Główny rzecznik dyscyplinarny nie widzi podstaw do ścigania sędziów z ministerstwa sprawiedliwości, których nazwiska padły w kontekście afery hejtowania niezależnych sędziów. Rzecznik nie będzie też ścigał swojego zastępcy Michała Lasoty, za jedną z czynności procesowych z pominięciem obrońcy. „Sprawnie” ściga jednak niepokornych sędziów - za byle co

Główny rzecznik dyscyplinarny dla sędziów Piotr Schab (z nominacji ministra Zbigniewa Ziobry) nie będzie stawiał zarzutów za aferę hejterską w ministerstwie sprawiedliwości. Poinformował o tym sam w komunikacie.

Rzecznik Schab napisał 25 października 2019: „W sprawie domniemanej próby medialnego zdyskredytowania Prezesa SSP »Iustitia« sędziego Krystiana Markiewicza i innych czynów stanowiących uchybienie godności przez wymienionych w tych publikacjach sędziów, zatrudnionych w Ministerstwie Sprawiedliwości informuję, że dotychczasowe czynności procesowe z udziałem przesłuchanych świadków, w tym sędziego Łukasza Piebiaka [były wiceminister sprawiedliwości – red.], nie dostarczyły faktycznych i prawnych podstaw do wszczęcia postępowań dyscyplinarnych i przedstawienia zarzutów dyscyplinarnych dotyczących przedmiotu czynności wyjaśniających”.

Wynika z tego, że główny rzecznik nie uznaje publikacji prasowych i zawartych w nich dowodów za wystarczające do postawienia zarzutów dyscyplinarnych. Z komunikatu wynika też, że nie jest to jeszcze ostateczna decyzja kończąca postępowanie wyjaśniające.
Wiedząc jak do tej pory działał główny rzecznik dyscyplinarny i jego dwaj zastępcy Michał Lasota i Przemysław Radzik, można przypuszczać, że ta decyzja może się jednak nie zmienić.

Za aferę hejterską bez zarzutów

Afera hejterska wyszła na jaw w sierpniu 2019. Media pisały, że Mała Emi współpracowała z grupą sędziów z ministerstwa sprawiedliwości. Rozmowę z Małą Emi opublikowało m.in. OKO.press.

Współpraca ta dotyczyła m.in. akcji dyskredytowania sędziów broniących niezależności sądów. Jedna z akcji hejterskich była wymierzona w szefa Iustitii Krystiana Markiewicza. Z publikacji prasowych wynika, że Mała Emi o tej akcji rozmawiała m.in. z wiceministrem sprawiedliwości Łukaszem Piebiakiem (stracił stanowisko po wybuchu afery). Potem Mała Emi pokłóciła się z sędziami z ministerstwa i zdecydowała się ujawnić korespondencję, jaką z nimi prowadziła.

Sprawę hejtu na sędziów mógł wyjaśnić rzecznik dyscyplinarny przy Sądzie Okręgowym w Warszawie. Chcieli tego stołeczni sędziowie, w których szeregach jest m.in. Łukasz Piebiak. Ale sprawę przejął od niego główny rzecznik dyscyplinarny. Pisaliśmy o tym w OKO.press:

Rzecznik będzie ścigał, ale niezależnych sędziów

Problemy mogą mieć za to niezależni sędziowie, w których był wymierzony hejt.
Piotr Schab, gdy wszczynał postępowanie wyjaśniające w sprawie afery hejterskiej, informował jednocześnie, że zajmie się ofiarą hejtu Krystianem Markiewiczem. Bo chce sprawdzić, ile prawdy jest w plotkach, którymi go oczerniano. Zajął się też sędziami aktywnymi na Twitterze, którzy nie boją się głośno mówić o przejmowaniu przez obecną władzę kontroli nad wymiarem sprawiedliwości.

Pisaliśmy o tym w OKO.press:

I co teraz zrobił Schab? W komunikacie, w którym poinformował, że nie ma na razie podstaw do stawiania zarzutów za aferę hejterską przekazał jednocześnie, że do oddzielnego postępowania włączył sprawę dotyczącą sędziów aktywnych na Twitterze. Z informacji OKO.press wynika, że może chodzić o sędziów związanych z Iustitią, czyli Krystiana Markiewicza, Bartłomieja Starostę, Olimipię Małuszek-Barańską, Katarzynę Kałwak i Monikę Ciemięgę.

Rzecznikowi dyscyplinarnemu nie podoba się to, że odmawiają oni stawienia się na przesłuchanie ich w charakterze świadka, które chce przeprowadzić. Sędziowie nie stawiają się, bo uważają, że Schab i jego zastępcy nie mają prawa wszczynać wobec nich żadnych postępowań. Ponieważ nie mają do tego kompetencji (mogą to robić jedynie rzecznicy działający przy sądach).

Można założyć, że w tej sprawie główny rzecznik dyscyplinarny znajdzie podstawy do stawiania zarzutów. Bo w komunikacie napisał o „uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przewinień dyscyplinarnych” w postaci ignorowania jego wezwań. Za odmowę stawienia się na przesłuchanie zarzuty ma już sędzia Bartłomiej Starosta. Pisaliśmy o tym w OKO.press:

Nie tylko główny rzecznik dyscyplinarny nie widzi podstaw do stawiania zarzutów za aferę hejterską. W tej sprawie wypowiedziała się też nowa Krajowa Rada Sądownictwa, której członkowie przewijali się w kontekście afery hejterskiej oraz kontaktowali się z Małą Emi. Chodzi o rzecznika KRS Macieja Miterę i Rafała Puchalskiego.

Nowa KRS uznała jednak, że nie widzi naruszeń prawa i naruszenia zasad etyki.

Schab nie zrobi dyscyplinarki swojemu zastępcy

Decyzje głównego rzecznika dyscyplinarnego Piotra Schaba nie dziwią. Nie po raz pierwszy pokazał bowiem, że on i jego zastępcy są surowi, ale dla niepokornych sędziów, których ścigają hurtowo.

Kilka dni temu Piotr Schab poinformował, że nie widzi powodów do ścigania jednego ze swoich zastępców Michała Lasoty.

W 2018 Lasota w jednej ze spraw, w której pokrzywdzoną była dziewczynka, przesłuchał ją na wniosek prokuratora, ale bez obrońcy podejrzanego. To oznaczało, że zeznań tych nie można było wykorzystać potem w sprawie, a dziewczynka odmówiła ponownych zeznań. Sprawę opisał Onet.

Rzecznik dyscyplinarny Piotr Schab uznał jednak, że winny temu był prokurator, który nie poinformował wcześniej sądu, że podejrzany ma już obrońcę. A w aktach, które dostał Lasota wraz z wnioskiem o przesłuchanie dziewczynki, miało nie być pełnomocnictwa dla obrońcy podejrzanego. Dlatego Schab uznał, że jego zastępca nie zawinił. Rzecznik poddał za to krytyce artykuł Onetu. Komunikat Schaba o tej sprawie jest tutaj.

Główny rzecznik dyscyplinarny zajmuje się za to sędziami z Sądu Okręgowego w Elblągu, którzy mieli odwagę ocenić pracę Michała Lasoty. Ci sędziowie orzekali w sprawie skargi na przewlekłość Lasoty w jednej ze spraw. I uznali, że działał on w niej opieszale. Obywatelowi zasądzili za to 2 tys. zł odszkodowania. Teraz główny rzecznik wzywa ich na przesłuchania.

Jak ujawniliśmy w OKO.press, to nie jedyna sprawa, jaka zalega w referacie sędziego Michała Lasoty w jego macierzystym sądzie w Nowym Mieście Lubawskim, gdzie jest też prezesem z nominacji ministra Ziobry. Na koniec września 2019 czekały na załatwienie przez niego jeszcze 364 sprawy obywateli. Lasota, działając jako prezes sądu, zdecydował, że mają teraz mu pomagać wszyscy asystenci sędziów w tym sądzie. Jest ich dwóch, w tym syn wiceprezes tego sądu.

Radzik i szef nowej KRS też bez dyscyplinarki

Nie tylko Michał Lasota został rozgrzeszony przez szefa Piotra Schaba. Wcześniej Schab uznał, że nie ma podstaw do dyscyplinarki dla drugiego jego zastępcy Przemysława Radzika, który pisał uzasadnienia do wyroków po terminie. Wyjaśnieniem tej sprawy miał zająć się rzecznik dyscyplinarny działający przy Sądzie Apelacyjnym w Poznaniu, ale Schab przejął tę sprawę. A potem wydał decyzję korzystną dla zastępcy Radzika:

Główny rzecznik dyscyplinarny jak dotąd nie zajął też stanowiska wobec sędziego Leszka Mazura, szefa wybranej w niekonstytucyjny sposób nowej KRS. Od marca 2019 sprawdza, dlaczego sędzia Leszek Mazur pisze uzasadnienia do wyroków po terminie. W latach 2015-2018 napisał po terminie 112 uzasadnień do wyroków. Brak decyzji w tej sprawie rzecznik tłumaczy tym, że jeszcze nie dostał wyjaśnień od szefa KRS. Choć postępowanie prowadzi już siedem miesięcy.

W tym czasie zdążył jednak postawić wiele zarzutów dyscyplinarnych sędziom, którzy walczą o niezależny wymiar sprawiedliwości. Dla przykładu tylko w ostatnich dniach nowe sprawy dyscyplinarne założono sędzi Monice Frąckowiak z Poznania (za pisanie uzasadnień do wyroków po terminie) i sędziemu Waldemarowi Żurkowi za krytykę na Twitterze nowej KRS i Trybunału Konstytucyjnego, obsadzonego głównie sędziami wybranymi przez PiS. Dla Żurka i Frąckowiak to kolejne dyscyplinarki. Oboje są zaangażowani w obronę wolnych sądów.

Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Komentarze

  1. Ryszard Andrzejak

    Generalnie, to w 'RODZINIE' obowiązuje zasada "brudy pierzemy w domu". I tu mamy przykład, który tak jak problem z szefem NIK Banasiem zostanie przez nieujawnienie publiczne zamieciony pod dywan. Nawet mafia watowska wykryta w centrali finansowej i to przed powołaniem "pancernego Mariana" na szefa instytucji mającej kontrolować rząd nie zmieni stanowiska "prawych i sprawiedliwych".
    "Arkadiusz B. był dyrektorem Krajowej Szkoły Skarbowości (KSS), czyli kuźni kadr Krajowej Administracji Skarbowej, którą wymyślił i powołał do życia Marian Banaś. Także Krzysztof B. to człowiek ze świecznika – był wicedyrektorem Departamentu Kontroli Celnej, Podatkowej i Kontroli Gier.”
    Uzasadnieniem tego procederu będzie potraktowanie go jako elementu szkolenia 'studentów' tej uczelni mającego prezentować jak działają i jakimi metodami należy zapobiegać ich powstawaniu. Szefowie zostaną nie tylko nie skazani, ale będą odznaczeni za wyrafinowane metody działania na rzecz ojczyzny, a w szczególności na dbaniu o dobro prawdziwych Polaków.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press