Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Sędzia Małgorzata Adamczyk wyznaczyła termin mów końcowych w procesie biskupa Andrzeja Jeża oskarżonego o zwłokę w zawiadomieniu organów ścigania o czynach pedofilskich podległych mu księży. Gra na czas pozwoliła na przedawnienie się zarzutów i uniknięcie odpowiedzialności przez duchownych. Finał sprawy księdza oskarżonego o tuszowanie pedofilii w lipcu.
11 czerwca w tarnowskim sądzie rejonowym miała odbyć się ostatnia rozprawa, w której tamtejszy biskup Andrzej Jeż oskarżany jest o zwłokę w zawiadomieniu organów ścigania o czynach pedofilskich dwóch księży z diecezji, nad którą sprawuje opiekę.
To sprawa bez precedensu. Po raz pierwszy w historii polskiego prawa przed sądem staje nie ksiądz-pedofil, ale jego przełożony. I zostaje skarżony o granie na zwłokę, niezawiadomienie na czas organów ścigania o czynach pedofilskich duchownych z diecezji, na której czele stoi. OKO.press od początku obserwuje proces sądowy w Tarnowie i relacjonuje go na łamach portalu. Biskup, broniony m.in. przez Zbigniewa Ćwiąkalskiego, byłego ministra sprawiedliwości w pierwszym rządzie Donalda Tuska, nie pojawia się w sądzie. W sądzie próżno też szukać innych księży czy kościelnej delegacji.
Na czwartek 11 czerwca zaplanowano ostatnie przesłuchanie świadków – dwóch pracowników szkoły w Woli Radłowskiej, w której pracował ksiądz Stanisław. Rodzice już w 2002 roku zgłosili biskupowi (wówczas diecezją kierował Witold Skworc), że ten na lekcji religii molestuje ich dzieci.
„Byłem wstrząśnięty” – wyznał przed sądem Skwroc. Ale kara dla księdza był blaha. Stanisław sam poprosił o urlop, a po roku wysłano go na misję do Ukrainy, gdzie nadal molestował młodych chłopców. Ksiądz stanął przed sądem kościelnym przeszło dwie dekady później. Udowodniono mu skrzywdzenie niemal 100 dzieci i wydalono ze stanu duchownego. Ale formalnej, prawnej kary – więzienia – nie otrzymał do dziś, bowiem zarzuty, również dzięki opieszałości bpa Andrzeja Jeża, się przedawniły.
Świadkowie nie stawili się na rozprawie. Jeden z nauczycieli przebywa w sanatorium i zaapelował o wyznaczenie nowego terminu. Drugi poprosił o całkowite zwolnienie ze stawiennictwa w sądzie z uwagi na stan zdrowia. Ponieważ nauczyciele byli już przesłuchiwani przez policję, sędzia przychyliła się do prośby. Obrona złożyła więc nowy wniosek i poprosiła o przesłuchanie ówczesnej małopolskiej kurator oświaty. ich wysłuchanie ma odbyć się 14 lipca.
Dlaczego jest to istotne? Obrona bpa Jeża próbuje wykazać, że organy publiczne już dwie dekady temu miały informację o molestowaniu uczniów i nie zrobili z tym nic. „Z materiałów dowodowych wynika, że kuratorium było informane już dużo, dużo wcześniej. Była wiedza, było powzięcie informacji. Ale nie było żadnej reakcji” – mówiła dziś mec. Paulina Majtkowska, jedna z obrończyń oskarżonego biskupa.
Samo kuratorium z kolei twierdzi, że nie posiada żadnych pisemnych zgłoszeń ani korespondencji ws. katechety z Woli Radłowskiej.
Sędzia Małgorzata Adamczyk wyznaczyła termin ostatniej rozprawy. 31 lipca, jeśli w międzyczasie nie zostaną wniesione nowe wnioski dowodowe, odczytane zostaną mowy końcowy obrony i prokuratora. A po nich – wyrok ws. biskupa.
Proces biskupa Andrzeja Jeża rozpoczął się 18 lutego 2026 roku.
„Nie przyznaję się do postawionych mi zarzutów” – ogłosił biskup Andrzej Jeż pierwszego dnia swojego procesu. Jest pierwszym hierarchą w kraju oskarżonym przez prokuraturę o to, że wiedział o pedofilii wśród księży w swojej diecezji. Chodzi o przynajmniej sto skrzywdzonych dzieci przez dwóch duchownych. Biskup, zamiast niezwłocznie zgłosić sprawę organom ścigania, zrobił to dopiero po czasie, kiedy Watykan potwierdził zarzuty.
Zwłoka, która według prokuratury mogła trwać od kilku miesięcy, do kilku lat, może biskupa zaprowadzić do więzienia. Za niezawiadomienie o przestępstwie (art. 240 Kodeksu karnego) księdzu grozi bowiem do trzech lat pozbawienia wolności.
Sprawa bpa Jeża jest elementem szerszej dyskusji i odpowiedzią na pytanie, co dla kleru jest ważniejsze i bardziej wiążące: prawo kościelne czy prawo stanowione. Jak wskazuje prokurator Marcin Stępień, gdyby ksiądz równolegle, wtedy, gdy zawiadomił Watykan, powiadomił organy ścigania, na 23 ofiary księży mogłyby dociekać przed sądem sprawiedliwości, a przede wszystkim ścigania ich oprawców.
Przeczytaj także:
„Gdyby działał niezwłocznie, tych zarzutów by dziś nie było” – twierdzi prokurator Stępień. Biskup i jego obrona twierdzą z kolei, że najpierw musieli potwierdzić informacje i wyczerpać drogę kościelną, która jest długotrwała. Mec. Zbigniew Ćwiąkalski podnosi bowiem, że: "Według polskiego prawodawstwa przestępstwo należy zgłosić. Ale czy niezwłocznie również oznacza, że najpierw można wyczerpać drogę kościelną i potwierdzić, że doszło do popełnienia przestępstwa, zweryfikować doniesienie i dopiero potem powiadomić prokuraturę? W naszej opinii właśnie tak”.
Sprawa, w której oskarżony jest Andrzej Jeż, dotyczy dwóch duchownych:
Przeczytaj także: