Prawa autorskie: Jakub Porzycki / Agencja GazetaJakub Porzycki / Age...
30 września 2020

Neoliberał Gowin ministrem pracy. Związkowcy: zła wiadomość dla pracowników

"Ma pozytywną szajbę, jeśli chodzi o deregulację", mówił o Jarosławie Gowinie w 2011 roku Donald Tusk. Dziś Gowin przejmuje stery gospodarki, a przy okazji ma zająć się pracą. Nominację Gowina komentują dla OKO.press związkowcy z trzech organizacji

Od dymisji do oficjalnego ogłoszenia powrotu do rządu minęło niecałe 5 miesięcy. W kwietniu 2020 Jarosław Gowin postawił się i nie chciał poprzeć przeprowadzenia kopertowych wyborów prezydenckich w maju. Następnie w mediach powtarzał, że to on sam uratował Polskę od nieuczciwych i niebezpiecznych wyborów. Kosztowało go to stanowisko ministra nauki i szkolnictwa wyższego. Ale od dziś 30 września wiemy, że Gowin do rządu wraca. I to bliżej swoich zainteresowań, bo będzie zajmował się rozwojem i technologią. A przy okazji, dołożono mu także pracę, którą - równie nowatorsko co absurdalnie - oddzielono od polityki społecznej.

Zapowiadana od miesięcy rekonstrukcja rządu miała „spłaszczyć strukturę rządu”. Spłaszczenie struktury polega na zmniejszeniu liczby ministerstw i łączeniu resortów, które tylko pozornie mają coś wspólnego. W ten sposób Marlena Maląg żegna się z resortem rodziny, pracy i polityki społecznej i zostanie szefową resortu samej rodziny i polityki społecznej. Jarosław Gowin zostaje z pracą.

Gowin w polityce jest nie od wczoraj. Jego poglądy na gospodarkę i sprawy pracy są znane. Czy w PO, czy współpracując z PiS jako Porozumienie, od lat stoi na pozycjach radykalnie wolnorynkowych.

„Ma pozytywną szajbę, jeśli chodzi o deregulację, która pozwoli odblokować polską gospodarkę” - mówił o nim Donald Tusk w listopadzie 2011.

W rządzie Tuska Gowin dzierżył tekę sprawiedliwości. Zasłynął deregulacją dostępu do kilkuset zawodów i przetargiem na dostawę przesyłek sądowych, w którym tańszy prywatny operator zastąpił Pocztę Polską - zmiana zakończyła się gigantycznym chaosem.

W rządach Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego był ministrem nauki i szkolnictwa wyższego. Jego reforma szkolnictwa wyższego wywołała protesty przekraczające bariery polityczne - przeciw upodobnieniu uniwersytetów do technokratycznych korporacji protestowała zarówno lewica jak i spora część prawicy.

Po sprawiedliwości i nauce przyszedł czas na pracę. Publicznie głoszone przez Gowina poglądy nie wskazują, żeby jego "pozytywna szajba" zmalała. Co zatem czeka pracowników?

O komentarz na gorąco do nominacji Gowina na ministra pracy zapytaliśmy przedstawicieli trzech związków zawodowych.

Piotr Ostrowski, Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych:

Nowy minister pracy był już ministrem nauki i szkolnictwa wyższego. Jego współpraca z partnerami społecznymi na tamtym stanowisku nie wyglądała zbyt dobrze. Co więcej, jego poglądy na temat roli szkolnictwa wyższego były mocno neoliberalne. Nie krył, że według niego uczelnia ma być wyłącznie podporządkowana gospodarce. Obawiam się podobnych interwencji w sferze pracy. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało w praktyce, ale to nie jest zbyt dobra wiadomość dla pracowników. Moim zdaniem nie wróży to dobrze dla sfery pracy, bo poglądy byłego ministra nauki i szkolnictwa wyższego były mocno neoliberalne, a sam nowy minister nie kryje się z tym, że ma poglądy wolnorynkowe.

Włożenie do jednego resortu: rozwoju, technologii i pracy zapowiada nam powtórkę z superwicepremiera, jakim był za rządów SLD prof. Jerzy Hausner. On też skupiał w ręku gospodarkę i pracę. Ale obawiam się, że praktyka ministra Gowina może być zdecydowanie gorsza niż to, z czym mieliśmy do czynienia 15 lat temu.

Obawiam się radykalnego powiązania pracy z rozwiązaniami wolnorynkowymi. A to zawsze zła wiadomość dla pracowników.

Zobaczymy, jak będzie wyglądała praca Rady Dialogu Społecznego, bo zakończyła się kadencja dotychczasowego przewodniczącego ze strony pracodawców i teraz czas stronę rządową. Zapewne jej nowym przewodniczącym będzie właśnie pan minister Gowin. Jestem ciekaw, czy dialog społeczny będzie na wyższym poziomie niż dotychczas. Mam co do tego obawy, choć trudno sobie obecnie wyobrazić, że może być gorzej.

Katarzyna Rakowska, Inicjatywa Pracownicza:

Niepokoi mnie, że praca została włączona do ministerstwa rozwoju i technologii. Połączenie tych resortów w czasach kryzysu uważam za ogromny błąd. W tej chwili bezrobocie rośnie i wiemy, że będzie rosło w kolejnym roku. Pieniądze z funduszu pracy zostały wydrenowane na pomoc przedsiębiorcom w ramach tarcz antykryzysowych. Czekają nas masowe zwolnienia w administracji publicznej. Instytucje publiczne dalej działają w ograniczonym trybie, więc w samorządach można spodziewać się zwolnień. I w takim krytycznym momencie, praca trafia do ministerstwa, w którym zatrudnienie na pewno nie będzie na pierwszym miejscu.

Minister Gowin dał się już poznać na czele resortu nauki. Na tym stanowisku wprowadził antydemokratyczną ustawę, reformującą szkolnictwo wyższe. Tą reformą pogłębił podziały między uczelniami. Skupił władzę w rękach rektorów, ograniczył demokrację wewnątrzuniwersytecką. W ten sposób sprawił, że uczelnie zaczęły działać jak kapitalistyczne przedsiębiorstwa. Uczelnie muszą konkurować między sobą, pracownicy są zmuszeni do konkurowania o środki. Taki minister ma się teraz zajmować pracą. Boję się, że będzie się to wiązać z dalszą deregulacją rynku pracy, z dalszym rozwojem umów śmieciowych. I nastawieniem czysto wolnorynkowym. Dlatego obaw jest bardzo wiele.

Piotr Szumlewicz, Związkowa Alternatywa:

Dla nas to jest jasny sygnał, że rząd będzie kontynuować działania antypracownicze. Odkąd zaczął się kryzys związany z epidemią, rząd wdrożył bardzo dużo rozwiązań antypracowniczych, zakwestionował kodeks pracy na co najmniej kilku obszarach. Jeśli rząd chciałby wykonać jakiś gest propracowniczy, to przydałby się sygnał w postaci kogoś z innym podejściem do pracowników. Tymczasem mamy do czynienia z neoliberalnym ortodoksem.

Jarosław Gowin znany jest z tego, że raczej nie używa sformułowania "prawa pracownicze", nie przejmuje się specjalnie przestrzeganiem prawa pracy. Raczej mówi o wzroście elastyczności rynku pracy, który już jest bardzo elastyczny.

Wspiera tymczasowe i niestabilne formy pracy. W czasach kryzysu to jest, mówiąc brutalnie, dożynanie watahy, jeśli chodzi o prawa pracownicze. Ten rząd generalnie jest antypracowniczy i epidemia to obnażyła, ale Jarosław Gowin na stanowisku ministra pracy to dla nas bardzo negatywny sygnał.

W rządzie czy w PiS są osoby, które nie są aż tak przychylne niestandardowym formom zatrudnienia. Mam tu na myśli chociażby wiceministra Szweda, czy np. posła Tadeusza Cymańskiego. Jarosław Gowin jest konserwatywny tak samo jak cała Zjednoczona Prawica, a w sprawach pracy jest ponadprzeciętnie neoliberalny. Jeśli w czasie kryzysu i epidemii przyjdzie minister, który będzie chciał jeszcze liberalizować rynek pracy, to zapowiada się nam twarda wojna.

O komentarz poprosiliśmy również przedstawiciela NSZZ „Solidarność”. Rzecznik prasowy Marek Lewandowski powiedział, że nie ma na ten temat nic do powiedzenia. Związek ma na ten temat rozmawiać jutro.

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne