Rocznica katastrofy smoleńskiej stała się okazją do festiwalu pochwał prezydenta Lecha Kaczyńskiego - wielu prawdziwych, ale też wielu nieprawdziwych. Np. Andrzej Duda nazwał go "wielkim prezydentem Warszawy". To miłe, ale bardzo wątpliwe. Nieprawdziwe komplementy uwłaczają pamięci zmarłych

W OKO.press dobrze znamy starą zasadę (znali ją jeszcze Rzymianie), która mówi, że o zmarłych należy mówić tylko dobrze. Prawdopodobnie zresztą ta zasada jest starsza od Rzymian. Znany grecki historyk filozofii Diogenes Laertios (IV w. n.e.) przypisał ją Chilonowi ze Sparty (VII w. p.n.e), na pół legendarnemu greckiemu mędrcowi.

To jednak nie znaczy, że zmarłych, nawet najbardziej czcigodnych, należy chwalić bez liczenia się z faktami.Przypisywanie zmarłym fałszywych zasług – w szczególności wtedy, kiedy mają dość prawdziwych – tylko uwłacza ich pamięci.

W przemówieniu poprzedzającym składanie wieńców w rocznicę katastrofy smoleńskiej (10 kwietnia 2017 r.) prezydent Andrzej Duda wspominał tych, którzy w niej zginęli. Podkreślał, że mieli różne poglądy polityczne, zawody i życiorysy. Zapowiedział, że wkrótce „upiększy Warszawę” pomnik Lecha Kaczyńskiego. Skrytykował przy okazji prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz, blokującą jego zdaniem powstanie pomnika. Powiedział także o prezydencie Kaczyńskim:


Był wielkim prezydentem Warszawy [o Lechu Kaczyńskim].

Andrzej Duda, Przemówienie na rocznicę katastrofy smoleńskiej - 10/04/2017

fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta


zbity zegar. Kwestia opinii. Zdania w tej sprawie są bardzo podzielone


Sprawa zasług Lecha Kaczyńskiego jako prezydenta Warszawy nie jest wcale oczywista, nawet jeśli przyjmiemy, że „wielkość” może oznaczać różne rzeczy. Jego bezsprzecznym dokonaniem na tym stanowisku była budowa Muzeum Powstania Warszawskiego i uruchomienie procesu tworzenia Centrum Nauki Kopernik. Był popularnym prezydentem, chociaż – znów – nie nadzwyczajnie popularnym (po dwóch latach sprawowania urzędu cieszył się poparciem 40 proc. warszawiaków – tylu oddałoby na niego głos w wyborach wg CBOS). Krytykowano prezydenta za zastój w inwestycjach w infrastrukturę (zwłaszcza opóźnienia w budowie Mostu Północnego) oraz inne porażki inwestycyjne (np. nie doszła do skutku zapowiadana odbudowa Pałacu Saskiego). Zabronił także przejścia ulicami Warszawy Paradzie Równości, co wzbudziło protesty – a sądy uznały potem, że decyzja została podjęta na podstawie niekonstytucyjnych przepisów. Krytykowano też prowadzoną przez Lecha Kaczyńskiego reprywatyzację w Warszawie.

W szeregu prezydentów Warszawy Lech Kaczyński nie zajmuje więc raczej pierwszego miejsca. Nie ma wielkości Stefana Starzyńskiego, który uporządkował miasto, rozpoczął wielkie inwestycje, a potem z godnością bronił miasta przed najeźdźcą. W galerii prezydentów miasta w III (oraz IV) RP bez porównania większy rozmach inwestycyjny miała Hanna Gronkiewicz-Waltz.



Warto przypomnieć, że jako prezydent RP Kaczyński był wyjątkowo niepopularny. Prawie przez całą kadencję Polacy oceniali jego rządy źle lub bardzo źle, a oceny negatywne przeważały nad pozytywnymi. W czerwcu 2009 r. odsetek opinii negatywnych o jego prezydenturze sięgnął 68 proc.

Duda nie powiedział, co miał na myśli. Prezydent Duda ma oczywiście prawo do własnej opinii na temat rządów Lecha Kaczyńskiego w Warszawie, a „wielkość” jest bardzo trudno ocenić. OKO.press jednak przypomina, że inna opinia na temat Lecha Kaczyńskiego od tej, którą ma prezydent, nie jest ani czymś grzesznym, ani niepatriotycznym, a przede wszystkim – niezgodnym z faktami.

W porannym programie Polskiego Radia 24 inną nieprawdę o zasługach Lecha Kaczyńskiego powiedział Janusz Śniadek, były szef „Solidarności”, a dziś poseł PiS.


Lech Kaczyński tak jak nikt dochował wierności ideałom „Solidarności”. Nauczył nas, co to znaczy być Polakiem. To był patriota i prawdziwy mąż stanu, których mamy w Polsce deficyt. Będziemy zawsze mówić o nim z dumą.

Janusz Śniadek, Polskie Radio 24 - 10/04/2017


zbity zegar. Zbity fałszomierz. O zmarłych trzeba mówić dobrze, ale jednak z sensem.


Politycy PiS mają skłonność do przeceniania zasług Lecha Kaczyńskiego w „Solidarności”. W lipcu 2016 r. Jarosław Kaczyński stwierdził np., że jego brat w zasadzie kierował związkiem jako zastępca Lecha Wałęsy. Poglądu tego, jak pisaliśmy w OKO.press, nie podzielają ani historycy, ani inni działacze „S”, w tym Lech Wałęsa.

Sprawdzaliśmy wtedy: książki o historii „Solidarności” przypisują Lechowi Kaczyńskiemu marginalną rolę (o ile w ogóle się w nich pojawia). W pracy Jerzego Holzera i Krzysztofa Leskiego „Solidarność w podziemiu” (Łódź 1990) nie występuje wcale. Jest w niej tylko wymieniony Jarosław Kaczyński – zaledwie raz.

W monumentalnej, tysiącstronicowej książce Andrzeja Friszke o historii „S” w okresie poprzedzającym stan wojenny („Rewolucja Solidarności”, 1980–1981, Kraków 2014) Lech Kaczyński pojawia się częściej: w indeksie występuje 23 razy, to jednak wielokrotnie rzadziej niż przywódcy „S” i wielu doradców (np. Andrzej Gwiazda czy Bronisław Geremek).

Janusz Śniadek powiedział jednak trochę co innego – że Lech Kaczyński „tak jak nikt dochował wierności ideałom Solidarności”. Jest to pogląd fałszywy, przede wszystkim dlatego, że

„S” była ruchem niesłychanie różnorodnym (stąd zresztą wynikały w niej rozmaite konflikty).

W „S” byli ludzie, którzy później znaleźli się na prawicy III RP – jak bracia Kaczyńscy, Antoni Macierewicz czy Andrzej Gwiazda – jak i ci, którzy później byli w jej liberalnym centrum (Tadeusz Mazowiecki, Bronisław Geremek) oraz na lewicy (Karol Modzelewski). W „S” mieścił się ruch chłopski, ruch robotniczy i protest inteligencji (w PRL nazywanej „inteligencją pracującą”, jak gdyby istniała niepracująca). Ludzie ci mieli różne poglądy i różne ideały – poza tym, że wszyscy byli krytykami ustroju PRL.



Nie sposób więc ustalić, o jakie ideały Śniadkowi chodzi. Jego wypowiedź jest pusta. Zapewne po prostu poseł PiS chce w ten sposób powiedzieć, że Lech Kaczyński był wielkim człowiekiem – tylko chce to zrobić na kilka różnych sposobów.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press