Najważniejsze (...), aby przygotować się do tych negocjacji i decyzji, których wszyscy oczekujemy od szczytów Unii Europejskiej, grupy G7 i NATO. Czerwiec i lipiec tego roku mogą bardzo wiele rozstrzygnąć” – powiedział Zełenski na konferencji prasowej z prezydentem Estonii Alarem Karisem.
Prezydent Ukrainy podkreślił konieczność wyraźnego postępu w dyplomacji, aby Rosja nie miała złudzeń, że wojna może przynieść jej jakiekolwiek korzyści. Podkreślił, że Rosja traci na froncie ponad 30 tys. żołnierzy zabitych i ciężko rannych miesięcznie.
„Na tymczasowo okupowanym Krymie i w części regionów Rosji już występują niedobory benzyny, a miejscami nie działa normalna łączność. Trzeba wywierać dalszą presję i skierować Rosję na ścieżkę dyplomatyczną” – mówił prezydent Ukrainy.
Zełenski poinformował, że przygotowywany jest system przeciwdziałania rosyjskim środkom walki radioelektronicznej, aby nie kierowały ukraińskich dronów na państwa UE.
„Na przykład, gdy odpowiadamy na rosyjskie ataki i w przestrzeni powietrznej Łotwy, Litwy czy Estonii pojawia się rosyjski dron, to wiadomo, w jakim celu. Gdy natomiast pojawia się ukraiński dron, rozumiemy, że Rosjanie mogą zmieniać kurs naszych dronów. Nie dzieje się to masowo. Takie pojedyncze przypadki miały miejsce dzięki systemom walki radioelektronicznej (...) Rozpoczęliśmy już odpowiednie działania” – zaznaczył.
Zełenski wezwał europejskich przywódców do dalszego wspierania sankcji wobec Rosji oraz przyjmowania kolejnych pakietów restrykcji. Podkreślił także, że Morze Bałtyckie i Morze Północne nie mogą pozostawać swobodnymi akwenami dla rosyjskiej floty cieni.
Zełenski udzielił wywiadu brytyjskiemu dziennikowi „The Guardian”, w którym przekonuje, że sytuacja na froncie dla Ukrainy jest najbardziej obiecująca od dwóch i pół roku.
Ukraina w ostatnich miesiącach intensyfikuje ataki przy użyciu dronów dalekiego zasięgu na głębokie zaplecze Rosjan. W ubiegłym tygodniu Ukraińcy przeprowadzili m.in. skuteczny atak na terminal naftowy w Petersburgu, w dniu, kiedy to w tym właśnie mieście zaczynało się międzynarodowe forum ekonomiczne, określane mianem rosyjskiego Davos. Atak był symboliczny również dlatego, że Petersburg jest rodzinnym miastem Władimira Putina.
W ubiegłym tygodniu Zełenski skierował do Władimira Putina list otwarty, w którym zasugerował bezpośrednie rozmowy między przywódcami Rosji i Ukrainy. Putin odrzucił tę propozycję występując na forum w Petersburgu.
Przywódca Rosji przekonywał też, że rosyjskie wojska nadal osiągają sukcesy na froncie i podtrzymał żądania terytorialne wobec Ukrainy (Rosja uważa za swoje terytorium nielegalnie anektowane w 2022 roku obwody: ługański, doniecki, zaporoski i chersoński, mimo że w całości kontroluje i okupuje jedynie pierwszy z tych obwodów).
Przeczytaj także: