0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...

Co mówili? Jak głosowali? Gdzie manipulowali? O co się kłócili? Jakie były przekazy tygodnia? W sobotę rekapitulujemy dla państwa, czym próbowali mamić nas politycy w mijającym tygodniu.

W tym roku 1 września znów zacznie się wojna z Niemcami, ale teraz to Polska podejmie odważną ofensywę na froncie zachodnim. Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński zapowiedział, że tego dnia zostanie opublikowany obszerny raport na temat zbrodni niemieckich w Polsce, wraz - co w tej opowieści najważniejsze - żądaniem reperacji od wrażych germanów.

Wygląda na to, że walka z Niemcami będzie główną osią opowieści PiS o świecie na nadchodzące miesiące, czas znaczony inflacją, spowolnieniem gospodarczym, wzrostem cen energii i przede wszystkim kryzysem węglowym, który zagląda w oczy przed zimą milionom Polakom.

Może będzie chłodno, może będzie drogo, może nie będzie pieniędzy z Funduszu Odbudowy Unii Europejskiej, ale za to damy popalić potomkom nazistów, z którymi jesteśmy w konflikcie od przeszło tysiąca lat.

Ale teraz to my mamy wygrać odwieczne starcie.

Klechdę prezesa Kaczyńskiego zrekonstruowała i zanalizowała w OKO.press Agnieszka Jędrzejczyk. Przyjrzyjmy się, co napisała nasza dziennikarka o występie w Gnieźnie, które lider obozu władzy odwiedził w ramach swojego objazdu (obecnie zawieszonego) po kraju:

"Kaczyński mówi: Niemcy zawsze na nas czyhali, Krzyżacy zawsze atakowali, a Zachód oczerniał Polskę od XVIII wieku. Tak jak i teraz. Ale Polska oparła się temu przez tysiąc lat – i teraz też się oprze. Dzięki PiS.

W Gnieździe Zaczynając od chrztu Mieszka:

  • Mieliśmy bardzo wielu przeciwników i nie tak wielkie siły. I trzeba powiedzieć, że po przeszło 1050 latach, kiedy trzeba wziąć pod uwagę ten punkt wyjścia, to naprawdę daliśmy sobie radę. (…)
  • No ale na zachodzie ciągle jest państwo, które jest naszym sojusznikiem w NATO, jest w Unii Europejskiej, ale nie ma najmniejszej wątpliwości, że próbuje nas zdominować.
  • Mamy tutaj do czynienia z taką sytuacją, która w polityce niemieckiej [trwa] od chwili, kiedy Niemcy się zjednoczyły i znów zaczęły być wielką siłą [prezes mówi tu o wieku XIX] (…), to ta tendencja do ofensywy, Drang nach Osten, i do dominacji była bardzo, bardzo silna. Ujmowana na różne sposoby (…), nawet uznająca koncepcję Mitteleuropy, czyli Europy Środkowej, [i] prawo Polaków do istnienia w państwie (…) [Ale] to państwo nie ma prawa przekroczyć pewnego poziomu, jeżeli chodzi o gospodarkę. Jeżeli spojrzeć na dzisiejszą politykę niemiecką, to można powiedzieć, że to jest dokładnie to samo. (…) Czyli jesteśmy tutaj w trudnej sytuacji. (…)
  • Powiem tylko, że w Polsce jedni odpowiadają na tą sytuację taką gotowością do podporządkowania się, do pewnego rodzaju uniżenia się i samoograniczenia własnych ambicji. A drudzy, czyli my, mówią NIE (…) To jest taka zasadnicza różnica między nami”.

Czyli: PO to niemiecka partia, a PiS nie ugina się przed Niemcami".

I dlatego właśnie sięgniemy po żądanie reparacji wojennych. Jednocześnie reparacje w retoryce partii rządzącej mają zastąpić nam pieniądze z UE, co w sumie na jedno wyjdzie, bo w tej historii Unia i Niemcy to właściwie jedno i to samo. Niestety, jeśli prezes przekonał Państwa do swojej koncepcji i już w myślach liczycie europrzelewy z Berlina, mamy złą wiadomość: czeka was kubeł zimnej wody.

Bo pieniądze oczywiście będą, ale niestety ich nie będzie. To znaczy będą później, kiedyś, w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Kto dożyje wypłaty reparacji?

W wypowiedzi dla Polskiej Agencji Prasowej z piątku 29 lipca prezes Kaczyński mówi tak:

"Liczę, że operacja dotycząca reparacji wojennych od Niemiec powinna przynieść rezultaty, chociaż zdaję sobie sprawę, że może to potrwać nawet całe pokolenie, ale kiedyś trzeba zacząć, nie wolno z tego rezygnować".

Prezes spotkał się z szefem opozycyjnej, niemieckiej CDU, ale nie ma dobrych wieści:

"Jeżeli chodzi o reparacje, to [Friedrich Merz] stwierdził, że w tej chwili żaden rząd niemiecki się na to nie zgodzi" - mówił PAP szef PiS.

Ale niech żywi nie tracą nadziei, przy czym słowo "żywi" nie jest tu przypadkowe:

"To będzie duża operacja. Liczę, że z czasem powinna przynieść rezultaty, chociaż zdaję sobie sprawę, że to jest dłuższy czas, być może nawet całe pokolenie minie - ja mogę tego nie dożyć, ale kiedyś trzeba zacząć"

- mówi 73-letni Kaczyński.

Według Głównego Urzędu Statystycznego dalsza przeciętna długość życia Polaków w wieku prezesa PiS wynosi ponad 11 lat i 4 miesiące, więc wygląda na to, że na pieniądze od Niemiec poczekamy długo. To po pierwsze. Po drugie, biorąc pod uwagę, że fundamentem siły politycznej rządzącej prawicy jest starszy elektorat, trzeba powiedzieć, że to tyleż innowacyjna, co ryzykowna forma obietnicy wyborczej:

zapowiedzieć coś, czego część wyborców doświadczy dopiero po śmierci.

Niby zawsze coś, ale jednak trochę to rozczarowujące.

Byle do wiosny, panowie, byle do wiosny

A skoro w przewidywalnej przyszłości nie będzie ani pieniędzy z Niemiec, ani z Unii Europejskiej (czyli też z Niemiec), trzeba jakoś przetrwać u władzy w oczekiwaniu na lepsze czasy. I takie właśnie marzenie wyłania się z wywiadu, którego Kaczyński w środę 27 lipca udzielił Marcinowi Fijołkowi z Interii: byle do wiosny, wiosną już na pewno się wszystko ułoży.

W bardzo długiej rozmowie szef PiS nie przedstawia żadnego pomysłu na przyszłość, żadnej nowej wizji, czy idei (oprócz reparacji, które w repertuarze są już od wielu lat). Powtarza tylko, że jego ugrupowanie na pewno poradzi sobie z trudnościami, bo poradzić sobie musi, a jak już wszystko się ułoży, skończy się zima, spadnie inflacja, to wtedy, kto wie, być może przejdzie do ofensywy.

Ale teraz czas jest trudny. A nawet najtrudniejszy, "jest ciężko na wielu poziomach":

"Bez wątpienia to najtrudniejszy czas, odkąd przejęliśmy władzę, od 2015 roku. Składa się na to wiele czynników: wojna, pandemia - choć dziś na razie w lżejszej formie - skutkiem tego wszystkiego kryzys energetyczny, inflacja. No i ostre ataki ze strony opozycji, która, jak oceniam, jest wspierana przez Berlin".

Prezes przyznaje również, że dał się z węglem podpuścić Donaldowi Tuskowi. Czy to prawda, czy nie, to inna sprawa, ale szef PiS subiektywnie tak ocenia rzeczywistość i najwyraźniej bardzo go to złości, ale zrobić z tym nic nie może:

"(...) przypomnę panu scenę z samochodu Donalda Tuska, który nagrał film, w którym pokazuje palcem, że wagony wiozą ruski węgiel i że trzeba to natychmiast powstrzymać. Presja, by zrobić to szybko była ogromna (...).

Dlatego PiS bez przygotowania wprowadził embargo na rosyjski węgiel, a teraz mimo buńczucznych zapewnień obawia się, że przed zimą nie zdoła zasypać deficytu surowca na polskim rynku:

"Ta sprawa jest ważna z perspektywy czysto politycznej, ale przede wszystkim czysto humanitarnej: władza, jakakolwiek władza, po prostu ma obowiązek zapewnić ludziom warunki, by mogli normalnie żyć, a elementem tego jest ogrzewanie mieszkania".

I dalej: "Niezależnie od tego, czy rację mają ci, którzy mówią, że potrzeba nam kilka milionów ton, czy ci, którzy liczą raczej kilkanaście milionów ton - węgla wystarczy. Proszę mnie trzymać za słowo. Nie mówię, że od razu w sierpniu czy we wrześniu będzie wszystko można kupić od ręki w dowolnych ilościach, ale damy radę".

Czyli - tłumacząc z politycznego na polski - węgla nie będzie w wystarczającej ilości ani w sierpniu, ani we wrześniu, może sytuacja poprawi się w październiku, ale w sumie kto to wie?

Zazwyczaj przy takiej okazji obóz władzy znalazłby małe stadko kozłów ofiarnych, które poświęciłoby się na ołtarzu gniewu Polaków - tak jak miało to miejsce po porażce Polskiego Ładu. Ale nie tym razem.

Teraz należy za wszelką cenę trwać i zachować spójność szeregów:

"Wyciąganie odpowiedzialności to sprawa na później, nie ma sensu dziś nikogo rozliczać, choć wraz z zakończeniem operacji wszystkiemu przyjrzymy się jeszcze raz: na spokojnie, bez zaciekłości i chęci karania kogoś za wszelką cenę. Jeżeli ktoś coś zaniedbał, to będą wyciągnięte konsekwencje".

W dalszej części rozmowy prezes tłumaczy się jeszcze z bliskich kontaktów z szefową Trybunału Konstytucyjnego Julią Przyłębską, z tego, jak wygląda telewizja publiczna, z tego, że państwo działa niemrawo wobec przypadków pedofilii w Kościele oraz z podziałów w obozie władzy. Kaczyński narzeka też na opozycję, która jest totalna, zła, niemiecka i sypie piasek w tryby. Szef PiS ożywia się wyraźnie tylko raz, gdy fantazjuje, że na koniec kariery politycznej chciałby ponownie zostać senatorem z Elbląga (pierwszy raz zdobył tam mandat senatorski w 1989 roku).

Jednym słowem - marazm. I nadzieja, że jeśli jakimś cudem uda się przetrwać bez wielkiego szwanku kolejne miesiące, wiosną otworzy się pole do kontrofensywy.

Chcą wygrać wybory, czy dostać Order Uśmiechu?

Prezesa i jego partii najwyraźniej żal się zrobiło posłowi Platformy Obywatelskiej Tomaszowi Lenzowi, który postanowił pomóc PiS-owi przetrwać trudny czas. Poseł Lenz na antenie TVP Info 28 lipca podzielił się przemyśleniami na temat walki z inflacją, postulując zawieszenie wypłat dodatkowych emerytur:

"Zastanówmy się, czy okresowo nie ograniczyć wypływ pieniądza na rynek, (...) może jednak zawiesić czternastkę, piętnastkę. Jeżeli obiecujemy czternastkę, piętnastkę, ludzie te pieniądze otrzymują, biegną do sklepu, te pieniądze wydają i znowu nakręcają inflację".

Metoda, żeby zabrać ludziom pieniądze, a wtedy nie będą ich wydawać, jest oczywiście tyleż prosta i radykalna, co skuteczna: rzeczywiście w takim wypadku inflacja by spadła. Jednak w wypadku polityka partii, która od lat zapewnia, że nic, co zostało przez PiS dane, nie zostanie obywatelom zabrane, jest to również metoda politycznie lekko ekscentryczna. Niestety, nie dowiedzieliśmy się, czy poseł Lenz chciałby dać przykład emerytom i solidarnie zrezygnować również z części swojego uposażenia.

Z niespodziewanego, acz szczodrego, prezentu od polityka PO skorzystała natychmiast TVP, poświęcając mu w 24 godziny cztery materiały. Jeden z tytułów: "PO chce zabrać dodatki emerytom".

29 lutego ostro zareagował szef Platformy Donald Tusk: "Gwarantuję, jeśli wygramy wybory, nie tylko utrzymane będą 500 plus, trzynastka, czternastka, ale będą też bezpieczne, bo inflacja nie będzie zżerała ich wartości z miesiąca na miesiąc (...). To jest gwarancja i nikt tego postanowienia nie zmieni. Skoro poseł Tomasz Lenz tego nie akceptuje albo nie rozumie, to nie będzie się już wypowiadał w mediach w imieniu Platformy i w przyszłej kadencji nie będzie reprezentował Platformy w Sejmie".

Mocne dementi Tuska nie wywołało już jednak takiego zainteresowania mediów narodowych, które ochrzciły to "działaniem na potrzeby kampanii".

Ale może przynajmniej prezes Kaczyński w końcu zmieni zdanie o opozycji: przynajmniej w części nie jest najwidoczniej taka zła, skoro podaje rękę władzy będącej w potrzebie. Wyborów tak pewnie nie wygra, ale za to może liczyć na Order Uśmiechu. Gloria Victis!

;

Udostępnij:

Michał Danielewski

Wicenaczelny OKO.press, redaktor, socjolog po Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW. W OKO.press od 2019 roku, pisze o polityce, sondażach, propagandzie. Wcześniej przez ponad 13 lat w "Gazecie Wyborczej" jako dziennikarz od spraw wszelakich, publicysta, redaktor, m.in. wydawca strony głównej Wyborcza.pl i zastępca szefa Działu Krajowego. Pochodzi z Sieradza, ma futbolowego hopla, kibicuje Widzewowi Łódź i Arsenalowi

Komentarze