06 października 2021

Nie mówcie, że nie ostrzegałam. Sprawa Elżbiety Podleśnej za napisy "PiS=PZPR" i "Kaci kobiet" w Sierpcu

Można zgodnie z prawem wyrzucić dziecko do lasu, ale państwo z całym aparatem ściga za pomalowanie chodnika zmywalną farbą? Ludzie, czy myśmy w Polsce zupełnie powariowali? - mówiła po rozprawie w Sierpcu Elżbieta Podleśna 

Sąd Rejonowy w Sierpcu na kolejnej rozprawie badał zarzuty karne dla Elżbiety Podleśnej, która w lipcu 2018 roku, w czasie uchwalania kolejnych ustaw sądowych namalowała w Sierpcu na chodniku i na bannerze przed biurem posła PiS napis “PiS=PZPR” i “Kaci kobiet” (ten ostatni przed sierpeckim kościołem pod wezwaniem Św. Wita, Modesta i Krescencji).

Wyrok, jako że sprawa jest prawnie zawiła, zostanie ogłoszony za tydzień, 14 października.

Proces jest karny, bo rozpytywani przez policję zaraz po znalezieniu napisów dysponenci przestrzeni miejskiej zgodzili się, że napisów absolutnie nie da się zmyć i koniecznie trzeba wymienić kostkę brukowa. A banner PiS został wymieniony na nowy. Dało to w sumie kwotę 5 376 zł. Gdyby napis zmyto, koszty wyniosłyby kilkaset złotych - i Elżbieta Podleśna byłaby nie oskarżoną, ale najwyżej obwinioną. Bo za szkody poniżej ¼ najniższego wynagrodzenia można mieć tylko zarzut z Kodeksu wykroczeń. Więzienie lub wysoka grzywna grozi za szkody powyżej tej granicy.

Art. 124 Kodeksu wykroczeń — niszczenie cudzej rzeczy

§ 1. Kto cudzą rzecz umyślnie niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do użytku, jeżeli szkoda nie przekracza 500 złotych, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

Art. 288 Kodeksu karnego — zniszczenie mienia ruchomego

§ 1. Kto cudzą rzecz niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do użytku, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. § 2. W wypadku mniejszej wagi, sprawca podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Sąd dwie rozprawy poświęcił więc na ustalenie, skąd się owe 5 376 zł wzięło. W lipcu zeznawali urzędnicy, którzy oceniali szkody. Przedstawiciel miasta potwierdził, że ubezpieczyciel szkodę wyceniło na ok. 300 zł, miasto tego nie zakwestionowało - jednak postanowiło wydać na nową kostkę ponad 2,5 tys. zł. Przedstawiciel wojewódzkiego zarządu dróg natomiast zeznał, że decyzję o tym, że chodnik należy wymienić, wydał przełożony, który napisu nie widział.

Jeden chodnik (przed biurem PiS) nie był naprawiany, bo najprawdopodobniej skutecznie umyła go miejska polewaczka.

Rozpuszczalnik za 12 złotych

6 października 2021 sąd dostał jeszcze opinię biegłego: rzeczywiście nie było potrzeby wymiany nawierzchni i bannera – bo dało się napis zmyć, a kosztowałoby to w granicach 700 zł (precyzyjnie się tego nie da określić, bo płyty z napisami zostały już wywiezione i zniszczone).

Za tę opinię o zmywaniu farby państwo polskie zapłaci 2,5 tys. zł.

Świadkini, która produkuje w Sierpcu bannery i zrobiła bannery dla PiS, zeznała natomiast, że napisy można było umyć.

Sąd: Ile by to kosztowało?

Świadkini: Z bannera? 12 złotych za rozpuszczalnik “jedynkę”. No i szmatkę można jeszcze doliczyć. Ten banner ma specjalną powłokę ochronną, farba jej nie zniszczy. Z chodnika też można to łatwo zmyć.

Sąd: a świadek ma wiedzę w zakresie chodnika?

Wysoki Sądzie, mam wiedzę w zakresie farby.

Prokurator: namalowała, niech płaci. 8 tysięcy?

W mowie końcowej prokurator podtrzymał stanowisko: Elżbieta Poleśna dopuściła się zarzucanych jej czynów, powinna zostać ukarana 2 tysiącami złotych grzywny i wyrównać szkody (czyli 5 376 zł) oraz pokryć koszty postępowania. Choć wysokość tych strat była przed sądem kwestionowana, to prokuratura uważa, że to pokrzywdzony (czyli właściciele chodnika i banneru) mają prawo usunąć szkodę tak, jak uważają za stosowne.

Obrońca: nie było przestępstwa, tylko działanie w interesie publicznym

Obrońca Elżbiety Podleśnej wniósł o uniewinnienie: po pierwsze czyn oskarżonej nie wyczerpuje znamion przestępstwa, skoro szkoda nie przekracza 700 zł. Co prawda biegły pisze, że to mogło być troszkę ponad 700 zł, ale robi to na podstawie fotografii, bo dowody zostały zniszczone. A w takiej sytuacji wątpliwości muszą być zaliczone na korzyść oskarżonej.

Ale tak naprawdę o co innego tu chodzi: czyn Elżbiety Podleśnej nie był czynem chuligańskim. Skorzystała z prawa do wolności słowa i wyraziła sprzeciw przeciwko temu, co się w kraju dzieje.

Wolność słowa tak jak wolność zgromadzeń jest w społeczeństwie demokratycznym wartością na tyle ważną, że społeczeństwa godzą się ponosić związane z tym koszty. Kiedy w mieście jest zgromadzenie, musi je ochraniać policja, co kosztuje, nie da się swobodnie podróżować, ludzie spóźniają się do pracy.

“To są koszty nieporównanie większe do kosztów zmycia napisu z chodnika. Ale te koszty akceptujemy” - powiedział mec. Roman Iwański.

Ta sprawa do klasyczny SLAPP – wytoczona przeciw aktywiście, żeby go zmusić do zaprzestania działania w interesie publicznym. Państwo w sposób nieuzasadniony wykorzystuje cały swój arsenał do pognębienia obywatela.

(SLAPP to strategic lawsuit against public participation, czyli postępowanie sądowe powstrzymujące aktywność w interesie publicznym; jego cechą jest to, że nie chodzi o zwycięstwo przed sadem, ale nękanie aktywisty przy pomocy prawnych procedur)

Na koniec głos zabrała sama Elżbieta Podleśna.

Podleśna: protestuję od czasu, gdy prezydent złamał prawo. To przez niego o losie uchodźców na granicy decyduje teraz Mariusz Kamiński

Zdjęcie: Elżbieta Podleśna trzyma w ramionach psa
Elżbieta Podleśna wita się ze swoim psem, który czekał na nią pod sądem w Sierpcu, 6.10.2021

“Moja akcja z 2018 rroku była akcją sygnalistki, osoby, która nie zważając na konsekwencje, ostrzega, »ani kroku dalej«. Bo PiS to PZPR, a Kościół to kaci kobiet. W tej sytuacji sądzenie mnie za »nieodwracalne zniszczenie mienia«, choć napis można było zmyć, uważam za nieproporcjonalne. W Polsce giną ludzie. Oficjalnie to pięć osób, które umarły z wychłodzenia.

Ja nie spałam w lesie i nie topiłam się w bagnie. Poza tym bagnem, w które zamienia się polskie życie publiczne".

Dobrzy obywatele, ja też byłam dobrą obywatelką

Podleśna mówiła, że była dobrą obywatelką — przestrzegała prawa i płaciła podatki. Dobrą obywatelką była, kiedy Mariusz Kamiński łamał prawo przeprowadzając w 2009 roku jako szef CBA operację w Ministerstwie Rolnictwa, i w marcu 2015 roku, kiedy sąd skazał go za to na więzienie i zakaz pełnienia funkcji publicznych przez lat 10. Zaczęła protestować, gdy świeżo wybrany prezydent Duda w listopadzie 2015 roku Kamińskiego ułaskawił, choć nie było prawomocnego wyroku – a złamał prawo po to, by Kamiński mógł zostać ministrem w rządzie PiS.

“Zaczęłam protestować, bo zauważyłam niebezpieczeństwo faszyzacji państwa polskiego. Rozumiem ją jako postępujące ograniczenie praw kobiet, mniejszości narodowych i etnicznych, religijnych i seksualnych. Dlatego angażowałam się w obronę integralności Trybunału Konstytucyjnego, dlatego w lipcu 2018 roku stanęłam w obronie wolnych sądów".

"Angażowałam się w protesty feministyczne: Czarny Protest zainicjowany pięć lat temu w całym kraju przeciwko obieraniu kobietom prawa do dysponowania sobą. Wtedy te prawa jeszcze istniały w jakimś zakresie, zostały odebrane niemalże ostatecznie przez Trybunał Julii Przyłębskiej".

"W procesie faszyzacji państwa prócz PiS istotną rolę odgrywał Kościół katolicki — szczególności przy odbieraniu praw kobietom i osobom LGBTQ+".

"Dziś wróciłam znad wschodniej granicy. Jestem pogryziona przez komary, spędziłam dwie noce w lesie z powodu działalności ministra, który szczuje na uchodźców, pokazuje na konferencji prasowej nieprawdziwe dane".

Ja widziałam trójkę ludzi, którzy topili się w bagnie.

"Zostali uratowani dzięki aktywistom, bo służby skazanego ministra Kamińskiego ograniczają się do wysyłania ludzi: mężczyzn, kobiet i dzieci z powrotem na Białoruś”.

O akcji ratunkowej pisaliśmy w OKO.press:

Na koniec Podleśna zacytowała słowa Wiktora Woroszylskiego o dobrych obywatelach w państwach faszyzujących w latach 20. i 30. XX wieku. Ci dobrzy obywatele nie widzieli przerażenia w oczach szczutych ludzi, nie widzieli, że świat się zmienia wokół nich – i powtarzali sobie, że oni przecież sami nic złego nie robią. Przecież żyją jak dawniej.

“Ja od 2015 roku nie żyję jak dawniej” - powiedziała Elżbieta Podleśna

A po wyjściu z sądu ekipa OKO.press zobaczyła to:

Wulgarny napis na ścianie budynku
Napisy na budynkach w Sierpcu w okolicy Sądu Rejonowego, który rozpatruje sprawę napisów Elżbiety Podleśnej

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

historyczka z wykształcenia. Od 1989 r. przez 22 lata redaktorka w Gazecie Wyborczej, potem przez 10 lat urzędniczka, m.in. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Od 2021 r. w OKO.press

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne