0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ahmad GHARABLI / AFPAhmad GHARABLI / AFP

Izrael i Liban podpisały niedawno porozumienie o zawieszeniu broni. Inne zawieszenie broni dotyczy Amerykanów i Irańczyków. Irańczycy uważają, że zawieszenie broni z Amerykanami obejmuje także Liban. Czyli: Izrael nie może strzelać w stronę Libanu. Ale Izrael w stronę Libanu strzela. Dlaczego? Bo jego zdaniem Hezbollah strzela w Izrael. Hezbollah to nie Liban, ale to z Hezbollahem w Libanie walczy Izrael. Amerykańsko-irańskie zawieszenie broni dotyczy też Zatoki Perskiej. Więc od tygodni regularnie ogień wymieniają tam Amerykanie i Irańczycy.

Można się pogubić, prawda? No to jeszcze kilka faktów.

Przy tym wszystkim od dwóch miesięcy trwają rozmowy o zakończeniu wojny. I przez większość czasu stoją w miejscu. W tym kontekście informacja o znacznej eskalacji między Izraelem a Iranem może zaskakiwać tylko dlatego, że wydarzyła się tak późno, po niemal dwóch miesiącach, w których wymiana ognia była bardzo ograniczona.

Co w takim razie dokładnie wydarzyło się w weekend i w poniedziałek rano? Spróbujmy rozwikłać ten węzeł i zastanowić się, co może stać się w kolejnych dniach.

Najpierw odtwórzmy ogólny przebieg wydarzeń.

Przeczytaj także:

Hezbollah-Izrael-Iran

Późnym wieczorem w niedzielę 7 czerwca 2026 Iran po raz pierwszy od kwietnia wystrzelił rakiety w stronę Izraela. Informację przekazała najpierw izraelska armia, a następnie potwierdził ją irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej. Według Strażników celem ataku była izraelska baza lotnicza w Ramat Dawid na północy Izraela. W oświadczeniu Strażnicy twierdzą, że baza była „źródłem agresji” wobec Libanu. Armia izraelska twierdzi, że przechwyciła wszystkie rakiety wymierzone w bazę. Ostatecznie wszystkich rakiet według izraelskiej armii było około 30. Według obecnych informacji nikt w tych atakach nie ucierpiał.

Minister bezpieczeństwa wewnętrznego Izraela Itamar Ben Gwir napisał po ataku w mediach społecznościowych, że w nocy Teheran powinien zapłonąć.

Strażnicy Rewolucji w swoim oświadczeniu po uderzeniu w Izrael napisali, że jest to na razie tylko ostrzeżenie. Ale jednocześnie grożą, że dalsza eskalacja będzie oznaczała ponowne otwarcie frontu w Zatoce Perskiej.

Iran odpowiedział w ten sposób na przeprowadzony wcześniej tego dnia atak na Dahije, czyli południowe przedmieścia Bejrutu. Izraelski premier Benjamin Netanjahu przekazał, że Izrael uderzył w „siedzibę terrorystów w Dahije” w odpowiedzi na uderzenia Hezbollahu na terytorium Izraela. W ataku na Bejrut zginęły co najmniej dwie osoby. Dzień wcześniej, 6 czerwca, w izraelskich atakach na południowy Liban zginęło 12 osób. Wśród nich trójka żołnierzy libańskiej armii – w tym generał brygady.

Hezbollah faktycznie wystrzelił tego dnia rakiety w stronę Izraela. Dochodzenie do tego, kto tę eskalację rozpoczął, jest jednak daremnym zadaniem. Nie są to pojedyncze epizody, które wzięły się z niczego. To niemal ciągła wymiana ognia przerywana momentami większego spokoju czy porozumieniami między Izraelem a Libanem, które w dużej mierze wymuszają Amerykanie. Jednak w momencie, gdy Hezbollah nie jest częścią takiego porozumienia, rozejm nie znaczy wiele.

Liban a Hezbollah

Dodajmy, że Izrael nie prowadzi wojny z armią libańską, a z Hezbollahem. Jednocześnie pomimo ostatnich porozumień między Izraelem a Libanem stosunki między oboma krajami nie są dobre. I trudno, by były dobre, skoro Izrael na południu kraju prowadzi politykę podobną do tej znanej z Rafah czy Bejt Hanun w Strefie Gazy. A polega ona w największym skrócie na wymazywaniu z mapy miejscowości, w których według Izraela działają terroryści. Libański rząd również jest niechętny Hezbollahowi. Wini go za chaos na południu i nieustanne wciąganie kraju w wojnę z Izraelem. Jednak państwo jest zbyt słabe, by z tym problemem sobie poradzić. Dlatego Izrael uważa, że ma prawo załatwić sprawę po swojemu, na terenie obcego kraju.

Dlaczego jednak Liban jest w irańskiej układance tak ważny? Hezbollah, szyicka grupa polityczno-zbrojna jest ważnym ogniwem irańskiej polityki zagranicznej. Nie jest to tylko i wyłącznie narzędzie Iranu – Hezbollah zachowuje własną strukturę i niezależność decyzyjną. Ale silnie zależy od Iranu choćby w wypadku finansowania, szkolenia wojskowego itp. A jednocześnie jest połączony ideologicznie z władzami Republiki Islamskiej. Dlatego Iran uważa front między Izraelem a Hezbollahem za część tej samej konfrontacji, co rozpoczęta przez Izrael i USA 28 lutego wojna.

I w trwających już dwa miesiące negocjacjach z Amerykanami Iran się domaga, by zakończenie wojny z USA uzależnić od zakończenia wojny Izraela z Hezbollahem. Irańskie dowództwo wojskowe już 1 czerwca ostrzegało, że izraelski atak na Bejrut spotka się z ostrą odpowiedzią. Atak na Izrael z 7 czerwca był demonstracją, że Iran traktuje tę deklarację na serio.

Izrael odpowiada

By uniknąć upokorzenia, Izrael musiał odpowiedzieć.

Tego chciał jednak uniknąć Donald Trump. Jeszcze w trakcie irańskiego ataku apelował do obu stron o opamiętanie. I zapowiadał, że zadzwoni do premiera Izraela Benjamina Netanjahu, by zarekomendować mu powstrzymanie się od reakcji.

Izraelczycy na atak odpowiedzieli. Uderzone zostały cele w centralnym i zachodnim Iranie. Eksplozje słyszane były m.in. w Teheranie. Uderzono też w zakład petrochemiczny Karun w południowo-zachodniej prowincji Chuzestan.

Na ten atak Iran odpowiedział w ciągu godziny uderzeniem w analogiczny zakład izraelski w Hajfie. Oba kraje wymieniały więc ataki i eskalowały je z godziny na godzinę.

Chwilę później, po szóstej rano czasu waszyngtońskiego, Trump napisał w poście w swojej sieci społecznościowej Truth Social, że „Iran i Izrael muszą natychmiast przestać strzelać”. Nie wiemy, jakie środki dyplomatyczne zostały wykorzystane w tle, ale na razie wymiana ognia faktycznie ustała. Godzinę później Trump napisał, że czas wrócić do negocjacji, które należy przeprowadzić szybko.

Problem w tym, że negocjacje te trwają już dłużej niż sama wojna i w ostatnim tygodniu znów niespecjalnie posunęły się do przodu.

Co nam mówi ta wymiana ognia

Czego więc dowiedzieliśmy się o sytuacji na Bliskim Wschodzie dzięki kilkunastogodzinnej mikrowojnie Izraela z Iranem?

Iran potwierdził, że czuje się pewnie.

Na tyle, że nie obawia się przeprowadzić ataków w obronie swojego sojusznika w Libanie. I pokazać, że na serio traktuje Hezbollah jako część całego porozumienia.

Izrael sprawdził, jak poważne są deklaracje Iranu o odpowiedzi na ataki w Libanie. I przy okazji przetestował też cierpliwość Donalda Trumpa. Wielokrotnie podczas tej wojny słyszeliśmy, że Trump i Netanjahu mówią jednym głosem, odgrywają role dobrego i złego policjanta we wspólnie napisanym scenariuszu. Trump i Netanjahu, pomimo obustronnych deklaracji bliskiej relacji i wielu spotkań, mają jednak też długą historię spięć. A wszystko, co obserwujemy przez ostatnie trzy miesiące, wskazuje na to, że USA i Izrael chcą od wojny w Iranie czego innego. Trump liczył na szybkie zwycięstwo i korzystną z jego perspektywy umowę z Iranem. Izraelowi zależy na jak najgłębszym osłabieniu Republiki Islamskiej i chętnie wróciłby do wojny.

Trumpowi chwilowo udało się powściągnąć Izrael przed dalszą eskalacją. Ale wymiana ognia z niedzieli i poniedziałku pokazuje też, że zawieszenie broni nie jest silne. Szczególnie że chwilowo ataki ustały, ale strony już teraz ustawiają się na dalszą konfrontację i próbę sił. W poniedziałek po południu minister obrony Izraela Israel Kac przekazał, że każdy atak Hezbollahu na północ Izraela spowoduje, że Izrael zaatakuje Dahije w Bejrucie. Kolejny raz wracamy więc do punktu wyjścia i obserwujemy, czy Hezbollah wyśle pociski w stronę Izraela. W jakim stopniu Iran kontroluje dzisiaj taktyczne decyzje Hezbollahu? Jak dalece chce kolejny raz sprawdzać Izrael?

Przeciągane negocjacje

Im dłużej negocjacje będą przeciągane, tym większe ryzyko, że podobne incydenty się powtórzą. Stąd ze strony Iranu atak na Izrael mógł też być ponagleniem Trumpa do podpisania porozumienia. A to w dużej mierze jest gotowe, ale strony dalej przeciągają linę w sprawie szczegółów.

Pakistański premier Szehbaz Szarif zaapelował po południu w poniedziałek w poście w mediach społecznościowych o rozwagę. I o to, by pozwolić pracować negocjatorom, „w momencie, gdy ostateczny cel jest bliski osiągnięcia”. Trudno jednak powiedzieć, w jakim stopniu faktycznie doszło do jakiegoś przełomu w rozmowach, a w jakim jest to pusty komunikat.

Najbliższe dni mogą generować więcej napięcia niż poprzednie tygodnie. Jeśli Trump chce uniknąć powrotu wojny na pełną skalę w momencie, gdy Stany Zjednoczone są gospodarzem największego sportowego spektaklu na świecie, może być zmuszony szybko podjąć decyzję o przyjęciu warunków, które są dziś na stole.

Na zdjęciu Jakub Szymczak
Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.

Komentarze