Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

9 minut temu

Prawa autorskie: Photo by Alex HALADA / AFPPhoto by Alex HALADA...

Węgry wstrzymują dostawy oleju napędowego do Ukrainy

Premier Wiktor Orban oskarżył Ukrainę o „szantaż polityczny” w związku z wstrzymaniem dostaw rosyjskiej ropy na Węgry i Słowację przez przebiegający przez teren Ukrainy rurociąg Przyjaźń. Ukraina tłumaczy, że rurociąg został uszkodzony w wyniku rosyjskiego ataku.

Co się wydarzyło?

Zaostrza się spór między Węgrami, Słowacją i Ukrainą o dostawy rosyjskiej ropy przez przebiegający przez teren Ukrainy rurociąg Przyjaźń. Dostawy zostały wstrzymane 27 stycznia w związku z rosyjskim atakiem na terytorium Ukrainy, który uszkodził rurociąg.

Tymczasem Węgry oskarżają Ukrainę o celowe działanie i szantaż polityczny w związku z brakiem zgody Budapesztu na wejście Ukrainy do Unii Europejskiej.

„Decyzja Ukraińców o zablokowaniu dostaw ropy rurociągiem Przyjaźń do Węgier jest jawnym szantażem politycznym. Próbują wywrzeć na nas presję, abyśmy poparli ich członkostwo w UE i wspierali ich funduszami, które należą do węgierskich rodzin” – napisał w środę 18 lutego na X premier Viktor Orbán.

Orbán zapowiedział, że w odpowiedzi na te zdaniem Węgier celowe działania Ukrainy, Węgry wstrzymują oleju napędowego na Ukrainę

„Węgry mają rząd, który nie ulega szantażowi. Podjęliśmy wszelkie niezbędne kroki, aby zabezpieczyć nasze dostawy i nie ulegniemy” – napisał Orbán.

Jaki jest kontekst?

Dostawy rosyjskiej ropy do Słowacji i Węgier rurociągiem Przyjaźń zostały wstrzymane 27 stycznia po rosyjskim ataku dronowym, w wyniku którego rurociąg uległ uszkodzeniu.

Minister spraw zagranicznych Węgier Péter Szijjártó zapewnił, że Węgry mają zabezpieczone rezerwy ropy na trzy miesiące i że bezpieczeństwo energetyczne kraju jest zagwarantowane. Słowacja ogłosiła za to stan wyjątkowy, który ma obowiązywać od 19 lutego do 30 września. Na wniosek słowackiej rafinerii Slovnaft rząd premiera Roberta Fico ma uwolnić 250 tysięcy ton strategicznych rezerw ropy naftowej.

Węgry i Słowacja zwróciły się też do Chorwacji o umożliwienie transportu rosyjskiej ropy drogą morską i przepompowanie jej na Węgry i Słowację za pomocą rurociągu Adria. Chorwacja początkowo zareagowała na prośbę negatywnie, uzasadniając, że w obecnych warunkach nie ma już żadnego powodu, by jakiekolwiek państwo członkowskie UE wciąż polegało na rosyjskiej ropie. Rurociągiem Adria płynie bowiem do UE ropa amerykańska, katarska czy azerbejdżańska.

„Rurociąg Adria jest gotowy, więc żadne państwo UE nie ma już technicznych powodów, żeby trzymać się rosyjskiej ropy. Beczka kupiona od Rosji może wydawać się tańsza dla niektórych krajów, ale pomaga finansować wojnę i ataki na Ukraińców. Czas skończyć z tym finansowaniem wojny” – napisał na X w poniedziałek 16 lutego chorwacki minister gospodarki Ante Šušnjar.

Po tym jak w tej sprawie do Zagrzebia na spotkanie z premierem Andrejem Plenkovićeem udała się delegacja najważniejszej partii opozycyjnej na Węgrzech, Tisza, której lider Péter Magyar ma szansę przejąć fotel premiera po Viktorze Orbanie w kwietniowych wyborach parlamentarnych, Chorwacja poinformowała, że rozważa prośbę.

Przeczytaj także:

13:01 18-02-2026

Prawa autorskie: Fot. Rustem Umerow, FacebookFot. Rustem Umerow, ...

W Genewie zakończyła się kolejna tura rozmów pokojowych

Trójstronne negocjacje w sprawie zakończenia rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie odbywały się 17-18 lutego. Delegacje Ukrainy, USA oraz Rosji miały uzgodnić monitorowanie zawieszenia broni przez Amerykanów

Co się wydarzyło?

Przewodniczący ukraińskiej delegacji Rustem Umerow, sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy poinformował, że „praca była intensywna i merytoryczna”. Przypomniał, że w ramach delegacji działały bloki polityczny i wojskowy.

„Omawiano parametry bezpieczeństwa i mechanizmy realizacji możliwych rozwiązań. Część kwestii udało się doprecyzować, a część nadal wymaga dodatkowego uzgodnienia” – mówił Umerow. Był oszczędny w słowach: „Postępy są, ale na razie bez szczegółów”.

Prezydent Zełenski w komentarzu dla ukraińskich dziennikarzy powiedział, że „wszystkie trzy strony w kwestiach wojskowych były konstruktywne”. Według ukraińskiego prezydenta „wojsko rozumie, jak monitorować zawieszenie broni i zakończenie wojny, jeśli będzie wola polityczna”.

Zełenski dodał, że strony „prawie wszystko uzgodniły”. A monitorowanie zawieszenia broni

„na pewno będzie odbywać się przy udziale strony amerykańskiej”.

„Uważam, że to konstruktywny sygnał” – powiedział Zełenski. Więcej technicznych szczegółów dotyczących monitorowania przedstawi szef Generalnego Sztabu Sił Zbrojnych Ukrainy Andrij Hnatow po powrocie z Genewy.

Natomiast – jak poinformował ukraiński prezydent – w kwestiach politycznych nie udało się osiągnąć znaczącego postępu. Rozmowy koncentrowały się na „delikatnych kwestiach” dotyczących tymczasowo okupowanych terytoriów i Zaporoskiej elektrowni atomowej.

„Są pewne postępy, ale na razie stanowiska są różne, bo negocjacje nie były łatwe” – powiedział Zełenski.

Kwestia terytoriów i (nie) wyjścia ukraińskich wojsk z części obwodu donieckiego, której Rosjanie nie zajęli, jest kluczowa. Ukraina zgadza się na zawieszenie broni tylko na obecnej linii frontu. Jeśli wojska ukraińskie miałyby się wycofać, to w takim razie Rosja tak samo powinna wycofać swoją armię po swojej stronie.

Umerow natomiast w swoim oświadczeniu zaznaczył, że rozmowy będą kontynuowane, żeby „przedłożyć wypracowane rozwiązania do rozpatrzenia przez prezydentów”.

Przed negocjacjami, jak pisały media, prezydent Zełenski dał zadanie swojej delegacji, żeby próbowała uzgodnić spotkanie prezydentów.

„Naszym zadaniem jest przygotowanie do tego realnej, a nie formalnej podstawy” – mówił Umerow.

Władimir Miedinski, szef delegacji rosyjskiej i doradca Władimira Putina określił rozmowy w Genewie jako „trudne, ale rzeczowe”.

Jak poinformował rzecznik prasowy Putina Dmitrij Pieskow delegacja rosyjska przekazała bezpośrednio prezydentowi Rosji sprawozdania tymczasowe na temat przebiegu konsultacji. Natomiast Pieskow odmówił komentarza na pytania dziennikarzy o to, czy podczas rozmów w Genewie poruszano kwestię spotkania Putina i Wołodymyra Zełenskiego.

Jaki jest kontekst?

18 lutego w Genewie zakończył się drugi dzień trójstronnych rozmów w formacie Ukraina – USA – Rosja dotyczących zakończenia wojny. Rozmowy 18 lutego trwały dwie godziny, podczas gdy 17 lutego – sześć godzin. Jak podało źródło TASS, rosyjskiej agencji państwowej, dyskusje prowadzono zarówno w formacie dwustronnym, jak i trójstronnym. Według źródeł TASS w rosyjskim zespole negocjacyjnym pierwszy dzień rozmów był bardzo napięty.

Wcześniej amerykański portal Axios pisał, że negocjacje w Genewie „zaszły w ślepy zaułek”. Przyczyną miało być stanowisko przedstawione przez Miedińskiego.

Kolejne spotkanie delegacji ma się odbyć w najbliższym czasie.

Poprzednie rozmowy miały miejsce 4-5 lutego w Abu Zabi. Wówczas strony uzgodniły wymianę 314 jeńców wojennych pomiędzy Rosją a Ukrainą. 5 lutego połowa z nich już wróciła do domu.

Przeczytaj także:

12:05 18-02-2026

Prawa autorskie: A student protester holds an anti-ICE sign on the campus of University of Minnesota during an anti-ICE protest, on Friday, Feb. 6, 2026, in Minneapolis. (AP Photo/Ryan Murphy)A student protester ...

Negatywne wpisy o ICE na celowniku administracji Trumpa

Platformy Google, Discord, Reddit i Meta odpowiedziały na wezwanie amerykańskiego Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) i zaczęły przekazywać dane użytkowników, którzy krytykowali w sieci działania Służby Imigracyjnej i Celnej (ICE).

Co się wydarzyło?

Departament Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) rozpoczął działania mające na celu ustalenie tożsamości anonimowych użytkowników mediów społecznościowych, którzy w sieci krytykowali działania ICE – o sprawie informuje „The New York Times”.

W ostatnich miesiącach departament wysłał setki administracyjnych wezwań do firm technologicznych m.in. Google i Meta, do której należy Facebook i Instagram. Wnioskowano o przekazanie danych pozwalających zidentyfikować właścicieli konkretnych kont, w tym nazwisk, adresów email i numerów telefonów. Chodziło o profile, które w ostry sposób krytykowały działania ICE.

Administracyjne wezwania koncentrują się głównie na danych identyfikujących użytkowników, takich jak godziny logowania, używane urządzenia czy adresy e-mail. Nie obejmują one dostępu do treści komunikacji ani danych lokalizacyjnych.

Platformy społecznościowe, według NYT, zadeklarowały, że analizują wnioski rządowe przed ich spełnieniem. Niektóre z nich powiadomiły swoich użytkowników, dając im od 10 do 14 dni na odwołanie się od wezwania do sądu.

Steve Loney z American Civil Liberties Union – jednej z najważniejszych organizacji broniących praw obywatelskich, skomentował dla NYT, że amerykański rząd coraz śmielej sięga po dane użytkowników, a skala i częstotliwość działań jest bezprecedensowa i pozbawiona realnej kontroli.

Departament Bezpieczeństwa tłumaczy, że dane użytkowników są potrzebne, ponieważ chodzi o bezpieczeństwo funkcjonariuszy ICE.

Google deklaruje, że sprzeciwia się zbyt szerokim żądaniem – każde takie wezwanie analizuje oraz informuje o tym swoich użytkowników, o ile pozwala na to prawo.

Jaki jest kontekst

Administracja Donalda Trumpa intensywnie reaguje na krytykę działań ICE, m.in. identyfikując uczestników protestów. Protestujący w Minneapolis i Chicago mieli być nagrywani i rozpoznawani z użyciem technologii rozpoznawania twarzy. Tom Homan, „car od granicy" Białego Domu, zapowiadał miesiąc temu, że administracja będzie tworzyć bazy osób zatrzymanych za utrudnianie działań służb.

Relacje Doliny Krzemowej z rządem federalnym od lat są napięte. W przeszłości część platform stawiała opór i nie chciała przekazywać danych użytkowników przedstawicielom rządowym. Jak donosi NYT, w 2017 roku Twitter, dziś X, pozwał rząd, by zablokować wezwanie do ujawnienia danych użytkownika krytykującego pierwszą administrację Trumpa. Ostatecznie wniosek został wycofany.

Od początku stycznia w Minneapolis trwają protesty przeciwko prowadzonej w mieście przez ICE i Border Patrol masowej obławie na nieudokumentowanych migrantów. Protestujący żądali początkowo ograniczenia brutalności służb, jednak sytuację radykalnie zmieniły dwa zabójstwa dokonane przez funkcjonariuszy ICE.

7 stycznia agent ICE zastrzelił 37-letnią Reneé Good, poetkę i matkę trójki dzieci. 24 stycznia doszło do kolejnego zabójstwa – inny agent zastrzelił 37-letniego Alexa Prettiego, uczestniczącego w protestach pielęgniarza pracującego w szpitalu dla weteranów. W obu wypadkach agenci ICE strzelali do osób bezbronnych i nieagresywnych.

To za rządów Donalda Trumpa urząd ICE zamieniono w służbę organizującą w całych Stanach Zjednoczonych agresywne naloty na migrantów. W wyniku tych działań deportowano – często bez procesu i w nielegalny sposób – setki tysięcy osób.

Czytaj więcej w OKO.press

Przeczytaj także:

10:56 18-02-2026

Prawa autorskie: Fot . Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.plFot . Grzegorz Celej...

Polski prąd w 2025 roku: rozwój OZE, schyłek węgla, atom coraz bliżej

Transformacja energetyczna powoli kończy historię węgla w Polsce. Według najnowszych danych odnawialne źródła energii odpowiadały za niemal 1/3 produkcji energii elektrycznej w 2025 roku. Mocno kurczy się rola węgla – w 2025 z węgla kamiennego i brunatnego uzyskaliśmy 52 proc. krajowej produkcji prądu. W roku 2010 było to 90 proc, a w 1990 roku – 98 proc.

Co się wydarzyło?

Odnawialne źródła energii po raz pierwszy w historii przekroczyły 30 proc. udziału w rocznej produkcji prądu w Polsce, a ich udział w mocy zainstalowanej sięgnął minimalnie ponad 50 proc. na koniec 2025 roku – poinformowało 17 lutego Ministerstwo Klimatu i Środowiska.

Dane Agencji Rynku Energii, na które powołuje się resort, pokazują skalę zmian w ostatnich pięciu latach. W 2020 roku odnawialne źródła stanowiły minimalnie ponad 24 proc. całkowitej mocy zainstalowanej, czyli prawie 12 500 MW. Do 2025 roku moc zainstalowana OZE wzrosła ponad trzykrotnie do niemal 37 800 MW. W efekcie w ubiegłym roku ok. połowa – dokładnie 50 proc. – całkowitej mocy zainstalowanej w Polsce pochodziła z OZE.

Najbardziej dynamicznie rozwijała się fotowoltaika. Moc zainstalowana w instalacjach słonecznych zwiększyła się z niecałych 4 000 MW w 2020 roku do ponad 24 800 MW w 2025 roku. Wyraźny wzrost odnotowała także energetyka wiatrowa – z ok. 6 400 MW do ponad 10 500 MW w tym samym okresie.

W 2020 roku instalacje OZE wytworzyły prawie 28 200 GWh energii elektrycznej. Pięć lat później było to już ponad 54 700 GWh, czyli niemal dwa razy więcej.

W rezultacie udział OZE w krajowej produkcji energii elektrycznej wzrósł z 17,83 proc. w 2020 roku do 31,41 proc. w 2025 roku.

Jaki jest kontekst?

Coraz większa rola OZE w elektroenergetyce przekłada się na spadek emisyjności produkcji prądu w Polsce. A ograniczenie emisji to warunek niezbędny do spowolnienia i jakiejkolwiek kontroli kryzysu klimatycznego.

Według danych o emisyjności krajowych systemów elektroenergetycznych na świecie zbieranych na bieżąco przez serwis Electricity Map intensywność emisji z wytwarzania prądu w Polsce obniżyła się w ubiegłym roku okresowo do około 650 gramów ekwiwalentu CO2 na kilowatogodzinę (g CO2/kWh). Jeszcze pięć lat temu wartość ta wynosiła praktycznie stale 800-900 g CO2/kWh.

Mimo tego postępu polska energetyka wciąż należy do najbardziej emisyjnych w Unii Europejskiej. Węgiel kamienny i brunatny nadal odpowiadają za ponad połowę krajowego miksu energetycznego. Przełom w kierunku niskoemisyjnej produkcji nastąpi na początku lat 30., kiedy ma ruszyć pierwsza elektrownia jądrowa w Polsce, która umożliwi wyłączenie spalającej węgiel brunatny Elektrowni Bełchatów.

Przeczytaj także:

10:00 18-02-2026

Prawa autorskie: Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plFot. Slawomir Kamins...

Odbudowa Pałacu Saskiego pod lupą NIK. Opóźnienia i niegospodarność

Rządowa inwestycja jest w powijakach, nie ma rzeczywistego kosztorysu, a pieniądze wydawane są na słowo – oceniają kontrolerzy NIK

Co się wydarzyło

16 lutego Najwyższa Izba Kontroli opublikowała wyniki audytu ogromnej inwestycji, którą po Prawie i Sprawiedliwości przejął rząd Donalda Tuska. Chodzi o odbudowę Pałacu Saskiego, Pałacu Brühla i kamienic przy ulicy Królewskiej, czyli zburzonej w trakcie II Wojny Światowej zachodniej pierzei pl. Piłsudskiego w Warszawie.

Jak ustalili kontrolerzy, w latach 2021-2025 żaden z kolejnych ministrów kultury (Piotr Gliński, Dominika Chorosińska, Bartłomiej Sienkiewicz i Hanna Wróblewska) nie oszacował realnych kosztów inwestycji.

Co więcej, skala przedsięwzięcia i przesunięcia w harmonogramie „stwarzają ryzyko niedotrzymania terminu jej zakończenia w planowanej dacie 31 grudnia 2030 r.”. A opóźnienia są ogromne:

  • nabycie nieruchomości pod odbudowę Placu Piłsudskiego o 1462 dni,
  • a opracowanie planu budowlanego o 820 dni.

Kontrola NIK wykazała też błędy w przepływach pieniężnych. W latach 2023-2025 Ministerstwo Kultury przekazało spółce zajmującej się inwestycją prawie 25 mln zł przed zawarciem umów dotacyjnych. A kwota dotacji nie była pomniejszona o przychody spółki.

Kontrolerzy zwrócili też uwagę na przypadki niegospodarności, w tym zamówienie za 46 tys. wytycznych konserwatorskich, które zawierały błędy i okazały się nieprzydatne.

Wątpliwości budzi też sposób funkcjonowania rady odbudowy Pałacu Saskiego, która nie spotykała się przez 1,5 roku, funkcjonowała w niepełnym składzie i z opóźnieniem dostarczała protokoły ze spotkań.

Jaki jest kontekst

W 2021 roku odbudowę Pałacu Saskiego zaproponował prezydent Andrzej Duda. Pl. Piłsudskiego, odtwarzający zabudowę z sierpnia 1939 roku, ma stać się siedzibą Senatu RP, Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego oraz instytucji kultury.

Koncepcja od początku budziła kontrowersje. Po to, by przywrócić zabytek, inwestycja zostanie zrealizowana z pominięciem ustawy o ochronie zabytków, a także z pominięciem wytycznych i pozwolenia konserwatorskiego.

Co więcej, to wcale nie będzie wierne odtworzenie starej zabudowy pierzei. „To, co znamy z 1939 roku, to, co znamy ze starych pocztówek, to nie jest Pałac Saski. To budynek powstały na gruzach Pałacu Saskiego w XIX wieku pod auspicjami władz rosyjskich na zamówienie kupca Iwana Skwarcowa” – mówił w OKO.press Grzegorz Piątek, historyk i krytyk architektury.

Wiele osób wskazywało, że inwestycja zniszczy zachowany i utrwalony w społecznej pamięci Grób Nieznanego Żołnierza. „To ostatnia trwała ruina w centrum Warszawy, przypominająca, że miasto zostało kiedyś zniszczone. Nie warto tego zapudrowywać kolejną odbudową” – oceniał Piątek.

Inną kategorią zarzutów są te dotyczące wątpliwej celowości inwestycji, której wstępne szacunkowe koszty wynoszą 2,5 miliarda złotych z budżetu państwa. Jak pisali w liście otwartym architekci, historycy sztuki i artyści ta kwota pozwoliłaby na uratowanie około tysiąca zabytkowych obiektów. „W naszej ocenie takie działanie miałoby znacznie więcej wspólnego z dbałością o dziedzictwo i historię niż konstruowanie współczesnych, pseudozabytkowych kopii dawno nieistniejących budowli”.

Przeczytaj także: