Po wyborach na żywo. Tutaj znajdziesz najważniejsze informacje. 11 listopada okazją do politycznych oświadczeń. Tusk o pojednaniu, Duda o tym, że trzeba uważać na sojusze, Kaczyński o niemieckiej partii Tuska
O presji migracyjnej i wyrywkowych kontrolach na granicy rozmawiali dziś szefowie resortów spraw wewnętrznych Polski i Niemiec. Ale rząd PiS wciąż ignoruje rozwój sieci przemytniczych na pograniczu polsko-białoruskim, bo nie pasuje to do wyborczej narracji o „szczelnej granicy” i „heroicznej obronie przed pociskami Łukaszenki”
O wprowadzeniu wyrywkowych kontroli na granicy z Polską i Czechami poinformowała w środę 27 września federalna ministra spraw wewnętrznych Niemiec Nancy Faeser. Szefowa niemieckiego MSW podkreślała, że kontrole są konieczne w celu „zwalczania przestępstw polegających na przemycie ludzi”. Dodała, że przestępstwa te w ostatnim czasie „uległy intensyfikacji”.
„Musimy ograniczyć biznes przemytniczy, ponieważ osiąga on wielkie zyski z ludzkiego nieszczęścia” – powiedziała Faeser.
Według niemieckich mediów, do kontroli oddelegowanych zostanie dodatkowych 500 funkcjonariuszy.
Przeczytaj także:
Dziś specjalny komunikat po rozmowie z niemiecką ministrą opublikował szef polskiego MSWiA Mariusz Kamiński. „Podkreślam, że doniesienia medialne o rzekomym przywróceniu stałych kontroli na wewnętrznej granicy Schengen między Polską a Niemcami są nieprawdziwe. Strona niemiecka podjęła decyzję jedynie o zwiększeniu intensywności aktywności służb po swojej stronie granicy z Polską. Nie stanowi to przywrócenia kontroli w myśl obowiązujących zasad Schengen” – stwierdza Kamiński.
Polski rząd utrzymuje, że powodem wyrywkowych kontroli jest intensyfikacja bałkańskiego szlaku migracyjnego, dlatego Polska również prowadzi wzmożone kontrole, ale na granicy ze Słowacją. „Oznacza to doraźne sprawdzanie busów i innych pojazdów mogących przewozić nielegalnych migrantów z tego kierunku” – czytamy w komunikacie MSWiA.
I dalej: „W efekcie tych działań tylko od wczoraj ujęto ok. 150 nielegalnych migrantów z Bliskiego Wschodu (m.in. z Syrii) i Afryki, próbujących przedostać się do Niemiec. Ujawniono również, że osoby zaangażowane w przemyt migrantów posiadały niemieckie krótko- i długoterminowe tytuły pobytowe (wizy lub prawo pobytu)”.
Kamiński przekazał, że „polskie i niemieckie służby podejmą ściślejszą współpracę w zakresie zwalczania nielegalnej migracji”. W tym celu ma zostać utworzona specjalna grupa zadaniowa, w skład której wejdą funkcjonariusze z Polski, Czech i Niemiec.
Prawda o kontrolach na granicach, a także szlakach migracyjnych biegnących przez Polskę jest znacznie bardziej złożona niż przedstawia to minister Kamiński.
Jak pisała w OKO.press Małgorzata Tomczak, w ostatnich miesiącach liczba osób wjeżdżających do Niemiec w sposób nieuregulowany rosła lawinowo. Już w sierpniu otrzymaliśmy od Bundespolizei statystyki wjazdów do Niemiec.
Dynamika ich wzrostu w ostatnich miesiącach wygląda tak:
21 września otrzymaliśmy od Bundespolizei zestawienie osób, które wjechały do Niemiec, bez wyszczególnienia, czy wjechały z Polski, Czech, czy Austrii. Wyraźnie widać trend: w lipcu było 10 714 osób, a w sierpniu – 14 701, czyli z miesiąca na miesiąc wzrost wyniósł 40 proc.
Polska na dobre stała się krajem tranzytu nieregularnej migracji, ale szlaki są dwa. Bałkański, o którym mówi minister Kamiński.
Oraz białoruski, o którym rząd milczy, bo utrzymuje fikcję „najlepiej strzeżonej w Europie granicy”.
Przeczytaj także:
Przekierowanie dyskusji na „kontrolę busików” na granicy ze Słowacją (a przecież podobne kontrole to stałe działanie polskich służb!) ma też pomóc PiS odwrócić uwagę opinii publicznej od afery wizowej.