Miesiące niepewności, mordercza konkurencja, łzy zawodu - taki los zgotowała minister Zalewska kandydatom do szkół średnich. Ofiar kumulacji roczników jest już 6 tys. To uczniowie i uczennice, którzy nie dostali się do szkół w pierwszym naborze. A będzie więcej, bo wyniki ogłosiło dopiero 6 miast. Zalewska "współczuje", ale winnych szuka wśród samorządowców

„Współczuje rodzicom i uczniom w Warszawie” – tak problemy z rekrutacją szkół średnich w stolicy komentowała była minister edukacji, europosłanka PiS Anna Zalewska w rozmowie z reporterem radia TOK.FM.

Z wyliczeń stołecznego magistratu wynika, że po pierwszym naborze nawet 7 tys. z 47 tys. absolwentów gimnazjów i szkół podstawowych, którzy zgłosili podania do warszawskich szkół, może zostać na lodzie. Według Anny Zalewskiej to wina stołecznego magistratu, który źle przeprowadził rekrutację.


Pan prezydent Rafał Trzaskowski popełnił ogromny błąd pozwalając na to, żeby zupełnie inaczej niż w całej Polsce, każdy mógł dokonać dowolnego wyboru. Dlatego doszło do chaosu i zamieszania. (...) Jedno dziecko może złożyć do kilkudziesięciu szkół papiery

Anna Zalewska, TOK.fm - 06/07/2019

Fot. Bartosz Banka / Agencja Gazeta


fałsz. Problemy rekrutacji w W-wie są skutkiem "deformy edukacji" - tzw. kumulacji roczników. W kraju o miejsca w szkołach średnich ubiega się dwa razy więcej osób w 2018 r.


Przede wszystkim problem nie dotyczy tylko Warszawy. Już wiadomo, że w Elblągu do żadnej szkoły nie dostało się 200 uczniów, w Lublinie – 600, w Olsztynie – 819, w Szczecinie – 871 , w Gdańsku – 1,2 tys., a w Krakowie – aż 2,5 tys.

I wszyscy, być może poza samą byłą minister, wiedzą, że jest to bezpośredni efekt reformy edukacji. W wyniku zmian administracyjnych – likwidacji gimnazjów, przywrócenia ośmioletniej szkoły podstawowej – do pierwszych i drugich klas szkół średnich ruszyło aż 731 tys. uczniów i uczennic. To dwa razy więcej niż było w 2018 roku i będzie w 2020.

Samorządy wzięły na siebie finansowy i organizacyjny ciężar przygotowania większej ilości oddziałów w szkołach średnich, ale wiadomo było, że nie wszędzie będzie to możliwe.

„Oczywiście, nigdy nie było tak, że każdy dostawał się do wymarzonej szkoły, ale w tym roku przeżywamy sytuację bez precedensu. Pozbawieni marzeń są nie tylko ci uczniowie, którzy nie dostali się do żadnej szkoły w pierwszym naborze, ale też ci, którzy dostali się do piątej, dziesiątej czy czternastej placówki, do której aplikowali” – mówi OKO.press Dorota Łoboda, radna Warszawy, przewodnicząca stołecznej Komisji Edukacji.

Już w 2018 roku na niekonstytucyjność kumulacji roczników zwracał uwagę poprzedni Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak. W opinii przesłanej do MEN wskazywał, że „blokowanie dostępu do – wybranego przez ucznia – kształcenia z powodu ograniczania liczby miejsc w szkołach

może naruszać art. 32 i 70 Konstytucji, gwarantujący wszystkim obywatelom równe traktowanie i równy dostęp do wykształcenia”.

Warszawa: kumulacja problemu

W Warszawie o miejsca w szkołach średnich ubiega się 47 tys. uczniów i uczennic. To 2,5 raza więcej niż rok wcześniej, gdy do rekrutacji stanęło 19 tys. uczniów i uczennic.

To też więcej niż zakładał magistrat. „W prognozach liczyliśmy, że do liceów, techników i szkół branżowych ruszy 44 tys. uczniów, czyli młodzież z Warszawy oraz szacunkowe 35 proc. młodzieży z okolicznych miast i wsi. Ruch spoza Warszawy jest jednak większy” – mówi OKO.press Dorota Łoboda.

Teoretycznie powinno więc brakować 3 tys. miejsc, ale jak co roku aż 2/3 aplikujących złożyło podania tylko do liceów. „Co z tego, że w bazie mamy wolne miejsca w szkołach branżowych czy technikach, skoro uczniowie wybrali inny typ szkół? W rzeczywistości, aż 7 tys. uczniów i uczennic może nie dostać się do żadnej ze szkół, do której aplikowali ” – mówi OKO.press radna Łoboda.

Nieprawdą jest też, że zamieszanie wywołał sposób rekrutacji zaproponowany przez magistrat. „Faktycznie, uczniowie i uczennice w pierwszym naborze mogli – inaczej niż w poprzednich latach – wybierać dowolną ilość szkół. Ale rekordowe 47 tys. kandydatów nie wzięło się przecież z tego, że ktoś zaznaczył w systemie kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt szkół. System liczy ucznia tylko raz, a liczba 47 tys. to efekt kumulacji roczników” – mówi OKO.press Łoboda.

Wbrew temu, co twierdzi minister Zalewska, decyzja warszawskiego magistratu nie jest odosobniona. Podobnie rekrutacja przebiega w większości dużych miast w kraju m.in. w Krakowie czy we Wrocławiu.

„Właśnie dzięki temu, że już w pierwszym naborze można wybrać dowolną liczbę szkół, zdecydowana większość uczniów i uczennic zakończy rekrutację w połowie lipca. Gdyby mogli wybierać trzy czy pięć placówek, to przy tej szalonej liczbie kandydatów, liczba osób startujących w w drugim i trzecim naborze byłaby znacznie wyższa” – mówi Łoboda.

„Nie chcieliśmy też zmuszać młodzieży do celowania poniżej swoich oczekiwań. Gdy masz do wyboru trzy szkoły, zaczynasz kalkulować. Pewnie oblężenie przeżywałyby szkoły plasujące się gdzieś w środku rankingu” – dodaje Łoboda.

Rekrutacja to nie jedyny problem

Ostateczne wyniki naboru do warszawskich szkół poznamy 16 lipca, ale rekrutacja to tylko wierzchołek problemów, z którymi szkoły średnie – a w konsekwencji samorządy, nauczyciele, rodzice i uczniowie – będą borykać się przez lata.

Z raportu przygotowanego przez Rzecznika Praw Obywatelskich wraz z samorządowcami i dyrektorami wynika, że:

  • znacząco wydłuży się czas pracy w szkołach, a to przełoży się na węższą ofertę edukacyjną. Szkoły, które będą działały w systemie zmianowym będą musiały zrezygnować w pierwszej kolejności z zajęć dodatkowych;
  • w szkołach – jeszcze w większym zakresie niż do tej pory – może też brakować nauczycieli, szczególnie przedmiotów matematycznych, przyrodniczych i języków obcych;
  • przepełnienie szkół zmniejszy dostępność pracowni przedmiotowych, sal gimnastycznych i przestrzeni socjalnych dla uczniów, a dla nauczycieli będzie oznaczać większe obciążenie i stres;
  • uczniowie z mniejszych miejscowości i wsi będą mieli utrudniony dostęp do edukacji ze względu na niezmienną ilość miejsc w bursach;
  • budżety samorządów już dziś są nadmiernie obciążone wyzwaniami edukacyjnymi, które stawia przed nimi rząd.

Więcej o problemach w szkołach średnich, które wygenerowała reforma pisaliśmy tutaj:


Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej" i "Codzienniku Feministycznym". Laureat nagrody "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane. Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press