Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: fot. Jakub Wlodek / Agencja Wyborcza.plfot. Jakub Wlodek / ...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

– Sędzia Małgorzata Adamczyk: Nowelizacja prawa karnego, która nakłada obowiązek niezwłocznego zawiadomienia organów ścigania o przestępstwach pedofilskich, obowiązuje od 2017 roku. To prawo nie obowiązuje Kościoła?

– Ksiądz Rafał W. (nie zgadza się na upublicznienie nazwiska), który kieruje pracami Sądu Diecezjalnego w Tarnowie: Prawo świeckie obowiązuje w Kościele, oczywiście.

– Sędzia: Dlaczego więc duchowni nie zgłaszali spraw dotyczących przestępstw wobec małoletnich? Obawiano się kar, które mogłaby nałożyć Stolica Apostolska?

– Ksiądz: Rzeczywiście obowiązywała nas tzw. tajemnica papieska. Wiem, że były przypadki, gdy organy państwowe zwracały się do władz diecezjalnych, prosząc o udostępnienie dokumentacji w tego typu sprawach, a księża najpierw kierowali pytania do Watykanu, pytając, czy nie ma przeszkód (...).

– Sędzia: Kościół zdaje się uważać, że jest prywatną wyspą, na której prawo nie obowiązuje. Gdyby ta sprawa dotyczyła zwykłego Kowalskiego, dylematu byśmy nie mieli.

– Ksiądz: Ale ja nie mam wątpliwości. Dla mnie, czy dla pokolenia młodszych ode mnie księży oczywiste jest, że przestępstwa pedofilskie bezwzględnie należy zgłaszać. Ale dla starszych...

Wiele pytań. Ale w odpowiedzi głównie „nie pamiętam”

W czwartek, 5 marca, w największej sali Sądu Rejonowego w Tarnowie odbyła się trzecia z zaplanowanych sześciu rozpraw przeciwko biskupowi Andrzejowi Jeżowi. Hierarcha tarnowski oskarżony jest o to, że zwlekał z zawiadomieniem prokuratury o przestępstwach pedofilskich, których dopuszczać się mieli dwaj księża z diecezji. Mowa o nawet setce skrzywdzonych dzieci.

05.03.2026 Tarnow , ul. Dabrowskiego 27 , Sad Rejonowy .  Arcybiskup senior archidiecezji katowickiej Wiktor Skworc podczas procesu biskupa Andrzeja Jeza . Ordynariusz diecezji tarnowskiej Andrzej Jez jest oskarzony o niezawiadomienie na czas organow scigania o przestepstwach pedofilskich podleglych mu ksiezy .
fot. Jakub Wlodek / Agencja Wyborcza.pl
Emerytowany metropolita krakowski abp Wiktor Skwroc zeznaje przed sądem ws. biskupa Andrzeja Jeża. Fot. Jakub Włodek/Agencja Wyborcza.pl

Jak wyjaśniał OKO.press prokurator Marcin Stępień, zwłoka ta doprowadziła do przedawnienia się nawet 23 spraw. Prokurator insynuuje, że zwłoka ta mogła być celowa. "Kuria nie miała zamiaru zawiadomić prokuratury o przestępstwach pedofilskich. Zrobiła to tylko dlatego, że ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski upublicznił historię o działaniach pedofilskich księdza Stanisława P. Jego czynów kuria dłużej ukrywać nie mogła. Dlatego zawiadomienie do prokuratury pojawiło się dwa tygodnie po tekście ks. Isakowicza-Zaleskiego” – mówi prokurator.

Sąd wezwał w czwartek trzech świadków, których przesłuchiwał przez przeszło pięć godzin. To:

  • cytowany wyżej ksiądz Rafał W., który kieruje pracami Sądu Diecezjalnego w Tarnowie, czyli kościelnego organu badającego przewinienia księży;
  • były metropolita katowicki i biskup tarnowski Wiktor Skworc, który jako pierwszy, 24 lata temu, odebrał zgłoszenie o molestowaniu seksualnym, jakiego dokonywał ksiądz Stanisław – i wysłał go na kilkuletnią misję do Ukrainy;
  • pokrzywdzony przez księdza Stanisława mężczyzna, który w 2010 roku zgłosił kurii, że jako dziecko był molestowany przez księdza.

Na łamach OKO.press opiszemy jednak tylko zeznania księży. Sąd, na wniosek samego mężczyzny, zdecydował o wyłączeniu jawności. Wyprosił dziennikarzy i zakazał nagrywania tej części przesłuchania, do czego przychyliła się zarówno prokuratura, jak i trzyosobowy skład obrończy biskupa Andrzeja Jeża. Mężczyzna, którego personaliów nie ujawniamy, opowiedział swoją historią Szymonowi Piegzie z Onetu. Tam również pozostał anonimowy. Dziś nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. „Wolałbym na tym etapie się nie wypowiadać” – uciął mężczyzna.

I nikomu ani słowa. „To była tajemnica papieska”

Pięciogodzinną, żmudną rozprawę sądową można sprowadzić właściwie do dwóch słów: „Nie wiem” albo „Nie pamiętam”. Obrona Andrzeja Jeża od początku trwania sprawy przed sądem próbuje wykazać dobre intencje hierarchy, twierdząc, że gdyby przestępstwa w ogóle nie zgłosił, dziś przed sądem by nie stał. Z drugiej, co przekazała dziennikarzom obrończyni biskupa Monika Brzozowska-Pasieka (poza nią księdza broni m.in. były minister sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska, Zbigniew Ćwiąkalski), że biskup jest kozłem ofiarnym. Sam oskarżony jest nieobecny na rozprawach; pojawił się tylko raz, gdy był przesłuchiwany przez sąd.

Tu przeczytasz pierwszą relację z rozprawy, na której przesłuchiwano biskupa Andrzeja Jeża. Tutaj – relację z drugiego dnia procesu, gdzie na pytania sądu odpowiadał ksiądz Robert Kantor, prawa ręka biskupa, kanclerz kurii tarnowskiej, a do niedawna (kwiecień 2015 – maj 2023), delegat ds. ochrony dzieci i młodzieży diecezji tarnowskiej.

Sąd próbuje ustalić, czy biskup tarnowski zawiadomił prokuraturę o pedofilii niezwłocznie, czy z zawiadomieniem tym zwlekał.

Zeznający w czwartek 5 marca przed sądem ksiądz Rafał W. z Sądu Diecezjalnego w Tarnowie, który badał ostatnią sprawę księdza Stanisława – ta zakończyła się wydaleniem księdza za stanu duchownego, czyli najwyższym przewidzianym w Kościele wymiarze kary, przyznał, że akta trafiły do niego 14 sierpnia 2020 roku. Czyli dwanaście dni po artykule ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który ujawnił wieloletnią przemoc, jakiej dopuszczał się ksiądz Stanisław. „Poinformowano mnie, że delegat ds. ochrony małoletnich [czyli przesłuchiwany w poniedziałek 2 marca ksiądz Kantor – przyp.red.] sporządza pismo do prokuratury. To był piątek, w poniedziałek otrzymałem kopię pisma wysłanego do Warszawy, do Prokuratury Krajowej” – zeznał.

Skworc: wysłałem księdza na misję. „Inna była świadomość”

Pierwsze zgłoszenie w sprawie księdza Stanisława trafiło do kurii już w 2002 roku – grupa rodziców zgłosiła biskupowi Wiktorowi Skworcowi nieobyczajne zachowania duchownego podczas lekcji religii.

Przeczytaj także:

„Byłem wstrząśnięty” – wyznał dziś przed sądem. „Wdrożyłem procedurę, by tę sprawę wyjaśnić i dotrzeć do materialnej prawdy. Nie dotarła do mnie jednak żadna konkluzja tych działań i stwierdzenia bądź nie, nieobyczajnych zachowań księdza Stanisława” – zeznał. Na skutek serii pytań prokuratury i sądu Skworc uznał, że ustnie przekazano mu jednak, że postępowanie nie potwierdziło przestępstwa. Ksiądz, który prowadził tamtą sprawę, nie żyje.

„Ksiądz Stanisław złożył rezygnację – bo informacja o oskarżeniu się rozniosła i wobec tej dysfamii, w tak małej miejscowości, złożył rezygnację z urzędu proboszcza. Ta została przeze mnie przyjęta. Udzieliłem mu urlopu bezterminowego, w czasie którego był poza duszpasterstwem. To miał być czas na rewizję życia, na refleksję nad sobą” – twierdził biskup. Chwilę później jednak, bo już w 2003 roku, Skworc wysłał księdza-pedofila na misję do Ukrainy.

Nie było tak, że poprzez wysyłkę duchownych zagranicę czyściliśmy sytuację – zaprzecza Skworc. Może było tak, że terapeuta polecił mu zmianę środowiska? To często się zdarza.

– Sędzia: Czy badaliście, przed wysłaniem księdza na misję, jak sprawa o tak poważne przestępstwo się zakończyła? – Abp Skworc: Sprawa na pewno była badana. – Sędzia: Ale czy pan zapoznał się z aktami, materiałami sprawy? – Skworc: Decyzja o wysłaniu księdza na misje, to efekt rozmów wielu osób, które wspólnie opracowują portret księdza. – Sędzia: Ale kto ma głos decydujący? – Skworc: Biskup. – Sędzia: Czy więc ksiądz, jako ówczesny biskup, zapoznał się z opinią? – Skwroc: Z opinią tak. Ale czy z aktami? Tego nie pamiętam, to jest bardzo odległy czas. Opinia księdza była w każdym razie taka, że nie potwierdza stawianych księdzu Stanisławowi zarzutów. – Sędzia: Przed momentem ksiądz mówił, że nie pamięta konkluzji z tamtej sprawy. – Skworc: Ja próbuję na bieżąco sobie to wszystko odtworzyć. Minęło wiele lat. Ja to wszystko domniemywam.

Jeden ksiądz, wiele przestępstw. I każde badane osobno

Tzw. sprawa ukraińska, czyli przestępstwa pedofilskie księdza Stanisława mają znaczenie fundamentalne; akta z tamtej sprawy trafiły do tarnowskiej kurii w marcu 2019 roku. A w lipcu 2017 znowelizowano kodeks karny nakazujący niezwłocznie informować prokuraturę o czynach pedofilskich. Kuria, jak pisaliśmy wyżej, zrobiła to dopiero w sierpniu 2020 roku – w międzyczasie odbierając zgłoszenia od innych pokrzywdzonych.

„Kiedy otrzymałem akta, nie miałem wątpliwości, że w tym wypadku trzeba wymierzyć karę definitywną i ostateczną” – zeznał prowadzący sprawę w sądzie kościelnym ksiądz Rafał. Dodał jednak, że duchowni błądzili nieco we mgle, bowiem aż do grudnia 2019 roku dokumenty dotyczące wykorzystywania seksualnego przez małoletnich przez księży były objęte tzw. tajemnicą papieską. Zniósł ją dopiero papież Franciszek po to, by wszystkie materiały można było przekazać władzom cywilnym. Wcześniej musieli do tego otrzymać zgodę Watykanu.

Sprawa księdza Stanisława zakończyła się przed sądem kościelnym dopiero w 2024 roku. Decyzją Watykanu wydalono go ze stanu duchownego, akta wysłano tam dopiero w 2023 roku.

Powoływanie się na tajemnicę papieską jest poręczne dla duchownych – tak bowiem tłumaczą, dlaczego, otrzymując akta z Ukrainy w 2019 roku, od razu nie zawiadomili prokuratury. To było kolejne zgłoszenie dotyczące pedofilii księdza Stanisława. Każde z nich jednak badane było oddzielne, a kościelny sędzia nie miał nawet wglądu we wcześniejsze akta sprawy. Miał je jednak biskup, czyli Wiktor Skworc, który kierował diecezją między 1997 a 2011 rokiem. A potem, w środku skandalu z udziałem księdza Stanisława, awansowano go na metropolitę katowickiego.

Wiedział, nie powiedział prokuraturze. „Nie miałem obowiązku”

„Sprawę przekazałem swojemu następcy” – ucina biskup tamtą opowieść. Twierdzi, że nie interesował się tamtą historią, a kulisy swojego odejścia skwitował kilkoma słowami. „To jest tajemnica papieska”.

05.03.2026 Tarnow , ul. Dabrowskiego 27 , Sad Rejonowy .  Arcybiskup senior archidiecezji katowickiej Wiktor Skworc (p) i ksiadz Krzysztof Biela (2p) podczas procesu biskupa Andrzeja Jeza . Ordynariusz diecezji tarnowskiej Andrzej Jez jest oskarzony o niezawiadomienie na czas organow scigania o przestepstwach pedofilskich podleglych mu ksiezy .
fot. Jakub Wlodek / Agencja Wyborcza.pl
5 marca 2026. Emerytowany metropolita katowicki abp Wiktor Skworc czeka na wezwanie przez sąd w sprawie dotyczącej bp. Andrzeja Jeża. Fot. Jakub Włodek/Agencja Wyborcza.pl

„Nigdy moją intencją nie było ukrywanie przestępców” – powiedział. Winą za brak działania organów ścigania przeszło dwadzieścia lat temu obarczył miejscową szkołę, która nie powiadomiła prokuratury o pedofilii. Choć – jak sam przyznał – mogła o niej nie wiedzieć, bo biskup się z nią nie kontaktował.

Dlaczego sam nie zgłosił sprawy do prokuratury w 2002 roku? Dlaczego nie zrobił tego osiem lat później, kiedy przyszła do niego kolejna ofiara księdza Stanisława? „Nie miałem takiego obowiązku” – skwitował krótko biskup Skworc. „Myśmy po tym zgłoszeniu podjęli stosowne działania, przewidziane przez prawo kanoniczne. To były działania przekazane potem Stolicy Apostolskiej” – opowiada. Tamto zgłoszenie zakończyło się błahą karą dla Stanisława – nadal był przecież księdzem, nie mógł jedynie pracować z młodzieżą.

„Inna była wówczas świadomość. Nie możemy oceniać tamtych działań przez pryzmat dzisiejszych czasów. Sytuacja się zmieniła” – rozkładał ręce biskup Wiktor Skworc pytany o swoją opieszałość w przeszłości.

Będzie biegły ds. prawa kanonicznego?

Prokurator Marcin Stępień odmówił komentarza w sprawie dzisiejszego procesu. „Proces trwa. Prokurator wyrazi swoje stanowisko w mowach końcowych” – uciął.

Obrona, mec. Monika Brzozowska-Pasieka zapowiedziała, że nie wyklucza biegłego w sprawie prawa kanonicznego, który zbadałby m.in. wątek tajemnicy papieskiej, zniesionej w grudniu 2019 roku. „Sprawa dotyczy tego, jak rozumiemy wiarygodność informacji i niezwłoczność zawiadomienia organów ścigania. Ten wątek może być tu istotny” – podnosi adwokatka.

Kolejne rozprawy w sprawie tarnowskiego biskupa zaplanowano na koniec marca 2026.

;
Na zdjęciu Angelika Pitoń
Angelika Pitoń

Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".

Komentarze