0:00
Prawa autorskie: Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.plAgnieszka Sadowska /...
15 lipca 2022

"Nigdy w życiu nie byłem tak chory". Kleszczowe zapalenie mózgu - jest szczepionka, ale nierefundowana

Choruje ok. 200-250 osób rocznie. Umiera 1 proc. z nich. Mało kto z nas się szczepi, tymczasem warto o tym przypominać. Bo w skali kraju kleszczowe zapalenie mózgu to stosunkowo niewielki problem zdrowotny. Ale dla tych, którzy zachorują, poważny. A kleszczy będzie przybywać

Wydrukuj

„Nigdy w życiu nie byłem tak ciężko chory” – odezwał się do mnie Tomek*, kolega z roku. „Napisz o kleszczach i przypomnij czytelnikom o szczepionce. Ja niestety jej nie wziąłem, chociaż tyle czasu spędzam w lesie, pod namiotem, na rowerach” - dodał.

Tomek: „Byliśmy z Anią* na dwóch wyprawach na początku i w połowie maja. Jedna rowerowa, druga piesza. Na rowerach jeździliśmy po środkowej Polsce na pograniczu województw mazowieckiego, łódzkiego i świętokrzyskiego. Chodziliśmy natomiast po północno-wschodnich terenach, blisko rosyjskiej granicy. To rejon znany z kleszczy i występowania przenoszonych przez nie boreliozy i zapalenia mózgu.

I w jednym, i w drugim przypadku znajdowaliśmy na sobie kleszcze. Razem było ich może 4 czy 5 na osobę. Malutkie. Staraliśmy się wyciągać je od razu. Na wyprawie rowerowej z namiotem było o tyle trudniej, że w namiocie jest ciemno, mogliśmy coś przeoczyć”.

To może mieć związek z kleszczami

„Zaniepokoiliśmy się wkrótce po powrocie z drugiej wyprawy.

Mamy jakieś dziwne objawy, np. trwające ułamek sekundy zawroty głowy czy zaburzenia równowagi. Czuję jakby mi klatka przeskoczyła w filmie. Ania ma takie same symptomy. Mierzymy gorączkę. Okazuje się, że mamy zaledwie po 34 stopnie.

To, że chorujemy we dwójkę, utrudnia diagnozę, bo lekarz od razu myśli, że zakaziliśmy się czymś między sobą.

Dochodzimy do wniosku, że to może mieć jednak związek z kleszczami i badamy się w kierunku boreliozy. Ania już kiedyś na nią chorowała. Pamięta, że objawy były nieco inne, bardziej grypowe, z gorączką.

U mnie test nie wykrywa przeciwciał na boreliozę, u Ani wychodzi niewysokie miano, ale pewnie po starej chorobie. Zresztą trudno się ich było spodziewać, bo badanie robimy trochę za wcześnie [organizm musi mieć czas na wytworzenie przeciwciał].

Robimy też test na COVID. Wynik negatywny.”

Nigdy w życiu nie byłem tak chory

„Niestety, wciąż czujemy się marnie i nadal nie wiemy co nam jest. Któregoś dnia Ania dostaje wysokiej gorączki – prawie 39. Kładzie się do łóżka, a ja mimo złego samopoczucia pracuję. Na szczęście w domu. Mam akurat bardzo intensywny okres w pracy.

Niedziela. Kończę nagrania, ostatnia godzina roboty. Nagle czuję, że wracają te wszystkie niemiłe objawy neurologiczne – zawroty głowy, „przeskakiwanie klatki”.

Następnego dnia mam już bardzo silny ból głowy, wysoką gorączkę. Kładę się do łóżka. Ania na szczęście czuje się lepiej. Po 2 dniach wzywamy do domu lekarkę. Przepisuje mi antybiotyk. Mówię, że na moje oko to musi być wirus, ale co ja będę z lekarzem dyskutował.

Wykupuję i zażywam antybiotyk, jest jednak coraz gorzej.

Ból głowy pomimo środków przeciwbólowych staje się tak nieznośny, że w piątek proszę Anię, żeby zadzwoniła do przychodni z prośbą o skierowanie do szpitala zakaźnego na cito. Czuję, że nie wytrzymam. Nigdy w życiu nie byłem tak chory”.

Zaraz, zaraz, jak ja się nazywam?

"Lekarka w poradni wystawia skierowanie. Jestem w Wojewódzkim Szpitalu Zakaźnym w Warszawie.

Robią mi badanie na COVID. Wynik negatywny. Kładą mnie do łóżka. Dostaję kroplówkę z dużą dawką sterydów i lekami przeciwbólowymi. Przechodzę pełne badanie krwi, z którego wynika, że to kleszczowe zapalenie mózgu.

Czuję się beznadziejnie. Podczas przyjęcia do szpitala mam się podpisać, a nie jestem w stanie. Nie to, że ręka mi się trzęsie. Przykładam pióro i nie umiem się podpisać. Nie umiem!

Codziennie rano pielęgniarka zdaje rutynowe pytanie i lekarz na obchodzie też: ‘Jak się pan nazywa?’. Zaraz, zaraz, jak ja się nazywam? To nie jest tak, że nie wiem, ale nie działa automat, mam moment zawahania. A jak już odpowiadam, to mam wrażenie, że to obce imię i nazwisko. Bardzo dziwne uczucie”.

Nie umiem się ruszać, nie umiem wstać

„Te neurologiczne objawy są wyjątkowo nieprzyjemne. Leżę w szpitalu i mam wrażenie, że jestem starcem. Nie umiem się ruszać, nie umiem wstać, pójść do łazienki, przebrać się. Wywracam się.

Patrzę na swoje chude rączki i nóżki, bo mięśnie lecą błyskawicznie w naszym wieku jak się leży i nie je, a ja w domu przez kilka dni nie byłem w ogóle w stanie jeść, i widzę swojego ojca. I to już w jego ostatnim stadium. Okropne.

Sterydy zaczynają jednak działać cuda. Nabieram apetytu i zaczynam jeść. Nawet mi smakuje to szpitalne jedzenie. Te blade wędlinki, a przecież normalnie prawie w ogóle nie jem mięsa. Jeszcze mi się trzęsą ręce, mam kłopoty z równowagą. Przychodzi pan ordynator, każe zamknąć oczy i wcelować palcem w nos, a ja trafiam w oko. Ale czuję się znacznie lepiej.

Po 6 dniach wychodzę na własną prośbę. Długi weekend Bożego Ciała chce już spędzić w domu.

Lekarze zgadzają się, wypisują mi doustne sterydy. »Bóle panu wrócą« – uprzedza lekarz, ale tak się na szczęście nie dzieje. Ale jestem wciąż bardzo słaby, słabszy niż mi się wydawało.

Właściwie mam wyjęty z życia miesiąc. Przez miesiąc nie otworzyłem laptopa”.

Uważałem się za dziarskiego starszego pana

„Praktycznie dopiero od kilku dni czuję, że wróciłem do formy. Tzn., że biegam, ćwiczę, a po 10-kilometrowej przejażdżce rowerem nie muszę się kłaść i odpoczywać.

Ta choroba była dla mnie wielką traumą, po raz pierwszy przekonałem się, że zdrowie nie jest dane raz na zawsze. Dotąd uważałem się za dziarskiego starszego pana, aktywnego fizycznie, dbającego o siebie, a tutaj…

Trzeba być kompletnym idiotą, żeby będąc - tak jak ja - człowiekiem, który spędza bardzo dużo czasu na wolnym powietrzu i na dodatek chodzi po krzakach, żeby sobie nie zrobić tego szczepienia. To oczywiście moja wina, ale prawda jest też taka, że szczepienia na kleszcze nikt ci nie ułatwia.

Bo może nawet ktoś zachęca. Jak otworzysz jakąś stronę, to piszą, że należy się zaszczepić, ale wiąże się z tym konieczność wizyty lekarskiej, podczas której dostaniesz receptę. Dopiero potem gabinet zabiegowy. Poza tym to kosztuje – trzeba wziąć 3 dawki i to się robi kilkaset zł, a potem jeszcze dawki przypominające.

Nastraszyliśmy jednak znajomych, teraz się wszyscy szczepią. Dzieciaki też”.

Sprawa w Polsce jest niedoceniona

„Problem może jest mały. No bo co to jest 200 czy 300 przypadków rocznie w skali kraju? Ale to jednak bardzo nieprzyjemna choroba. No i 1 proc. chorych umiera. Na dodatek u części z nich (wcale nie małej) mogą zostać trwałe następstwa. Bardzo się tego bałem. Na szczęście tak nie jest. Ja przecież jestem nadal aktywny zawodowo. Dla mnie zaburzenia kognitywne, kłopoty z pamięcią, kojarzeniem, to byłaby katastrofa.

Czytałem, że sporo zakażeń zdarza się wśród emerytów. Np. tych, którzy dorabiają zbieraniem grzybów, jagód czy poroży jelenich.

Uważam, że ta sprawa jest w Polsce niedoceniona. Stary człowiek może na kleszczowe zapalenie mózgu zejść, natomiast dzieci mogą borykać się z konsekwencjami neurologicznymi przez całe życie.

Należałoby też wywierać większy nacisk na ułatwienie szczepień. Nie mówię, że muszą być w 100 procentach refundowane, ale może szczepionka powinna być dostępna bez recepty? A może warto by pomyśleć o częściowej refundacji? Dla emerytów cena może być barierą”.

To ciężka choroba

Dzwonię do pani dr n. med. Grażyny Cholewińskiej-Szymańskiej, zastępczyni dyrektora ds. medycznych Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie.

Tomek mówił mi, że w szpitalu czuł się bardzo bezpiecznie. Wszyscy o niego - od lekarzy po salowe – wyjątkowo dbali. Przychodziła też do niego specjalna osoba od praw pacjenta i wypytywała czy wszystko OK.

Ale nie tym rozmawiam z panią Cholewińską. Pytam czy lekarze widzą w tym roku wzrost zachorowań na kleszcze. „Jeszcze nie wiemy. Może jest nieznaczny wzrost, ale w medycynie trzeba się opierać na twardych danych. Trzeba poczekać na tegoroczne statystyki” – słyszę w odpowiedzi.

Pani doktor uważa, że warto się szczepić przeciwko kleszczowemu zapaleniu mózgu? „Emeryt siedzący w domu – niekoniecznie. Ale już emeryt-grzybiarz – tak. Osoby wychodzące z psem do parku, chodzące z dziećmi na spacery w lesie, w parku – tak”.

Pytam o rejony Polski, w których żyją kleszcze przenoszące wirusa zapalenia mózgu. Kiedyś mówiło się tylko o północno-wschodniej Polsce.

„To już przeszłość. Teraz takie kleszcze są w wielu miejscach, np. w łódzkim, małopolskim.

Wyczuwają zapach ludzkiego potu. Siedzą w niewysokich krzakach, wystarczy otrzeć się o nie ramieniem. Na dodatek człowiek nie czuje ugryzienia, bo kleszcze mają specjalną substancję znieczulającą w ślinie”.

„Choroba jest wyraźnie dwufazowa. Na początku lekkie objawy przeziębieniowe, które ludzie zwykle bagatelizują, potem okres zacisza, a następnie hop i temperatura 40 stopni”.

„To ciężka choroba, która wiąże się z obrzękiem mózgu, może powodować zmiany zachowania, urojenia, omamy”.

Coraz więcej zachorowań

Państwowy Zakład Higieny – Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego na początku 2021 roku opublikował raport na temat kleszczowego zapalenia mózgu [KZM] w Polsce i na świecie.

Czytamy w nim m.in., że w Europie obserwuje się coraz więcej zachorowań na KZM. Wzrost ten zdaniem autorów wynika m.in. z występowania kleszczy na obszarach, w których wcześniej ich nie było, np. w płn. Szwecji, oraz wydłużenia okresu aktywności tych pajęczaków [kleszcze należą do rzędu pajęczaków]. Zwiększenie zasięgu występowania związane jest z kolei z ociepleniem klimatu.

Wirus kleszczowego zapalenia mózgu nie przenosi się z człowieka na człowieka – zaznaczają autorzy raportu. Wrażliwość populacji na zakażenie wirusem KZM jest powszechna, jednak w rejonach endemicznych 70–95 proc. zakażeń przebiega subklinicznie lub całkowicie bezobjawowo [za tereny endemiczne uznaje się kraje Europy Północnej, Centralnej i Wschodniej].

Ocenia się, że objawy choroby występują u 30 proc. osób, które zetknęły się z wirusem. U ok. 40 proc. z nich dochodzi do zajęcia ośrodkowego układu nerwowego.

W Polsce od lat zachorowania ograniczone są do ok. 30 proc. obszaru kraju. Tereny endemiczne znajdują się głównie w województwach podlaskim oraz warmińsko-mazurskim (i pokrywają się z najwyższą liczbą przypadków KZM – odpowiednio ok. 45 i 25 proc. wszystkich zgłoszonych zachorowań), a ponadto mi.in. w województwach mazowieckim, lubelskim, świętokrzyskim, małopolskim i wielkopolskim.

Choroby nie ma, bo nie ma badań

„Od ok. 70 lat wiemy, że kleszczowe zapalenie mózgu występuje na terenie Polski, jak również we wszystkich sąsiadujących z nami krajach” – czytamy na stronie PZH poświęconej szczepieniom. I dalej: „Problem polega na tym, że obszary ryzyka KZM określa się na podstawie zgłoszeń lekarzy, którzy w celu rozpoznania tej choroby muszą zlecić badanie swoistych przeciwciał".

"Trwające blisko dekadę badania NIZP-PZH wykazały, że większość lekarzy w Polsce nie zleca takich badań, ponieważ uważa, że na ich terenie nie ma tej choroby. A choroby tej nie ma, ponieważ nie wykonuje się badań. Stąd też większość zachorowań na KZM nie jest w Polsce wykrywana”.

„Nie da się łatwo uchronić przed ukąszeniami kleszczy i nie da się przewidzieć czy dany kleszcz przenosi wirusa” – informuje PZH. „Szczepienie jest jedynym skutecznym sposobem uchronienia się przed tą ciężką chorobą i jej powikłaniami. Żeby utrzymać ochronę przed zakażeniem konieczne jest przyjęcie 3 dawek szczepienia pierwotnego oraz dawkę przypominającą co 3-5 lat”.

I jeszcze dane ze wspomnianego raportu epidemiologicznego: „Osoby, które wybierają się na tereny endemiczne powinny zaszczepić się kilka miesięcy przed planowanym wyjazdem. Dwie początkowe dawki szczepionki podaje się w odstępie 4-12 tygodni, a trzecią 9-12 miesięcy po drugiej. Dla osób, które nie mają możliwości, aby przygotować się do wyjazdu, jest też dostępny schemat przyspieszony, polegający na podaniu dwóch dawek w odstępie 7-14 dni".

"W Polsce dostępne są dwie inaktywowane (zabite) szczepionki, które zapewniają skuteczną ochronę przynajmniej na kilka lat”.

Zalecane, nierefundowane

Szczepienie przeciw kleszczowemu zapaleniu mózgu jest w Polsce szczepieniem zalecanym, tzn. odpłatnym (refundowane są u nas wyłącznie szczepienia obowiązkowe). Można je wykonać w POZ lub prywatnej przychodni.

W POZ kwalifikacja do szczepienia i samo szczepienie wykonywane są bezpłatnie, za szczepionkę trzeba jednak zapłacić. Jeśli w punkcie szczepień POZ nie ma szczepionki, lekarz wystawia receptę.

Punkty szczepień w prywatnych przychodniach/centrach medycznych (także w poradniach medycyny podróży, nawet jeśli działają w placówkach, które mają podpisaną umowę z NFZ) zwykle dysponują szczepionką. W tym wypadku płaci się zarówno za kwalifikacje do szczepienia, za szczepionkę i za wykonanie szczepienia.

Wyjątek stanowi szczepienie wykonywane u osób zawodowo narażonych na zakażenie (np. leśników). Koszt szczepionki i szczepienia pokrywa wtedy pracodawca.

Koszt 3 dawek to wydatek rzędu 400 zł.

I jeszcze jedno zdanie z raportu PZH-NIZP: „W Polsce szczepienia przeciw KZM są zalecane, jednak ze względu na fakt otrzymania statusu kraju endemicznego dla KZM, szczepienia w regionach o wysokiej endemiczności oraz dla grup narażonych powinny być refundowane”.

Jak wyciągnąć kleszcza?

Na koniec dodatkowa informacja: jak wyciągać kleszcza?

„Nie smaruj wkłutego kleszcza masłem czy alkoholem, nie wyciskaj go ani nie zgniataj” – czytam na jednej z wielu stron radzących w tym względzie.

„W ten sposób tylko pogorszysz sytuację. Usuń go, używając pęsety lub specjalnej pompki (kupisz je w aptece). Kleszcza trzeba chwycić jak najbliżej skóry, a następnie wyjąć lekko łukowatym ruchem (nie wolno go wykręcać). Jeśli w naszym ciele po wyjęciu kleszcza wciąż tkwi jego główka, ją także wyjmujemy, dokładnie takim samym ruchem. Miejsce po ugryzieniu dezynfekujemy i obserwujemy przez kilka kolejnych dni [chodzi o to, czy w miejscu ugryzienia nie pojawi się tzw. rumień wędrujący wskazujący na zakażenie boreliozą]".

Możemy też użyć „lassa” kupionego w aptece za ok. 30 zł. Usuwamy z jego pomocą kleszcze głównie z naszych kotów. Na spacery ubierajmy się tak, by uniknąć ugryzienia. I zaplanujmy szczepienie.

*imiona zmienione

Udostępnij:

Sławomir Zagórski

Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Założył tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne