Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Kiedy wyścig wyborczy w Krakowie się rozpoczął, kreatywność sztabów nie miała końca. Swoich kandydatów zapowiadały 24 komitety, jak choćby „Krakowska Bajka” czy „Myśl Krakoska i Historia Matematyczna”. Start dumnie ogłaszała też Marianna Schreiber. Dziś już wiadomo, że pierwszy krok, czyli trzy tysiące podpisów, udało się zebrać raptem dziesiątce z nich.
Miejska Komisja Wyborcza w Krakowie o godzinie 16 zakończyła nabór zgłoszeń kandydatów na prezydenta miasta. Zadanie z pozoru wydawało się proste; wystarczyło bowiem przedłożyć raptem trzy tysiące podpisów krakowian, którzy popierają wniosek. Sprostało temu jednak niewielu.
MKW przyjęła raptem dziesięć zgłoszeń osób, które na czas przyniosły wymagane podpisy.
To ta dziesiątka, przynajmniej na razie, pozostaje w grze o krakowską prezydenturę. „Na razie”, bowiem Komisja w najbliższych dniach będzie weryfikowała podpisy sprawdzając, czy nie są one zdublowane, czy nie brakuje przy nich pełnego adresu zamieszkania z nazwą miasta „Kraków” włącznie, numeru PESEL i czy wszyscy podpisani mają prawo wyborcze, skończyli 18 lat. Liczba ta może się więc jeszcze skurczyć – słyszymy w Miejskiej Komisji Wyborczej.
Na zdjęciu: sztab Łukasza Gibały niesie podpisy do Miejskiej Komisji Wyborczej. Fot. Krzysztof Karolczyk / Agencja Wyborcza.pl
W czwartek, po godzinie 17 pod siedzibą krakowskiego Magistratu przewodniczący Miejskiej Komisji Wyborczej Krzysztof Dyl ogłosił, że zweryfikowane pozytywnie zostały do tej pory podpisy czterech kandydatów. To Aleksandra Owca z partii Razem, Michał Drewnicki z PiS, Jan Hoffmann, oficjalny inicjator referendum odwołującego prezydenta oraz Monika Piątkowska, senatorka KO.
Krzysztof Dyl przekazał, że komisja przyjęła również zgłoszenia sześciu innych kandydatów – i będzie je weryfikować. Podpisy zebrali:
Szef Miejskiej Komisji Wyborczej dziennikarzom przekazał, że Stanisław Kułach, znany w internecie jako DJ Staszek, grający na organizowanych na krakowskim Rynku antyukraińskich dyskotekach oraz Marta Ratuszyńska z ugrupowania Dobry Radom, w której programie był np. pomysł zbudowania na miejskim rynku basenu, nie zebrali wystarczającej liczby głosów. Tuż po zakończeniu przyjmowania kandydatur Łukasz Wantuch, były miejski radny ogłosił, że jemu również nie udało się zebrać podpisów. W opublikowanym filmie przyznał, że zbierał je jeszcze do późnych godzin nocnych ze środy na czwartek. „Czasami odnosimy sukcesy, czasami odnosimy porażki” – spuentował twierdząc, że to nie jest jego ostatni start w wyborach dla Krakowa.
Z wyborów już rano wycofała się Marianna Schreiber, celebrytka. Choć nie pochodzi z Krakowa i próżno było ją zobaczyć na ulicach miasta podczas akcji zbierania podpisów twierdziła, że to nie one były problemem, a jej niechęć do wystąpienia na jednej liście wyborczej z politykami, którymi jej nie po drodze światopoglądowo. Jeśli wierzyć tym słowom, to koniec jej „kariery” politycznej.
Krakowianie wybiorą prezydenta podczas głosowania 27 września. Nowy prezydent lub prezydentka będą mieli przed sobą zaledwie dwa lata rządów. Wybory są uzupełniające i tylko do końca kadencji, którą 7 maja 2024 roku rozpoczął Aleksander Miszalski z KO.
Przeczytaj także:
Prezydenta odwołano na drodze referendum. Jak pisało w środę OKO.press, szeroko zakrojoną kampanię referendalną w 95 procentach sfinansowało stowarzyszenie Łukasza Gibały, jednego kontrkandydata Miszalskiego w drugiej turze wyborów. Gibała dziś jest faworytem wyścigu o fotel prezydenta Krakowa.
Jak wynikało z sondażu przygotowanego przez OGB, które zapytało o przyczyny pójścia krakowian do niedzielnego referendum, przeszło 28 procent z nich chciało odwołania prezydenta z powodu wprowadzenia Strefy Czystego Transportu.
Jej przepisy uchwalili radni jeszcze za poprzedniej kadencji Rady Miasta Krakowa i czasów Jacka Majchrowskiego, a obecnie funkcjonujące przepisy zostały zliberalizowane. Według części mieszkańców jednak za mało. Bo choć opłata za wjazd do Krakowa nieekologicznych samochodów wynosi sto złotych miesięcznie – i zupełnie nie dotyczy mieszkańców miasta, spotkała się z ogromnym społecznym sprzeciwem, podgrzewanym przez Ruch Narodowy oraz inne prawicowe organizacje, kojarzone wcześniej z ruchami antyszczepionkowymi, ultrakonserwatywnymi i antyukraińskimi.
Jak pisaliśmy w OKO.press: „Przeciwnicy SCT stworzyli w Krakowie efekt chaosu, nad którym gabinet prezydenta nie był w stanie zapanować. Pod osłoną nocy niszczono znaki informujące o wjeździe do strefy, a zdjęcia wrzucano do sieci. Pojawiła się dezinformacja, narracja o oblężonym Krakowie, mieście ekskluzywnym, dla bogatych (czyt. z drogimi, ekologicznymi samochodami), czego symbolem miał być upadek lub co najmniej poważne trudności mikroprzedsiębiorstw”.
Drugim powodem, dla którego krakowianie mieli chcieć odwołania prezydenta, jest poziom zadłużenia miasta. Kraków jest dziś bowiem niechlubnym liderem w rankingu najbardziej zadłużonych miast Polski. Miasto tonie w długach; na tyle, że średnio na każdego mieszkańca miasta przypada nawet 10 tysięcy złotych długu. To też scheda po poprzedniku.
„Nie mam wątpliwości, że Aleksander Miszalski obrywa za Jacka Majchrowskiego” – wskazywał w rozmowie z OKO.press socjolog i komentator polityczny, prof. Jarosław Flis.
Przeczytaj także:
Prezydent Krakowa w czasie swojej krótkiej prezydentury popełnił jednak fatalnych błędów – z masowym zatrudnieniem osób związanych z Koalicją Obywatelską. Nie tylko mieszkańcy, ale i pracownicy Magistratu w rozmowach z OKO.press wskazywali, że na stanowiska obsadzane są ludźmi związanymi z otoczeniem Miszalskiego, nierzadko bez stosownych kompetencji. Z twarzą prezydenta Krakowa zlepiło się niechlubne określenie dotyczące zarażenia miasta „epidemią kolesiostwa”, a sposób zarządzania spółkami miejskimi i nepotyzm to powód, dla którego przeszło 14 procent osób zdecydowało się pójść na referendum.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Przeczytaj także: