Według dwóch niezależnych raportów opublikowanych w sierpniu 2017, muzułmanie w Europie Zachodniej są coraz lepiej zintegrowani, zwłaszcza w Niemczech. Tymczasem w Polsce są najczęstszymi ofiarami przestępstw z nienawiści i głównym przedmiotem PIS-owskiej kampanii strachu

Nic nie wzbudza takich kontrowersji w Polsce, jak kwestia uchodźców. „Uchodźca wyobrażony” – przypomnijmy, że tylko 0,3 proc. polskiego społeczeństwa to cudzoziemcy – jest sumą wszystkich strachów Polaków. W kampanii strachu i nienawiści, którą rozpętał PiS, mieszają się pojęcia uchodźców, muzułmanów, terrorystów i migrantów ekonomicznych. Politycy partii rządzącej stawiają pomiędzy tymi, bardzo różnymi, pojęciami znak równości. Najsilniejsze powiązanie to ujednolicenie terminów muzułmanin i terrorysta.

Tymczasem w Niemczech, gdzie przez ostatnie 2 lata przybyło 1,5 mln uchodźców, w tym przeważająca większość muzułmanów, społeczeństwo jest coraz bardziej otwarte i tolerancyjne.

Im mniej jesteś zadowolony z życia, tym mniej lubisz uchodźców i muzułmanów

W ostatnim tygodniu sierpnia, na miesiąc przed wyborami do niemieckiego Bundenstagu tygodnik „Die Zeit” opublikował wyniki ankiety, która zaskoczyła nawet niemieckie media. Niemcom zadano proste pytanie: kogo zaliczają do pojęcia „my” w społeczeństwie. Okazało się, że podczas gdy premier Beata Szydło oskarża kanclerz Niemiec Angelę Merkel o odpowiedzialność za zamachy terrorystyczne w Barcelonie, która „zaprosiła do Europy tak wielu uchodźców, że skorzystali ci, którzy dzisiaj sieją śmierć”, 82 proc. Niemców deklaruje, że czuje wspólnotę z wyznawcami innej religii.  72 proc. mówi, że „my” to także cudzoziemcy, a 71 proc. zalicza do „nas” uchodźców.

Nie zaskakują za to wyniki z podziałem na sympatie polityczne. Wśród wyborców prawicowej, populistycznej Alternatywy dla Niemiec (Alternative für Deutschland), której politycy słyną z ksenofobicznych i antyuchodźczych wypowiedzi, aż 75 proc. nie uważa cudzoziemców i migrantów za członków społeczeństwa. Na drugim biegunie są wyborcy Partii Zielonych, wśród których tylko 5 proc. nie zalicza migrantów i cudzoziemców do „nas”.

Ankieterzy „Die Zeit” poszli jednak dalej: próbowali dociec, skąd biorą się prawicowe sympatie i anty-uchodźcze nastawienie. Okazało się, że niechęć do uchodźców jest odwrotnie proporcjonalna do oceny własnego dobrostanu, poziomu wykształcenia i poczucia, że jest się reprezentowanym politycznie przez którąś z partii politycznych. Jednym słowem, im bardziej ktoś jest niezadowolony z własnego życia, tym większe prawdopodobieństwo, że głosuje na AfD i odrzuca uchodźców, cudzoziemców i homoseksualistów z pocztu członków społeczeństwa.

Jednocześnie w Niemczech coraz więcej jest osób o korzeniach imigranckich, czyli takich, które albo urodziły się poza Niemcami, albo których rodzice pochodzą z innego kraju. W 2016 roku było to aż 23 proc. obywateli i aż 38 proc. dzieci poniżej szóstego roku życia.

Muzułmanie w Europie coraz lepiej zintegrowani

Kilka dni później Bertelsmann Stiftung opublikowała wyniki innego badania, tym razem dotyczącego integracji muzułmanów w Austrii, we Francji, w Niemczech, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii. Czynniki, które zostały wzięte pod uwagę to kompetencje językowe, poziom i rodzaj edukacji, kariera zawodowa oraz kontakty z wyznawcami innych religii. Badanie pokazało bardzo podobne zasady, według których przebiega integracja muzułmanów.

Przede wszystkim, religia nie jest barierą do pełnoprawnego uczestnictwa w społeczeństwie. Wg. Stephana Vopela z Fundacji Bertelsmann, nawet najbardziej religijni muzułmanie uczą się nowego języka i dążą do zdobycia wyższego wykształcenia, tak samo jaki inni imigranci. Jeśli ich integracja opóźnia się, przyczyną są przepisy prawne w danym państwie, a nie religia.

Poziom wykształcenia osób wyznających islam rośnie z pokolenia na pokolenie.

Ciekawe jednak jest, że we Francji muzułmanie są najlepiej wykształceni (aż 67 proc. dzieci po ukończeniu 17 lat, czyli skończeniu szkoły średniej, nadal się uczy), ale najgorzej zintegrowani na rynku pracy.

W porównaniu z Niemcami i Szwajcarią, gdzie poziom wykształcenia jest niższy, ale gdzie imigranci łatwo znajdują pracę, duża część francuskich muzułmanów pozostaje bezrobotna albo zatrudniona na pół etatu. Jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie, to aż 75 proc. muzułmanów zadeklarowało, że spędza czas z przedstawicielami innych religii. Odsetek takich osób również wzrasta z pokolenia na pokolenie. Aż 94 proc. muzułmanów zadeklarowało, że czują się silnie związani z krajem, w którym żyją.

Niepokojąca jest tendencja we Francji, gdzie w związku z frustracją związaną z dostępem do rynku pracy, przywiązanie do kraju wśród muzułmanów spada z pokolenia na pokolenie, zamiast – tak jak w innych krajach – rosnąć.

Fundacja zbadała też stosunek osób wyznających inne religie i ateistów do muzułmanów. 20 proc. respondentów zadeklarowało, że nie chce, żeby ich sąsiadami byli muzułmanie. W Niemczech taką odpowiedź wybrało 19 proc. pytanych. Niemcy mają też najniższy poziom dyskryminacji wyznawców islamu – tylko 37 proc. z 4,5 mln niemieckich muzułmanów zadeklarowało, że od czasu do czasu odczuwa dyskryminację. Reszta czuje, że jest traktowana tak samo, jak inni członkowie społeczeństwa.


OKO walczy z ksenofobią.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Absolwentka studiów europejskich na King’s College w Londynie i stosunków międzynarodowych na Sciences Po w Paryżu. Współzałożycielka inicjatywy Dobrowolki, pomagającej uchodźcom na Bałkanach i Refugees Welcome, programu integracyjnego dla uchodźców w Polsce.
W OKO.press pisze o służbie zdrowia, uchodźcach i sytuacji Polski w Unii Europejskiej.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press