07 lipca 2021

Ofensywa „niezależnych lekarzy i naukowców": o pandemii postanowiono w Davos, amantadyna leczy

Mają 30 tys. fanów na Facebooku. Jest wśród nich były wiceminister zdrowia, jest profesorka nauk medycznych. Podkreślają, że stosują medycynę opartą na dowodach, a ich wzorem jest Kopernik. Poznajcie Polskie Stowarzyszenie Niezależnych Lekarzy i Naukowców

Po przejrzeniu materiałów PSNLiZ (Polskie Stowarzyszenie Niezależnych Lekarzy i Naukowców) można dojść do wniosku, że wszystko, do czego doszła nauka w sprawie pandemii COVID-19, jest złe. Praktycznie nie ma ani jednego działania rządów, regulatorów rynku leków czy procedur medycznych, który pomagałby pacjentom czy całej populacji. Wręcz przeciwnie – one szkodzą, czasem ze skutkiem śmiertelnym.

Ta złota zasada powoduje czasem sprzeczności logiczne, ale ma jedną wielką zaletę - nigdy nie przestaje się być „niezależnym".

„Na naszych oczach zakuto ludzi w maski, nie przedstawiając żadnego naukowego dowodu na skuteczność takiego działania, a uderzając w ich wolność i godność. Wprowadzono lockdown, zniszczono gospodarkę, edukację, kulturę. Nadszedł więc czas, aby przemówiła medycyna oparta na dowodach" - tak prowadząca rozpoczęła konferencję inaugurującą działalność PSNLiN.

10 czerwca 2021 roku za stołem konferencyjnym zasiadły osoby znane już ze swojej działalności na obrzeżach oficjalnej medycyny i niepopartej naukowymi dowodami (choć twierdzą, że jest dokładnie odwrotnie): antyszczepionkowcy, propagatorka programowania neurolingwistycznego, homeopatka.

Najbardziej barwnym uczestnikiem spotkania był Zbigniew Hałat, epidemiolog, były wiceminister zdrowia i były Główny Inspektor Sanitarny. Stale gości on na łamach Radia Maryja, „Naszego Dziennika" czy radia Wnet oraz „Gazety Warszawskiej". Na ich łamach i falach przekonuje m.in., że Światowa Organizacja Zdrowia jest komunistyczną kliką zależną od Chin, a jej szef dr Tedros jest „etiopskim terrorystą".

Obok niego siedziały:

  • dr Dorota Sienkiewicz, prezeska PSNLiN, współautorka głośnej swojego czasu publikacji o szkodliwości szczepionek, o której dr Jacek Mrukowicz, prezes Polskiego Towarzystwa Wakcynologii powiedział, że „rozmiar manipulacji jest niebywały";
  • dr Katarzyna Bros-Waldendorff, homeopatka, która została już ukarana przez Naczelny Sąd Lekarski za głoszenie antyszczepionkowych tez;
  • dr Beata Wrotycka-Żytkowska, neurolożka, która pisze o sobie: „posiadam Międzynarodowy Certyfikat Coacha, Certyfikat Praktyka i Mastera NLP, dzięki temu mam bardzo dobry kontakt z pacjentami";
  • Ewelina Gierszewska, lekarka chorób wewnętrznych z Chojnic;
  • Paweł Klimczewski, współtwórca książki „Fałszywa pandemia", kiedyś dyrektor ds. rozwoju Polskich Badań Czytelnictwa;

Przeczytano manifest prof. Krystyny Lisieckiej-Opalko, emerytowanej pracownicy Zakładu Propedeutyki i Fizykodiagnostyki Stomatologicznej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego i byłej członkini Izby Lekarskiej. Ten akurat nie dotyczył szczepionek, tylko krytyki Izby, która w opinii pani profesor zajmuje się ściganiem niezależnie myślących i poszukujących prawdy lekarzy.

Bowiem – jak głoszą opublikowane na stronie internetowej cele PSNLiN, stowarzyszenie będzie walczyć o „wprowadzenie zasady wolności wykonywania zawodu lekarza w oparciu o aktualną wiedzę i doświadczenie, wolności od narzuconych procedur, z poszanowaniem praw człowieka wymienionych w »Konwencji o ochronie praw człowieka i godności istoty ludzkiej w dziedzinie biologii i medycyny«. Umożliwienie leczenia zgodnie z sumieniem lekarskim i z zasadą »Primum non nocere«" oraz „zapewnienie wolności słowa i stworzenie przestrzeni do swobodnego i równego dialogu dotyczącego zagadnień medycznych i związanych z medycyną".

Członkinie i członkowie stowarzyszenia podkreślają na każdym kroku, że wszystkie tezy, które prezentują, mają solidne podstawy naukowe. Może się to kłócić z informacją, iż relację z konferencji inauguracyjnej można obejrzeć tylko na stronie stowarzyszenia i na platformie rumble –

została bowiem zablokowana przez Facebooka i YouTube za szerzenie nieprawdziwych wiadomości o pandemii koronawirusa.

Jednak dla niezależnych oraz ich zwolenników to oczywiście dowód na cenzurę niewygodnych treści.

Niewygodnych dla kogo? Zbigniew Hałat przekonywał podczas swego wystąpienia, że „koronakryzys został ogłoszony jako modus vivendi krajów Zachodu już podczas spotkania w Davos w 2020 roku do dalszego procedowania przez władze poszczególnych państw. Wcześniejsze zapowiedzi dotyczące odpalenia tego koronakryzysu przewidywały rok 2022 albo 2023, ale podobno przyśpieszono realizację z uwagi na załamanie się finansów światowych". Dodał jeszcze, że twórca forum w Davos prof. Klaus Schwab „ma kontakty z Williamem Gatesem, który jest zwolennikiem depopulacji".

Wirusa nie ma, testy to oszustwo

Jak ta depopulacja ma postępować, można wydedukować z dalszych wypowiedzi Hałata: wiosną 2020 roku zamknięto ludzi w domach, nie pozwalając im wychodzić „na to marcowe słońce" i hamując proces syntezy witaminy D w skórze. Szkodzą również maseczki ochronne:

Zakazy dotyczące masek powodują, że ludzie trują się własnymi spalinami
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Rozmontowaniem tego zarzutu zajęła się już agencja Reuters. Polscy niezależni nie wymyślają bowiem niczego nowego, powtarzają zarzuty i sieją wątpliwości wypróbowane już w innych centrach niezależnej myśli (wyjątkiem jest amantadyna, o której której w świecie się nie mówi). Według cytowanych przez agencję ekspertów rzeczywiście w maseczce może się gromadzić dwutlenek węgla, ale w stopniu powodującym najwyżej przejściowy ból głowy. O takich skutkach mówi badanie z 2006 roku przeprowadzone na personelu służby zdrowia, a więc osobach, które noszą maseczki codziennie o wiele dłużej niż większość z nas, a w dodatku nie pod nosem, jak większość z nas, tylko szczelnie przylegające do twarzy.

W przypadku zdrowia publicznego chodzi zawsze o rachunek zysków i strat: na temat maseczek skutecznego jako środka zapobiegającego rozprzestrzenianiu się wirusa mamy już bardzo dużo badań (oczywiście nieuznawanych przez „niezależnych"). „Strata" w postaci ewentualnego bólu głowy czy dyskomfortu wynikającego z zasłaniania nosa i ust na drugiej szali nie ma szans na jej podniesienie. Chyba, że zastosujemy złotą zasadę podważania wszystkiego.

Zbigniew Hałat w swoim nie tak długim wystąpieniu zdążył podważyć wiele, przede wszystkim założenie, że istnieje jakiś wirus SARS-CoV-2. Być może to twór laboratoryjny, a być może nie ma go w ogóle.

Proszę nam pokazać wyniki tej izolacji wirusa
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

To stwierdzenie z kolei zdebunkowała juz Polska Agencja Prasowa: „O wyizolowaniu koronawirusa w warunkach laboratoryjnych poinformowały m.in. amerykańskie Centra ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (CDC). Naukowcy tam zatrudnieni otrzymali pierwszą próbkę materiału od tzw. Pacjenta 0 w USA, u którego stwierdzono zakażenie 20 stycznia 2020 roku.

Koronawirusa SARS-CoV-2 wyizolował również zespół badawczy Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób Korei Południowej, posługując się próbkami pobranymi od lokalnych pacjentów. Podobne badania, których rezultatem było wyizolowanie wirusa, prowadziły dwa zespoły w Kanadzie - naukowców z Uniwersytetu Saskatchewan oraz badaczy z Uniwersytetu w Toronto, Uniwersytetu McMastera i Centrum Nauk Medycznych Sunnybrook."

Kolejnym dowodem na to, że wirusa nie ma, jest według Hałata test PCR:

Test PCR jest bezwartościowy - przy manipulacji laboratoryjnej daje ponad 99 proc. wyników fałszywie dodatnich i ludziom z zawałami przypisywano zgon z powodu COVID
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

To znowu zarzut pojawiający się od początku pandemii. Test RT-PCR jest niesłychanie czuły analitycznie – może wykryć nawet najmniejsze ilości RNA wirusa. Dlatego ważny jest standard, który określa liczbę cyklów PCR, czyli ogrzewania i oziębiania próbki w celu powielenia DNA i (w tym wypadku cDNA, bo nasz wirus DNA nie ma, trzeba dokonać odwrotnej transkrypcji jego RNA) i dopasowania go do laboratoryjnych starterów (w uproszczeniu to taka foremka, do której musi pasować cDNA z próbki). Jeśli tych cyklów jest za dużo, to pojawia się ryzyko, że test wykryje szczątki wirusa albo minimalne jego ilości, a pacjent nie jest już albo wcale zakażony.

Nie oznacza to jednak, że test PCR jest bezwartościowy – standardy są, test jest uznawaną metodą diagnostyczną. Zresztą w Polsce od września 2020 roku testy wykonuje się tylko osobom z objawami COVID (chyba że chodzi o wjazd na terytorium naszego kraju spoza strefy Schengen). Trudno więc wyobrazić sobie, żeby dawał wyniki fałszywie dodatnie. Jednak zdaniem Hałata „minister zdrowia może ręcznie sterować informacją, dając laboratoriom utajnione polecenia, że należy zwiększyć liczbę cyklów PCR i nagle okazuje się, że na terenie województwa pomorskiego mamy nadzwyczajną zwyżkę zachorowań".

Można odnieść wrażenie, że były wiceminister zdrowia powtarza „niezależne" argumenty z początku pandemii, kiedy testowano również np. osoby na kwarantannie nie wykazujące objawów COVID-19. Jednak zgodnie z tą logiką osoby z objawami mogą mieć oczywiście grypę albo przeziębienie, a fałszywe dodatnie wyniki to np. jakieś pozostałości innych, niegroźnych koronawirusów.

Epidemii nie ma, ale są cudowne leki

A może jednak epidemia jest? Bo według niezależnych istnieją skuteczne leki na COVID-19, jak hydroksychlorochina i amantadyna. Niestety, nie pozwala się nimi leczyć.

Hydroksychlorochina jest skutecznym lekiem na COVID-19
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Hydroksychlorochina, lek na malarię, wydawała się nadzieją na pokonanie pandemii wiosną 2020 roku. Jak jednak czytamy na stronie Światowej Organizacji Zdrowia,

  • nie jest rekomendowana jako profilaktyka przeciw COVID-19 (tak stosował ją Donald Trump, którego przed zakażeniem nie uchroniła). Po sześciu badaniach z udziałem ponad 6 tys. uczestników okazało się, że nie było różnicy w liczbie zachorowań pomiędzy tymi, którzy lek brali, i tymi, którzy nie brali;
  • 30 badań z udziałem ponad 10 tys. osób wykazało, że nie redukuje śmiertelności ani konieczności mechanicznej wentylacji pacjentów, może za to zwiększyć ryzyko arytmii, uszkodzenia nerek i wątroby oraz zaburzeń krzepliwości u chorych na COVID-19.

Początkowo badania wskazywały, że hydroksychlorochina może pomagać chorym, dlatego w wielu krajach włączono ją do zaleceń dotyczących zapobiegania i leczenia COVID-19 – także w Polsce. Nauka jednak bezustannie się koryguje i na tym opiera się jej wiarygodność – kolejne badania pokazały, że hydroksychlorochina rzeczywiście może szkodzić, a na pewno nie pomaga.

Do zamieszania ws. hydroksychlorochiny oprócz jej publicznego wsparcia przez Trumpa przyczynił się też skandal związany z wycofaniem publikacji z renomowanego czasopisma naukowego „The Lancet". Jej autorzy wysunęli wniosek o groźnych skutkach ubocznych preparatu w leczeniu COVID, ale opierali się na niewiarygodnej bazie danych o chorych. Tu jednak znowu nauka się skorygowała, tekst wycofano.

Jeśli chodzi o amantadynę, to badania kliniczne dopiero trwają i prowadzone są w Polsce – gdzie jest popularna ze względu na działalność dr. Włodzimierza Bodnara, który twierdzi, że udaje mu się leczyć ludzi amantadyną w swojej klinice w Przemyślu, oraz w Danii. Ich wyników jeszcze nie znamy.

Niezależni jednak nie przejmują się obowiązującym stanem wiedzy – amantadyna leczy, mimo że nie jest przebadana, hydroksychlorochina leczy, mimo że jest przebadana. Złota zasada obowiązuje.

Szczepionki szkodzą strasznie

Hałat rozgrzewał się podczas konferencji coraz bardziej, żeby na koniec stwierdzić:

Przekonują mnie materiały, że ludzie przykładają sobie magnes do miejsca wstrzyknięcia i się nie odrywa. Nie ma się z czego śmiać. W szczepionce są namagnesowane nanocząsteczki, które powodują, że preparat rozchodzi się po całym ciele
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Temat szczepionek przeciw COVID-19 i Narodowego Programu Szczepień w szczególności jest w tej chwili centralnym tematem PSNLiN. Stowarzyszenie wysłało komunikat do dyrektorów szkół i przedszkoli w sprawie szczepień dzieci. Pisze w nim m.in.:

„Na stronie WHO można znaleźć rekomendacje: »na chwilę obecną dzieci nie powinny być szczepione«. »Nie ma jeszcze wystarczających dowodów na stosowanie szczepionek przeciw COVID-19 u dzieci, aby sformułować w tej sprawie zalecenia. Dzieci i młodzież mają tendencję do łagodniejszych chorób w porównaniu do dorosłych.«”

W zalinkowanej w komunikacie informacji WHO czytamy jednak trochę co innego: „Dzieci i młodzież przechodzą chorobę łagodniej niż dorośli, więc jeśli nie należą do grupy ryzyka ciężkiego COVID-19, ich szczepienie jest mniej pilne niż osób starszych, chorych przewlekle i personelu ochrony zdrowia. Potrzeba więcej danych na temat stosowania poszczególnych szczepionek przeciw COVID-19, żeby sformułować generalne rekomendacje w sprawie szczepienia dzieci". Czyli WHO nie wydało własnej rekomendacji, ale też nie mówi, że nie należy dzieci szczepić.

Poza tym uczestnicy konferencji powtarzali wszystkie znane z mediów społecznościowych argumenty przeciw szczepionkom: przede wszystkim, że to eksperyment medyczny, bo wciąż trwa 3. faza badań klinicznych.

Dostępne szczepionki przeciwko COVID-19 nie mają jeszcze ukończonej III z IV faz badań klinicznych. Powyższa okoliczność powoduje, że szczepienia tymi preparatami są w istocie eksperymentem medycznym
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Rzeczywiście, jak mówiła OKO.press dr hab. Ewa Augustynowicz z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Polskiego Zakładu Higieny, szczepionki przeciw COVID-19 powstały w rekordowym trybie: „W przeszłości najszybciej opracowaną i wprowadzoną na rynek szczepionką była ta przeciw śwince. Badacze potrzebowali na to czterech lat. Inne były opracowywane, poddawane badaniom klinicznym i wprowadzane na rynek średnio w ciągu 10 lat".

Ekspertka dodała jednak, że

  • technologia mRNA, którą stosuje się w szczepionkach Pfizera i Moderny nie jest wcale nowa. Badania nad nią trwają już od dziesięcioleci i dlatego było możliwe tak szybkie stworzenie skutecznych i bezpiecznych preparatów;
  • warunkowe dopuszczenie do użytku szczepionek nie oznacza, że nie są przebadane. Badania kliniczne były prowadzone zgodnie z wymaganiami, a grupy ochotników były nawet większe. Wymagane etapy badań prowadzono równolegle i oceniano etapowo, a nie tylko na końcu procesu. A miarodajne wyniki 3. fazy można było przedstawić o wiele szybciej niż podczas standardowych badań, bo w pandemii łatwiej o ochotników (to zresztą opóźnia w tej chwili badania nad skutecznością amantadyny – z powodu małej obecnie ilości chorych trudno skompletować próbę). Są one kontynuowane, ale co miesiąc producenci raportują do regulatorów o ich wynikach.

Decyzja o warunkowym dopuszczeniu do obrotu jest przewidziana w procedurach Europejskiej Agencji Leków już od ponad 10 lat i co roku na tej podstawie na rynek wchodzi około 10 preparatów. Stosuje się ją w przypadkach, gdy istnieje pilna potrzeba zastosowania leku, który przyniesie korzyść dla zdrowia publicznego.

Pfizer i Moderna złożyły jużdo amerykańskiego regulatora FDA wnioski o pełne dopuszczenie do obrotu. Na całym świecie wykonano już ponad 3 mld szczepień przeciw COVID-19. Od ponad sześciu miesięcy koncerny farmaceutyczne, rządy i instytuty naukowe prowadzą badania nad ich bezpieczeństwem. Jak dotychczas nie przyniosły one niepokojących wniosków – zaobserwowane skutki niepożądane są bardzo rzadkie, nie częstsze niż w przypadku powszechnie stosowanych leków. Pełne dopuszczenie mogłoby przekonać tą część opinii publicznej, która obawia się, że mamy do czynienia z eksperymentalnym preparatem.

Brak Funduszu Kompensacyjnego - prawda

Jednak dr Beata Wrodycka-Żytkowska zwróciła podczas konferencji uwagę na rzeczywisty problem:

Fundusz Kompensacyjny za powikłania poszczepienne w Polsce jest nadal w planach. Zatem oznacza to, że osoba zaszczepiona w przypadku powikłań poszczepiennych zostaje sama ze swoim kłopotem.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

To właściwie skandal: przy 30 mln wykonanych szczepień i 12,7 tys. zgłoszonych Niepożądanych Odczynów Poszczepiennych brak mechanizmów istniejących już w wielu krajach i pozwalających na wypłatę odszkodowania osobom, które doznały uszczerbku na zdrowiu. W maju list w tej sprawie do ministra zdrowia Adama Niedzielskiego wystosował Rzecznik Praw Obywatelskich.

„Wprowadzenie mechanizmu łatwego uzyskiwania rekompensaty z tytułu uszczerbku doznanego wskutek działań niepożądanych szczepionki pozwoliłoby rozwiać przynajmniej część obaw, jakie duża grupa obywateli wiąże z trwającą akcją szczepień" – pisał RPO.

Bardzo zaangażowana publiczność

Na tej konferencji nie było trudnych pytań. Można było wręcz odnieść wrażenie, że obecni na sali dziennikarze są zachwyceni tym, że powstało PSNLiN i z całego serca mu kibicują. Po zakończeniu spotkania nagrodzili występujących sążnistymi oklaskami.

Był wśród Jan Pospieszalski, którego program „Warto rozmawiać" w TVP zniknął wiosną 2021 roku z anteny po kolejnej ostrej krytyce rządowej strategii walki z pandemią i podważaniu naukowego konsensusu. Była Justyna Socha, czołowa aktywistka antyszczepionkowa, liderka stowarzyszenia „Stop NOP". Waldemar Frydrych, czyli słynny Major, za późnego PRL-u lider Pomarańczowej Alternatywy wygłosił tezę, że lockdowny zabiły w Polsce więcej ludzi niż reżim stalinowski.

O Polskim Stowarzyszeniu Niezależnych Lekarzy i Naukowców zapewne jeszcze nie raz usłyszymy, choć jak na razie po konferencji prasowej nastąpiła cisza w eterze. Prezeska Dorota Sienkiewicz zwracała uwagę, że Stowarzyszenie dołączyło do bratnich organizacji z wielu krajów świata. Wszystkie one w pandemii SARS-CoV-2 rozwijają się doskonale – w sferze publicznej pojawiło się tyle nowej, złożonej wiedzy i tyle zmieniających się hipotez, że rośnie zapotrzebowanie na prostsze narzędzia ją wyjaśniające, albo przynajmniej poddające w wątpliwość. Niezależni wykorzystują również umiejętnie przyrodzony gatunkowi ludzkiemu lęk przed nowym i nieznanym – a może i sami go podzielają.

Udostępnij:

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez prawie 20 lat związana z „Gazetą Wyborczą". Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w „Tygodniku Powszechnym", kwartalniku „Książki. Magazyn do Czytania". Była szefową bazy wiedzy w serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktorki naczelnej kwartalnika „Przekrój".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne