Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Premier poinformował w środę, że Polska nie przystąpi do prac Rady Pokoju, która w przyszłym tygodniu zainaguruje prace.
W środę 11 lutego Tusk przyznał, że otrzymałem informację od Radosława Sikorskiego, szefa MSZ, że polska nasza ambasada w Waszyngtonie otrzymała zaproszenie otwarte (dla premiera lub prezydenta) na spotkanie inaugurujące pracę Rady Pokoju, które odbędzie się 19 lutego w USA.
„To jest chyba ten moment, by jednoznacznie i wyraźnie powiedzieć, że w obecnych okolicznościach, jeśli chodzi o zasady, status tej Rady, bezpośrednie cele, głównie związane z odbudową (Strefy) Gazy, pewne wątpliwości o charakterze ustrojowym, jeśli chodzi o kształt tej Rady, powodują, że w tych okolicznościach Polska nie przystąpi do prac Rady do spraw Pokoju” – przekonywał premier Tusk.
Ponadto stwierdził, że dla Polski relacje z USA „są i pozostaną” priorytetem. „Jeśli zmienią się okoliczności, które umożliwią przystąpienie do pracy Rady, to nie wykluczamy żadnego scenariusza” – dodał Tusk.
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zainaugurował Radę Pokoju podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. Ogłaszając jej powstanie prezydent USA twierdził, że będzie ona jedną z najważniejszych instytucji, jakie powstały w historii świata. Twierdził też, że „poproszono go o zostanie jej przewodniczącym”, co było dla niego „zaszczytem”.
Rada Pokoju stworzona początkowo po to, by zarządzać powojenną Strefą Gazy na mocy porozumień z Izraelem i Hamasem w zamyśle administracji Trumpa ma stanowić konkurencję dla ONZ i jej Rady Bezpieczeństwa.
Członkostwo w Radzie wymaga wpłaty w wysokości miliarda dolarów od każdego zaproszonego kraju, a Trumpowi nie udało się jednak jak dotąd skłonić do udziału w tym przedsięwzięciu ani większości sojuszników z NATO (w tym najważniejszych państw Europy), ani też Rosji i Chin (na czym ogromnie mu zależy). Na osłodę pozostaje Trumpowi jedynie Białoruś, która potwierdziła już udział w Radzie.
Zaproszony do Rady został też prezydent Polski Karol Nawrocki – jednak po negocjacjach z rządem jego kancelaria ogłosiła, że ewentualny udział w Radzie wymagłby przejścia całej procedury konstytucyjnej, czyli uchwały Rady Ministrów i ratyfikacji przez parlament.
„Rada Pokoju czy klub miłośników Donalda Trumpa? To chyba pierwszy taki przypadek, gdy Karol Nawrocki mógł się ucieszyć, że jego kompetencje są mniejsze niż kompetencje rządu” – przekonywały Dominika Sitnicka i Agata Szczęśniak w Programie Politycznym na łamach OKO.press.
Przeczytaj także:
Katarzyna Kotula wygrała w sądzie z byłym prezesem Polskiego Związku Tenisowego Mirosławem Skrzypczyńskim. Mężczyzna wytoczył jej pozew o zniesławienie po tym, jak na łamach Onetu opowiedziała, że była przez niego molestowana. Nie miała wówczas nawet 15 lat.
Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa umorzył postępowanie przeciwko byłej ministrze ds. równości w rządzie Donalda Tuska, Katarzynie Kotuli. Decyzja zapadła we wtorek, 10 lutego. Orzeczenie nie jest prawomocne.
Postępowanie toczyło się z artykułu 212 kodeksu karnego. Katarzyna Kotula została oskarżona o zniesławienie przez Mirosława Skrzypczyńskiego, byłego prezesa Polskiego Związku Tenisowego. Posłanka cztery lata temu na łamach Onetu opowiedziała, że jako nastoletnia tenisistka, nie mająca 15 lat, była molestowania przez Skrzypczyńskiego.
Aby móc bronić się przed sądem, Kotula zrzekła się immunitetu poselskiego.
„Mówiłam prawdę” – napisała polityczka we wtorek wieczorem, w oświadczeniu opublikowanym po wyroku sądu. „Sąd uznał, iż moje słowa i odpowiedzialność za nie jest wyłączona, gdyż poparte są dowodem prawdy. To, że mówiłam prawdę potwierdziła także w swoim postanowieniu Prokuratura Okręgowa w Szczecinie 26.06.2024 roku” – napisała Katarzyna Kotula.
Wyświetl ten post na Instagramie
„Szef Polskiego Związku Tenisowego Mirosław Skrzypczyński przez lata stosował przemoc psychiczną i fizyczną wobec swojej rodziny i wobec zawodniczek, które trenował” – napisali w październiku 2022 roku Jacek Schwertner i Janusz Harłukowicz. Reportaż opublikowany w Onecie obnażał, że były prezes PZT przez lata nękał i wykorzystywał seksualnie małoletnie zawodniczki.
„To był predator” – wyznała później Katarrzyna Kotula. Jeszcze jako posłanka Lewicy za rządów PiS wyznała, że również doświadczyła przemocy ze strony Skrzypczyńskiego; kiedy była zawodniczką klubu Energetyk Gryfino. Nie miała wówczas 15 lat.Polityczka zgłosiła sprawę prokuraturze. Ale ta nie podjęła śledztwa ze względu na przedawnienie. Jednocześnie jednoznacznie stwierdziła, że do molestowania doszło – przyznała w grudniu 2024 roku w Sejmie Katarzyna Kotula.Pod naciskiem mediów i opinii publicznej Mirosław Skrzypczyński zrezygnował z fotela prezesa PZT, ale pozostał członkiem zarządu. Dopiero 29 listopada 2022 roku wydał oświadczenie, w którym zrzeka się pełnienia jakichkolwiek funkcji w PZT. W oświadczeniu zastrzegł, że decyzja nie jest równoznaczna z przyznaniem się do winy. Przekonywał, że „padł ofiarą bezwzględnej manipulacji i kampanii oszczerstw”. I zapowiedział, że sprawę – o zniesławienie ze strony Katarzyny Kotuli – skieruje do sądu. Teraz tę sprawę przegrał.
Skandal w środowisku tenisowym jest tylko jedną z wielu historii dotyczącej przemocy wobec kobiet w sporcie. W grudniu 2025 roku Rrzecznik Praw Obywatelskich opublikował raport poświęcony molestowaniu i molestowaniu seksualnym w sporcie wyczynowym. Wyniki są wstrząsające. „Prawie połowa badanych osób (48%) doświadczyła przynajmniej jednej sytuacji dotyczącej molestowania lub molestowania seksualnego w ramach wyczynowego uprawiania sportu” – czytamy w raporcie BRPO.
Prawie połowa badanych klubów nie ma żadnych regulacji i procedur dotyczących zgłaszania przypadków molestowania. A jeśli są, to zawodniczki tych procedur kompletnie nie znają; nie biorą udziału w szkoleniach, nie są na nie zapraszane, nie wiedzą, jak rozpoznać molestowanie i kogo o nim poinformować.
Jednym z głównych zaleceń raportu RPO jest „wprowadzenie na mocy ustawy o sporcie obowiązku przyjęcia przez polskie związki sportowe regulaminu antydyskryminacyjnego określającego zasady przeciwdziałania wszelkim przejawom dyskryminacji w sporcie, w tym molestowaniu i molestowaniu seksualnemu”.
Taki projekt był, poparto go nawet w Sejmie i Senacie. Proponowano wprowadzenie na przykład kar dyscyplinarnych za czyny przemocy i dyskryminacji w sporcie, ustanowienie rzecznika do tych spraw przy ministrze sportu, który miałby regularnie szkolić działaczy sportowych oraz młodych sportowców, by potrafili rozpoznawać nadużycia i wiedzieli, gdzie je zgłaszać. Przepisy, mocno popierane przez sportsmenki, tj. Justynę Kowalczyk-Tekieli, Katarzynę Zillmann, Joannę Wołosz czy Maję Włoszczowską, miały wejść w życie 1 stycznia 2025 roku. Ale Andrzej Duda pod koniec 2024 roku ustawę skierował do Trybunału Konstytucyjnego.
Obecnie ministerstwo sportu przygotowuje nowy projekt nowelizacji ustawy o sporcie. Na początku stycznia przyjął go rząd, w ostatni wtorek 10 lutego – jednogłośnie zagłosowała za nim sejmowa Komisja Sportu. Było to pierwsze czytanie projektu. Nie ma w nim jednak zapisów dotyczących przeciwdziałania dyskryminacji w sporcie.
Przeczytaj także:
Agencja Bloomberg informuje, że polski rząd zrezygnował z pomysłu postawienia Adama Glapińskiego, szefa Narodowego Banku Polskiego przed Trybunałem Stanu.
„Po ponad dwóch latach wysiłki utknęły w martwym punkcie. Partia rządząca doszła do wniosku, że kontynuowanie sprawy przyniesie niewielkie, jeśli w ogóle, korzyści polityczne, jak twierdzą osoby wypowiadające się pod warunkiem zachowania anonimowości” – pisze Bloomberg.
Przypomnijmy, że premier Donald Tusk obiecał odwołać prezesa NBP Glapińskiego już w trakcie kampanii w 2023 roku. Był to jeden z punktów „100 konkretów na 100 dni” ogłoszonych przez KO przed wyborami parlamentarnymi. „Wniosek o Trybunał Stanu dla Adama Glapińskiego jest przygotowany i gotowy, zostanie złożony w najbliższych dniach” – mówił też Tusk w marcu 2024 roku.
Teraz Bloomberg donosi, że władze „po cichu” wycofują się z tych planów, bo – podkreślają dziennikarze agencji – powodem jest ewentualne postawienie Glapińskiego przed TS nie przyniesie wielkich korzyści politycznych. Drugi powodem jest ewentualny wpływ na gospodarkę: napięcia z bankiem centralnym mogłyby podważyć „zaufanie inwestorów obligacyjnych”.
"Obawy te są tym silniejsze, że Polska zmaga się z drugą co do wielkości luką budżetową w Unii Europejskiej przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi, w których, jak się przewiduje, partie skrajnie prawicowe odniosą znaczący sukces” – informuje Bloomberg.
„Dyskusje i napięcia wokół Narodowego Banku Polskiego są źle odbierane przez rynki finansowe, za co płacą podatnicy – przyznał Andrzej Domański, minister finansów i gospodarki cytowany przez Polską Agencję Prasową. Dodał, że zależy mu na tym, aby ”praca Narodowego Banku Polskiego przebiegała w sposób płynny".
„Nie ma żadnych sygnałów z rynków, że usunięcie Glapińskiego ze stanowiska odbije się negatywnie na naszej gospodarce. Oczywiście reakcja rynków nie powinna być kluczowa, nie mówi nam, czy coś jest właściwe, czy nie. Ale ja nie widzę takiego zagrożenia” – podkreślał w rozmowie z OKO.press dr Wojciech Paczos. Dodawał jednak, że jego zdaniem TS powinien zbadać kwestię upolitycznienia NBP.
Przeczytaj także:
Dwa lata temu posłowie złożyli wniosek w sprawie postawienia szefa NBP przed Trybunałem Stanu. Złożenie wniosku ogłaszali w Sejmie: Zbigniew Konwiński (KO), Adam Orliński (PSL-TD), Paweł Śliż (Polska 2050-TD), Tomasz Trela (Nowa Lewica), Zdzisław Gawlik – szef Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej, Janusz Cichoń – szef Komisji Finansów Publicznych. Pod wnioskiem podpisało się 191 parlamentarzystów koalicji rządzącej.
Posłowie zarzucali Glapińskiemu m.in. porozumiewanie się z rządem w sprawie skupu obligacji Skarbu Państwa, czym miał naruszyć art. 220 ust. 2 Konstytucji; działania bez upoważnienia Rady Polityki Pieniężnej przy okazji skupu obligacji; odmawianie dostępu do dokumentów NBP niektórym członkom RPP, a także usuwanie ich wypowiedzi z protokołów; osłabianie wartości złotówki; uchybianie nakazowi utrzymania apolityczności prezesa NBP.
„Doprowadzenie prezesa NBP Adama Glapińskiego przed Trybunał Stanu (TS) może napotkać trudności zarówno merytoryczne (różna wartość ośmiu zarzutów), jak i proceduralne, bo Glapiński ze wsparciem posłów PiS (m.in. Mateusza Morawieckiego i bojowego Pawła Szrota) może w sejmowej komisji opóźniać postępowanie” – komentował na łamach OKO.press Piotr Pacewicz.
Zdaniem autorów wniosku o ukaranie Glapińskiego w latach 2020-2021 prezes NBP działając wspólnie i w porozumieniu z przedstawicielami Rady Ministrów, Polskiego Funduszu Rozwoju, Banku Gospodarstwa Krajowego oraz niektórych banków komercyjnych, inicjował i uczestniczył w podejmowaniu przez zarząd NBP oraz w wykonaniu decyzji o skupie obligacji skarbowych i przez państwo gwarantowanych emitowanych przez Polski Fundusz Rozwoju i Bank Gospodarstwa Krajowego. Jak wskazywali autorzy wniosku, w wyniku tego procesu Glapiński zapewniał pośrednie finansowanie deficytu budżetowego.
„Trzeba byłoby mieć argumenty, które pozwolą uzasadnić tezę, że prezes swoją polityką doprowadził do obniżenia wartości pieniądza” – mówił OKO.press w 2022 r. konstytucjonalista prof. Ryszard Piotrowski. – „Moim zdaniem to jest nie do udowodnienia. Czy wysoka inflacja jest skutkiem jego błędów, chociażby popełnionych nieumyślnie? Być może tak, ale czy to przyczyna decydująca? A taka by musiała być, żeby udowodnić tak poważne uchybienie”.
Przeczytaj także:
Zbigniew K.-G. został wydalony ze służby w WOT po zarzutach o napaść na nieletnią dziewczynę. To reakcja MON na śledztwo Onetu.
W październiku ubiegłego roku podczas Hubertusa w Świerklańcu w powiecie tarnogórskim Zbigniew K.-G. miał się dopuścić napaści seksualnej na jedną z niepełnoletnich uczestniczek. Został wówczas zatrzymany, a prokuratura przedstawiła mu zarzut doprowadzenia innej osoby do obcowania płciowego pod wpływem alkoholu.
„Choć prokuratura powiadomiła dowódcę brygady o zarzutach, jakie ciążą na jego żołnierzu, ten, zamiast zawiesić, awansował go na prestiżowe stanowisko. Próbował też ukryć sprawę przed przełożonymi w resorcie obrony i dowództwie WOT” – donosił Onet.
Po śledztwie dziennikarzy portalu Ministerstwo Obrony Narodowej podjęło zdecydowane kroki: Zbigniew K.-G. został natychmiast zwolniony z terytorialnej służby wojskowej, a dowódca brygady płk Paweł Piątkowski został odsunięty od wykonywania obowiązków.
Zbigniew K.-G. to znany na Śląsku biznesmen, właściciel stadniny koni, agencji ochrony oraz prezes Ochotniczego Szwadronu 3. Pułku Ułanów Śląskich. Mężczyzna zaproponował dowództwu śląskiej brygady współpracę w szkoleniu konnym żołnierzy oraz udostępnienie swojej stadniny i zwierząt.
Gdy dowódcą 13. Śląskiej Brygady Obrony Terytorialnej został płk Paweł Piątkowski biznesmen szybko awansował w strukturach. Choć wiedział o problemach oficera z prawem nie odsunął go od obowiązków, ani nie przekazał ustaleń dowództwu WOT lub MON.
Przeczytaj także:
Dziesięć osób zginęło, a co najmniej 25 zostało rannych w strzelaninie w Kolumbii Brytyjskiej w zachodniej Kanadzie.
Do strzelaniny doszło w budynku mieszkalnym oraz w szkole średniej Tumbler Ridge, do której uczęszcza zaledwie 160 uczniów. W szkole znaleziono ciała sześciu osób, jedna osoba zmarła w drodze do szpitala, a dwie kolejne znaleziono martwe w budynku mieszkalnym. Śledczy zidentyfikowali podejrzaną kobietę, ale nie ujawnili jej nazwiska. Wiadomo, że popełniła samobójstwo.
Premier Kolumbii Brytyjskiej David Eby stwierdził, że szybka reakcja funkcjonariuszy „zapobiegła znacznie gorszemu scenariuszowi”. Kanadyjska policja otrzymała zgłoszenie o strzelaninie ok. godziny 13:20 lokalnego czasu. Po dwóch minutach funkcjonariusze byli już na miejscu zajścia.
Mimo to niektórzy z uczniów opowiadali reporterom, jak barykadowali się w klasach przez nawet dwie godziny, zanim zostali uratowani.
„Jestem zdruzgotany dzisiejszą straszliwą strzelaniną w Tumbler Ridge w Kolumbii Brytyjskiej. Modlę się i składam najgłębsze kondolencje rodzinom i przyjaciołom, którzy stracili bliskich w wyniku tych straszliwych aktów przemocy” – napisał Mark Carney, premier Kanady na platformie X i odwołał swoją podróż na Monachijską Konferencję Bezpieczeństwa.
Tumbler Ridge to miasteczko liczące około 2400 mieszkańców, położone około 1200 km na północ od Vancouver, największego miasta w Kolumbii Brytyjskiej.
Z powodu surowych kanadyjskich przepisów dotyczących broni palnej kraj ten doświadczył znacznie mniej przypadków masowej przemocy niż np. USA. Ale – jak odnotowuje „Guardian” strzelanina w Tumbler Ridge jest drugą najtragiczniejszą strzelaniną szkolną w historii Kanady. W 1989 roku uzbrojony napastnik zabił czternaścioro uczniów L’Ecole Polytechnique w Montrealu w ataku wymierzonym w kobiety.